Krzyżacy
Henryk Sienkiewicz


By zaprotestować przeciwko germanizacji oraz przypomnieć Polakom o odwadze, waleczności i świetnych wydarzeniach z historii Polski, Henryk Sienkiewicz zastosował w Krzyżakach literacką maskę – przeniósł akcję swojej powieści w realia końca XVI i początku XV wieku.Jagiellońska Polska uwikłana jest w konflikt z zakonem krzyżackim. Zbyszko z Bogdańca, młody rycerz, zakochuje się w ślicznej, niewinnej Danusi, córce Juranda ze Spychowa. Zbyszko oraz inni rycerze wielokrotnie muszą wykazywac się właściwą postawą i walecznością – Krzyżacy, upokorzeni niegdyś przez Juranda, podejmują kolejne intrygi i ataki. Dla młodzieńca to czas wielu sprawdzianów i prób – nie tylko odwagi.Powieść Henryka Sienkiewicza ukazywała się najpierw w „Tygodniku Ilustrowanym” (1897–1900), w 1900 roku ukazała się w formie książkowej. Została przetłumaczona na 25 języków.





Henryk Sienkiewicz

Krzyżacy





Krzyżacy – Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, założony w czasie krucjat (ok. 1191), po upadku Królestwa Jerozolimskiego usiłował stworzyć sobie państwo w Europie na ziemiach pogańskich Prusów i na terenie Litwy. [przypis edytorski]





Tom I





Rozdział pierwszy


W Tyńcu, w gospodzie „Pod Lutym[1 - luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]] Turem[2 - tur – wymarły dziki ssak z rzędu parzystokopytnych. [przypis edytorski]]”, należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi, słuchając opowiadania wojaka bywalca, który z dalekich stron przybywszy, prawił im o przygodach, jakich na wojnie i w czasie podróży doznał. Człek był brodaty, w sile wieku, pleczysty, prawie ogromny, ale wychudły; włosy nosił ujęte w pątlik, czyli w siatkę naszywaną paciorkami; na sobie miał skórzany kubrak z pręgami wyciśniętymi przez pancerz, na nim pas, cały z miedzianych klamr; za pasem nóż w rogowej pochwie, przy boku zaś krótki kord[3 - kord – krótki miecz. [przypis edytorski]] podróżny.

Tuż przy nim za stołem siedział młodzieńczyk o długich włosach i wesołym spojrzeniu, widocznie jego towarzysz lub może giermek, bo przybrany także po podróżnemu, w taki sam powyciskany od zbroicy skórzany kubrak. Resztę towarzystwa stanowiło dwóch ziemian[4 - ziemianin – właściciel majątku ziemskiego, obszarnik, dziedzic. [przypis edytorski]] z okolic Krakowa i trzech mieszczan w czerwonych składanych czapkach, których cienkie końce zwieszały się im z boku aż na łokcie.

Gospodarz Niemiec, w płowym kapturze z kołnierzem wycinanym w zęby, lał im z konwi[5 - konew (daw.) – duże naczynie. [przypis edytorski]] sytne[6 - sytny (daw.) – sycący, pożywny. [przypis edytorski]] piwo do glinianych stągiewek[7 - stągiewka (daw.) – mała stągiew; stągiew – wysokie naczynie o szerokim dnie. [przypis edytorski]] i nasłuchiwał ciekawie przygód wojennych.

Jeszcze ciekawiej jednak słuchali mieszczanie. W owych czasach nienawiść, jaka dzieliła za czasów Łokietkowych[8 - Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. Walcząc o władzę, musiał zbrojnie stłumić bunt mieszczaństwa krakowskiego pod wodzą wójta Alberta (1311–1312), stąd wzmianka o napięciach między mieszczaństwem a stanem rycerskim. [przypis edytorski]] miasto od rycerskiego ziemiaństwa, znacznie już była przygasła, mieszczaństwo zaś nosiło głowy górniej niż w wiekach późniejszych. Jeszcze ceniono ich gotowość ad concessionem pecuniarum[9 - ad concessionem pecuniarum (łac.) – do wydawania pieniędzy. [przypis edytorski]]; dlatego też nieraz zdarzało się widzieć w gospodach kupców pijących za pan brat ze szlachtą. Widziano ich nawet chętnie, bo jako ludzie, u których o gotowy grosz[10 - gotowy grosz (daw.) – gotówka. [przypis edytorski]] łatwiej, płacili zwykle za herbowych.

Tak więc siedzieli teraz i rozmawiali, mrugając od czasu do czasu na gospodarza, aby napełniał stągiewki.

– Toście, szlachetny rycerzu, zwiedzili kawał świata? – rzekł jeden z kupców.

– Niewielu z tych, którzy teraz ze wszystkich stron ściągają do Krakowa, widziało tyle – odpowiedział przybyły rycerz.

– A niemało ich ściągnie – mówił dalej mieszczanin. – Wielkie gody[11 - gody – święto. [przypis edytorski]] i wielka szczęśliwość dla Królestwa! Prawią[12 - prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]] też, i to pewna, że król kazał całą łożnicę królowej złotogłowem szytym perłami wysłać i takiż baldachim nad nią uczynić. Zabawy będą i gonitwy w szrankach[13 - gonitwy w szrankach – konkurencje konne na turnieju rycerskim; szranki – ogrodzenie placu, na którym odbywał się turniej. [przypis edytorski]], jakich świat dotąd nie widział.

– Kumotrze[14 - kmotr, kumotr – dawne określenie grzecznościowe, gdzie indziej także: kum, ojciec chrzestny. [przypis edytorski]] Gamroth, nie przerywajcie rycerzowi – rzekł drugi kupiec.

– Nie przerywam ja, kmotrze Eyertreter, tylko tak myślę, że i on rad[15 - rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]] będzie wiedział, co prawią, bo pewnie sam do Krakowa jedzie. Nie wrócim i tak dziś do miasta, gdyż bramy przedtem zamkną, a w nocy gad[16 - gad (daw.) – małe zwierzęta, robactwo bądź szkodniki. [przypis edytorski]], który się w wiórach rodzi, spać nie daje, więc mamy czas na wszystko.

– A wy na jedno słowo odpowiadacie dwadzieścia. Starzejecie się, kmotrze Gamroth!

– Ale sztukę wilgotnego sukna pod jedną pachą jeszcze dźwignę.

– O wa! takiego, co się przez nie świeci jak przez sito.

Lecz dalszą sprzeczkę przerwał podróżny wojak, który rzekł:

– Pewnie, że w Krakowie ostanę, bom słyszał o gonitwach i rad[17 - rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]] w szrankach[18 - szranki – ogrodzenie placu, na którym odbywał się turniej, przen. sam turniej. [przypis edytorski]] siły mojej popróbuję – a i ten mój bratanek także, który choć młody jest i gołowąs, niejeden już pancerz widział na ziemi.

Goście spojrzeli na młodzieńca, który uśmiechnął się wesoło i założywszy rękoma długie włosy za uszy podniósł następnie do ust naczynie z piwem.

Stary zaś rycerz dodał:

– Wreszcie, choćbyśmy chcieli wracać, to nie mamy dokąd.

– Jakże to? – zapytał jeden ze szlachty. – Skąd jesteście i jako was zowią[19 - zowią (daw.) – dziś popr.: nazywają. [przypis edytorski]]?

– Ja zowię się Maćko z Bogdańca, a ten tu wyrostek, syn mego rodzonego[20 - rodzonego – brata. [przypis edytorski]], woła się Zbyszko. Herbu jesteśmy Tępa Podkowa[21 - Tępa Podkowa – autentyczny herb: złoty krzyż pod białą podkową na niebieskim polu. [przypis edytorski]], a zawołania[22 - zawołanie – hasło służące do zwoływania rodu, np. w czasie bitwy, umieszczane w górnej części herbu; nie występuje w heraldyce innych krajów. [przypis edytorski]] Grady!

– Gdzieże jest wasz Bogdaniec?

– Ba! lepiej pytajcie, panie bracie, gdzie był, bo go już nie ma. Hej, jeszcze za czasów wojny Grzymalitczyków z Nałęczami[23 - wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]] spalili nam do cna nasz Bogdaniec, tak że jeno dom stary ostał, a co było, pobrali, służebni zasie[24 - zasie – dziś popr.: zaś. [przypis edytorski]] uciekli. Została goła ziemia, bo i kmiecie[25 - kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]], co byli w sąsiedztwie, poszli dalej w puszczę. Odbudowaliśmy z bratem, ojcem tego oto wyrostka, ale następnego roku woda nam pobrała. Potem brat umarł, a jak umarł, ostałem sam z sierotą. Myślałem tedy: nie usiedzę! A prawili pod on czas o wojnie i o tym, że Jaśko z Oleśnicy[26 - Jan z Oleśnicy – (zm. 1413), wielkorządca Litwy, starosta krakowski. [przypis edytorski]], którego król Władysław po Mikołaju z Moskorzowa do Wilna wysłał, szuka skrzętnie w Polsce rycerzy. Znając ja więc godnego opata[27 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] i krewniaka naszego, Janka z Tulczy, zastawiłem mu ziemię, a za pieniądze kupiłem zbroiczkę, konie – opatrzyłem się[28 - opatrzyłem się – dziś: zaopatrzyłem się. [przypis edytorski]] jako zwykle na wojenną wyprawę; chłopca, co mu było dwanaście lat, wsadziłem na podjezdka[29 - podjezdek – koń mniejszej wartości, słaby a. młody. [przypis edytorski]] i haj! do Jaśka z Oleśnicy.

