Chleb i woda
Mirandola Franciszek


Ciesz się klasyką! Miłego czytania!





Franciszek Mirandola

Chleb i woda



Stali nad brzegiem i klęli.

– Znowu zabiera, znowu jucha zabiera. Ot, tyle zagrodzone było łońskiego[1 - łoński (daw., gw.) – ubiegłoroczny; o roku: zeszły. [przypis edytorski]] roku na wiosnę. A teraz o jakie trzy sążnie podeszło spodem, że ani przystąp… A tu… o i tu zrysowana ziemia. Wciórności!! Żniwa nadchodzą, kłos twardy, żółci się już na dobre słoma… a ty teraz broń się przed złodziejem… ratuj…

Klęli i bili w brzeg grube, wierzbowe kloce.

Wielkie wybrane doły na pół zalane wodą czerniły się rzędem. Długie, śmigłe wikliny zwaliły się ścianą pochyłą… czekały schnąc i dumając o swym losie.

Bracia wielkimi babami drewnianymi walili po głowicach kloców wierzbowych. Każdy uderzył raz i stęknął… A kloc, obsunął się trochę wgłąb i chlupnął wodą.

Co chwila przerywali pracę… ocierali pot z czoła rękawami koszuli… to jednym, to drugim i klęli.

Wielka kiść żółkniejącego[2 - żółkniejący – dziś popr.: żółknący. [przypis edytorski]] żyta zwisała smutnie z wysokiej szkarpy brzegu. Kłosy walały się w błocie rozrobionym stopami pracujących. Górą widniał dach chaty i kawał białej ściany…

– Dość tego! – powiedział starszy i cisnął babę o ziem[3 - o ziem (daw., gw.) – dziś: o ziemię. [przypis edytorski]].

Młodszy nie rzekł nic, usiadł na skrawku ziemi pokrytym trawą i zwiesił głowę.

– Chodź jeść! – rzekł starszy.

– Idź sam! – odrzekł siedzący. – Zmordowałem się… przyjdę.

Został sam.

Wpatrzył się w nurt wartko płynący.

Na drugim brzegu połogo[4 - połogi – rozpościerający się szeroko, rozległy. [przypis edytorski]] się ścielącym i zasutym[5 - zasuty – pokryty. [przypis edytorski]] żwirem i namułem, stały chaty.

Stały, a raczej siedziały na ziemi szeroko rozkraczone.

Ściany się dołem rozlazły, rozszerzyły, jakby puściły korzenie w grunt.

Przybudówkami, chlewkami, niby rozstawionymi dłońmi objąć się starały największą przestrzeń.

Zdawało się, iż mówią ziemi:

– Ha! Mojaś jest… nie puszczę, nie puszczę… mojaś jest!

A woda płynęła i zdawała się mówić do zadumanego chłopca:

– Ach! Nikt mnie nie rozumie… nikt mnie nie rozumie.

Zdumiał się.

I nagle zebrawszy śliny… chciał plunąć we wodę. Ale na czas wspomniał, że to niedobrze…

– A widzisz! – rzekła mu woda. – A widzisz! Nie pluj we wodę, nie bluźnij wodzie… nie bluźnij wodzie… szanuj wodę… szanuj… a lepiej jeszcze staraj się zrozumieć, kto ja jestem… ja WODA.

– Ty jesteś złodziej! – powiedział.

I zdumiał się sam dźwiękiem swego głosu i tym, że mówi do wody jak do żywej istoty.

– Nieprawda… nieprawda… mówisz jak cię nauczyła ta stara chałupa rozkraczona… jak cię nauczyła wieś… jak cię nauczył rozum ludzki… To wszystko nieprawda!

Tak mówiła woda z szumem.

– Mówię, jak naucza rozum… ba, a jakże mam mówić?

– A wiesz, kto tego rozumu nauczył ludzi i tę chatę, i wieś całą… Wiesz, kto nauczył ich tego rozumu?

– Nie… nie wiem… – odparł. I już się nie dziwił, że mówi do wody jak do żywej istoty.

