Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca Fredro Aleksander Śluby panieńskie to utwór polskiego komediopisarza, bajkopisarza i poety, hrabiego Aleksandra Fredry. Komedia powstawała w latach 1826–1832.Autor podczas swojego życia m.in. wstąpił do wolnomularstwa oraz służył w armii Księstwa Warszawskiego. Pod wpływem krytyki przestał pisać na kilka lat. Jego dwa dzieła, Zemsta oraz Śluby panieńskie, doczekały się ekranizacji.Komedia Śluby panieńskie opowiada o Anieli oraz jej kuzynce Klarze, które postanawiają nigdy nie wychodzić za mąż. Przebywający na dworze Gustaw obmyśla intrygę: chce rozkochać w sobie Anielę i jednocześnie pomóc Albinowi, który zakochany jest w Klarze. Aleksander Fredro Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca Rozum mężczyzną, białogłową afekt tylko rządzi; oraz[1 - oraz (tu daw.) – jednocześnie. [przypis edytorski]] kocha, oraz nienawidzi; nie gdzie rozum, nie gdzie afekt, tam wszystko.     And. Max. Fredro[2 - And. Max. Fredro – Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620–1679), polityk i pisarz. [przypis edytorski]] OSOBY: PANI DOBRÓJSKA ANIELA KLARA RADOST GUSTAW ALBIN JAN Na wsi w domu pani Dobrójskiej. AKT 1 Duży pokój – dwoje drzwi w głębi – trzecie drzwi po prawej stronie sceny do pokojów pani Dobrójskiej, czwarte po lewej do pokoju Gustawa, okno. SCENA I JAN sam – w płaszczu zarzuconym na ramiona – chodzi – patrzy w okno, potem mówi, ziewając: Czekaj mnie, nie śpij, powrócę o trzeciej. Piękna mi trzecia: słońce jak w dzień świeci, A mój pan drogi gnie sobie parole, Albo z butelką… albo… No! już milczeć wolę. SCENA II Jan, Radost. RADOST idąc ku drzwiom Gustawa Śpi Gucio? JAN Czy śpi? – Jak zabity, panie. RADOST Lubi spać hultaj. JAN zastępując od drzwi Niechże pan nie chodzi. RADOST A to dlaczego? JAN Bo śpi. RADOST Nic nie szkodzi. JAN zastępując Będzie się gniewał. RADOST Nic mi się nie stanie. JAN Dopiero zasnął – ledwie pół godziny. RADOST Cóż w nocy robił? JAN Nie spał! RADOST A z przyczyny? JAN Z przyczyny? – Zasłabł. RADOST troskliwie Zasłabł? JAN z westchnieniem Niespodzianie. RADOST Cóż mu jest? JAN Co jest? – jakiś zawrót głowy… RADOST Hm! JAN Wstręt do wody… RADOST Hm! JAN Pragnienie wina… RADOST Hm! proszę, proszę, wieczór[3 - wieczór jeszcze zdrowy – wieczorem jeszcze był zdrowy. [przypis edytorski]] jeszcze zdrowy! JAN wzruszając ramionami Ha! słabość, panie, piorunem zaczyna. RADOST do siebie Hm! wstręt, pragnienie! hm… hm… zawrót głowy. JAN Niech no się wyśpi, po południu wstanie. RADOST Chciałem być w domu i dziś tu z powrotem; Lecz taką rzeczą ani myśleć o tem. JAN Owszem, jedź pan, jedź; ręczę, że za chwilę… RADOST A sen spokojny? JAN zastępując drogę Lada co obudzi. Cicho, dla Boga. RADOST Drzwi tylko uchylę. JAN Ale drzwi skrzypią. RADOST Własnemi oczyma… JAN odstępując Ha, kiedy już tak! Niech się pan nie trudzi: Darmo tam patrzeć – mego pana nié ma[4 - nié ma – daw. forma z é pochylonym, wymawianym jak i; tu zachowana dla rymu: oczyma – nié ma. [przypis edytorski]]. RADOST Nie ma? JAN A nie ma. RADOST Gdzie jest? JAN Stąd o milę. RADOST Jak? Co? JAN Pojechał. RADOST Dokąd? JAN Do Lublina. RADOST Do Lu… Lu… JAN z ukłonem kończąc słowo …blina. RADOST Kiedy? JAN Wczoraj. RADOST Po co? JAN Nie wiem. RADOST Macież[5 - macież (daw.) – no macie, macie przecież; macież go – oto on; proszę, jaki on jest. [przypis edytorski]] go! Już szaleć zaczyna, Już, Bogu dzięki. – Jeździć, latać nocą… I czegóż stoisz? Panie, zawrót głowy? Hm! wstręt do wody! Co – wina pragnienie? JAN Stoję na warcie, muszę być gotowy Otworzyć okno na pierwsze skinienie. RADOST Na co otworzyć? JAN Dla mojego pana: Tędy wychodzi, tędy się i wchodzi. RADOST załamując ręce Przez okna łazić śród[6 - śród (daw.) – wśród. [przypis edytorski]] jasnego rana! To waryjata[7 - waryjat – dziś: wariat. [przypis edytorski]] prawdziwie dowodzi, ironicznie I kiedyż wróci na swoje wesele? JAN Jeśli mu wierzyć, miał o trzeciej wrócić. RADOST do siebie O, muszę, muszę cugli mu przykrócić! O, czego nadto, tego i za wiele! Słychać pukanie do okna. JAN idąc do okna Niechże pan łaje, bo przybywa właśnie. Otwiera okno. SCENA III Gustaw ubrany do konia, Jan, Radost w głębi. GUSTAW włażąc przez okno To czas! – niech go piorun trzaśnie! JAN Dobrze pan mówi: bogdajby go trzasnął! GUSTAW A co? Śpią jeszcze? JAN Byłby sen nie lada! GUSTAW Trochem się spóźnił. JAN Mnie to pan powiada. GUSTAW Pewnieś nie dospał. JAN Gdybym był choć zasnął. GUSTAW oddając pręt, czapkę, rękawiczki i ocierając twarz No, prawdę mówiąc, jak jestem na świecie, Jeszczem tak pięknie zębami nie dzwonił: Wicher, deszcz, zimno… psa by nie wygonił. RADOST A ciebie wygonił przecie. SCENA IV Radost, Gustaw. GUSTAW A stryjaszek!całując w rękę/ Dzień