– Z wyrostkiem?

– Nie był ci on wówczas nawet wyrostkiem, ale krzepkie to było od małego. Bywało, w dwunastym roku oprze kuszę o ziemię, przyciśnie brzuchem i tak korbą zakręci, że i żaden z Angielczyków, którycheśmy pod Wilnem widzieli, lepiej nie naciągnie.

– Takiż był mocny?

– Hełm za mną nosił, a jak mu przeszło trzynaście zim, to i pawęż[30 - pawęż (daw.) – wysoka, czworokątna tarcza z drewna obitego skórą lub blachą. [przypis edytorski]].

– Już to wojny wam tam nie brakło.

– Za przyczyną Witoldową[31 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]]. Siedziało książę[32 - siedziało książę – w dawnej polszczyźnie wyraz ”książę” miał rodzaj nijaki. [przypis edytorski]] u Krzyżaków i co roku wyprawy na Litwę pod Wilno czynili. Szedł z nimi różny naród: Niemcy, Francuzy, Angielczykowie do łuków najprzedniejsi[33 - najprzedniejszy (daw.) – najlepszy, najwyższej jakości. [przypis edytorski]], Czechy, Szwajcary i Burgundy[34 - Burgund – mieszkaniec Burgundii, regionu w centralnej Francji. [przypis edytorski]]. Lasy przesiekli, zamki po drodze stawiali i w końcu okrutnie Litwę ogniem i mieczem pognębili, tak że cały naród, który tę ziemię zamieszkuje, chciał już ją porzucić i szukać innej, choćby na kraju świata, choćby między dziećmi Beliala[35 - dzieci Beliala – przen. poganie; Belial a. Baal – bożek pogański wspominany w Starym Testamencie. [przypis edytorski]], byle od Niemców daleko.

– Słychać było i tu, że wszyscy Litwini chcieli pójść z dziećmi i żonami precz, aleśmy temu nie wierzyli.

– A ja na to patrzył. Hej! Gdyby nie Mikołaj z Moskorzowa[36 - Mikołaj z Moskorzowa – dowódca obrony górnego zamku w Wilnie w r. 1390. [przypis edytorski]], nie Jaśko z Oleśnicy, a nie chwalący się, gdyby i nie my, nie byłoby już Wilna.

– Wiemy. Zamkuście nie dali[37 - zamkuście nie dali – gdy Krzyżacy zaatakowali Wilno w jesieni 1390, górny zamek obroniła załoga dowodzona przez Mikołaja Moskarzewskiego; w obronie zamku dolnego dowodził i zginął wówczas brat Jagiełły, Korygiełło. [przypis edytorski]].

– A nie daliśmy. Pilno tedy[38 - tedy (daw.) – więc, zatem. [przypis edytorski]] zważcie, co wam powiem, bom człek służały[39 - służały – mający za sobą długą służbę (w domyśle: w wojsku), doświadczony. [przypis edytorski]] i wojny świadom. Starzy jeszcze mawiali: „zajadła Litwa” – i prawda! Dobrze się oni potykają[40 - potykać się – walczyć. [przypis edytorski]], ale z rycerstwem nie im się w polu mierzyć. Gdy konie Niemcom w bagnach polgną albo gdy gęsty las – to co innego.

– Niemcy dobrzy rycerze! – zawołali mieszczanie.

– Murem oni chłop przy chłopie w żelaznych zbrojach stają tak okryci, że ledwie psubratu oczy przez kratę widać. I ławą idą. Uderzy, bywało, Litwa i rozsypie się jako piasek, a nie rozsypie się, to ją mostem położą i roztratują. Nie sami też między nimi Niemcy, bo co jest narodów na świecie, to u Krzyżaków służy. A chrobre[41 - chrobry – dzielny, odważny. [przypis edytorski]] są! Nieraz pochyli się rycerz, kopię przed się wyciągnie i sam jeden, jeszcze przed bitwą, w całe wojsko bije jako jastrząb w stado.

– Christ! – zawołał Gamroth – którzy też z nich najlepsi?

– Jak do czego. Do kuszy najlepszy Angielczyk, któren[42 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] pancerz na wylot strzałą przedzieje[43 - przedziać (daw.) – przeszyć, przebić; por. „nadziać”. [przypis edytorski]], a gołębia na sto kroków utrafi. Czechowie okrutnie toporami sieką. Do dwuręcznego brzeszczota[44 - brzeszczot – ostrze, tu: miecz. [przypis edytorski]] nie masz nad Niemca. Szwajcar rad żelaznym cepem hełmy tłucze, ale najwięksi rycerze są ci, którzy z francuskiej ziemi pochodzą. Taki będzie ci się bił z konia i piechotą, a przy tym będzie ci okrutnie waleczne słowa gadał, których wszelako nie wyrozumiesz, bo to jest mowa taka, jakobyś cynowe misy potrząsał, chociaż naród jest pobożny. Przymawiali[45 - przymawiać – czynić zarzuty a. wymówki. [przypis edytorski]] nam przez Niemców, że pogan i Saracenów[46 - Saraceni – Arabowie, muzułmanie, przen. poganie; w czasie opisywanym w powieści w Hiszpanii trwała rekonkwista, to jest odbijanie ziem zajętych przez Saracenów. Tu ogólnie o poganach. [przypis edytorski]] przeciw Krzyżowi bronimy, i obowiązywali się dowieść tego rycerskim pojedynkiem. Ma się też takowy sąd boży[47 - sąd boży – w średniowieczu pojedynek sądowy, mający dowieść racji jednej ze stron i uważany za dowód. [przypis edytorski]] odbyć między czterema ich i czterema naszymi rycerzami, a zrok[48 - zrok (daw.) – umówione miejsce i czas spotkania. [przypis edytorski]] naznaczon jest na dworze u Wacława, króla rzymskiego i czeskiego[49 - Wacław IV Luksemburski (1361–1419) – król niemiecki 1378–1400 i czeski 1378–1419, nazywany tu „rzymskim” przez wzgląd na tradycję Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. [przypis edytorski]].

Tu większa jeszcze ciekawość ogarnęła ziemian i kupców, tak że aż powyciągali szyje ponad kuflami w stronę Maćka z Bogdańca, i nuż pytać:

– A z naszych którzy są? Mówcie żywo!

Maćko zaś podniósł naczynie do ust, napił się i odrzekł:

– Ej, nie bójcie się o nich. Jest Jan z Włoszczowy, kasztelan[50 - kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]] dobrzyński, jest Mikołaj z Waszmuntowa, jest Jaśko ze Zdakowa i Jarosz z Czechowa: wszystko rycerze na schwał i chłopy morowe. Pójdą-li na kopie, na miecze albo na topory – nie nowina im. Będą miały oczy ludzkie na co patrzeć i uszy czego słuchać – bo, jako rzekłem, Francuzowi gardziel nogą przyciśniesz, a on ci jeszcze rycerskie słowo prawi. Tak mi też dopomóż Bóg i Święty Krzyż, jako tamci przegadają, a nasi pobiją.

– Będzie sława, byle Bóg pobłogosławił – rzekł jeden ze szlachty.

– I św. Stanisław! – dodał drugi.

Po czym, zwróciwszy się do Maćka, jął rozpytywać dalej:

– Nuże, powiadajcie! Sławiliście Niemców i innych rycerzy, że chrobre[51 - chrobry – dzielny, odważny. [przypis edytorski]] są i że łatwo Litwę łamali. A z wami nie ciężejże im było? Zali[52 - zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]] równie ochotnie na was szli? Jakże Bóg darzył? Sławcie naszych!

Lecz Maćko z Bogdańca nie był widocznie samochwał, bo odrzekł skromnie:

