Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca
Fredro Aleksander


Śluby panieńskie to utwór polskiego komediopisarza, bajkopisarza i poety, hrabiego Aleksandra Fredry. Komedia powstawała w latach 1826–1832.Autor podczas swojego życia m.in. wstąpił do wolnomularstwa oraz służył w armii Księstwa Warszawskiego. Pod wpływem krytyki przestał pisać na kilka lat. Jego dwa dzieła, Zemsta oraz Śluby panieńskie, doczekały się ekranizacji.Komedia Śluby panieńskie opowiada o Anieli oraz jej kuzynce Klarze, które postanawiają nigdy nie wychodzić za mąż. Przebywający na dworze Gustaw obmyśla intrygę: chce rozkochać w sobie Anielę i jednocześnie pomóc Albinowi, który zakochany jest w Klarze.





Aleksander Fredro

Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca



Rozum mężczyzną, białogłową afekt tylko rządzi; oraz[1 - oraz (tu daw.) – jednocześnie. [przypis edytorski]] kocha, oraz nienawidzi; nie gdzie rozum, nie gdzie afekt, tam wszystko.

    And. Max. Fredro[2 - And. Max. Fredro – Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620–1679), polityk i pisarz. [przypis edytorski]]

OSOBY:

PANI DOBRÓJSKA

ANIELA

KLARA

RADOST

GUSTAW

ALBIN

JAN



Na wsi w domu pani Dobrójskiej.




AKT 1



Duży pokój – dwoje drzwi w głębi – trzecie drzwi po prawej stronie sceny do pokojów pani Dobrójskiej, czwarte po lewej do pokoju Gustawa, okno.




SCENA I


JAN

sam – w płaszczu zarzuconym na ramiona – chodzi – patrzy w okno, potem mówi, ziewając:

		Czekaj mnie, nie śpij, powrócę o trzeciej.
		Piękna mi trzecia: słońce jak w dzień świeci,
		A mój pan drogi gnie sobie parole,
		Albo z butelką… albo… No! już milczeć wolę.




SCENA II


Jan, Radost.

RADOST

idąc ku drzwiom Gustawa

		Śpi Gucio?

JAN

		Czy śpi? – Jak zabity, panie.

RADOST

		Lubi spać hultaj.

JAN

zastępując od drzwi

		Niechże pan nie chodzi.

RADOST

		A to dlaczego?

JAN

		Bo śpi.

RADOST

		Nic nie szkodzi.

JAN

zastępując

		Będzie się gniewał.

RADOST

		Nic mi się nie stanie.

JAN

		Dopiero zasnął – ledwie pół godziny.

RADOST

		Cóż w nocy robił?

JAN

		Nie spał!

RADOST

		A z przyczyny?

JAN

		Z przyczyny? – Zasłabł.

RADOST

troskliwie

		Zasłabł?

JAN

z westchnieniem

		Niespodzianie.

RADOST

		Cóż mu jest?

JAN

		Co jest? – jakiś zawrót głowy…

RADOST

		Hm!

JAN

		Wstręt do wody…

RADOST

		Hm!

JAN

		Pragnienie wina…

RADOST

		Hm! proszę, proszę, wieczór[3 - wieczór jeszcze zdrowy – wieczorem jeszcze był zdrowy. [przypis edytorski]] jeszcze zdrowy!

JAN

wzruszając ramionami

		Ha! słabość, panie, piorunem zaczyna.

RADOST

do siebie

		Hm! wstręt, pragnienie! hm… hm… zawrót głowy.

JAN

		Niech no się wyśpi, po południu wstanie.

RADOST

		Chciałem być w domu i dziś tu z powrotem;
		Lecz taką rzeczą ani myśleć o tem.

JAN

		Owszem, jedź pan, jedź; ręczę, że za chwilę…

RADOST

		A sen spokojny?

JAN

zastępując drogę

		Lada co obudzi.
		Cicho, dla Boga.

RADOST

		Drzwi tylko uchylę.

JAN

		Ale drzwi skrzypią.

RADOST

		Własnemi oczyma…

JAN

odstępując

		Ha, kiedy już tak! Niech się pan nie trudzi:
		Darmo tam patrzeć – mego pana nié ma[4 - nié ma – daw. forma z é pochylonym, wymawianym jak i; tu zachowana dla rymu: oczyma – nié ma. [przypis edytorski]].

RADOST

		Nie ma?

JAN

		A nie ma.

RADOST

		Gdzie jest?

JAN

		Stąd o milę.

RADOST

		Jak? Co?

JAN

		Pojechał.

RADOST

		Dokąd?

JAN

		Do Lublina.

RADOST

		Do Lu… Lu…

JAN

z ukłonem kończąc słowo

		…blina.

RADOST

		Kiedy?

JAN

		Wczoraj.

RADOST

		Po co?

JAN

		Nie wiem.

RADOST

		Macież[5 - macież (daw.) – no macie, macie przecież; macież go – oto on; proszę, jaki on jest. [przypis edytorski]] go! Już szaleć zaczyna,
		Już, Bogu dzięki. – Jeździć, latać nocą…
		I czegóż stoisz? Panie, zawrót głowy?
		Hm! wstręt do wody! Co – wina pragnienie?

JAN

		Stoję na warcie, muszę być gotowy
		Otworzyć okno na pierwsze skinienie.

RADOST

		Na co otworzyć?

JAN

		Dla mojego pana:
		Tędy wychodzi, tędy się i wchodzi.

RADOST

załamując ręce

		Przez okna łazić śród[6 - śród (daw.) – wśród. [przypis edytorski]] jasnego rana!
		To waryjata[7 - waryjat – dziś: wariat. [przypis edytorski]] prawdziwie dowodzi,

ironicznie

		I kiedyż wróci na swoje wesele?

JAN

		Jeśli mu wierzyć, miał o trzeciej wrócić.

RADOST

do siebie

		O, muszę, muszę cugli mu przykrócić!
		O, czego nadto, tego i za wiele!

Słychać pukanie do okna.

JAN

idąc do okna

		Niechże pan łaje, bo przybywa właśnie.

Otwiera okno.




SCENA III


Gustaw ubrany do konia, Jan, Radost w głębi.

GUSTAW

włażąc przez okno

		To czas! – niech go piorun trzaśnie!

JAN

		Dobrze pan mówi: bogdajby go trzasnął!

GUSTAW

		A co? Śpią jeszcze?

JAN

		Byłby sen nie lada!

GUSTAW

		Trochem się spóźnił.

JAN

		Mnie to pan powiada.

GUSTAW

		Pewnieś nie dospał.

JAN

		Gdybym był choć zasnął.

GUSTAW

oddając pręt, czapkę, rękawiczki i ocierając twarz

		No, prawdę mówiąc, jak jestem na świecie,
		Jeszczem tak pięknie zębami nie dzwonił:
		Wicher, deszcz, zimno… psa by nie wygonił.

RADOST

		A ciebie wygonił przecie.




SCENA IV


Radost, Gustaw.

GUSTAW

		A stryjaszek!całując w rękę/
		Dzień dobry!

RADOST

ozięble

		Witamy z podróży!

GUSTAW

		Już wstałeś?