dobry! RADOST ozięble Witamy z podróży! GUSTAW Już wstałeś? RADOST Jeszcześ nie spał? GUSTAW Dość czasu. RADOST Dzień duży. GUSTAW Dopiero świta. RADOST Świta, ale w twojej głowie. GUSTAW Niech i tak będzie, niech świta na zdrowie. Byle mnie kochał stryjaszek kochany, Był mi zawsze zdrów, czerstwy i rumiany. Lecz, cóż to? mars? mars? fe! precz z nim do licha! zaglądając w oczy No… proszę… troszkę. – Niknie wyraz srogi. Czoło się równa, oko się uśmiecha. Otóż tak lubię,/ ściskając go/ mój stryjaszku drogi! RADOST płaczliwie, zawsze dając przestrogi Mój Gustawie, powiedz mi: chcesz, czy nie chcesz żony? GUSTAW Chcę, chcę, stryjaszku. RADOST Pewnie? GUSTAW Jestem jej spragniony — RADOST Jakiże to więc sposób wyszukałeś sobie? GUSTAW Ja nic dotychczas nie wiem o sposobie. RADOST Te wycieczki przez okna, te nocne wyprawy. GUSTAW I cóż! RADOST zniecierpliwiony Cóż! Panna! GUSTAW A, bardzom ciekawy. Co moją pannę to obchodzić może, Kiedy, jak i gdzie ja się spać położę? Nie śpię – tem lepiej dla niej, bo na jawie Nią tylko jedną myśli moje bawię, I do niej wzdycham jak w dzień, tak i w nocy; Ale jak zasnę – jestże to w mej mocy? RADOST płaczliwie Mój Gustawie! – Dla Boga, porzuć myśli płoche, I raz tylko, raz pierwszy zastanów się trochę. Kilka dni jesteś pośród tak godnej rodziny, I nie ma dnia jednego… gdzie tam dnia!… godziny, Żebyś czegoś nie zbroił, aż się serce kraje. Pani Dobrójska sama opiekę ci daje; Nie idąc wzorem matek, co nos górą noszą, Kiedy w duszy o zięcia wszystkich świętych proszą — Pamiętna twych rodziców i mojej przyjaźni, Swój zamiar względem ciebie głosi bez bojaźni. Ale wszystko na próżno, daremnie się trudzi: Miejski panicz w wieśniakach innych widzi ludzi; Swoich nudów nie kryje, grzeczności nie sili, I chce dać uczuć wartość każdej swojej chwili. Wróbel się tylko, mówią, pustej strzechy trzyma, Ale co w twojej głowie już i wróbla nie ma. GUSTAW ze szczerem zastanowieniem Prawda, prawda, stryjaszku, zbyt słuszne przestrogi; Ach, ojcowskiemi strzeżesz mnie oczyma,/ ściskając go O, jesteś dla mnie skarb, przyjaciel drogi, Dzięki ci, dzięki za twoje przestrogi. RADOST z rozczuleniem ściskając go Mój ty poczciwy, mój luby Gustawie! GUSTAW Mój przyjacielu, mój ojcze kochany! Zobaczysz, jak się ogromnie poprawię, Bylem miał tylko powód do odmiany. A teraz zgadnij, jaką dziś zabawę… RADOST O dla Boga! on swoje! Otóż masz poprawę. Ach zmiłuj się, uważaj, powiedz, czy to ładnie, Że z domu pan zalotnik oknem się wykradnie, Aby noc całą Bóg nie wie gdzie trawić! GUSTAW Ależ stryjaszku, ja się muszę bawić. RADOST Bawić! GUSTAW A wprawdzie, w tym szanownym domu. Gdzie każdy dla mnie aż nadto łaskawy, Gdzie nie ubliżam w niczem i nikomu, Żadnej dotychczas nie widzę zabawy. RADOST Idzież tu o zabawę, wrzawę nieustanną? GUSTAW Ależ o nudy idzie. RADOST Nudy z piękną panną! GUSTAW Nie będą nudy, jak się kochać będę. RADOST I kiedyż to nastąpi? GUSTAW Jak się z nią ożenię. RADOST Albo inaczej: jak na koszu[8 - siąść na koszu a. dostać kosza – oświadczyć się i nie zostać przyjętym. [przypis edytorski]] siędę[9 - siędę – dziś popr. forma: siądę. [przypis edytorski]]. GUSTAW Ba, ba, ba! jeszcze czego. RADOST I skąd pewność, że nie? Jestże to napisano, wyryto na niebie, Że Aniela koniecznie musi pójść za ciebie? GUSTAW Pójdzie, pójdzie, stryjaszku. RADOST Tylko bardzo proszę, Niech samochwalstwa od ciebie nie znoszę. GUSTAW Do samochwałów któż tego policzy, Który rozsądnie zważa i powiada, Że gdzie dwie rodzin związku sobie życzy, Związku się w końcu spodziewać wypada? RADOST Prawda, jeśli Aniela choć trochę polubi. GUSTAW Bądź z łaski swojej spokojny w tym względzie. Już ja ci ręczę, wszystko dobrze będzie. RADOST Nadto pewności, a ta pewność zgubi. GUSTAW Już spuść[10 - spuścić się na kogoś (daw.) – polegać na kimś, liczyć na kogoś. [przypis edytorski]] się na mnie… Ale dość tych fraszek. Teraz niech zgadnie kochany stryjaszek… RADOST Pewnie, gdzie byłeś? GUSTAW Gdziem bawił tak długo. RADOST Wymów już, wymów, bo cię diable dusi. GUSTAW Na miejskim balu byliśmy przebrani. RADOST Na jakim balu? GUSTAW Pod Złotą Papugą. RADOST W karczmie! GUSTAW Przebrani. RADOST O Boże! o Boże! GUSTAW Tego młodemu nikt pewnie nie zgani. RADOST ironicznie Pewnie pochwali? GUSTAW Bo pochwalić musi. RADOST Piękna mi szkoła! GUSTAW Lepsza być nie może. Na małym świecie, co się wielkim mieni, Gdzie każdy trwożnie po śliskiej przestrzeni, Jakby na szczudłach i w przyłbicy chodzi; Tam, czem są ludzie, niechaj nikt nie bada. Ale gdzie człowiek mało pozór ceni, Przybranym kształtem nie chce i nie zwodzi, Gdzie więcej wola, niż rozum nim włada, Tam schwytaj pędzel, wzór stoi gotowy. RADOST Otóż go macie! Jest La Bruyère[11 - Jean de La Bruyère (1645–1696) – fr. pisarz, autor