– Którzy świeżo z dalekich krajów przyszli, ochotnie na nas uderzali, ale popróbowawszy raz i drugi, już nie z takim sercem. – Bo jest nasz naród zatwardziały, którą to zatwardziałość często nam wymawiali: „Gardzicie śmiercią, prawią, ale Saracenów[53 - Saraceni – Arabowie, muzułmanie, przen. poganie; w czasie opisywanym w powieści w Hiszpanii trwała rekonkwista, to jest odbijanie ziem zajętych przez Saracenów. Tu ogólnie o poganach. [przypis edytorski]] wspomagacie, przez co potępieni będziecie!” A w nas zawziętość jeszcze rosła, gdyż nieprawda jest! Oboje królestwo Litwę ochrzcili i każden[54 - każden – dziś popr.: każdy. [przypis edytorski]] tam Chrystusa Pana wyznawa, chociaż nie każden umie. Wiadomo też, że i nasz Pan Miłościwy, gdy diabła w katedrze w Płocku na ziem zrzucono, kazał mu ogarek postawić[55 - gdy diabła w katedrze w Płocku na ziem zrzucono, kazał mu ogarek postawić – anegdota dotyczy udziału Jagiełły w misterium wielkanocnym, w trakcie którego zrzucano na ziemię postać pokonanego diabła. Wzięło się stąd przysłowie „Stawiać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. [przypis edytorski]] – i dopiero księża musieli mu gadać, że tego się czynić nie godzi. A cóż pospolity człowiek! Niejeden też sobie mówi: „Kazał się kniaź[56 - kniaź – książę. [przypis edytorski]] ochrzcić, tom się ochrzcił, kazał Chrystu czołem bić, to biję, ale po co mam starym pogańskim diabłom okruszyny twaroga żałować albo im pieczonej rzepy nie rzucić, albo piany z piwa nie ulać. Nie uczynię tego, to mi konie padną albo krowy sparszeją[57 - sparszeć – nabawić się grzybicy głowy, zwanej parchem. [przypis edytorski]], albo mleko od nich krwią zajdzie – albo w żniwach będzie przeszkoda”. I wielu też tak czyni, przez co się w podejrzenie podają. Ale oni to robią z niewiadomości i z bojaźni diabłów. Było onym diabłom drzewiej[58 - drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]] dobrze. Mieli swoje gaje, wielkie numy[59 - numa – litewska chata z ziemi i nieociosanych bierwion. [przypis edytorski]] i konie do jazdy i dziesięcinę brali. A ninie[60 - ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]], gaje wycięte, jeść nie ma co – dzwony po miastach biją, więc się to paskudztwo w najgęstsze bory pozaszywało i tam z tęskności[61 - tęskności – dziś popr.: tęsknoty. [przypis edytorski]] wyje. Pójdzie Litwin do lasu, to go w chojniakach jeden i drugi za kożuch pociągnie – i mówi: „Daj!” Niektórzy też dają, ale są i śmiałe chłopy, co nie chcą nic dać albo ich jeszcze łapią. Nasypał jeden prażonego grochu do wołowej mechery[62 - mecher – pęcherz. [przypis edytorski]], to mu trzynastu diabłów zaraz wlazło. A on zatknął ich jarzębowym[63 - jarzębowym – jarzębinowym. [przypis edytorski]] kołkiem i księżom franciszkanom na przedaż[64 - przedaż – dziś popr.: sprzedaż. [przypis edytorski]] do Wilna przyniósł, którzy dali mu z chęcią dwadzieścia skojców[65 - skojec – średniowieczna moneta, 1/24 grzywny. [przypis edytorski]], aby nieprzyjaciół imienia Chrystusowego zgładzić. Sam tę mecherę widziałem, od której sprosny smród z daleka w nozdrzach człowiekowi wiercił – bo tak to one bezecne duchy strach swój przed święconą wodą okazywały…

– A kto rachował, że ich było trzynastu? – spytał roztropnie kupiec Gamroth.

– Litwin rachował, który widział, jak leźli. Widać było, że są, bo to z samego smrodu można było wymiarkować, a kołka wolał nikt nie odtykać.

– Dziwy też to, dziwy! – zawołał jeden ze szlachty.

– Napatrzyłem ja się wielkich dziwów niemało, gdyż – nie można rzec: naród to jest dobry, ale wszystko u nich osobliwe. Kudłaci są i ledwie który kniaź włosy trefi[66 - trefić – układać w loki. [przypis edytorski]]; pieczoną rzepą żyją, nad wszelkie jadło ją przekładając, bo mówią, że męstwo od niej rośnie. W numach swych razem z dobytkiem i wężami żyją; w piciu i jedle[67 - jedle – dziś: jadle, jedzeniu. [przypis edytorski]] nie znają pomiarkowania. Za nic zamężne niewiasty mają, ale panny bardzo szanują i moc wielką im przyznają: że byle dziewka natarła człeku[68 - człeku – dziś popr.: człowiekowi. [przypis edytorski]] suszonym jaferem[69 - jafer – borówka (wzięte z gwary podhalańskiej, za pomocą której Sienkiewicz naśladował język staropolski). [przypis edytorski]] żywot[70 - żywot (daw.) – brzuch. [przypis edytorski]], to kolki od tego przechodzą.

– Nie żal i kolek dostać, jeśli niewiasty cudne! – zawołał kum Eyertreter.

– O to zapytajcie Zbyszka – odrzekł Maćko z Bogdańca.

Zbyszko zaś roześmiał się, aż ława pod nim poczęła drgać.

– Bywają cudne! – rzekł – alboż Ryngałła[71 - Ryngałła – (ok. 1367 – ok. 1430), córka księcia trockiego Kiejstuta oraz Biruty, siostra Witolda. [przypis edytorski]] nie była cudna?

– Cóże to za Ryngałła? pochutnica[72 - pochutnica – kobieta lekkich obyczajów. [przypis edytorski]] jakowaś czy co? Żywo!

– Jakże to? Nie słyszeliście o Ryngalle? – pytał Maćko.

– Nie słyszeliśmy ni słowa.

– To przecie siostra księcia Witoldowa[73 - Witoldowa – dziś popr.: Witolda. [przypis edytorski]], a żona Henryka[74 - Henryk – najmłodszy syn księcia mazowieckiego Ziemowita III, miał niższe święcenia kapłańskie. Dla małżeństwa z Ryngałłą zrezygnował z godności biskupa płockiego. [przypis edytorski]], księcia mazowieckiego.

– Nie powiadajcie! Jakiego księcia Henryka? Było jedno książę mazowieckie[75 - książę mazowieckie – w dawnej polszczyźnie wyraz ”książę” był rodzaju nijakiego. [przypis edytorski]] tego imienia elektem płockim, ale zmarło.

– Ten ci sam był. Miały mu przyjść z Rzymu dyspensy[76 - dyspensa – wydawane w szczególnych przypadkach zwolnienie z obowiązku przestrzegania któregoś z przepisów prawa kościelnego. [przypis edytorski]]; ale śmierć dała mu pierwej[77 - pierwej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]] dyspensę, gdyż widocznie niezbyt postępkiem swoim[78 - postępkiem swoim – tj. rezygnacją ze święceń kapłańskich. [przypis edytorski]] Boga ucieszył. Byłem wtedy posłany z pismem od Jaśka z Oleśnicy do księcia Witolda, kiedy od króla przyjechał do Ryterswerder książę Henryk, elekt płocki. Już się była Witoldowi wojna wtedy uprzykrzyła, dlatego właśnie że Wilna nie mógł dobyć, a królowi naszemu uprzykrzyli się rodzeni bracia i ich rozpusta. Widząc tedy król większą u Witolda niż u swych rodzonych obrotność i większy rozum, posłał do niego biskupa z namową, by Krzyżaków porzucił i do posłuszeństwa się nakłonił, za co mu rządy Litwy miały być oddane. A Witold, chciwy zawsze odmiany, mile poselstwa wysłuchał. Były też i uczty, i gonitwy. Rad elekt konia dosiadał, choć inni biskupi tego nie chwalą, i w szrankach siłę swą rycerską okazywał. A mocarni są z rodu wszyscy książęta mazowieccy – jako jest wiadomo, że nawet i dzieweczki z tej krwie[79 - krwie – dziś popr.: krwi; z tej krwie oznacza: tego rodu. [przypis edytorski]] łacnie podkowy łamią. Raz przeto zbił książę z siodeł trzech rycerzy, drugi raz pięciu – a z naszych mnie zwalił, i pod Zbyszkiem koń przy natarciu na zadzie siadł. Nagrody zaś brał wszystkie z rąk cudnej Ryngałły, przed którą w pełnej zbroi klękał. I rozmiłowali się tak w sobie, że na ucztach ciągnęli go od niej za rękawy clerici[80 - clerici (łac.) – klerycy. [przypis edytorski]], którzy z nim przyjechali, a ją brat Witold hamował. Dopieroż książę mówił: „Sam sobie dyspensę dam, a papież mi ją, jeśli nie rzymski, to awinioński[81 - awinioński – w latach 1378–1417 na skutek tarć politycznych wśród kardynałów oraz działań królów Francji wielokrotnie wybierano dwóch, a nawet trzech papieży jednocześnie. Obóz związany z Francją stworzył drugą siedzibę papieską w mieście Avingon. Obecnie papieże awiniońscy uznawani są za antypapieży (osoby nieprawnie sprawujące ten urząd), a okres ten określany jest mianem „wielkiej schizmy zachodniej”. W czasie przedstawianym w powieści papieżem awiniońskim był Benedykt XIII, a rzymskim – Bonifacy IX. [przypis edytorski]] potwierdzi, a ślub zaraz ma być, bo zgorzeję!” Wielka była obraza boska, ale nie chciał się Witold przeciwiać, by posła królewskiego nie zlisić[82 - zlisić się (daw.) – zrazić się, zniechęcić. [przypis edytorski]] – i ślub był. Potem dojechali do Suraża, a potem do Słucka, z wielkim żalem tego oto Zbyszka, który sobie, niemieckim obyczajem, księżnę Ryngałłę za panią serca obrał i dozgonną wierność jej ślubował…

– Ba! – przerwał nagle Zbyszko – prawda jest! Ale potem ludzie mówili, że księżna Ryngałła pomiarkowawszy, że nie przystoi jej być za elektem[83 - być za elektem – być żoną biskupa-elekta. [przypis edytorski]] (bo ów, choć się ożenił, godności swej duchownej się wyrzec nie chciał) i że nie może być nad takim stadłem błogosławieństwa boskiego, otruła męża. Co ja usłyszawszy, prosiłem jednego świątobliwego pustelnika pod Lublinem, by mnie od tego ślubowania rozwiązał.

– Był ci on pustelnikiem – odparł śmiejąc się Maćko – ale czy był świątobliwy, nie wiem, bośmy go w piątek w boru zajechali, a on kości niedźwiedzie toporem łupał i śpik[84 - śpik – dziś popr.: szpik. [przypis edytorski]] wysysał, aż mu gardziel grała.