RADOST

		Jeszcześ nie spał?

GUSTAW

		Dość czasu.

RADOST

		Dzień duży.

GUSTAW

		Dopiero świta.

RADOST

		Świta, ale w twojej głowie.

GUSTAW

		Niech i tak będzie, niech świta na zdrowie.
		Byle mnie kochał stryjaszek kochany,
		Był mi zawsze zdrów, czerstwy i rumiany.
		Lecz, cóż to? mars? mars? fe! precz z nim do licha!

zaglądając w oczy

		No… proszę… troszkę. – Niknie wyraz srogi.
		Czoło się równa, oko się uśmiecha.
		Otóż tak lubię,/ ściskając go/
		mój stryjaszku drogi!

RADOST

płaczliwie, zawsze dając przestrogi

		Mój Gustawie, powiedz mi: chcesz, czy nie chcesz żony?

GUSTAW

		Chcę, chcę, stryjaszku.

RADOST

		Pewnie?

GUSTAW

		Jestem jej spragniony —

RADOST

		Jakiże to więc sposób wyszukałeś sobie?

GUSTAW

		Ja nic dotychczas nie wiem o sposobie.

RADOST

		Te wycieczki przez okna, te nocne wyprawy.

GUSTAW

		I cóż!

RADOST

zniecierpliwiony

		Cóż! Panna!

GUSTAW

		A, bardzom ciekawy.
		Co moją pannę to obchodzić może,
		Kiedy, jak i gdzie ja się spać położę?
		Nie śpię – tem lepiej dla niej, bo na jawie
		Nią tylko jedną myśli moje bawię,
		I do niej wzdycham jak w dzień, tak i w nocy;
		Ale jak zasnę – jestże to w mej mocy?

RADOST

płaczliwie

		Mój Gustawie! – Dla Boga, porzuć myśli płoche,
		I raz tylko, raz pierwszy zastanów się trochę.
		Kilka dni jesteś pośród tak godnej rodziny,
		I nie ma dnia jednego… gdzie tam dnia!… godziny,
		Żebyś czegoś nie zbroił, aż się serce kraje.
		Pani Dobrójska sama opiekę ci daje;
		Nie idąc wzorem matek, co nos górą noszą,
		Kiedy w duszy o zięcia wszystkich świętych proszą —
		Pamiętna twych rodziców i mojej przyjaźni,
		Swój zamiar względem ciebie głosi bez bojaźni.
		Ale wszystko na próżno, daremnie się trudzi:
		Miejski panicz w wieśniakach innych widzi ludzi;
		Swoich nudów nie kryje, grzeczności nie sili,
		I chce dać uczuć wartość każdej swojej chwili.
		Wróbel się tylko, mówią, pustej strzechy trzyma,
		Ale co w twojej głowie już i wróbla nie ma.

GUSTAW

ze szczerem zastanowieniem

		Prawda, prawda, stryjaszku, zbyt słuszne przestrogi;
		Ach, ojcowskiemi strzeżesz mnie oczyma,/ ściskając go
		O, jesteś dla mnie skarb, przyjaciel drogi,
		Dzięki ci, dzięki za twoje przestrogi.

RADOST

z rozczuleniem ściskając go

		Mój ty poczciwy, mój luby Gustawie!

GUSTAW

		Mój przyjacielu, mój ojcze kochany!
		Zobaczysz, jak się ogromnie poprawię,
		Bylem miał tylko powód do odmiany.
		A teraz zgadnij, jaką dziś zabawę…

RADOST

		O dla Boga! on swoje! Otóż masz poprawę.
		Ach zmiłuj się, uważaj, powiedz, czy to ładnie,
		Że z domu pan zalotnik oknem się wykradnie,
		Aby noc całą Bóg nie wie gdzie trawić!

GUSTAW

		Ależ stryjaszku, ja się muszę bawić.

RADOST

		Bawić!

GUSTAW

		A wprawdzie, w tym szanownym domu.
		Gdzie każdy dla mnie aż nadto łaskawy,
		Gdzie nie ubliżam w niczem i nikomu,
		Żadnej dotychczas nie widzę zabawy.

RADOST

		Idzież tu o zabawę, wrzawę nieustanną?

GUSTAW

		Ależ o nudy idzie.

RADOST

		Nudy z piękną panną!

GUSTAW

		Nie będą nudy, jak się kochać będę.

RADOST

		I kiedyż to nastąpi?

GUSTAW

		Jak się z nią ożenię.

RADOST

		Albo inaczej: jak na koszu[8 - siąść na koszu a. dostać kosza – oświadczyć się i nie zostać przyjętym. [przypis edytorski]] siędę[9 - siędę – dziś popr. forma: siądę. [przypis edytorski]].

GUSTAW

		Ba, ba, ba! jeszcze czego.

RADOST

		I skąd pewność, że nie?
		Jestże to napisano, wyryto na niebie,
		Że Aniela koniecznie musi pójść za ciebie?

GUSTAW

		Pójdzie, pójdzie, stryjaszku.

RADOST

		Tylko bardzo proszę,
		Niech samochwalstwa od ciebie nie znoszę.

GUSTAW

		Do samochwałów któż tego policzy,
		Który rozsądnie zważa i powiada,
		Że gdzie dwie rodzin związku sobie życzy,
		Związku się w końcu spodziewać wypada?

RADOST

		Prawda, jeśli Aniela choć trochę polubi.

GUSTAW

		Bądź z łaski swojej spokojny w tym względzie.
		Już ja ci ręczę, wszystko dobrze będzie.

RADOST

		Nadto pewności, a ta pewność zgubi.

GUSTAW

		Już spuść[10 - spuścić się na kogoś (daw.) – polegać na kimś, liczyć na kogoś. [przypis edytorski]] się na mnie… Ale dość tych fraszek.
		Teraz niech zgadnie kochany stryjaszek…

RADOST

		Pewnie, gdzie byłeś?

GUSTAW

		Gdziem bawił tak długo.

RADOST

		Wymów już, wymów, bo cię diable dusi.

GUSTAW

		Na miejskim balu byliśmy przebrani.

RADOST

		Na jakim balu?

GUSTAW

		Pod Złotą Papugą.

RADOST

		W karczmie!

GUSTAW

		Przebrani.

RADOST

		O Boże! o Boże!

GUSTAW

		Tego młodemu nikt pewnie nie zgani.

RADOST

ironicznie

		Pewnie pochwali?

GUSTAW

		Bo pochwalić musi.

RADOST

		Piękna mi szkoła!

GUSTAW

		Lepsza być nie może.
		Na małym świecie, co się wielkim mieni,
		Gdzie każdy trwożnie po śliskiej przestrzeni,
		Jakby na szczudłach i w przyłbicy chodzi;
		Tam, czem są ludzie, niechaj nikt nie bada.
		Ale gdzie człowiek mało pozór ceni,
		Przybranym kształtem nie chce i nie zwodzi,
		Gdzie więcej wola, niż rozum nim włada,
		Tam schwytaj pędzel, wzór stoi gotowy.