Charakterów (Les Caractères ou les Mœurs de ce siècle), dzieła opisującego postaci i obyczaje XVII-wiecznej Francji. [przypis edytorski]] nowy. płaczliwie Gucio! dopieroś dziękował za radę. GUSTAW nie słuchając I co mi teraz przychodzi do głowy. RADOST Na przykład? GUSTAW Jedźmy tam dziś. RADOST Ja z tobą? GUSTAW Ty ze mną. RADOST Oszalał! GUSTAW Wcześniej wrócisz. RADOST ironicznie Tą drogą tajemną. GUSTAW Jedziesz? RADOST Dajże mi pokój. GUSTAW No, to sam pojadę. RADOST Guciu! dopieroś dziękował za radę. GUSTAW żałośnie Luby stryjaszku! wkrótce się ożenię. RADOST do siebie z zadziwieniem No! i dlatego takie figle stroi. GUSTAW jak wyżej, prosząc Już raz ostatni. RADOST Ja go nie odmienię, To rzecz daremna. GUSTAW Na kasztana wsiędę!… RADOST przestraszony O! na kasztana! GUSTAW Przede dniem tu będę. RADOST Weź już moją dorożkę, a kasztan niech stoi. do siebie: Jeszcze kark skręci z tego waryjata. GUSTAW Dobrze, stryjaszku. RADOST I deliję[12 - delija, delia (daw.) – kurtka męska. [przypis edytorski]] moją. GUSTAW Dobrze, stryjaszku. RADOST W tej kurteczce lata. Jeszcze kataru u diaska dostanie. GUSTAW Dobrze, stryjaszku, jak chcesz, tak się stanie. Ja zawsze mówię, święte rady twoje. RADOST Otóż masz, teraz powie, że to z mojej rady Przez okna łazi na nocne biesiady. GUSTAW Zatem radzisz wchodzić drzwiami? RADOST Gadajże z waryjatami! Ja ci radzę pójść spać. GUSTAW Spać? RADOST Bladyś, aż niemiło. GUSTAW Blady? To dobrze, to nic nie zaszkodzi: Bladość niepokój miłosny dowodzi, Bladości prędzej niż słowom się wierzy. Pamiętasz przecie, jak to dobrze było Rano, nazajutrz, po twojej wieczerzy? RADOST Mojej wieczerzy? GUSTAW To jest, mówiąc szczerze, Ja sam dawałem tę sławną wieczerzę, Ale stryjaszek potem długi płacił. RADOST Niestety! GUSTAW Wcalem na cerze nie stracił. „Teraz to kocha – rzecz niezaprzeczona — Jak blady, słaby! – on z miłości skona” — Powiedz sam, wszakże prawda, tak mówiono. I gdybym nie był zanadto… RADOST No, no, no, Nie dość szaleje, jeszcze mnie powiada! Teraz idź i śpij, taka moja rada. Ale mój Guciu, Guciuniu serdeczny, Staraj się zbliżyć, podobać Anieli. GUSTAW Dobrze, stryjaszku. RADOST Dla matki bądź grzeczny. GUSTAW Dobrze, stryjaszku. RADOST I na miłość Boga, Jeśli ci jeszcze moja przyjaźń droga, Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco. Bo często słowa jakby z worka lecą, Ale sensu w nich – no! – tego tam nie ma. — A teraz idź spać, już mrugasz oczyma. GUSTAW Pójdę się przebrać. Całuje go w rękę. RADOST całując go Pamiętaj, Gustawie… GUSTAW Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię. Odchodzi w lewe drzwi boczne. RADOST patrząc za nim, serio Poprawię! Zawsze jedno co godzina, Zadziwisz się! tak!/ przechodząc nagle w uczucia Kochany chłopczyna! SCENA V Radost, Albin (chustka w ręku, tragicznym tonem). RADOST Cóż cię, panie Albinie, sprowadza tak wcześnie? ALBIN Niestety! RADOST Jak wzdychałeś, tak wzdychasz boleśnie. ALBIN Ach! jakże nie mam wzdychać, kiedy w smutku tonę; Kiedy nocne minuty łzami przeliczone! RADOST A ja ci radzę, wypogódź twe czoło, Nie bądź Gustawem – lecz kochaj wesoło: Te elegije i miłosne żale Młodej dziewczyny nie podbiją wcale; A zwłaszcza Klarę, co jak iskra żywa, Jeżeli westchnie, to wtedy gdy ziéwa; Klara, co spocząć, rzadziej milczeć zdoła, Sprzeczna z układu, z natury wesoła, Lęka się smutku, któregoś obrazem. ALBIN Ach! możnaż kochać i nie płakać razem? po krótkiem milczeniu Już dwa lata się kończą, jak powabność Klary Wznieciła moją miłość bez granic, bez miary. Nie ma dnia, bym nie błagał najczulszem wejrzeniem; Samem już tylko teraz oddycham westchnieniem; Łzami skrapiam jej ślady, skrapiam całą drogę: I kamień już bym zmiękczył, jej zmiękczyć nie mogę. RADOST Żebyś i sto lat jęczał, wszystko nic nie znaczy. ALBIN Ach! RADOST Cóż dalej chcesz robić? ALBIN Co? – Umrę z rozpaczy. RADOST Może cię kocha. ALBIN Kocha? – Umarłbym z radości. RADOST Każ więc sobie zawczasu dzwonić z przezorności. ALBIN Ja płaczę, ty się śmiejesz. RADOST Śmiej się i ty razem. ALBIN Ach, posłuchaj mnie raczej, nie dręcz tym rozkazem. Myślałem, że wytrwałość najczystszych płomieni Nienawiść w łagodniejsze uczucia przemieni, Ową nienawiść mężczyzn powziętą z rachuby, Którą w duszy piastuje, z której szuka chluby. Ach, błędna myśl, niestety! zwodnicze nadzieje! Jej serce coraz stygnie, a moje goreje! RADOST tymże tonem Bywaj zdrów! ALBIN Ach, gdzie idziesz? RADOST jak wprzódy Ach, idę do siebie. ALBIN Nie litujesz się żalu, opuszczasz w potrzebie. RADOST Chciałbym jeszcze do domu pojechać na chwilę. dobywając zegarka Tylko że już podobno… jeśli się nie mylę… Oho! tak to już późno! Wdaj się tylko z trzpiotem: U niego jak rozsądek, tak wszystko na potem. ALBIN chwytając