Stoliczku, nakryj się!
Grimm Jacob

Grimm Wilhelm


Ech, gdyby na świecie istniał magiczny stoliczek… Gdyby mieć niewyczerpane źródło jedzenia lub pieniędzy… To nie znaczy, że żyło by się nam całkiem beztrosko.Baśń o tym, jak sobie radzić z nieuczciwością otoczenia. Najpierw bracia padają ofiarą oszczerstwa kozy, ponieważ ojciec wierzy jej bardziej niż dzieciom. A potem podstępny karczmarz kradnie im czarodziejskie przedmioty, które zdobyli ciężką pracą. Na szczęście trzeci chłopak dostał od swojego mistrza coś niepozornego i okazuje się, że zdolność do obrony znaczy więcej, niż pozyskane przez braci bogactwa.Można by powiedzieć, że sprawiedliwość zatriumfowała, a jednak w baśni utrwalony został dawny, patriarchalny porządek ludzkich spraw: ojciec, który tak surowo i niesprawiedliwie potraktował swoich synów, nie ponosi żadnej kary, jest przez nich nadal traktowany z szacunkiem i obdarowywany wszystkim, co chłopcy zdobyli w czasie wygnania.





Jacob i Wilhelm Grimm

Stoliczku, nakryj się!



Przed laty żył sobie krawiec, który miał trzech synów, a tylko jedną jedyną kozę. Ale że wszyscy żywili się jej mlekiem, więc dbali, aby koza miała dość paszy, i synowie co dzień po kolei paśli ją na łące.

Pewnego dnia najstarszy z braci zaprowadził kozę na cmentarz, gdzie pełno było bujnej trawy. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

– Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

		Ach, mój drogi, ach, mój miły,
		tak najadłam się!
		Nie zjem więcej ni ździebełka,
		me, me, me!

– Chodź więc do domu! – zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

– Czy dobrze się dziś koza napasła? – zapytał krawiec.

– O! – odparł syn – ani ździebełka już zjeść nie może.

Ale ojciec chciał sam się przekonać, czy to prawda, poszedł więc do obory, pogłaskał stworzenie i zapytał:

– Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

		Me, me, me,
		Nie najadłam się!
		Po rowach skakałam,
		I trawki szukałam,
		Lecz nie było ni ździebełka, meee…

– A cóż to znowu! – zawołał krawiec oburzony, pobiegł do izby i przywołał syna: – Kłamco! Powiedziałeś, że koza już syta, a ona nic nie jadła! – Po czym w srogim gniewie chwycił ze ściany drewniany łokieć[1 - łokieć (tu daw.) – tu: przyrząd krawiecki, miarka. [przypis edytorski]], wygarbował chłopcu skórę i wygnał go za wrota.

Nazajutrz przyszła kolej na średniego brata. Ten wyszukał jeszcze piękniejszy kawałek łąki za ogrodem i poprowadził tam kozę. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

– Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

		Ach, mój drogi, ach, mój miły,
		tak najadłam się!
		Nie zjem więcej ni ździebełka,
		me, me, me!

– Chodź więc do domu! – zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

– Czy dobrze się dziś koza napasła? – zapytał krawiec.

– O! – odparł syn – ani ździebełka już zjeść nie może.

Ale ojciec chciał sam się przekonać, czy to prawda, poszedł więc do obory i zapytał:

– Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

		Me, me, me,
		Nie najadłam się!
		Po rowach skakałam,
		I trawki szukałam,
		Lecz nie było ni ździebełka, meee…

– A to łotr dopiero! – wykrzyknął krawiec w gniewie i zbił syna łokciem, po czym wygnał go z domu.

Trzeciego dnia przyszła kolej na najmłodszego z braci. By dogodzić ojcu, poprowadził kozę pod kępę krzaków pokrytych gęstym listowiem, aby tam się pasła. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

– Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

		Ach, mój drogi, ach, mój miły,
		tak najadłam się!
		Nie zjem więcej ni ździebełka,
		me, me, me!

– Chodź więc do domu! – zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

– Czy dobrze się dziś koza napasła? – zapytał krawiec.

– O! – odparł syn – ani ździebełka już zjeść nie może.

Ale ojciec chciał sam się przekonać, czy to prawda, poszedł więc do obory i zapytał:

– Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

		Me, me, me,
		Nie najadłam się!
		Po rowach skakałam,
		I trawki szukałam,
		Lecz nie było ni ździebełka, meee…

– O, kłamco nikczemny! – zawołał krawiec oburzony – nie pozwolę się dłużej oszukiwać.

W gniewie wygarbował łokciem skórę także najmłodszemu synowi, po czym wygnał go za wrota.

Gdy już został sam z kozą, poprowadził ją nazajutrz pod zielony żywopłot i rzekł:

– Teraz najesz się wreszcie do syta!

Wieczorem zapytał krawiec:

– Najadłaś się, kózko?

A koza na to:

		Ach, mój drogi, ach, mój miły,
		tak najadłam się!
		Nie zjem więcej ni ździebełka,
		me, me, me!

– Więc chodź do domu! – zawołał krawiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory. Przed odejściem zapytał raz jeszcze:

– Więc już jesteś syta?

A koza na to:

		Me, me, me,
		Nie najadłam się!
		Po rowach skakałam,
		I trawki szukałam,
		Lecz nie było ni ździebełka, meee…

Kiedy to krawiec usłyszał, zrozumiał, że niesłusznie wygnał swoich synów.

– Poczekaj, ty niewdzięczne stworzenie! – zawołał – wygnać cię to za mało, muszę cię naznaczyć, żebyś nie mogła już przebywać wśród uczciwych krawców!

Pobiegł szybko do izby, przyniósł brzytwę, namydlił kozie głowę i ogolił ją gładko, jak dłoń. A że łokieć wydawał mu się zbyt zaszczytnym narzędziem kary, przyniósł bicz i tak nim schłostał kozę, że uciekła co sił i nigdy już nie wróciła.




Конец ознакомительного фрагмента.


Текст предоставлен ООО «ЛитРес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/pages/biblio_book/?art=23531554) на ЛитРес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



notes



1


łokieć (tu daw.) – tu: przyrząd krawiecki, miarka. [przypis edytorski]