RADOST

		Otóż go macie! Jest La Bruyère[11 - Jean de La Bruyère (1645–1696) – fr. pisarz, autor Charakterów (Les Caractères ou les Mœurs de ce siècle), dzieła opisującego postaci i obyczaje XVII-wiecznej Francji. [przypis edytorski]] nowy.

płaczliwie

		Gucio! dopieroś dziękował za radę.

GUSTAW

nie słuchając

		I co mi teraz przychodzi do głowy.

RADOST

		Na przykład?

GUSTAW

		Jedźmy tam dziś.

RADOST

		Ja z tobą?

GUSTAW

		Ty ze mną.

RADOST

		Oszalał!

GUSTAW

		Wcześniej wrócisz.

RADOST

ironicznie

		Tą drogą tajemną.

GUSTAW

		Jedziesz?

RADOST

		Dajże mi pokój.

GUSTAW

		No, to sam pojadę.

RADOST

		Guciu! dopieroś dziękował za radę.

GUSTAW

żałośnie

		Luby stryjaszku! wkrótce się ożenię.

RADOST

do siebie z zadziwieniem

		No! i dlatego takie figle stroi.

GUSTAW

jak wyżej, prosząc

		Już raz ostatni.

RADOST

		Ja go nie odmienię,
		To rzecz daremna.

GUSTAW

		Na kasztana wsiędę!…

RADOST

przestraszony

		O! na kasztana!

GUSTAW

		Przede dniem tu będę.

RADOST

		Weź już moją dorożkę, a kasztan niech stoi.

do siebie:

		Jeszcze kark skręci z tego waryjata.

GUSTAW

		Dobrze, stryjaszku.

RADOST

		I deliję[12 - delija, delia (daw.) – kurtka męska. [przypis edytorski]] moją.

GUSTAW

		Dobrze, stryjaszku.

RADOST

		W tej kurteczce lata.
		Jeszcze kataru u diaska dostanie.

GUSTAW

		Dobrze, stryjaszku, jak chcesz, tak się stanie.
		Ja zawsze mówię, święte rady twoje.

RADOST

		Otóż masz, teraz powie, że to z mojej rady
		Przez okna łazi na nocne biesiady.

GUSTAW

		Zatem radzisz wchodzić drzwiami?

RADOST

		Gadajże z waryjatami!
		Ja ci radzę pójść spać.

GUSTAW

		Spać?

RADOST

		Bladyś, aż niemiło.

GUSTAW

		Blady? To dobrze, to nic nie zaszkodzi:
		Bladość niepokój miłosny dowodzi,
		Bladości prędzej niż słowom się wierzy.
		Pamiętasz przecie, jak to dobrze było
		Rano, nazajutrz, po twojej wieczerzy?

RADOST

		Mojej wieczerzy?

GUSTAW

		To jest, mówiąc szczerze,
		Ja sam dawałem tę sławną wieczerzę,
		Ale stryjaszek potem długi płacił.

RADOST

		Niestety!

GUSTAW

		Wcalem na cerze nie stracił.
		„Teraz to kocha – rzecz niezaprzeczona —
		Jak blady, słaby! – on z miłości skona” —
		Powiedz sam, wszakże prawda, tak mówiono.
		I gdybym nie był zanadto…

RADOST

		No, no, no,
		Nie dość szaleje, jeszcze mnie powiada!
		Teraz idź i śpij, taka moja rada.
		Ale mój Guciu, Guciuniu serdeczny,
		Staraj się zbliżyć, podobać Anieli.

GUSTAW

		Dobrze, stryjaszku.

RADOST

		Dla matki bądź grzeczny.

GUSTAW

		Dobrze, stryjaszku.

RADOST

		I na miłość Boga,
		Jeśli ci jeszcze moja przyjaźń droga,
		Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco.
		Bo często słowa jakby z worka lecą,
		Ale sensu w nich – no! – tego tam nie ma. —
		A teraz idź spać, już mrugasz oczyma.

GUSTAW

		Pójdę się przebrać.

Całuje go w rękę.

RADOST

całując go

		Pamiętaj, Gustawie…

GUSTAW

		Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię.

Odchodzi w lewe drzwi boczne.

RADOST

patrząc za nim, serio

		Poprawię! Zawsze jedno co godzina,
		Zadziwisz się! tak!/ przechodząc nagle w uczucia
		Kochany chłopczyna!




SCENA V


Radost, Albin (chustka w ręku, tragicznym tonem).

RADOST

		Cóż cię, panie Albinie, sprowadza tak wcześnie?

ALBIN

		Niestety!

RADOST

		Jak wzdychałeś, tak wzdychasz boleśnie.

ALBIN

		Ach! jakże nie mam wzdychać, kiedy w smutku tonę;
		Kiedy nocne minuty łzami przeliczone!

RADOST

		A ja ci radzę, wypogódź twe czoło,
		Nie bądź Gustawem – lecz kochaj wesoło:
		Te elegije i miłosne żale
		Młodej dziewczyny nie podbiją wcale;
		A zwłaszcza Klarę, co jak iskra żywa,
		Jeżeli westchnie, to wtedy gdy ziéwa;
		Klara, co spocząć, rzadziej milczeć zdoła,
		Sprzeczna z układu, z natury wesoła,
		Lęka się smutku, któregoś obrazem.

ALBIN

		Ach! możnaż kochać i nie płakać razem?

po krótkiem milczeniu

		Już dwa lata się kończą, jak powabność Klary
		Wznieciła moją miłość bez granic, bez miary.
		Nie ma dnia, bym nie błagał najczulszem wejrzeniem;
		Samem już tylko teraz oddycham westchnieniem;
		Łzami skrapiam jej ślady, skrapiam całą drogę:
		I kamień już bym zmiękczył, jej zmiękczyć nie mogę.

RADOST

		Żebyś i sto lat jęczał, wszystko nic nie znaczy.

ALBIN

		Ach!

RADOST

		Cóż dalej chcesz robić?

ALBIN

		Co? – Umrę z rozpaczy.

RADOST

		Może cię kocha.

ALBIN

		Kocha? – Umarłbym z radości.

RADOST

		Każ więc sobie zawczasu dzwonić z przezorności.

ALBIN

		Ja płaczę, ty się śmiejesz.

RADOST

		Śmiej się i ty razem.

ALBIN

		Ach, posłuchaj mnie raczej, nie dręcz tym rozkazem.
		Myślałem, że wytrwałość najczystszych płomieni
		Nienawiść w łagodniejsze uczucia przemieni,
		Ową nienawiść mężczyzn powziętą z rachuby,
		Którą w duszy piastuje, z której szuka chluby.
		Ach, błędna myśl, niestety! zwodnicze nadzieje!
		Jej serce coraz stygnie, a moje goreje!

RADOST

tymże tonem

		Bywaj zdrów!

ALBIN

		Ach, gdzie idziesz?

RADOST

jak wprzódy

		Ach, idę do siebie.

ALBIN

		Nie litujesz się żalu, opuszczasz w potrzebie.

RADOST

		Chciałbym jeszcze do domu pojechać na chwilę.

dobywając zegarka

		Tylko że już podobno… jeśli się nie mylę…
		Oho! tak to już późno! Wdaj się tylko z trzpiotem:
		U niego jak rozsądek, tak wszystko na potem.