go za rękę Czekaj, zwierzyć ci muszę straszną tajemnicę. RADOST przestraszony Dla Boga, co to będzie! ALBIN Rzecz całą oświécę. RADOST Albinie; ja truchleję! ALBIN Zachowasz ją święcie? RADOST Mów! ALBIN Klara i Aniela mają przedsięwzięcie… Słuchaj i zapłacz, nigdy – nie iść za mąż. RADOST zadziwiony i wstrzymując się od śmiechu Szczerze? Na znak potakujący Albina Radost parska śmiechem. Albin. Co? – Ty się śmiejesz z tego? RADOST Śmieję, bo nie wierzę. ALBIN Ja ci ręczę. RADOST I skąd wiesz? ALBIN Wiem pewnie. RADOST Daj Boże! do siebie: Taki bodziec Gustawa obudziłby może. Byle mu wierzył./ do Albina Dzięki za dobrą nowinę. ALBIN Jak to, Radoście, dobrą? – Dobrą, a ja ginę. RADOST Nie zginiesz, będziem żyli. ALBIN Ty się śmiejesz zawsze. RADOST Ty zaś nie płacz, a losy będą ci łaskawsze. Odchodzi w lewe drzwi środkowe. ALBIN O miłości, miłości! ty żalów przyczyno! Złorzeczyć ci nie mogę, bo mile łzy płyną. Lecz Klaro! kiedyż równą odpłacisz mi miarą? Kiedyż ze mną zapłaczesz? Klaro! Klaro! Klaro! SCENA VI Albin. Aniela, Klara wchodzą przed ostatnim wierszem z prawych drzwi środkowych. KLARA cicho stanąwszy przy Albinie Po raz pierwszy, drugi, trzeci! Na wezwanie takie dzielne, Powtórzone po trzy razy, Nawet duchy nieśmiertelne, Jak posłuszne ojcu dzieci, Porzucając ciemne cele, Stają władcy brać rozkazy. Mogęż spóźnić przyjście moje? Otóż jestem, otóż stoję. ALBIN całując w rękę Ach! KLARA Nic więcej? ALBIN To tak wiele. Klara Ach, urągasz miłości. KLARA śmiejąc się Urągam? – broń Boże! ALBIN Twoje serce bez czucia. KLARA Lwie, tygrysie może? ALBIN Nikt go zmiękczyć nie zdoła. KLARA Nie każdy, to pewnie. ALBIN Ja tak kocham. KLARA A ja nie. ALBIN Ja płaczę tak rzewnie. KLARA Ja się śmieję. ALBIN Okrutna! Poznasz mnie po stracie. KLARA Okrutna! sroga! niestety! o nieba! do Anieli Uchodźmy prędko, tu miłość na czacie, Prędko, Anielo, dowierzać nie trzeba. Śpiewa: Tak babunia nam śpiewała, Ja uciekam, pókim cała. ALBIN Zostań, okrutna, zostań! Uwolnię twe oczy Od smutnego przedmiotu, co ich świetność mroczy. Cieszy cię moja męka? – Ciesz się więc do woli: Żaden twój raz nie minął, każdy mocno boli. Jedna tylko pociecha mej duszy zostaje, Żem nie zasłużył wzgardy, której dziś doznaję. ANIELA Panie Albinie! któż tak ściśle bierze? Zostań się z nami, wszak ci to są żarty. KLARA Com powiedziała, powiedziałam szczerze. ALBIN A ja wszystkiemu co do słowa wierzę. KLARA Godzien pochwały, kto nie jest uparty. ALBIN Godzien litości, kto pokochał Klarę, Bo razem w litość stracił wszelką wiarę. Odchodzi w prawe drzwi boczne. SCENA VII Aniela, Klara. ANIELA Tak drażnić, dręczyć, to się już nie godzi. KLARA Cóż? Pójść za niego? ANIELA Ja tego nie mówię; Lecz gorycz losu niech litość osłodzi, Niech mu przynajmniej o przyczynie powie. KLARA Na co? Niech kocha, płacze, jęczy, kona. ANIELA Ach, tego nie chcę, i ty nie tak sroga. KLARA Gardzę miłością, jestem niewzruszona. ANIELA Wszak ci się znajdzie łagodniejsza droga: I na cóż tam słów, gdzie dosyć na znaku. KLARA Może mam przed nim, dygnąwszy trzy razy, Kręcąc fartuszkiem, piekąc rak po raku, Prosić lękliwie, aby bez urazy Przyjął odpowiedź, wprawdzie niezbyt miłą, Ale ogólną dla całej płci jego? — ANIELA O, pewnie, pewnie, lepiej by tak było, Niż wciąż powtarzać w obliczu biednego, Że jego miłość, równie jak osoba, Ani cię bawi, ani się podoba. KLARA Wierz mi, Anielo, wszystko to za mało. Nie wiesz, jak twarde jest serce mężczyzny, Jak prędko rany umie ściągnąć w blizny, Blizny, co potem stają mu się chwałą. Nic ich próżności nie zbije, nie skarci, Im więcej przeszkód, tem więcej uparci. Łaj, gardź, nienawidź – oni w nienawiści, Gniewie i wzgardzie mają swe korzyści, Tak, że nareszcie czasem z nas niejedna, Tracąc cierpliwość, tracąc głowę, biedna, Znudzona walką, ze wszech stron ściśnięta, Musi pokochać, by pozbyć natręta. ANIELA Na cóż mi mówisz, co ja wiem dokładnie? Znam dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli, Co się tak czai, tak układa snadnie, By zyskać ufność i zdradzić po chwili. Lecz że źli oni, mamyż być takiemi? KLARA O, były, były kobiety dobremi, I jakiż tego zwyczajny był skutek? Radość dla mężczyzn, dla nas gorżki[13 - gorżki – dziś: gorzki. [przypis edytorski]] smutek, Wspomnij tę książkę. ANIELA Nigdy nie zapomnę: Męża Kloryndy życie wiarołomne. KLARA ze wzrastającym zapałem I żal jednego twą zemstę zwycięża? Żal, że chciał dopiąć i celu nie dopnie? I my nasz zamiar: «nigdy nie mieć męża» Mamy oznajmiać, głosić nieroztropnie? Wszystkim do razu odebrać nadzieję? I miłość własną każdego ocalić? O nic, nic z tego, moi dobrodzieje! Wy, co ze zwycięstw lubicie się chwalić, U nóg, tu, każdy, niech kark zgina hardy, Każdy z osobna dozna naszej wzgardy. ANIELA z zapałem Wzdychaj więc każdy! KLARA z zapałem I kochaj się we mnie. ANIELA Dlaczegóż w tobie? KLARA By jęczał daremnie. ANIELA I moje serce nie więcej im sprzyja. KLARA Anielo! ręka! Powtórzmy tu śluby Nam wiecznej chwały, a im wiecznej zguby. Razem podając sobie ręce, mówią razem i powoli. Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną, Nienawidzieć ród męski, nigdy nie być żoną. ANIELA Nienawidzieć, tak, oprócz mego stryja. KLARA I mego ojca. ANIELA I stryjecznych braci. KLARA I pana Jana… ANIELA I pana Karola. KLARA I Józia… ANIELA Kazia, Stasia… KLARA Hola! hola! ANIELA Na ostrożności nikt nigdy nie straci. po krótkiem milczeniu Zatem już kochać nie wolno nam będzie? KLARA Jedna dla drugiej kochankiem się stanie. ANIELA zamyślona Jedna dla drugiej – a tak – to przykładnie… Lecz powiedz, Klaro, oświeć mnie w tym względzie: Czy oni nigdy nie kochają szczerze? KLARA po krótkiem milczeniu Nigdy? – hm? – Pewnie. ANIELA Na cóż to udanie? KLARA Na co i po co, nic nie wiem w tej mierze. Lecz com czytała, pamiętam dokładnie: «Że miłość gorsza nad wszelką przygodę, Że masz się kochać, wolisz skoczyć w wodę». ANIELA Klaro! zmiłuj się, w wodę! – to za wiele! KLARA Tak, nie inaczej! tak było w tem dziele. ANIELA Taką więc sprawą rzecz wcale nieładna, Że każda kocha, nie topi się żadna. KLARA Bo do przyszłości duch każdy przykuty, Żyje dla nieba, kocha dla pokuty. ANIELA O, wy mężczyźni! KLARA Piekło was zrodziło! ANIELA Że nie ma kraju, gdzie by was nie było! KLARA prędka rozmowa A nasz pan Gustaw, laleczka warszawska. ANIELA O, ten się nawet udawać nie trudzi. KLARA Jeśli przemówi, to już wielka łaska. ANIELA Chce się ożenić, bo się czasem nudzi. Przynajmniej uszy od jęków ocalę. KLARA Mnie by ta pewność nie cieszyła wcale; Niech każdy kocha i w tem ma swą karę. ANIELA Ach, gdyby można miłości dać wiarę, Byłoby szczęście większe na tym świecie? KLARA Było przed laty, wszak pamiętasz przecie, Cośmy czytały? ANIELA Czy ja mam w pamięci? Jak tylko wspomnę, w głowie mi się kręci. SCENA VIII Pani Dobrójska, Aniela, Klara, Albin. Albin, wszedłszy, opiera się o ścianę blisko stolika i z założonemi rękami, często wzdychając, oka nie spuszcza z Klary. PANI DOBRÓJSKA wchodząc, do Albina: Kocha się, kto się kłóci, dawne to przysłowie. KLARA całując ją w rękę Czy się ciocia kłóciła? PANI DOBRÓJSKA do Klary: Oj, zielono w głowie. KLARA O, nie! PANI DOBRÓJSKA O, tak. KLARA Dlaczego? ANIELA Klara, moja mamo, Bywa bardzo rozsądna. KLARA Aniela toż samo. ANIELA Zgadzamy się we wszystkiem. KLARA Radzimy wzajemnie. PANI DOBRÓJSKA Kiedy dwie głowy radzą daremnie, Rozsądna zatem Klara rozsądnej Anieli Zapewne jej uwagi rozsądnej udzieli, Że grzeczność, a szczególniej w swojej matki domu, Najmniejszej przynieść krzywdy nie może nikomu; A nawzajem Aniela poradziła Klarze, Że obojętność szydzić niekoniecznie każe. KLARA kłaniając się nisko Albinowi Panie Albinie, bardzo dziękujemy. ANIELA do Dobrójskiej Trzebaż się starać o pana Gustawa? PANIE DOBRÓJSKA Ale nie krzywić, nie dąsać się zawsze. Siadają przy okrągłym stoliku i robótki biorą, prócz Klary. ANIELA szybka rozmowa On nas nie widzi. KLARA I ślepy, i niemy. ANIELA Mamże[14 - mamże (daw.) – czyż mam, mam przecież. [przypis edytorski]] go błagać o względy łaskawsze? KLARA Mówić, gdy milczy; gdy nudzi, zabawiać? ANIELA ironicznie I jakaż na wsi może być zabawa! KLARA podobnie, coraz prędzej I z wieśniaczkami o czemże rozmawiać! ANIELA O pięknym czasie[15 - piękny czas – tu (z fr. beau temps): ładna pogoda. [przypis edytorski]], albo słotnej porze. KLARA Miejskim rozumem zaćmiłby nas może. ANIELA Przez litość, gęstą daje mu zasłonę. KLARA Przez litość, drzemiąc, stara się o żonę. PANI DOBRÓJSKA Już to mnie przegadacie, moje piękne damy. ANIELA Ależ, mamo kochana! cóż my robić mamy? KLARA Kiedy na sofie rozparty szeroko, Półgębkiem gada, śpi na jedno oko, Mamyż mu śpiewać arietkę wesołą? Albo z girlandą tańcować wokoło? Klara, mówiąc ostatni wiersz, robi kilka kroków tańca z chustką w ręku. Albin rzuca się i odrzuca krzesło za nią stojące. ALBIN Przebóg! KLARA Cóż? ALBIN Krzesło. KLARA rozgniewana Ach! Z panem… prawdziwie… Nawet potknąć się nie można! ALBIN Niestety. ANIELA do Dobrójskiej Bardzo rozsądnie. PANI DOBRÓJSKA śmiejąc się Ja sama się dziwię. Nie arietki, nie, ani też balety, Lecz grzeczność, skromność, to wasze zalety. KLARA ironicznie Zresztą, jest Radost, jest Albin, jest Gustaw… Trzech mężczyzn! to sąd podług męskich ustaw; Trzech! razem! ogrom! i czegóż im trzeba? Cóż rozum kobiet, ten słaby twór nieba, Co się im zbliżyć nawet praw nie rości, Dałby za korzyść tym sędziom honoru, Wszechwładcom świata, skarbonom mądrości? Nasze uczucia, nie sięgając wzoru, Na męskiej duszy twór zawsze wyniosły Pęta by