– Ale mówił, że śpik to nie mięso, a oprócz tego, że uprosił sobie na to pozwoleństwo, gdyż po śpiku widzenia cudowne we śnie miewa i nazajutrz prorokować może do południa.

– No! no! – odrzekł Maćko. – A cudna Ryngałła wdowa jest i może cię na służbę wezwać.

– Po próżnicy by wzywała, bo ja sobie inną panią obiorę, której do śmierci będę służył, a potem i żonę znajdę.

– Pierwej znajdź rycerski pas.

– O wa! albo to nie będzie gonitew po połogu królowej? A przedtem albo potem król będzie niejednego pasował. Stanę ja każdemu. Książę nie byłby mnie także obalił, żeby mi koń na zadzie nie siadł.

– Będą tu lepsi od ciebie.

Na to ziemianie spod Krakowa poczęli wołać:

– Na miły Bóg! toż tu przed królową wystąpią nie tacy jak ty, ale rycerze w świecie najsławniejsi. Będzie gonił Zawisza z Garbowa[85 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]] i Farurej[86 - Jan Farurej z Garbowa – rycerz, brat Zawiszy Czarnego. [przypis edytorski]], i Dobko z Oleśnicy, i taki Powała z Taczewa[87 - Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], i taki Paszko Złodziej z Biskupic[88 - Paweł (Paszko) zwany Złodziej z Biskupic – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], i taki Jaśko Naszan, i Abdank[89 - Abdank a. Awdaniec – średniowieczny ród rycerski. [przypis edytorski]] z Góry, i Andrzej z Brochocic, i Krystyn z Ostrowa[90 - Krystyn z Ostrowa – (1352–1430), marszałek dworu królowej Jadwigi, w bitwie pod Grunwaldem wystawił własną chorągiew. [przypis edytorski]], i Jakub z Kobylan[91 - Jakub z Kobylan – (zm. 1454), rycerz i dowódca, w latach 1425–1430 marszałek dworu wielkiego księcia litewskiego Witolda. [przypis edytorski]]!… Gdzie ci się z nimi mierzyć, z którymi ni tu, ni na dworze czeskim, ni na węgierskim nikt mierzyć się nie może. Cóż to prawisz; lepszyś od nich? Ile ci roków?

– Ośmnasty – odpowiedział Zbyszko.

– Tedy cię każdy między knykciami[92 - knykcie – stawy w palcach u rąk bądź odcinki między tymi stawami. [przypis edytorski]] zgniecie.

– Obaczym.

Lecz Maćko rzekł:

– Słyszałem, że król hojnie nagradza rycerzy, którzy z wojny litewskiej wracają. Mówcie, którzy stąd jesteście: prawda-li to?

– Dalibóg, prawda! – odrzekł jeden ze szlachty. – Wiadoma po świecie hojność królewska, jeno się teraz docisnąć do niego nie będzie łatwo, gdyż w Krakowie aż roi się od gości, którzy się na połóg królowej i na chrzciny zjeżdżają, chcąc przez to panu naszemu cześć albo hołd oddać. Ma być król węgierski, będzie, jako powiadają, i cesarz rzymski, i różnych książąt a komesów[93 - komes – dostojnik dworski bądź zarządca okręgu. [przypis edytorski]], i rycerzy jako maku, że to każdy się spodziewa, iż z próżnymi rękoma nie odejdzie. Prawili nawet, iże sam papież Bonifacy zjedzie, któren także łaski i pomocy naszego pana przeciw swemu nieprzyjacielowi z Awinionu[94 - nieprzyjaciel z Awinionu – antypapież. [przypis edytorski]] potrzebuje. Owóż w takim natłoku niełatwo będzie o dostęp, ale byle dostęp znaleźć, a pana pod nogi podjąć – to już zasłużonego hojnie opatrzy.

– To go i podejmę, bom się wysłużył, a jeżeli wojna będzie, to jeszcze pójdę. Wzięło się tam coś łupem, a coś od księcia Witolda w nagrodę, i biedy nie ma, tylko że już mi wieczorne lata nadchodzą, a na starość, gdy siła z kości wyjdzie, rad by człek miał kąt spokojny.

– Mile król widział tych, którzy z Litwy pod Jaśkiem z Oleśnicy wrócili – i wszyscy oni tłusto teraz jadają.

– Widzicie! A jam wtedy jeszcze nie wrócił – i dalej wojowałem. Bo trzeba wam wiedzieć, że się ta zgoda między królem a kniaziem Witoldem na Niemcach skrupiła[95 - zgoda między królem a kniaziem Witoldem na Niemcach skrupiła – sens: skutki tej zgody spadły na Niemców. [przypis edytorski]]. Kniaź chytrze zakładników pościągał, a potem, hajże na Niemców! Zamki poburzył, popalił, rycerzy pobił, siła[96 - siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]] ludu wyścinał. Chcieli się Niemcy mścić razem ze Świdrygiełłą[97 - Świdrygiełło – (ok. 1370-1452), najmłodszy brat Jagiełły, przeciwnik unii polsko-litewskiej, często spiskujący z Krzyżakami. [przypis edytorski]], który do nich uciekł. Była znów wielka wyprawa. Sam mistrz Kondrat[98 - Konrad von Jungingen – (1355–1407) wielki mistrz zakonu krzyżackiego w latach 1393–1407, zręczny polityk, umiejętnie rozgrywający konflikty między książętami litewskimi. [przypis edytorski]] na nią poszedł z mnogim ludem. Wilno oblegli, próbowali z wież okrutnych zamki burzyć, próbowali zdradą ich dostać – nic nie wskórali! A za powrotem tylu ich legło, że i połowa nie wyszła. Wychodziliśmy jeszcze w pole przeciw Ulrykowi z Jungingen[99 - Ulrich von Jungingen – 1360–1410, wielki mistrz zakonu krzyżackiego, zginął w bitwie pod Grunwaldem. W momencie przedstawianym w książce wielkim mistrzem zakonu był jego brat, Konrad. [przypis edytorski]], bratu mistrzowemu, który jest wójtem sambijskim. Ale się wójt kniazia[100 - kniaź – książę. [przypis edytorski]] przeląkł i z płaczem uciekł, od której to ucieczki jest spokój – i miasto na nowo się buduje. Jeden też święty zakonnik, który po rozpalonym żelezie[101 - żelezie – dziś popr.: żelazie. [przypis edytorski]] boso mógł chodzić, prorokował, że od tej pory, póki świat światem, Wilno zbrojnego Niemca pod murami nie obaczy. Ale jeśli tak będzie, to czyjeż to ręce uczyniły?

To rzekłszy, Maćko z Bogdańca wyciągnął przed się dłonie – szerokie i nadmiar[102 - nadmiar – ponad zwykłą miarę, nadmiernie. [przypis edytorski]] potężne – inni zaś poczęli kiwać głowami i przyświadczać:

– Tak! tak! praw[103 - praw – znaczenie: ma rację. [przypis edytorski]] w tym, co powiada! Tak!

Lecz dalszą rozmowę przerwał gwar dochodzący przez okna, z których błony były powyjmowane, albowiem noc zapadła ciepła i pogodna. Z dala słychać było brzękania, ludzkie głosy, parskania koni i śpiewy. Zdziwili się obecni, albowiem godzina była późna i księżyc wysoko już wybił się na niebo. Gospodarz, Niemiec, wybiegł na podwórzec gospody, lecz nim goście zdołali wychylić do dna ostatnie kufle, wrócił jeszcze pośpieszniej, wołając:

– Dwór jakowyś wali!

W chwilę zaś później we drzwiach zjawił się pachołek w błękitnym kubraku i składanej czerwonej czapce na głowie. Stanął, spojrzał po obecnych i ujrzawszy gospodarza rzekł:

– Wytrzeć tam stoły i światła naniecić[104 - naniecić, rozniecić – rozpalić. [przypis edytorski]]: księżna Anna Danuta[105 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] na odpoczynek się tu zatrzyma.

To rzekłszy zawrócił. W gospodzie uczynił się ruch: gospodarz począł wołać na czeladź[106 - czeladź – służba. [przypis edytorski]], a goście spoglądali ze zdumieniem jeden na drugiego.

– Księżna Anna Danuta – mówił jeden z mieszczan – toć to Kiejstutówna[107 - Kiejstutówna – córka Kiejstuta; Kiejstut – (ok. 1310–1382), książę trocki, wielki książę litewski w ostatnich latach życia, skonfliktowany z Władysławem Jagiełłą i uwięziony przez niego w Krewie, gdzie zmarł. [przypis edytorski]], żona Janusza Mazowieckiego[108 - Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]]. Ona już od dwóch niedziel[109 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]] w Krakowie, jeno[110 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] że wyjeżdżała do Zatora, do księcia Wacława w odwiedziny, a ninie[111 - ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]] pewno wraca.

– Kmotrze Gamroth – rzekł drugi mieszczanin – pójdźmy na siano do stodółki; za wysoka to dla nas kompania.

– Że nocą jadą, to mi nie dziwno – ozwał się Maćko – bo w dzień upał, ale czemu, mając pod bokiem klasztor, do gospody zajeżdżają?

Tu zwrócił się do Zbyszka:

– Rodzona siostra cudnej Ryngałły, rozumiesz?

A Zbyszko odrzekł:

– I mazowieckich panien siła[112 - siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]] musi z nią być, hej!