ALBIN

chwytając go za rękę

		Czekaj, zwierzyć ci muszę straszną tajemnicę.

RADOST

przestraszony

		Dla Boga, co to będzie!

ALBIN

		Rzecz całą oświécę.

RADOST

		Albinie; ja truchleję!

ALBIN

		Zachowasz ją święcie?

RADOST

		Mów!

ALBIN

		Klara i Aniela mają przedsięwzięcie…
		Słuchaj i zapłacz, nigdy – nie iść za mąż.

RADOST

zadziwiony i wstrzymując się od śmiechu

		Szczerze?

Na znak potakujący Albina Radost parska śmiechem.

Albin.

		Co? – Ty się śmiejesz z tego?

RADOST

		Śmieję, bo nie wierzę.

ALBIN

		Ja ci ręczę.

RADOST

		I skąd wiesz?

ALBIN

		Wiem pewnie.

RADOST

		Daj Boże!

do siebie:

		Taki bodziec Gustawa obudziłby może.
		Byle mu wierzył./ do Albina
		Dzięki za dobrą nowinę.

ALBIN

		Jak to, Radoście, dobrą? – Dobrą, a ja ginę.

RADOST

		Nie zginiesz, będziem żyli.

ALBIN

		Ty się śmiejesz zawsze.

RADOST

		Ty zaś nie płacz, a losy będą ci łaskawsze.

Odchodzi w lewe drzwi środkowe.

ALBIN

		O miłości, miłości! ty żalów przyczyno!
		Złorzeczyć ci nie mogę, bo mile łzy płyną.
		Lecz Klaro! kiedyż równą odpłacisz mi miarą?
		Kiedyż ze mną zapłaczesz? Klaro! Klaro! Klaro!




SCENA VI


Albin. Aniela, Klara

wchodzą przed ostatnim wierszem z prawych drzwi środkowych.

KLARA

cicho stanąwszy przy Albinie

		Po raz pierwszy, drugi, trzeci!
		Na wezwanie takie dzielne,
		Powtórzone po trzy razy,
		Nawet duchy nieśmiertelne,
		Jak posłuszne ojcu dzieci,
		Porzucając ciemne cele,
		Stają władcy brać rozkazy.
		Mogęż spóźnić przyjście moje?
		Otóż jestem, otóż stoję.

ALBIN

całując w rękę

		Ach!

KLARA

		Nic więcej?

ALBIN

		To tak wiele.

Klara

		Ach, urągasz miłości.

KLARA

śmiejąc się

		Urągam? – broń Boże!

ALBIN

		Twoje serce bez czucia.

KLARA

		Lwie, tygrysie może?

ALBIN

		Nikt go zmiękczyć nie zdoła.

KLARA

		Nie każdy, to pewnie.

ALBIN

		Ja tak kocham.

KLARA

		A ja nie.

ALBIN

		Ja płaczę tak rzewnie.

KLARA

		Ja się śmieję.

ALBIN

		Okrutna! Poznasz mnie po stracie.

KLARA

		Okrutna! sroga! niestety! o nieba!

do Anieli

		Uchodźmy prędko, tu miłość na czacie,
		Prędko, Anielo, dowierzać nie trzeba.

Śpiewa:

		Tak babunia nam śpiewała,
		Ja uciekam, pókim cała.

ALBIN

		Zostań, okrutna, zostań! Uwolnię twe oczy
		Od smutnego przedmiotu, co ich świetność mroczy.
		Cieszy cię moja męka? – Ciesz się więc do woli:
		Żaden twój raz nie minął, każdy mocno boli.
		Jedna tylko pociecha mej duszy zostaje,
		Żem nie zasłużył wzgardy, której dziś doznaję.

ANIELA

		Panie Albinie! któż tak ściśle bierze?
		Zostań się z nami, wszak ci to są żarty.

KLARA

		Com powiedziała, powiedziałam szczerze.

ALBIN

		A ja wszystkiemu co do słowa wierzę.

KLARA

		Godzien pochwały, kto nie jest uparty.

ALBIN

		Godzien litości, kto pokochał Klarę,
		Bo razem w litość stracił wszelką wiarę.

Odchodzi w prawe drzwi boczne.

SCENA VII

Aniela, Klara.

ANIELA

		Tak drażnić, dręczyć, to się już nie godzi.

KLARA

		Cóż? Pójść za niego?

ANIELA

		Ja tego nie mówię;
		Lecz gorycz losu niech litość osłodzi,
		Niech mu przynajmniej o przyczynie powie.

KLARA

		Na co? Niech kocha, płacze, jęczy, kona.

ANIELA

		Ach, tego nie chcę, i ty nie tak sroga.

KLARA

		Gardzę miłością, jestem niewzruszona.

ANIELA

		Wszak ci się znajdzie łagodniejsza droga:
		I na cóż tam słów, gdzie dosyć na znaku.

KLARA

		Może mam przed nim, dygnąwszy trzy razy,
		Kręcąc fartuszkiem, piekąc rak po raku,
		Prosić lękliwie, aby bez urazy
		Przyjął odpowiedź, wprawdzie niezbyt miłą,
		Ale ogólną dla całej płci jego? —

ANIELA

		O, pewnie, pewnie, lepiej by tak było,
		Niż wciąż powtarzać w obliczu biednego,
		Że jego miłość, równie jak osoba,
		Ani cię bawi, ani się podoba.

KLARA

		Wierz mi, Anielo, wszystko to za mało.
		Nie wiesz, jak twarde jest serce mężczyzny,
		Jak prędko rany umie ściągnąć w blizny,
		Blizny, co potem stają mu się chwałą.
		Nic ich próżności nie zbije, nie skarci,
		Im więcej przeszkód, tem więcej uparci.
		Łaj, gardź, nienawidź – oni w nienawiści,
		Gniewie i wzgardzie mają swe korzyści,
		Tak, że nareszcie czasem z nas niejedna,
		Tracąc cierpliwość, tracąc głowę, biedna,
		Znudzona walką, ze wszech stron ściśnięta,
		Musi pokochać, by pozbyć natręta.

ANIELA

		Na cóż mi mówisz, co ja wiem dokładnie?
		Znam dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli,
		Co się tak czai, tak układa snadnie,
		By zyskać ufność i zdradzić po chwili.
		Lecz że źli oni, mamyż być takiemi?

KLARA

		O, były, były kobiety dobremi,
		I jakiż tego zwyczajny był skutek?
		Radość dla mężczyzn, dla nas gorżki[13 - gorżki – dziś: gorzki. [przypis edytorski]] smutek,
		Wspomnij tę książkę.

ANIELA

		Nigdy nie zapomnę:
		Męża Kloryndy życie wiarołomne.

KLARA

ze wzrastającym zapałem

		I żal jednego twą zemstę zwycięża?
		Żal, że chciał dopiąć i celu nie dopnie?
		I my nasz zamiar: «nigdy nie mieć męża»
		Mamy oznajmiać, głosić nieroztropnie?
		Wszystkim do razu odebrać nadzieję?
		I miłość własną każdego ocalić?
		O nic, nic z tego, moi dobrodzieje!
		Wy, co ze zwycięstw lubicie się chwalić,
		U nóg, tu, każdy, niech kark zgina hardy,
		Każdy z osobna dozna naszej wzgardy.