tylko albo skazę niosły. PANI DOBRÓJSKA Nie wszystko straszne, co czasem zastrasza. Mają wady mężczyźni, ma także płeć nasza; Zatem szalę rozsądku ta strona przeważa Co swoje błędy karci, a cudzym pobłaża. SCENA IX P. Dobrójska, Aniela, Klara, Albin, Gustaw. Albin stoi przy prawej stronie sceny, przy nim siedzi przy stole pierwsza Klara, druga Aniela, trzecia Dobrójska, robótkami zajęte. – Gustaw wchodzi i, skłoniwszy się, stawia krzesło na środku – siada obrócony do parteru trochę na przodzie sceny – Gustaw w tej scenie mówi z roztargnieniem, aby tylko co mówić, z początku swoim ubiorem zajęty. GUSTAW Przecie deszcz ustał – pogodniej na niebie. KLARA Arcyprzyjemna aura, w samej rzeczy. Do Anieli Że grzecznie bawię, nikt już nie zaprzeczy. A teraz kolej, Anielo, na ciebie. PANI DOBRÓJSKA do Klary z nieukontentowaniem Klaro, czy znowu? do Gustawa Albin mówił właśnie, Że z nowej chmury nowa grozi słota. ALBIN Dla mnie pochmurno, ach, nawet ciemnota. Bo i nadzieja powoli już gaśnie, Kiedy mym smutkiem Klara ucieszona. KLARA zniecierpliwiona Ach nie, wcale nie, smuci się, i bardzo. GUSTAW zawsze z roztargnieniem, byle co mówić Panie pracują. KLARA Mężczyźni tem gardzą Lubo w tej pracy najprędsza obrona Przeciw tym nudom, w które wieś obfita. PANI DOBRÓJSKA do Klary z nieukontentowaniem Czy ty się nudzisz? KLARA Mnie się ciocia pyta? GUSTAW jak wprzódy Słabym się czuje, kto szuka obrony. KLARA O sobież tylko myśleć nam wypada? GUSTAW pozierając[16 - pozierać – dziś: spozierać, patrzeć. [przypis edytorski]] na Albina Tak, i o bliskich – to pięknie i hojnie. KLARA ze wzrastającym zapałem Bliski, niebliski może być znudzony. ANIELA do Klary na stronie Klaro, daj pokój. GUSTAW zawsze obojętnie Ogólna więc rada… KLARA Rady dość nigdy.... GUSTAW sens kończąc Dla popsutych dzieci. KLARA Wiem zatem, gdzie się zwracać. GUSTAW obojętnie Do zwierciadła. PANI DOBRÓJSKA Klara nie może rozmawiać spokojnie. Lada dmuchnięcie tę iskrę roznieci. GUSTAW wyciągając się na krześle O, proszę pani, mnie to dosyć bawi. KLARA urażona, ironicznie Czy tak? Doprawdy? Nie byłabym zgadła, Że moja mowa takie cuda sprawi./ Do Albina Ach, proszęż mnie tak nie ścigać oczyma. ALBIN z westchnieniem I tego wzbraniasz? KLARA Ach, bo miary nié ma. do Anieli Żeby choć mrugnął, mogłabym się skrzywić. PANI DOBRÓJSKA po krótkiem milczeniu Pan Gustaw mógłby i słusznie się dziwić, Że wiejska cisza, a zwłaszcza w tej porze, Dla kogokolwiek przyjemną być może. GUSTAW mówi coraz wolniej I owszem, owszem… wcale się nie dziwię… Wieś jest przyjemna,/ Ziewa skrycie. przyjemna prawdziwie. KLARA do Anieli na stronie: Widzisz? ANIELA Co? KLARA Ziewa. ANIELA Grzeczny…! KLARA (sens kończąc) Ciocia powie./ głośno Otóż to grzeczność… na wejrzenie Dobrójskiej Chwalić wbrew gustowi. GUSTAW coraz wolniej Nie, wieś ma swoje wdzięki… mówię szczerze. Ziewa skrycie. Na wiosnę kwiatki… listki… trawki świeże, A w lecie, w lecie!… są te… piękne żniwa; No i w jesieni…/ ziewając/ także… tam coś bywa; W zimie wieczory… tak… w zimie… wieczory; Są, są zabawy… o, są każdej pory. Ziewa i wkrótce zaczyna drzemać. PANI DOBRÓJSKA W nas to samych zabawy i nudów przyczyna. Jeśli bezczynnie każda wlecze się godzina, Konieczne zatrudnienia nie dzielą nam czasu, Jeśli w ciągłym odmęcie śród[17 - śród – dziś: wśród. [przypis edytorski]] gwaru, hałasu, Zawsze pragniemy nowych rzeczy, nowych ludzi, Wtedy jak wieś, tak miasto, koniec końców – znudzi. Dlatego nas zapewne nadzieja nie mami, Iż pan Gustaw potrafi bawić się i z nami. KLARA po krótkiem milczeniu, cicho Pst! Ciociu!/ pokazując śpiącego Gustawa Już się bawi. PANI DOBRÓJSKA A! co tego… KLARA Chodźmy stąd wszyscy. ANIELA Zostawmy samego. ALBIN Ja i w nocy tak nie śpię. PANI DOBRÓJSKA To za wiele. KLARA Chodźmy. PANI DOBRÓJSKA Ale nie… ANIELA ciągnąc za rękę Moja mamo, proszę. KLARA biorąc za drugą rękę Ja także za nim suplikę zanoszę: Wszakże się wyśpi, jak sobie pościele, Tak sobie posłał, niechże śpi do woli. do Albina No, chodźże waćpan – prędzej! – pst! – powoli. Wszyscy wychodzą – Gustaw śpi – wkrótce wbiega Radost – przypatruje się z żalem Gustawowi – zakłada ręce i siada na krześle, na którem siedziała pani Dobrójska. SCENA X Gustaw, Radost. RADOST żałośnie, zaledwie nie z płaczem, coraz głośniej Gustawie! mój Gustawie! okrutny Gustawie! GUSTAW otwiera oczy i patrząc przed siebie, odpowiada jakby pani Dobrójskiej: Tak, mościa dobrodziejsko, ja się na wsi bawię. RADOST parskając śmiechem I śmiać się muszę, kiedy łajać chciałem. GUSTAW zadziwiony, po krótkiem milczeniu, wstając Zasnąłem trochę. RADOST ironicznie Gdzie tam. GUSTAW z nieukontentowaniem Spałem, spałem, Nie ma co mówić. RADOST udając Gustawa „Jak się dziś poprawię, Zadziwisz się, stryjaszku” – Otóż się i