Rozdział drugi


A wtem przez drzwi weszła księżna[113 - księżna Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] – pani średnich lat, ze śmiejącą się twarzą, przybrana w czerwony płaszcz i szatę zieloną, obcisłą, z pozłoconym pasem na biodrach, idącym wzdłuż pachwin i zapiętym nisko wielką klamrą. Za panią szły panny dworskie, niektóre starsze, niektóre jeszcze niedorosłe, w różowych i liliowych wianuszkach na głowach, po większej części z lutniami[114 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]] w ręku. Były i takie które niosły całe pęki kwiatów świeżych, widocznie uzbieranych po drodze. Zaroiła się izba, bo za pannami ukazało się kilku dworzan i małych pacholików[115 - pacholik – chłopiec. [przypis edytorski]]. Weszli wszyscy raźno, z wesołością w twarzach, rozmawiając głośno lub podśpiewując, jakoby upojeni pogodną nocą i jasnym blaskiem księżyca. Między dworzanami dwóch było rybałtów[116 - rybałt – wędrowny muzyk lub śpiewak. [przypis edytorski]], jeden z lutnią, drugi z gęślikami[117 - gęśle (muz.) – ludowy instrument smyczkowy, podobny do skrzypiec. [przypis edytorski]] u pasa. Jedna z dziewcząt, młódka[118 - młódka (daw.) – młoda dziewczyna. [przypis edytorski]] jeszcze, może dwunastolatka, niosła też za księżną małą luteńkę, nabijaną miedzianymi ćwiekami.

– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! – ozwała się księżna stając w pośrodku świetlicy.

– Na wieki wieków, amen! – odpowiedzieli obecni, bijąc zarazem niskie pokłony.

– A gdzie gospodarz?

Niemiec, usłyszawszy wezwanie, wysunął się naprzód i przyklęknął obyczajem niemieckim.

– Zatrzymamy się tu dla wypoczynku i posiłku – rzekła pani. – Żywo się jeno zakrzątnij, bośmy głodni.

Mieszczanie już byli odeszli, teraz zaś dwaj miejscowi szlachcice, a wraz z nimi Maćko z Bogdańca i młody Zbyszko, skłonili się powtórnie i zamierzali opuścić świetlicę, nie chcąc dworowi przeszkadzać.

Lecz księżna zatrzymała ich.

– Szlachtą jesteście: nie przeszkodzicie! Zróbcie znajomość z dworzany[119 - z dworzany – dziś popr.: z dworzanami. [przypis edytorski]]. Skądże Bóg prowadzi?

Oni wówczas zaczęli wymieniać swoje imiona, herby, zawołania i wsie, z których się pisali. Dopieroż pani, usłyszawszy od Maćka, skąd wraca, klasnęła w dłonie i rzekła:

– Otóż się przygodziło[120 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]]! Prawcie nam o Wilnie, o moim bracie i o siestrze[121 - siestra – błąd w stylizacji, taka wymowa możliwa była na wschodzie Polski, a z tekstu wynika, że Bogdaniec leżał w Wielkopolsce. [przypis edytorski]]. Zali zjedzie tu się książę Witold[122 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]] na połóg królowej i na krzciny?

– Chciałby, ale nie wie, czy będzie mógł; dlatego kolebę srebrną przez księży i bojarzynów[123 - bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]] naprzód w darze królowej przysłał. Przy której kolebce i myśmy z bratańcem przyjechali, strzegąc jej w drodze.

– To kolebka tu jest? Chciałabym obaczyć. Cała srebrna?

– Cała srebrna, ale jej tu nie ma. Powieźli ją do Krakowa.

– A cóż wy w Tyńcu robicie?

– My tu nawrócili do klasztornego prokuratora, naszego krewnego, by pod opiekę zacnych zakonników oddać, co nam wojna przysporzyła i co książę podarował.

– To Bóg poszczęścił. Godneż łupy? Ale powiadajcie, czemu to brat[124 - Witold Kiejstutowicz, zwany wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]] niepewien, czy przyjedzie?

– Bo wyprawę na Tatarów gotuje[125 - gotuje (daw.) – przygotowuje. [przypis edytorski]].

– Wiem ci ja to; jeno mnie trapi, że królowa nie prorokowała szczęśliwego końca tej wyprawie, a co ona prorokuje, to się zawsze ziści[126 - ziścić się – spełnić się. [przypis edytorski]].

Maćko uśmiechnął się.

– Ej, świątobliwa nasza pani, nijak przeczyć, ale z księciem Witoldem siła naszego rycerstwa pójdzie, chłopów dobrych, przeciw którym nikomu niesporo[127 - przeciw którym nikomu niesporo – sens: nikt nie ma ochoty na potyczkę z nimi. [przypis edytorski]].

– A wy to nie pójdziecie?

– Bom z kolebką przy innych wysłan i przez pięć roków[128 - roków – dziś popr.: lat. [przypis edytorski]] nie zdejmowałem z siebie blach[129 - blach – tj. zbroi. [przypis edytorski]] – odrzekł Maćko, pokazując na bruzdy powyciskane na łosiowym kubraku od pancerza – ale niech jeno wypocznę – pójdę – a choćbym sam nie szedł, to tego oto bratanka, Zbyszka, panu Spytkowi z Melsztyna[130 - Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]] oddam, pod którego wodzą wszyscy nasi rycerze pójdą.

Księżna Danuta spojrzała na dorodną postać Zbyszka, lecz dalszą rozmowę przerwało przybycie zakonnika z klasztoru, który powitawszy księżnę, począł jej pokornie wymawiać, że nie przysłała gońca z oznajmieniem o swoim przybyciu i że nie zatrzymała się w klasztorze, ale w zwyczajnej gospodzie, niegodnej jej majestatu. Nie brak przecie w klasztorze domów i gmachów, w których nawet pospolity człowiek znajdzie gościnę, a cóż dopiero majestat, zwłaszcza zaś małżonki księcia, od którego przodków i pokrewnych[131 - pokrewnych – krewnych. [przypis edytorski]] tylu dobrodziejstw opactwo doświadczyło.

Lecz księżna odpowiedziała wesoło:

– My jeno tu nogi wstąpili rozprostować, a na ranek trzeba nam do Krakowa. Wyspaliśmy się w dzień i jedziemy nocą dla chłodu, a że to już kury[132 - kur (daw.) – kogut. [przypis edytorski]] piały, nie chciałam pobożnych zakonników budzić, zwłaszcza z taką kompanią, która więcej o śpiewaniu i pląsach niżeli o odpocznieniu myśli.

Gdy jednak zakonnik nalegał ciągle, dodała:

– Nie. Tu już ostaniem. Dobrze czas na słuchaniu świeckich pieśni zejdzie, ale na jutrznię[133 - jutrznia – pierwsza część katolickiej liturgii godzin (siedmiu codziennych modlitw, do których zobowiązane są osoby ze święceniami duchownymi), odmawiana o wschodzie słońca. [przypis edytorski]] do kościoła przyjdziemy, aby dzień z Bogiem zacząć.

– Będzie msza za pomyślność miłościwego księcia i miłościwej księżnej – rzekł zakonnik.

– Książę mój małżonek dopiero za cztery albo pięć dni zjedzie.

– Pan Bóg potrafi i z daleka szczęście zdarzyć, a tymczasem niech nam, ubogim, wolno będzie choć wina z klasztoru przynieść.

– Radzi odwdzięczym – rzekła księżna.

Gdy zaś zakonnik wyszedł, poczęła wołać:

– Hej, Danusia! Danusia! wyleź no na ławkę i uwesel nam serce tą samą pieśnią, którą w Zatorze śpiewałaś.

Usłyszawszy to, dworzanie prędko postawili na środku izby ławkę. Rybałci[134 - rybałt – wędrowny muzyk lub śpiewak. [przypis edytorski]] siedli po jej brzegach, między nimi zaś stanęła owa młódka, która niosła za księżną nabijaną miedzianymi ćwieczkami lutnię[135 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]]. Na głowie miała wianeczek, włosy puszczone po ramionach, suknię niebieską i czerwone trzewiczki z długimi końcami. Stojąc na ławce, wydawała się małym dzieckiem, ale zarazem przecudnym jakby jakowaś figurka z kościoła albo z jasełeczek[136 - jasełka – widowiska teatralne na temat Bożego Narodzenia, wzorowane na średniowiecznych misteriach franciszkańskich. [przypis edytorski]]. Widocznie też nie pierwszy raz przychodziło jej tak stać i śpiewać księżnie, bo nie znać było po niej najmniejszego pomieszania[137 - pomieszanie – zmieszanie, zakłopotanie. [przypis edytorski]].

– Dalej, Danusia! dalej! – wołały panny dworskie.

Ona zaś wzięła przed się lutnię, podniosła do góry głowę jak ptak, który chce śpiewać, i przymknąwszy oczęta, poczęła srebrnym głosikiem:

		Gdybym ci ja miała
		Skrzydłeczka jak gąska,
		Poleciałaby ja
		Za Jaśkiem do Śląska!

Rybałci zawtórowali jej zaraz, jeden na gęślikach, drugi na dużej lutni; księżna, która miłowała nad wszystko świeckie pieśni, poczęła kiwać głową na obie strony, a dzieweczka śpiewała dalej głosem cieniuchnym, dziecinnym i świeżym jak śpiewanie ptaków w lesie na wiosnę:

		Usiadłaby ci ja
		Na śląskowskim płocie:
		„Przypatrz się, Jasiulku,
		Ubogiej sierocie”[138 - Za Jasiem do Śląska – pieśń ludowa spotykana w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. [przypis edytorski]].