ANIELA

z zapałem

		Wzdychaj więc każdy!

KLARA

z zapałem

		I kochaj się we mnie.

ANIELA

		Dlaczegóż w tobie?

KLARA

		By jęczał daremnie.

ANIELA

		I moje serce nie więcej im sprzyja.

KLARA

		Anielo! ręka! Powtórzmy tu śluby
		Nam wiecznej chwały, a im wiecznej zguby.

Razem podając sobie ręce, mówią razem i powoli.

		Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną,
		Nienawidzieć ród męski, nigdy nie być żoną.

ANIELA

		Nienawidzieć, tak, oprócz mego stryja.

KLARA

		I mego ojca.

ANIELA

		I stryjecznych braci.

KLARA

		I pana Jana…

ANIELA

		I pana Karola.

KLARA

		I Józia…

ANIELA

		Kazia, Stasia…

KLARA

		Hola! hola!

ANIELA

		Na ostrożności nikt nigdy nie straci.

po krótkiem milczeniu

		Zatem już kochać nie wolno nam będzie?

KLARA

		Jedna dla drugiej kochankiem się stanie.

ANIELA

zamyślona

		Jedna dla drugiej – a tak – to przykładnie…
		Lecz powiedz, Klaro, oświeć mnie w tym względzie:
		Czy oni nigdy nie kochają szczerze?

KLARA

po krótkiem milczeniu

		Nigdy? – hm? – Pewnie.

ANIELA

		Na cóż to udanie?

KLARA

		Na co i po co, nic nie wiem w tej mierze.
		Lecz com czytała, pamiętam dokładnie:
		«Że miłość gorsza nad wszelką przygodę,
		Że masz się kochać, wolisz skoczyć w wodę».

ANIELA

		Klaro! zmiłuj się, w wodę! – to za wiele!

KLARA

		Tak, nie inaczej! tak było w tem dziele.

ANIELA

		Taką więc sprawą rzecz wcale nieładna,
		Że każda kocha, nie topi się żadna.

KLARA

		Bo do przyszłości duch każdy przykuty,
		Żyje dla nieba, kocha dla pokuty.

ANIELA

		O, wy mężczyźni!

KLARA

		Piekło was zrodziło!

ANIELA

		Że nie ma kraju, gdzie by was nie było!

KLARA

prędka rozmowa

		A nasz pan Gustaw, laleczka warszawska.

ANIELA

		O, ten się nawet udawać nie trudzi.

KLARA

		Jeśli przemówi, to już wielka łaska.

ANIELA

		Chce się ożenić, bo się czasem nudzi.
		Przynajmniej uszy od jęków ocalę.

KLARA

		Mnie by ta pewność nie cieszyła wcale;
		Niech każdy kocha i w tem ma swą karę.

ANIELA

		Ach, gdyby można miłości dać wiarę,
		Byłoby szczęście większe na tym świecie?

KLARA

		Było przed laty, wszak pamiętasz przecie,
		Cośmy czytały?

ANIELA

		Czy ja mam w pamięci?
		Jak tylko wspomnę, w głowie mi się kręci.




SCENA VIII


Pani Dobrójska, Aniela, Klara, Albin.

Albin, wszedłszy, opiera się o ścianę blisko stolika i z założonemi rękami, często wzdychając, oka nie spuszcza z Klary.

PANI DOBRÓJSKA

wchodząc, do Albina:

		Kocha się, kto się kłóci, dawne to przysłowie.

KLARA

całując ją w rękę

		Czy się ciocia kłóciła?

PANI DOBRÓJSKA

do Klary:

		Oj, zielono w głowie.

KLARA

		O, nie!

PANI DOBRÓJSKA

		O, tak.

KLARA

		Dlaczego?

ANIELA

		Klara, moja mamo,
		Bywa bardzo rozsądna.

KLARA

		Aniela toż samo.

ANIELA

		Zgadzamy się we wszystkiem.

KLARA

		Radzimy wzajemnie.

PANI DOBRÓJSKA

		Kiedy dwie głowy radzą daremnie,
		Rozsądna zatem Klara rozsądnej Anieli
		Zapewne jej uwagi rozsądnej udzieli,
		Że grzeczność, a szczególniej w swojej matki domu,
		Najmniejszej przynieść krzywdy nie może nikomu;
		A nawzajem Aniela poradziła Klarze,
		Że obojętność szydzić niekoniecznie każe.

KLARA

kłaniając się nisko Albinowi

		Panie Albinie, bardzo dziękujemy.

ANIELA

do Dobrójskiej

		Trzebaż się starać o pana Gustawa?

PANIE DOBRÓJSKA

		Ale nie krzywić, nie dąsać się zawsze.

Siadają przy okrągłym stoliku i robótki biorą, prócz Klary.

ANIELA

szybka rozmowa

		On nas nie widzi.

KLARA

		I ślepy, i niemy.

ANIELA

		Mamże[14 - mamże (daw.) – czyż mam, mam przecież. [przypis edytorski]] go błagać o względy łaskawsze?

KLARA

		Mówić, gdy milczy; gdy nudzi, zabawiać?

ANIELA

ironicznie

		I jakaż na wsi może być zabawa!

KLARA

podobnie, coraz prędzej

		I z wieśniaczkami o czemże rozmawiać!

ANIELA

		O pięknym czasie[15 - piękny czas – tu (z fr. beau temps): ładna pogoda. [przypis edytorski]], albo słotnej porze.

KLARA

		Miejskim rozumem zaćmiłby nas może.

ANIELA

		Przez litość, gęstą daje mu zasłonę.

KLARA

		Przez litość, drzemiąc, stara się o żonę.

PANI DOBRÓJSKA

		Już to mnie przegadacie, moje piękne damy.

ANIELA

		Ależ, mamo kochana! cóż my robić mamy?

KLARA

		Kiedy na sofie rozparty szeroko,
		Półgębkiem gada, śpi na jedno oko,
		Mamyż mu śpiewać arietkę wesołą?
		Albo z girlandą tańcować wokoło?

Klara, mówiąc ostatni wiersz, robi kilka kroków tańca z chustką w ręku. Albin rzuca się i odrzuca krzesło za nią stojące.

ALBIN

		Przebóg!

KLARA

		Cóż?

ALBIN

		Krzesło.

KLARA

rozgniewana

		Ach! Z panem… prawdziwie…
		Nawet potknąć się nie można!

ALBIN

		Niestety.

ANIELA

do Dobrójskiej

		Bardzo rozsądnie.

PANI DOBRÓJSKA

śmiejąc się

		Ja sama się dziwię.
		Nie arietki, nie, ani też balety,
		Lecz grzeczność, skromność, to wasze zalety.