– Nauczył ich tego mój brat, CHLEB.

– Twój brat?

– Mój brat, który żyć beze mnie nie może… jak i ja nie mogę… z tęsknoty, kiedy go nie ma koło mnie.

Rozległo się wołanie od strony chaty:

– Jasieeek! Jaaasiek!

– Słyszysz! – powiedziała woda do Jaśka – Mój brat, CHLEB woła cię… idźże, idź…

Zerwał się żwawo. Oprzytomniał. Przetarł dłonią czoło.

– A tom się zdrzemnął… – mruknął i poszedł ku chacie, nie spojrzawszy już na wartki nurt z szumem płynący.

Długo nie było nikogo na brzegu. Panowała cisza południowa. Słońce stało w samym niemal zenicie i piekło, słoma zżółkła, szypułki kłosów otwierały się powoli i wyzierały ciekawe główki ziaren. Trawa przygnieciona ciężarem Jaśka powstawała lękliwie, powoli, a konik polny wystraszony ze swego osiedla w zielonej kępce namyślał się, czy można wrócić. Odarte z kory, biedne kloce wierzbowe tkwiły w błocie i żaliły się niebu, wznosząc w górę biedne udręczone głowy, zaś skryte w głębi ziemi małe strumyczki posłane przez rzekę, ryły się przez pulchną, gorącą glebę jak krety.

Woda płynęła wartko. Nie mówiła nic. Czasem tylko jakaś fala rzuciła na brzegu przeciwnym rozsiędzionej[6 - rozsiędziona – siedząca szeroko; rozsiadła. [przypis edytorski]] chacie pogardliwie pod nogi garść namułu.

– Naści masz… naści weź…

– Dobra nasza! dobra nasza!… – śmiała się chałupa i łyskała do słońca oczami okien.

– Naści kamień…

– Dobre i to… panie Kmito… – rechotała.

– Naści drewno zbutwiałe…

– W piecu zetleje całe… ha, ha, ha…

– Naści i zdechłą mysz…

– Przyda się tyż… przyda się tyż…

– I kwiat zerwany gdzieś…

– Tylko nieś… tylko nieś…

A chałupa Jaśkowa wytrzeszczała oczy, zazierała ponad brzeżek, by dojrzeć, czy woda czego nie skradła. Blada i zielona była ze złości. Zdawało się, że zgrzyta zębami i że włosy, że strzecha staje jej dęba na głowie z oburzenia.

Po południu wrócił Jasiek sam jeden do pracy.

Maciek poszedł z koniem holować łódź proboszcza, którą woda wczoraj jeszcze zniosła daleko i osadziła o parę stajań, na prost dworskiego ogrodu.

Stanął na brzegu i spode łba spojrzał na wodę.

– Widzisz! – zaczęła od razu, jak do znajomego. – Posłałam Maćka z koniem, by nam nie przeszkadzał. Siadaj!

Nagle ogarnęła go pasja, pasja istoty żywej i pana gruntu i chałupy w dodatku…

– Wciórności… psiakrew jedna!…

Chciał kląć, ale się splątał, bo nie wiedział, jak kląć wodę, która gada. Więc napluł tylko w garść, porwał ze ziemi babę dębową, zamachnął się i palnął z całej siły w głowicę nieszczęsnej, umęczonej wierzby, aż jęknęła.




Конец ознакомительного фрагмента.


Текст предоставлен ООО «ЛитРес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/pages/biblio_book/?art=23545050) на ЛитРес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



notes



1


łoński (daw., gw.) – ubiegłoroczny; o roku: zeszły. [przypis edytorski]




2


żółkniejący – dziś popr.: żółknący. [przypis edytorski]




3


o ziem (daw., gw.) – dziś: o ziemię. [przypis edytorski]




4


połogi – rozpościerający się szeroko, rozległy. [przypis edytorski]




5


zasuty – pokryty. [przypis edytorski]




6


rozsiędziona – siedząca szeroko; rozsiadła. [przypis edytorski]