I znów wtórowali rybałci. Młody Zbyszko z Bogdańca, który przywykłszy od dzieciństwa do wojny i srogich jej widoków, nigdy nic podobnego w życiu nie widział, trącił w ramię stojącego obok Mazura i zapytał:

– Co to za jedna?

– To jest dzieweczka z dworu księżnej. Nie brak ci u nas rybałtów, którzy dwór rozweselają, ale z niej najmilszy rybałcik i księżna niczyich pieśni tak chciwie[139 - chciwie – chętnie. [przypis edytorski]] nie słucha.

– Nie dziwno mi to. Myślałem, że zgoła anioł, i odpatrzyć się nie mogę. Jakże ją wołają?

– A to nie słyszeliście? – Danusia. A jej ojciec jest Jurand ze Spychowa, komes[140 - komes – tu raczej w znaczeniu „możny rycerz” niż jako urząd. [przypis edytorski]] możny i mężny, który do przedchorągiewnych[141 - przedchorągiewny – rycerz walczący w pierwszym szeregu, przed sztandarem chorągwi (dawnej jednostki wojskowej), do której należy. [przypis edytorski]] należy.

– Hej! nie widziały takiej ludzkie oczy.

– Miłują ją też wszyscy i za śpiewanie, i za urodę.

– A któren[142 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] jej rycerz?

– Dyć[143 - dyć (gw.) – przecież. [przypis edytorski]] to jeszcze dziecko.

Dalszą rozmowę znów przerwał śpiew Danusi. Zbyszko patrzał z boku na jej jasne włosy, na podniesioną głowę, na zmrużone oczki i na całą postać oświeconą zarazem blaskiem świec woskowych i blaskiem wpadających przez otwarte okna promieni miesiąca[144 - miesiąc (daw.) – księżyc. [przypis edytorski]] – i zdumiewał się coraz bardziej. Zdawało mu się, że już ją niegdyś widział, ale nie pamiętał, czy we śnie, czy gdzieś w Krakowie na szybie kościelnej[145 - szyba kościelna – chodzi o witraż. [przypis edytorski]].

I znów trąciwszy dworzanina, pytał przyciszonym głosem:

– To ona z waszego dworu?

– Matka jej przyjechała z Litwy z księżną Anną Danutą, która wydała ją za grabię[146 - grabia – hrabia; Sienkiewicz nadaje Jurandowi ze Spychowa już trzeci nie odpowiadający sytuacji tytuł. [przypis edytorski]] Juranda ze Spychowa. Gładka[147 - gładka – tu: piękna. [przypis edytorski]] była i możnego rodu, nad wszystkie inne panny księżnie miła i sama księżnę miłująca. Dlatego też córce dała to samo imię – Anna Danuta. Ale pięć lat temu, gdy przy Złotoryi Niemcy napadli na nasz dwór, ze strachu zmarła. Wtedy księżna wzięła dzieweczkę – i od tej pory ją hoduje. Ojciec też często na dwór przyjeżdża i rad widzi, że mu się dziecko zdrowo, w miłości książęcej chowa. Jeno ilekroć na nią spojrzy, tylekroć łzami się zalewa nieboszczkę swoją wspominając, a potem wraca na Niemcach pomsty szukać za swoją krzywdę okrutną. Miłował ci on tak tę swoją żonę, jako nikt do tej pory swojej na całym Mazowszu nie miłował – i siła[148 - siła (daw.) – wielu. [przypis edytorski]] już Niemców za nią pomorzył[149 - pomorzył (daw.) – zabił. [przypis edytorski]].

A Zbyszkowi zaświeciły oczy w jednej chwili i żyły nabrały[150 - nabrały – napęczniały. [przypis edytorski]] mu na czole.

– To jej matkę Niemcy zabili? – spytał.

– Zabili i nie zabili. Sama umarła ze strachu. Pięć roków temu pokój był, nikt o wojnie nie myślał i każdy bezpieczno chadzał. Pojechał książę wieżę jedną w Złotoryi budować, bez wojska, jeno z dworem, jako zwyczajnie czasu pokoju. Tymczasem wpadli zdrajcy Niemcy, bez wypowiedzenia wojny, bez żadnej przyczyny… Samego księcia, nie pomnąc ni na bojaźń boską, ni na to, że od jego przodków wszystkie dobrodziejstwa na nich spadły, przywiązali do konia i porwali, ludzi pobili. Długo książę w niewoli u nich siedział[151 - długo książę w niewoli u nich siedział – w 1393 r.; Sienkiewicz prawdopodobnie przesadza na temat czasu trwania niewoli. [przypis edytorski]] i dopiero gdy król Władysław wojną im zagroził, ze strachu go puścili; ale przy owym napadzie umarła matka Danusi, bo ją serce udusiło, które jej pod gardło podeszło.

– A wy, panie, byliście przy tym? Jakoże was zowią, bom zapomniał?

– Ja się zowię Mikołaj z Długolasu, a przezywają mnie Obuch. Przy napadzie byłem. Widziałem, jako matkę Danusiną jeden Niemiec z pawimi piórami na hełmie chciał do siodła troczyć[152 - troczyć – przywiązać. [przypis edytorski]] – i jako w oczach mu na sznurze zbielała. Samego też mnie halebardą[153 - halebarda – dziś popr.: halabarda. [przypis edytorski]] zacięli, od czego znak noszę.

To rzekłszy, ukazał głęboką bliznę w czaszce, ciągnącą się spod włosów na głowie aż do brwi.

Nastała chwila milczenia. Zbyszko począł znów patrzeć na Danusię.

Po czym spytał:

– I rzekliście, panie, że ona nie ma rycerza?

Lecz nie doczekał odpowiedzi, gdyż w tej chwili śpiew ustał. Jeden z rybałtów, człowiek tłusty i ciężki, podniósł się nagle, przez co ława przechyliła się w jedną stronę. Danusia zachwiała się i rozłożyła rączki, lecz nim zdołała upaść lub zeskoczyć, rzucił się Zbyszko jak żbik i porwał ją na ręce.

Księżna, która w pierwszej chwili krzyknęła ze strachu, roześmiała się zaraz wesoło i poczęła wołać:

– Oto rycerz Danusin! Bywajże, rycerzyku, i oddaj nam naszą miłą śpiewaczkę!

– Chwacko ci ją ułapił! – ozwały się glosy wśród dworzan.

Zbyszko zaś szedł ku księżnej, trzymając przy piersiach Danusię, która objąwszy go jedną ręką za szyję, drugą podnosiła w górę luteńkę z obawy, by się nie zgniotła. Twarz miała śmiejącą się i uradowaną, choć trochę przestraszoną. Tymczasem młodzieńczyk, doszedłszy do księżnej, postawił przed nią Danusię, sam zaś klęknął i podniósłszy głowę rzekł z dziwną w jego wieku śmiałością:

– Niechże będzie wedle waszych słów, miłościwa pani! Pora tej wdzięcznej panience mieć swego rycerza, a pora i mnie mieć swoją panią, której urodę i cnoty będę wyznawał, za czym z waszym pozwoleństwem tej oto właśnie chcę ślubować i do śmierci wiernym jej w każdej przygodzie ostać.

Na twarzy księżnej przemknęło zdziwienie, ale nie z powodu słów Zbyszkowych, tylko dlatego, że wszystko stało się tak nagle. Obyczaj rycerskiego ślubowania nie był wprawdzie polski, jednakże Mazowsze, leżąc na rubieży[154 - rubież – granica, pogranicze. [przypis edytorski]] niemieckiej i widując często rycerzy z dalekich nawet krajów, znało go lepiej nawet niż inne dzielnice i naśladowało dość często. Księżna słyszała też o nim dawniej, jeszcze na dworze swego wielkiego ojca, gdzie wszystkie obyczaje zachodnie były uważane za prawo i wzór dla szlachetniejszych wojowników – z tych przeto powodów nie znalazła w chęci Zbyszka nic takiego, co by obrazić mogło ją lub Danusię. Owszem, uradowała się, że miła sercu dwórka poczyna zwracać ku sobie rycerskie serca i oczy.

Więc z rozbawioną twarzą zwróciła się do dziewczyny:

– Danuśka, Danuśka! chcesz-li mieć swego rycerza?

A przetowłosa[155 - przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]] Danusia podskoczyła naprzód trzy razy do góry w swoich czerwonych trzewiczkach, a następnie chwyciwszy księżnę za szyję, poczęła wołać z taką radością, jakby jej obiecywano jakąś zabawę, w którą się tylko starszym bawić wolno:

– Chcę! chcę! chcę!…

Księżnie ze śmiechu aż łzy napłynęły do oczu, a z nią śmiał się cały dwór; wreszcie jednak pani, uwolniwszy się z rąk Danusinych, rzekła do Zbyszka:

– Aj! ślubuj! ślubuj! cóż zasię jej poprzysiężesz?

Lecz Zbyszko, który wśród śmiechu zachował niezachwianą powagę, ozwał się równie poważnie, nie wstając z klęczek:

– Ślubuję jej, iże stanąwszy w Krakowie, powieszę pawęż[156 - pawęż (daw.) – wysoka, czworokątna tarcza z drewna obitego skórą lub blachą. [przypis edytorski]] na gospodzie, a na niej kartę, którą mi uczony w piśmie kleryk foremnie napisze: jako panna Danuta Jurandówna najurodziwsza jest i najcnotliwsza między pannami, które we wszystkich królestwach bydlą[157 - bydlić (daw.) – mieszkać, przebywać. [przypis edytorski]]. A kto by temu się przeciwił, z tym będę się potykał póty, póki sam nie zginę albo on nie zginie – chybaby w niewolę radziej[158 - radziej (daw.) – chętniej. [przypis edytorski]] poszedł.