KLARA

ironicznie

		Zresztą, jest Radost, jest Albin, jest Gustaw…
		Trzech mężczyzn! to sąd podług męskich ustaw;
		Trzech! razem! ogrom! i czegóż im trzeba?
		Cóż rozum kobiet, ten słaby twór nieba,
		Co się im zbliżyć nawet praw nie rości,
		Dałby za korzyść tym sędziom honoru,
		Wszechwładcom świata, skarbonom mądrości?
		Nasze uczucia, nie sięgając wzoru,
		Na męskiej duszy twór zawsze wyniosły
		Pęta by tylko albo skazę niosły.

PANI DOBRÓJSKA

		Nie wszystko straszne, co czasem zastrasza.
		Mają wady mężczyźni, ma także płeć nasza;
		Zatem szalę rozsądku ta strona przeważa
		Co swoje błędy karci, a cudzym pobłaża.




SCENA IX


P. Dobrójska, Aniela, Klara, Albin, Gustaw.

Albin stoi przy prawej stronie sceny, przy nim siedzi przy stole pierwsza Klara, druga Aniela, trzecia Dobrójska, robótkami zajęte. – Gustaw wchodzi i, skłoniwszy się, stawia krzesło na środku – siada obrócony do parteru trochę na przodzie sceny – Gustaw w tej scenie mówi z roztargnieniem, aby tylko co mówić, z początku swoim ubiorem zajęty.

GUSTAW

		Przecie deszcz ustał – pogodniej na niebie.

KLARA

		Arcyprzyjemna aura, w samej rzeczy.
		Do Anieli
		Że grzecznie bawię, nikt już nie zaprzeczy.
		A teraz kolej, Anielo, na ciebie.

PANI DOBRÓJSKA

do Klary z nieukontentowaniem

		Klaro, czy znowu?
		do Gustawa
		Albin mówił właśnie,
		Że z nowej chmury nowa grozi słota.

ALBIN

		Dla mnie pochmurno, ach, nawet ciemnota.
		Bo i nadzieja powoli już gaśnie,
		Kiedy mym smutkiem Klara ucieszona.

KLARA

zniecierpliwiona

		Ach nie, wcale nie, smuci się, i bardzo.

GUSTAW

zawsze z roztargnieniem, byle co mówić

		Panie pracują.

KLARA

		Mężczyźni tem gardzą
		Lubo w tej pracy najprędsza obrona
		Przeciw tym nudom, w które wieś obfita.

PANI DOBRÓJSKA

do Klary z nieukontentowaniem

		Czy ty się nudzisz?

KLARA

		Mnie się ciocia pyta?

GUSTAW

jak wprzódy

		Słabym się czuje, kto szuka obrony.

KLARA

		O sobież tylko myśleć nam wypada?

GUSTAW

pozierając[16 - pozierać – dziś: spozierać, patrzeć. [przypis edytorski]] na Albina

		Tak, i o bliskich – to pięknie i hojnie.

KLARA

ze wzrastającym zapałem

		Bliski, niebliski może być znudzony.

ANIELA

do Klary na stronie

		Klaro, daj pokój.

GUSTAW

zawsze obojętnie

		Ogólna więc rada…

KLARA

		Rady dość nigdy....

GUSTAW

sens kończąc

		Dla popsutych dzieci.

KLARA

		Wiem zatem, gdzie się zwracać.

GUSTAW

obojętnie

		Do zwierciadła.

PANI DOBRÓJSKA

		Klara nie może rozmawiać spokojnie.
		Lada dmuchnięcie tę iskrę roznieci.

GUSTAW

wyciągając się na krześle

		O, proszę pani, mnie to dosyć bawi.

KLARA

urażona, ironicznie

		Czy tak? Doprawdy? Nie byłabym zgadła,
		Że moja mowa takie cuda sprawi./ Do Albina
		Ach, proszęż mnie tak nie ścigać oczyma.

ALBIN

z westchnieniem

		I tego wzbraniasz?

KLARA

		Ach, bo miary nié ma.
		do Anieli
		Żeby choć mrugnął, mogłabym się skrzywić.

PANI DOBRÓJSKA

po krótkiem milczeniu

		Pan Gustaw mógłby i słusznie się dziwić,
		Że wiejska cisza, a zwłaszcza w tej porze,
		Dla kogokolwiek przyjemną być może.

GUSTAW

mówi coraz wolniej

		I owszem, owszem… wcale się nie dziwię…
		Wieś jest przyjemna,/ Ziewa skrycie.
		przyjemna prawdziwie.

KLARA

do Anieli na stronie:

		Widzisz?

ANIELA

		Co?

KLARA

		Ziewa.

ANIELA

		Grzeczny…!

KLARA

(sens kończąc)

		Ciocia powie./ głośno
		Otóż to grzeczność…

na wejrzenie Dobrójskiej

		Chwalić wbrew gustowi.

GUSTAW

coraz wolniej

		Nie, wieś ma swoje wdzięki… mówię szczerze.

Ziewa skrycie.

		Na wiosnę kwiatki… listki… trawki świeże,
		A w lecie, w lecie!… są te… piękne żniwa;
		No i w jesieni…/ ziewając/
		także… tam coś bywa;
		W zimie wieczory… tak… w zimie… wieczory;
		Są, są zabawy… o, są każdej pory.

Ziewa i wkrótce zaczyna drzemać.

PANI DOBRÓJSKA

		W nas to samych zabawy i nudów przyczyna.
		Jeśli bezczynnie każda wlecze się godzina,
		Konieczne zatrudnienia nie dzielą nam czasu,
		Jeśli w ciągłym odmęcie śród[17 - śród – dziś: wśród. [przypis edytorski]] gwaru, hałasu,
		Zawsze pragniemy nowych rzeczy, nowych ludzi,
		Wtedy jak wieś, tak miasto, koniec końców – znudzi.
		Dlatego nas zapewne nadzieja nie mami,
		Iż pan Gustaw potrafi bawić się i z nami.

KLARA

po krótkiem milczeniu, cicho

		Pst! Ciociu!/ pokazując śpiącego Gustawa
		Już się bawi.

PANI DOBRÓJSKA

		A! co tego…

KLARA

		Chodźmy stąd wszyscy.

ANIELA

		Zostawmy samego.

ALBIN

		Ja i w nocy tak nie śpię.

PANI DOBRÓJSKA

		To za wiele.

KLARA

		Chodźmy.

PANI DOBRÓJSKA

		Ale nie…

ANIELA

ciągnąc za rękę

		Moja mamo, proszę.

KLARA

biorąc za drugą rękę

		Ja także za nim suplikę zanoszę:
		Wszakże się wyśpi, jak sobie pościele,
		Tak sobie posłał, niechże śpi do woli.

do Albina

		No, chodźże waćpan – prędzej! – pst! – powoli.

Wszyscy wychodzą – Gustaw śpi – wkrótce wbiega Radost – przypatruje się z żalem Gustawowi – zakłada ręce i siada na krześle, na którem siedziała pani Dobrójska.




SCENA X


Gustaw, Radost.

RADOST

żałośnie, zaledwie nie z płaczem, coraz głośniej

		Gustawie! mój Gustawie! okrutny Gustawie!

GUSTAW

otwiera oczy i patrząc przed siebie, odpowiada jakby pani Dobrójskiej:

		Tak, mościa dobrodziejsko, ja się na wsi bawię.