dziwię, Żeś dobrze zasnął i chrapał szczęśliwie. GUSTAW z nieukontentowaniem No, spałem, prawda; ale z drugiej strony, Trudno kochanka uśpi huk moździerzy, z udanem uczuciem Łacno głos fletów, głos kobiet pieszczony. RADOST O! o… głos fletów! Niby kto uwierzy! Dla Boga, chłopcze! Boska na mnie plago! Próżnoż cię ścigam prośbą i uwagą, Powiedz, czy serce zastygło w twem łonie, Spać przy kochance[18 - kochanka (tu daw.) – ukochana, wybranka; tu: przyszła narzeczona. [przypis edytorski]], jakby już przy żonie? GUSTAW niekontent z siebie, odtrącając krzesło Hm! Diabeł nadał krzesło tak wygodne! Tak mnie znienacka jakoś… rozmarzyło. RADOST I chce się żenić! – To zaloty modne! Chcesz spać, no, to śpij, kiedy ci spać miło. GUSTAW Ale stryjaszku, to niechcący było. RADOST A cóż, u diaska! miałżeś jeszcze może Dobranoc wszystkim powiedzieć dokoła? GUSTAW No, no, stryjaszku, nie zachmurzaj czoła: Wszystkim nieszczęściom zaraz kres położę. RADOST zatrzymując go Jak? co? gdzie? GUSTAW Wszystko chcę naprawić godnie. RADOST prosząc najpokorniej Guciu, Guciuńciu, nie czyń mi zakały, Bądź też rozsądny, tydzień, tydzień mały! GUSTAW Będę, stryjaszku, będę… dwa tygodnie. RADOST Dla ciebie błagam. GUSTAW Stryjaszku kochany! Wart twego gniewu, wart jestem nagany, Umiem czuć, cenić ojcowskie przestrogi, Dzięki ci, dzięki, stryjaszku mój drogi./ Ściskają się. RADOST rozczulony Guciu kochany!/ po krótkiem milczeniu/ Ale ja się boję, Że ty dziękujesz i znów robisz swoje. GUSTAW Nie, teraz jestem, będę zakochany, Z samym Albinem na wyścigi idę. RADOST wstrzymując go Ach, czekaj! Nową naprowadzisz biedę. Za drwinki wezmą nagłość tej odmiany. GUSTAW Nie, westchnę tylko – raz na pół godziny. Lecz patrzeć będę, tego mi nie zganią Ale jak patrzeć! – Już wiem. – Wzrok jedyny! biorąc go pod rękę i ciszej Jak niegdyś patrzał stryjaszek na panią… RADOST zatykając mu usta Cicho, bądź cicho!/ oglądając się/ Ty, widzę, szalony… GUSTAW Ale co gorzej, co mnie trochę smuci, Że panna na mnie i okiem nie rzuci. RADOST Ach, mój Gustawku, wszak ty szukasz żony; Chciałżebyś takiej, co ściga oczyma, Jakby wołała: «Kto kogo przetrzyma», Lub tej, co spojrzy i westchnie przed siebie Jakby szeptała: «Poszłabym za ciebie»? GUSTAW Nie – ja chcę, chociaż niby jestem trzpiotem… RADOST z westchnieniem Niby. GUSTAW Dobrą mieć żonę. RADOST A któż wątpi o tem? GUSTAW I gdybym nie czuł przymiotów Anieli, Radost w niemem zachwyceniu wyciąga ręce ku niemu. Jużbyście mnie tu dotąd nie widzieli. RADOST ściskając go Ach, jakiż anioł przemówił przez ciebie? GUSTAW Prawda? – Rozsądnym umiem być w potrzebie? RADOST Ach, strasznie, strasznie, byle tylko trwale. GUSTAW Idę więc biegać, śpiewać… RADOST żałośnie, zatrzymując go Tego wcale… Gustaw przerywa mowę Radosta gwałtownem uściśnieniem, w którem mówi wiersz następujący: GUSTAW Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię! Wytrąca niechcący tabakierkę z rąk Radosta, a wybiegając, wywraca krzesło – Radost, goniąc za tabakierką i raz na nią, raz na Gustawa patrząc, gdy zasłona spada: RADOST Czekaj! Zmiłuj się! o Boże! Gustawie! AKT II SCENA I P. Dobrójska, Radost. PANI DOBRÓJSKA Tak, tak, panie Radoście, podzielam twe żale. Ale mnie się pan Gustaw nie podobał wcale! Miłość własną, przeczącą, co drugim należy[19 - Miłość własna, przecząca, co drugim należy – tj. egoizm. [przypis edytorski]] Najtrudniej mi przychodzi przebaczyć młodzieży. RADOST Tej wady Gustaw nie ma. PANI DOBRÓJSKA Ma tylko zalety, A żadnej wady? – prawda? RADOST Ach, ma, ma, niestety! PANI DOBRÓJSKA A tą jest? RADOST Roztargnienie, wesołość, pustota… No, co mam obwijać – trzpiot! PANI DOBRÓJSKA Nie widzę w nim trzpiota. RADOST Ach, mościa dobrodziejko, któż to już zaprzeczy? Ale ma serce dobre, głowę nie od rzeczy; To nie minie jak płochość, z czasem nie uleci, To jest szczęścia rękojmią dla żony i dzieci. PANI DOBRÓJSKA Wszystko dobre w nim widzisz. RADOST Kocham go jak syna. żałośnie/ Ale tylko ja jeden. PANI DOBRÓJSKA To nie moja wina. RADOST I Aniela się krzywi. PANI DOBRÓJSKA I wprawdzie ma czego. RADOST Biedny Gustawek! Wszyscy bij zabij na niego. PANI DOBRÓJSKA A ten sen? jest trzpiotostwo? – nie: lekceważenie. RADOST Ach! wszakcim[20 - wszakcim go obudził – dziś: przecież go obudziłem. [przypis edytorski]] go obudził! PANI DOBRÓJSKA A to jak ocenię, Gdy potem wleciał do nas, jakby jęty szałem? Co robił? – Byłeś. RADOST Wszakci[21 - wszakci (daw.) – przecież. [przypis edytorski]] na niego mrugałem. PANI DOBRÓJSKA Lubię w młodym wesołość; i wesołość szczera, Choć czasem w zbytek przejdzie, jednak wzgląd odbiera[22 - wzgląd odbiera – znajduje uznanie. [przypis edytorski]]. Lecz udana już nie ma do tych względów prawa, I taka dziś wzbudziła szaleństwa Gustawa. RADOST Szaleństwa; – był szalony – to nie ma gadania, Lecz czasem i nieśmiałość do tego nas skłania: Drży, stoi, a potem huż, jak ów koń z narowu, Co raz z miejsca, już nie zna ni płotu, ni rowu. PANI DOBRÓJSKA wstrzymując się od śmiechu Co? On? RADOST sens kończąc Nieśmiały. PANI DOBRÓJSKA Gustaw? RADOST Gustaw. Ręczę pani. PANI DOBRÓJSKA A, wybornie!