– Dobrze! Widać rycerski obyczaj znasz. A co więcej?

– A potem – uznawszy od pana Mikołaja z Długolasu, jako mać panny Jurandówny za przyczyną Niemca z pawim grzebieniem na hełmie ostatni dech puściła, ślubuję kilka takich pawich czubów ze łbów niemieckich zedrzeć i pod nogi mojej pani położyć.

Na to spoważniała księżna i spytała:

– Nie dla śmiechu ślubujesz?

A Zbyszko odrzekł:

– Tak mi dopomóż Bóg i Święty Krzyż; któren[159 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] ślub w kościele przed księdzem powtórzę.

– Chwalebna jest z lutym[160 - luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]] nieprzyjacielem naszego plemienia walczyć, ale mi cię żal, boś młody i łatwo zginąć możesz.

Wtem przysunął się Maćko z Bogdańca, który dotychczas, jako człowiek dawniejszych czasów, ramionami tylko wzruszał – teraz jednak uznał za stosowne przemówić:

– Co do tego – nie frasujcie się[161 - frasować się (daw.) – martwić się. [przypis edytorski]], miłościwa pani. Śmierć w bitwie każdemu się może przygodzić[162 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]], a szlachcicowi, stary-li czy młody, to nawet chwalebna jest. Ale nie cudna temu chłopcu wojna[163 - nie cudna temu chłopcu wojna – sens: wojna nie jest dla niego niczym nowym. [przypis edytorski]], bo chociaże mu roków[164 - roków – dziś popr.: lat. [przypis edytorski]] nie dostaje, nieraz już trafiało mu się potykać z konia i piechtą, kopią i toporem, długim albo krótkim mieczem, z pawężą albo bez. Nowotny[165 - nowotny (daw.) – nowy. [przypis edytorski]] to jest obyczaj, że rycerz dziewce, którą rad widzi, ślubuje, ale że Zbyszko swojej pawie czuby obiecał, tego mu nie przyganię. Wiskał[166 - wiskać – prawdopodobnie od iskać, drapać. [przypis edytorski]] już Niemców, niech jeszcze powiska, a że od tego wiskania parę łbów pęknie – to mu jeno sława z tego urośnie.

– To, widzę, nie z byle otrokiem[167 - otrok (daw.) – chłopak. [przypis edytorski]] sprawa – rzekła księżna.

A potem do Danusi:

– Siadajże na moim miejscu jako pierwsza dzisiaj osoba; jeno się nie śmiej, bo nie idzie[168 - nie idzie (daw.) – nie uchodzi, nie wypada. [przypis edytorski]].

Danusia siadła na miejscu pani; chciała przy tym udać powagę, ale modre jej oczka śmiały się do klęczącego Zbyszka i nie mogła się powstrzymać od przebierania z radości nóżkami.

– Daj mu rękawiczki – rzekła księżna.

Danusia wyciągnęła rękawiczki i podała Zbyszkowi, który przyjął je ze czcią wielką i przycisnąwszy do ust rzekł:

– Przypnę je do hełmu, a kto po nie sięgnie – gorze[169 - gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]] mu!

Po czym ucałował ręce Danusi, a po rękach nogi, i wstał. Ale wówczas opuściła go dotychczasowa powaga, a napełniła mu serce wielka radość, że odtąd za dojrzałego męża wobec całego tego dworu będzie uchodził, więc potrząsając Danusine rękawiczki, począł wołać na wpół wesoło, na wpół zapalczywie:

– Bywajcie, psubraty z pawimi czubami! bywajcie!

Lecz w tej chwili wszedł do gospody ten sam zakonnik, który już był poprzednio, a wraz z nim dwóch innych, starszych. Słudzy klasztorni nieśli za nimi kosze z wikliny, a w nich łagiewki[170 - łagiew (daw.) – naczynie podróżne. [przypis edytorski]] z winem i różne zebrane naprędce przysmaki. Dwaj owi poczęli witać księżnę i znów wymawiać jej, że nie zajechała do opactwa, a ona tłumaczyła im powtórnie, że wyspawszy sie w dzień, wraz z całym dworem podróżuje nocą dla chłodu, więc wypoczynku jej nie trzeba – i że nie chcąc budzić ni znakomitego opata[171 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]], ni zacnych zakonników, wolała zatrzymać się dla wyprostowania nóg w gospodzie.

Po wielu grzecznych słowach stanęło wreszcie na tym, że po jutrzni i mszy porannej księżna z dworem przyjmie śniadanie i wypoczynek w klasztorze. Uprzejmi zakonnicy zaprosili też wraz z Mazurami ziemian krakowskich i Maćka z Bogdańca, który i tak miał zamiar udać się do opactwa, aby dostatek zdobyty na wojnie albo darem od hojnego Witolda otrzymany, a przeznaczon na wykupno z zastawu Bogdańca, w klasztorze złożyć. Ale młody Zbyszko nie słyszał zaprosin, skoczył bowiem do wozów swoich i stryjowskich, stojących pod strażą służby, by się odziać i w przystojniejszej odzieży księżnie i Danusi się przedstawić. Wziąwszy więc z wozu łuby[172 - łuby – kosze, bagaże. [przypis edytorski]], kazał je nieść do izby czeladnej i tam począł się przebierać. Utrefiwszy naprzód pośpiesznie włosy, wsunął je w pątlik[173 - pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]] jedwabny, bursztynowymi paciorkami wiązany, z przodu zaś mający perełki prawdziwe. Następnie wdział jakę[174 - jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]] z białego jedwabiu, naszytą w złote gryfy, u dołu zaś szlakiem ozdobną; z wierzchu opasał się pasem pozłocistym, podwójnym, przy którym wisiał mały kord[175 - kord – krótki miecz. [przypis edytorski]] w srebro i kość słoniową oprawny. Wszystko to było nowe, błyszczące i wcale krwią nie poplamione, chociaż łupem na młodym rycerzu fryzyjskim[176 - fryzyjski – pochodzący z Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]], służącym u Krzyżaków, wzięte. Naciągnął następnie Zbyszko prześliczne spodnie, w których jedna nogawica była w podłużne pasy zielone i czerwone, druga w fioletowe i żółte, obie zaś kończyły się u góry pstrą szachownicą. Za czym, wdziawszy jeszcze purpurowe z długimi nosami trzewiki – piękny i wyświeżony udał się do izby ogólnej.

Jakoż, gdy stanął we drzwiach, widok jego mocne na wszystkich sprawił wrażenie. Księżna widząc teraz, jak urodziwy rycerz ślubował miłej Danusi, uradowała się jeszcze bardziej. Danusia zaś skoczyła w pierwszej chwili ku niemu jak sarna. Lecz czy to piękność młodzieńca, czy głosy podziwu dworzan wstrzymały ją, nim dobiegła, tak że zatrzymawszy się na krok przed nim, spuściła nagle oczka i splótłszy dłonie poczęła wykręcać paluszki, zapłoniona i zmieszana.

Lecz za nią przybliżyli się inni: sama pani, dworzanie i dwórki, i rybałci, i zakonnicy, wszyscy bowiem chcieli mu się lepiej przypatrzeć. Panny mazowieckie patrzyły na niego jak w tęczę, żałując teraz każda, że nie ją wybrał – starsze podziwiały kosztowność ubioru, tak że naokół utworzyło się koło ciekawych; Zbyszko zaś stał w środku z chełpliwym uśmiechem na swej młodzieńczej twarzy i okręcał się nieco na miejscu, aby lepiej mogli mu się przyjrzeć.

– Któż to jest? – zapytał jeden z zakonników.

– To jest rycerzyk, bratanek tego oto ślachcica[177 - ślachcic – dziś popr.: szlachcic. [przypis edytorski]] – odrzekła księżna, ukazując na Maćka – jen[178 - jen (daw.) – który. [przypis edytorski]] dopiero co Danusi ślubował.

A zakonnicy nie okazali też zdziwienia, albowiem takie ślubowanie nie obowiązywało do niczego. Ślubowano częstokroć niewiastom zamężnym, a w rodach znamienitych, wśród których zachodni obyczaj był znany, każda prawie miała swego rycerza. Jeśli zaś rycerz ślubował pannie, to nie stawał się przez to jej narzeczonym: owszem, najczęściej ona brała innego męża, a on, o ile posiadał cnotę stałości, nie przestawał jej być wprawdzie wiernym, ale żenił się z inną.

Trochę więcej dziwił zakonników młody wiek Danusi, wszelako i to nie bardzo, gdyż w owym czasie szesnastoletni wyrostkowie bywali kasztelanami[179 - kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]]. Sama wielka królowa Jadwiga w chwili przybycia z Węgier liczyła lat piętnaście, a trzynastoletnie dziewczęta szły za mąż. Zresztą, patrzano w tej chwili więcej na Zbyszka niż na Danusię i słuchano słów Maćka, który, dumny z bratanka, opowiadał, w jaki sposób młodzik przyszedł do szat tak zacnych.