RADOST

parskając śmiechem

		I śmiać się muszę, kiedy łajać chciałem.

GUSTAW

zadziwiony, po krótkiem milczeniu, wstając

		Zasnąłem trochę.

RADOST

ironicznie

		Gdzie tam.

GUSTAW

z nieukontentowaniem

		Spałem, spałem,
		Nie ma co mówić.

RADOST

udając Gustawa

		„Jak się dziś poprawię,
		Zadziwisz się, stryjaszku” – Otóż się i dziwię,
		Żeś dobrze zasnął i chrapał szczęśliwie.

GUSTAW

z nieukontentowaniem

		No, spałem, prawda; ale z drugiej strony,
		Trudno kochanka uśpi huk moździerzy,

z udanem uczuciem

		Łacno głos fletów, głos kobiet pieszczony.

RADOST

		O! o… głos fletów! Niby kto uwierzy!
		Dla Boga, chłopcze! Boska na mnie plago!
		Próżnoż cię ścigam prośbą i uwagą,
		Powiedz, czy serce zastygło w twem łonie,
		Spać przy kochance[18 - kochanka (tu daw.) – ukochana, wybranka; tu: przyszła narzeczona. [przypis edytorski]], jakby już przy żonie?

GUSTAW

niekontent z siebie, odtrącając krzesło

		Hm! Diabeł nadał krzesło tak wygodne!
		Tak mnie znienacka jakoś… rozmarzyło.

RADOST

		I chce się żenić! – To zaloty modne!
		Chcesz spać, no, to śpij, kiedy ci spać miło.

GUSTAW

		Ale stryjaszku, to niechcący było.

RADOST

		A cóż, u diaska! miałżeś jeszcze może
		Dobranoc wszystkim powiedzieć dokoła?

GUSTAW

		No, no, stryjaszku, nie zachmurzaj czoła:
		Wszystkim nieszczęściom zaraz kres położę.

RADOST

zatrzymując go

		Jak? co? gdzie?

GUSTAW

		Wszystko chcę naprawić godnie.

RADOST

prosząc najpokorniej

		Guciu, Guciuńciu, nie czyń mi zakały,
		Bądź też rozsądny, tydzień, tydzień mały!

GUSTAW

		Będę, stryjaszku, będę… dwa tygodnie.

RADOST

		Dla ciebie błagam.

GUSTAW

		Stryjaszku kochany!
		Wart twego gniewu, wart jestem nagany,
		Umiem czuć, cenić ojcowskie przestrogi,
		Dzięki ci, dzięki, stryjaszku mój drogi./ Ściskają się.

RADOST

rozczulony

		Guciu kochany!/ po krótkiem milczeniu/
		Ale ja się boję,
		Że ty dziękujesz i znów robisz swoje.

GUSTAW

		Nie, teraz jestem, będę zakochany,
		Z samym Albinem na wyścigi idę.

RADOST

wstrzymując go

		Ach, czekaj! Nową naprowadzisz biedę.
		Za drwinki wezmą nagłość tej odmiany.

GUSTAW

		Nie, westchnę tylko – raz na pół godziny.
		Lecz patrzeć będę, tego mi nie zganią
		Ale jak patrzeć! – Już wiem. – Wzrok jedyny!

biorąc go pod rękę i ciszej

		Jak niegdyś patrzał stryjaszek na panią…

RADOST

zatykając mu usta

		Cicho, bądź cicho!/ oglądając się/
		Ty, widzę, szalony…

GUSTAW

		Ale co gorzej, co mnie trochę smuci,
		Że panna na mnie i okiem nie rzuci.

RADOST

		Ach, mój Gustawku, wszak ty szukasz żony;
		Chciałżebyś takiej, co ściga oczyma,
		Jakby wołała: «Kto kogo przetrzyma»,
		Lub tej, co spojrzy i westchnie przed siebie
		Jakby szeptała: «Poszłabym za ciebie»?

GUSTAW

		Nie – ja chcę, chociaż niby jestem trzpiotem…

RADOST

z westchnieniem

		Niby.

GUSTAW

		Dobrą mieć żonę.

RADOST

		A któż wątpi o tem?

GUSTAW

		I gdybym nie czuł przymiotów Anieli,

Radost w niemem zachwyceniu wyciąga ręce ku niemu.

		Jużbyście mnie tu dotąd nie widzieli.

RADOST

ściskając go

		Ach, jakiż anioł przemówił przez ciebie?

GUSTAW

		Prawda? – Rozsądnym umiem być w potrzebie?

RADOST

		Ach, strasznie, strasznie, byle tylko trwale.

GUSTAW

		Idę więc biegać, śpiewać…

RADOST

żałośnie, zatrzymując go

		Tego wcale…

Gustaw przerywa mowę Radosta gwałtownem uściśnieniem, w którem mówi wiersz następujący:

GUSTAW

		Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię!

Wytrąca niechcący tabakierkę z rąk Radosta, a wybiegając, wywraca krzesło – Radost, goniąc za tabakierką i raz na nią, raz na Gustawa patrząc, gdy zasłona spada:

RADOST

		Czekaj! Zmiłuj się! o Boże! Gustawie!




AKT II





SCENA I


P. Dobrójska, Radost.

PANI DOBRÓJSKA

		Tak, tak, panie Radoście, podzielam twe żale.
		Ale mnie się pan Gustaw nie podobał wcale!
		Miłość własną, przeczącą, co drugim należy[19 - Miłość własna, przecząca, co drugim należy – tj. egoizm. [przypis edytorski]]
		Najtrudniej mi przychodzi przebaczyć młodzieży.

RADOST

		Tej wady Gustaw nie ma.

PANI DOBRÓJSKA

		Ma tylko zalety,
		A żadnej wady? – prawda?

RADOST

		Ach, ma, ma, niestety!

PANI DOBRÓJSKA

		A tą jest?

RADOST

		Roztargnienie, wesołość, pustota…
		No, co mam obwijać – trzpiot!

PANI DOBRÓJSKA

		Nie widzę w nim trzpiota.

RADOST

		Ach, mościa dobrodziejko, któż to już zaprzeczy?
		Ale ma serce dobre, głowę nie od rzeczy;
		To nie minie jak płochość, z czasem nie uleci,
		To jest szczęścia rękojmią dla żony i dzieci.

PANI DOBRÓJSKA

		Wszystko dobre w nim widzisz.

RADOST

		Kocham go jak syna.
		żałośnie/ Ale tylko ja jeden.

PANI DOBRÓJSKA

		To nie moja wina.

RADOST

		I Aniela się krzywi.

PANI DOBRÓJSKA

		I wprawdzie ma czego.

RADOST

		Biedny Gustawek! Wszyscy bij zabij na niego.

PANI DOBRÓJSKA

		A ten sen? jest trzpiotostwo? – nie: lekceważenie.

RADOST

		Ach! wszakcim[20 - wszakcim go obudził – dziś: przecież go obudziłem. [przypis edytorski]] go obudził!

PANI DOBRÓJSKA

		A to jak ocenię,
		Gdy potem wleciał do nas, jakby jęty szałem?
		Co robił? – Byłeś.