/ Śmieje się. O, biedny! biedny Gucio mały. Trzech nie zliczy!/ Śmieje się. RADOST zmieszany No… prawda, że jest nadto śmiały. żałośnie/ Ale cóż ja mam robić? PANI DOBRÓJSKA Wziąć go lepiej w kluby[23 - kluby (daw.) – kajdany, dyby; wziąć w kluby – wziąć w ryzy, zmusić do posłuszeństwa. [przypis edytorski]]. Bo mówiąc między nami, ten Gustawek luby Wyrabia ze stryjaszkiem, co mu się podoba. RADOST Oho, ho, ho! – I jedna nie przeminie doba, Żeby mu paternoster[24 - paternoster (z łac. pater noster: ojcze nasz) – tu: codzienna wymówka, kazanie wychowawcze. [przypis edytorski]] nie wleciał do ucha. PANI DOBRÓJSKA O, tak, wiem dobrze: waćpan zrzędzisz, on nie słucha. RADOST Ach, jak on mi dziękuje za każdą przestrogę. Ale chcesz pani prawdy, ja nią służyć mogę: Pani to dobrodziejka psujesz panny swoje. PANI DOBRÓJSKA Ja psuję! RADOST Pani. PANI DOBRÓJSKA Bój się Boga! RADOST Ja się boję. Lecz tak jest. PANI DOBRÓJSKA Drżą przede mną. RADOST ironicznie Zapewne! PANI DOBRÓJSKA I pewnie. Szkoda, żeś tu dziś nie był, jak płakały rzewnie. RADOST Ale chociaż ja zero, Gustaw pełen winy, Jednak nic mi nie kryje. PANI DOBRÓJSKA Cóż znaczą te miny? Ściągasz je do Anieli, albo też do Klary? RADOST Hm! Hm! PANI DOBRÓJSKA Cóż? RADOST Jakieś śluby! PANI DOBRÓJSKA Dziecinne zamiary, O których nie chcę wiedzieć, domyślam się ledwie. Długo przy matce Klary bawiły obiedwie[25 - obiedwie – dziś: obydwie. [przypis edytorski]], Wiesz, jakie przed oczyma miały tam pożycie; Przy tem kilka złych książek przeczytanych skrycie, Równie jak mego szwagra gorszące rozmowy Wpoiły, nie w ich dusze, ale w młode głowy, Ową nienawiść mężczyzn, którą ciągle puszą. Na cóż więc zbijać myśli, co się zmienić muszą? RADOST Zmienić się, zmienią, pewnie, lecz kłopot dla Gucia. PANI DOBRÓJSKA Zresztą lepiej za mało, niż za wiele czucia. RADOST z uczuciem całując ją w rękę Ach, mościa dobrodziejko! PANI DOBRÓJSKA Zawsze Radost jeszcze… RADOST jak wprzódy Zawsze. PANI DOBRÓJSKA Idź, popieść Gucia. Odchodzi. RADOST Już ja go popieszczę. SCENA II Radost sam. RADOST Co ja pocznę z tym chłopcem! To rzecz niesłychana! Żebym go mógł, u czarta, związać jak barana, Przywieść gwałtem przed ołtarz, narzucić mu żonę, Конец ознакомительного фрагмента. Текст предоставлен ООО «ЛитРес». Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/pages/biblio_book/?art=23530634) на ЛитРес. Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом. notes 1 oraz (tu daw.) – jednocześnie. [przypis edytorski] 2 And. Max. Fredro – Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620–1679), polityk i pisarz. [przypis edytorski] 3 wieczór jeszcze zdrowy – wieczorem jeszcze był zdrowy. [przypis edytorski] 4 nié ma – daw. forma z é pochylonym, wymawianym jak i; tu zachowana dla rymu: oczyma – nié ma. [przypis edytorski] 5 macież (daw.) – no macie, macie przecież; macież go – oto on; proszę, jaki on jest. [przypis edytorski] 6 śród (daw.) – wśród. [przypis edytorski] 7 waryjat – dziś: wariat. [przypis edytorski] 8 siąść na koszu a. dostać kosza – oświadczyć się i nie zostać przyjętym. [przypis edytorski] 9 siędę – dziś popr. forma: siądę. [przypis edytorski] 10 spuścić się na kogoś (daw.) – polegać na kimś, liczyć na kogoś. [przypis edytorski] 11 Jean de La Bruyère (1645–1696) – fr. pisarz, autor Charakterów (Les Caractères ou les Mœurs de ce siècle), dzieła opisującego postaci i obyczaje XVII-wiecznej Francji. [przypis edytorski] 12 delija, delia (daw.) – kurtka męska. [przypis edytorski] 13 gorżki – dziś: gorzki. [przypis edytorski] 14 mamże (daw.) – czyż mam, mam przecież. [przypis edytorski] 15 piękny czas – tu (z fr. beau temps): ładna pogoda. [przypis edytorski] 16 pozierać – dziś: spozierać, patrzeć. [przypis edytorski] 17 śród – dziś: wśród. [przypis edytorski] 18 kochanka (tu daw.) – ukochana, wybranka; tu: przyszła narzeczona. [przypis edytorski] 19 Miłość własna, przecząca, co drugim należy – tj. egoizm. [przypis edytorski] 20 wszakcim go obudził – dziś: przecież go obudziłem. [przypis edytorski] 21 wszakci (daw.) – przecież. [przypis edytorski] 22 wzgląd odbiera – znajduje uznanie. [przypis edytorski] 23 kluby (daw.) – kajdany, dyby; wziąć w kluby – wziąć w ryzy, zmusić do posłuszeństwa. [przypis edytorski] 24 paternoster (z łac. pater noster: ojcze nasz) – tu: codzienna wymówka, kazanie wychowawcze. [przypis edytorski] 25 obiedwie – dziś: obydwie. [przypis edytorski]