RADOST

		Wszakci[21 - wszakci (daw.) – przecież. [przypis edytorski]] na niego mrugałem.

PANI DOBRÓJSKA

		Lubię w młodym wesołość; i wesołość szczera,
		Choć czasem w zbytek przejdzie, jednak wzgląd odbiera[22 - wzgląd odbiera – znajduje uznanie. [przypis edytorski]].
		Lecz udana już nie ma do tych względów prawa,
		I taka dziś wzbudziła szaleństwa Gustawa.

RADOST

		Szaleństwa; – był szalony – to nie ma gadania,
		Lecz czasem i nieśmiałość do tego nas skłania:
		Drży, stoi, a potem huż, jak ów koń z narowu,
		Co raz z miejsca, już nie zna ni płotu, ni rowu.

PANI DOBRÓJSKA

wstrzymując się od śmiechu

		Co? On?

RADOST

sens kończąc

		Nieśmiały.

PANI DOBRÓJSKA

		Gustaw?

RADOST

		Gustaw. Ręczę pani.

PANI DOBRÓJSKA

		A, wybornie!/ Śmieje się.
		O, biedny! biedny Gucio mały.
		Trzech nie zliczy!/ Śmieje się.

RADOST

zmieszany

		No… prawda, że jest nadto śmiały.
		żałośnie/ Ale cóż ja mam robić?

PANI DOBRÓJSKA

		Wziąć go lepiej w kluby[23 - kluby (daw.) – kajdany, dyby; wziąć w kluby – wziąć w ryzy, zmusić do posłuszeństwa. [przypis edytorski]].
		Bo mówiąc między nami, ten Gustawek luby
		Wyrabia ze stryjaszkiem, co mu się podoba.

RADOST

		Oho, ho, ho! – I jedna nie przeminie doba,
		Żeby mu paternoster[24 - paternoster (z łac. pater noster: ojcze nasz) – tu: codzienna wymówka, kazanie wychowawcze. [przypis edytorski]] nie wleciał do ucha.

PANI DOBRÓJSKA

		O, tak, wiem dobrze: waćpan zrzędzisz, on nie słucha.

RADOST

		Ach, jak on mi dziękuje za każdą przestrogę.
		Ale chcesz pani prawdy, ja nią służyć mogę:
		Pani to dobrodziejka psujesz panny swoje.

PANI DOBRÓJSKA

		Ja psuję!

RADOST

		Pani.

PANI DOBRÓJSKA

		Bój się Boga!

RADOST

		Ja się boję.
		Lecz tak jest.

PANI DOBRÓJSKA

		Drżą przede mną.

RADOST

ironicznie

		Zapewne!

PANI DOBRÓJSKA

		I pewnie.
		Szkoda, żeś tu dziś nie był, jak płakały rzewnie.

RADOST

		Ale chociaż ja zero, Gustaw pełen winy,
		Jednak nic mi nie kryje.

PANI DOBRÓJSKA

		Cóż znaczą te miny?
		Ściągasz je do Anieli, albo też do Klary?

RADOST

		Hm! Hm!

PANI DOBRÓJSKA

		Cóż?

RADOST

		Jakieś śluby!

PANI DOBRÓJSKA

		Dziecinne zamiary,
		O których nie chcę wiedzieć, domyślam się ledwie.
		Długo przy matce Klary bawiły obiedwie[25 - obiedwie – dziś: obydwie. [przypis edytorski]],
		Wiesz, jakie przed oczyma miały tam pożycie;
		Przy tem kilka złych książek przeczytanych skrycie,
		Równie jak mego szwagra gorszące rozmowy
		Wpoiły, nie w ich dusze, ale w młode głowy,
		Ową nienawiść mężczyzn, którą ciągle puszą.
		Na cóż więc zbijać myśli, co się zmienić muszą?

RADOST

		Zmienić się, zmienią, pewnie, lecz kłopot dla Gucia.

PANI DOBRÓJSKA

		Zresztą lepiej za mało, niż za wiele czucia.

RADOST

z uczuciem całując ją w rękę

		Ach, mościa dobrodziejko!

PANI DOBRÓJSKA

		Zawsze Radost jeszcze…

RADOST

jak wprzódy

		Zawsze.

PANI DOBRÓJSKA

		Idź, popieść Gucia.

Odchodzi.

RADOST

		Już ja go popieszczę.




SCENA II


Radost sam.

RADOST

		Co ja pocznę z tym chłopcem! To rzecz niesłychana!
		Żebym go mógł, u czarta, związać jak barana,
		Przywieść gwałtem przed ołtarz, narzucić mu żonę,




Конец ознакомительного фрагмента.


Текст предоставлен ООО «ЛитРес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/pages/biblio_book/?art=23530634) на ЛитРес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



notes



1


oraz (tu daw.) – jednocześnie. [przypis edytorski]




2


And. Max. Fredro – Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620–1679), polityk i pisarz. [przypis edytorski]




3


wieczór jeszcze zdrowy – wieczorem jeszcze był zdrowy. [przypis edytorski]




4


nié ma – daw. forma z é pochylonym, wymawianym jak i; tu zachowana dla rymu: oczyma – nié ma. [przypis edytorski]




5


macież (daw.) – no macie, macie przecież; macież go – oto on; proszę, jaki on jest. [przypis edytorski]




6


śród (daw.) – wśród. [przypis edytorski]




7


waryjat – dziś: wariat. [przypis edytorski]




8


siąść na koszu a. dostać kosza – oświadczyć się i nie zostać przyjętym. [przypis edytorski]




9


siędę – dziś popr. forma: siądę. [przypis edytorski]




10


spuścić się na kogoś (daw.) – polegać na kimś, liczyć na kogoś. [przypis edytorski]




11


Jean de La Bruyère (1645–1696) – fr. pisarz, autor Charakterów (Les Caractères ou les Mœurs de ce siècle), dzieła opisującego postaci i obyczaje XVII-wiecznej Francji. [przypis edytorski]




12


delija, delia (daw.) – kurtka męska. [przypis edytorski]




13


gorżki – dziś: gorzki. [przypis edytorski]




14


mamże (daw.) – czyż mam, mam przecież. [przypis edytorski]




15


piękny czas – tu (z fr. beau temps): ładna pogoda. [przypis edytorski]




16


pozierać – dziś: spozierać, patrzeć. [przypis edytorski]




17


śród – dziś: wśród. [przypis edytorski]




18


kochanka (tu daw.) – ukochana, wybranka; tu: przyszła narzeczona. [przypis edytorski]




19


Miłość własna, przecząca, co drugim należy – tj. egoizm. [przypis edytorski]




20


wszakcim go obudził – dziś: przecież go obudziłem. [przypis edytorski]




21


wszakci (daw.) – przecież. [przypis edytorski]




22


wzgląd odbiera – znajduje uznanie. [przypis edytorski]




23


kluby (daw.) – kajdany, dyby; wziąć w kluby – wziąć w ryzy, zmusić do posłuszeństwa. [przypis edytorski]




24


paternoster (z łac. pater noster: ojcze nasz) – tu: codzienna wymówka, kazanie wychowawcze. [przypis edytorski]




25


obiedwie – dziś: obydwie. [przypis edytorski]