– Rok i dziewięć niedziel[180 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]] temu – mówił – byliśmy proszeni w gościnę przez rycerzy saksońskich. A był też u nich także w gościnie pewien rycerz z dalekiego narodu Fryzów, którzy hen aż nad morzem mieszkają, a miał z sobą syna trzy roki od Zbyszka starszego. Raz na uczcie ów syn począł Zbyszkowi nieprzystojnie przymawiać, iże ni wąsów, ni brody nie ma. Zbyszko, jako jest wartki[181 - wartki (daw.) – prędki (tu: do bójki). [przypis edytorski]], nie słuchał tego mile, ale zaraz, chwyciwszy go za gębę, wszystkie włosy mu z niej wydarł – o co później potykaliśmy się na śmierć lub na niewolę.

– Jak to – potykaliście się? – spytał pan z Długolasu.

– Bo się ojciec za synem ujął, a ja za Zbyszkiem: więc potykaliśmy się samoczwart[182 - samoczwart (daw.) – we czterech. [przypis edytorski]] wobec gości na udeptanej ziemi. Taka zaś stanęła umowa, że kto zwycięży, ten i wozy, i konie, i sługi zwyciężonego zabierze. I Bóg zdarzył. Porżnęliśmy owych Fryzów, choć z niemałym trudem, bo im ni męstwa, ni mocy nie brakło, a łup wzięliśmy znamienity: było wozów cztery, w każdym po parze podjezdków[183 - podjezdek – koń mniejszej wartości, słaby a. młody. [przypis edytorski]] – i cztery ogiery ogromne, i sług dziewięciu – i zbroic dwie wybornych, jakich mało byś u nas znalazł. Hełmyśmy po prawdzie w boju połupali, ale Pan Jezus w czym innym nas pocieszył, bo szat kosztownych była cała skrzynia przednio kowana[184 - kowany (daw.) – kuty, wykuty. [przypis edytorski]] – i te, w które się Zbyszko teraz przybrał, także w niej były.

Na to dwaj ziemianie z Krakowskiego i wszyscy Mazurowie poczęli spoglądać z większym szacunkiem na stryja i na synowca, zaś pan z Długolasu, zwany Obuchem, rzekł:

– Toście, widzę, chłopy nieociągliwe i srogie.

– Wierzym teraz, że ów młodzik czuby pawie dostanie!

A Maćko śmiał się, przy czym w surowej jego twarzy było istotnie coś drapieżnego.

Lecz tymczasem służba klasztorna powydobywała z wiklinowych koszów wino i przysmaki, a z czeladnej dziewki służebne poczęły wynosić misy pełne dymiącej jajecznicy, a okolone kiełbasami, od których rozszedł się po całej izbie mocny a smakowity zapach wieprzowego tłuszczu. Na ten widok wezbrała we wszystkich ochota do jedzenia – i ruszono ku stołom.

Nikt jednak nie zajmował miejsca przed księżną, ona zaś, siadłszy w pośrodku, kazała Zbyszkowi i Danusi usiąść naprzeciw przy sobie, a potem rzekła do Zbyszka:

– Słuszna, abyście jedli z jednej misy z Danusią, ale nie przystępuj jej nóg pod ławą ani też trącaj ją kolany, jak czynią inni rycerze, bo zbyt młoda.

Na to on odrzekł:

– Nie uczynię ja tego, miłościwa pani, chyba za dwa albo za trzy roki, gdy mi Pan Jezus pozwoli ślub spełnić i gdy ta jagódka doźrzeje[185 - doźrzeć – dziś popr.: dojrzeć. [przypis edytorski]]; a co do nóg przystępowania, choćbym i chciał – nie mogę, boć one w powietrzu wiszą.

– Prawda – odpowiedziała księżna – ale miło wiedzieć, że przystojne masz obyczaje.

Po czym zapadło milczenie, gdyż wszyscy jeść poczęli. Zbyszko odkrawał co najtłustsze kawałki kiełbasy i podawał je Danusi albo jej wprost do ust je wkładał, ona zaś rada, że jej tak strojny rycerz służy, jadła z wypchanymi policzkami, mrugając oczkami i uśmiechając się to do niego, to do księżnej.

Po wyprzątnięciu mis słudzy klasztorni poczęli nalewać wino słodkie i pachnące – mężom obficie, paniom po trochu, lecz rycerskość Zbyszkowa okazała się szczególnie wówczas, gdy wniesiono pełne garncówki[186 - garncówka – właśc.: półgarncówka, naczynie o objętości pół garnca. [przypis edytorski]] przysłanych z klasztoru orzechów. Były tam laskowe i rzadkie podówczas, bo z daleka sprowadzane, włoskie, na które też rzucili się biesiadnicy z wielką ochotą, tak że po chwili w całej izbie słychać było tylko trzask skorup kruszonych w szczękach. Lecz na próżno by kto mniemał, że Zbyszko myślał tylko o sobie, albowiem wolał on pokazywać i księżnie, i Danusi swoją rycerską siłę i wstrzemięźliwość niż łapczywością na rzadkie przysmaki poniżyć się w ich oczach. Jakoż nabierając co chwila pełną garść orzechów, czy to laskowych, czy włoskich, nie wkładał ich między zęby, jak czynili inni, ale zaciskał swe żelazne palce, kruszył je, a potem podawał Danusi wybrane spośród skorup ziarna. Wymyślił nawet dla niej i zabawę, albowiem po wybraniu ziarn zbliżał do ust pięść i wydmuchiwał nagle swym potężnym tchem skorupy aż pod pułap. Danusia śmiała się tak, że aż księżna z obawy, że się dziewczyna udławi, musiała mu nakazać, by tej zabawy zaniechał, widząc jednak uradowanie dziewczyny, spytała:

– A co, Danuśka? dobrze mieć swego rycerza?

– Oj! dobrze! – odpowiedziała dziewczyna.

A potem, wyciągnąwszy swój różowy paluszek, dotknęła nim białej jedwabnej jaki Zbyszkowej i cofając go natychmiast zapytała:

– A jutro też będzie mój?

– I jutro, i w niedzielę, i aż do śmierci – odparł Zbyszko.

Wieczerza przeciągnęła się, gdyż po orzechach podano słodkie placki pełne rodzynków. Niektórym z dworzan chciało się tańcować; inni chcieli słuchać śpiewania rybałtów lub Danusi: ale Danusi pod koniec poczęły się oczka kleić, a główka chwiać w obie strony; raz i drugi spojrzała jeszcze na księżnę, potem na Zbyszka, raz jeszcze przetarła piąstkami powieki – i zaraz potem, oparłszy się z wielką ufnością o ramię rycerzyka – usnęła.

– Śpi? – zapytała księżna. – Ot, masz swoją „damę”.

– Milsza mi ona we śnie niżeli inna w tańcu – odrzekł Zbyszko, siedząc prosto i nieruchomie[187 - nieruchomie – dziś popr.: nieruchomo. [przypis edytorski]], by dziewczyny nie zbudzić.

Ale jej nie zbudziło nawet granie i śpiewy rybałtów. Inni też przytupywali muzyce, inni brząkali do wtóru misami, lecz im gwar był większy, tym ona spała lepiej, z otwartymi jak rybka ustami.

Zbudziła się dopiero, gdy na odgłos piania kurów[188 - kur (daw.) – kogut. [przypis edytorski]] i dzwonów kościelnych wszyscy ruszyli się z ław wołając:

– Na jutrznię! na jutrznię!

– Pójdziem piechotą, na chwałę Bogu – rzekła księżna.

I wziąwszy za rękę rozbudzoną Danusię, wyszła pierwsza z gospody, a za nią wysypał się cały dwór.

Noc już zbielała. Na wschodzie nieba widać było leciuchną jasność, zieloną u góry, różową od spodu, a pod nią jakby wąską, złotą wstążeczkę, która rozszerzała się w oczach. Od zachodniej strony księżyc zdawał się cofać przed tą jasnością. Czynił się brzask coraz różowszy, jaśniejszy.

Świat budził się mokry od obfitej rosy, radosny i wypoczęty.

– Bóg dał pogodę, ale upał będzie okrutny – mówili dworzanie książęcy.

– Nie szkodzi – uspokajał ich pan z Długolasu – wyśpimy się w opactwie, a do Krakowa przyjedziem pod wieczór.

– Pewnikiem znów na ucztę.

– Co dzień tam teraz uczty, a po połogu[189 - połóg – około sześciotygodniowy okres po porodzie. [przypis edytorski]] i po gonitwach nastąpią jeszcze większe.

– Obaczym, jako się pokaże rycerz Danusin.

– Ej, dębowe to jakieś chłopy!… Słyszeliście, co prawili[190 - prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]] o onej bitwie samoczwart[191 - samoczwart (daw.) – we czterech. [przypis edytorski]]?

– Może do naszego dworu przystaną, bo się jakoś między sobą naradzają.

A oni rzeczywiście się naradzali, gdyż starszy, Maćko, nie był zbyt rad z tego, co zaszło, idąc więc na końcu orszaku i przystając umyślnie, by swobodniej pogadać, mówił:

– Po prawdzie, nic ci po tym. Ja się tam jakoś do króla docisnę, choćby z tym oto dworem – i może coś dostaniem. Okrutnie by mnie się chciało jakowegoś zameczku alibo[192 - alibo – dziś popr.: albo. [przypis edytorski]] gródka… No, obaczym. Bogdaniec swoją drogą z zastawu wykupim, bo co ojce dzierżyli, to i nam dzierżyć. Ale skąd chłopów? Co opat[193 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] osadził, to i na powrót weźmie – a ziemia bez chłopów tyle, co nic. Tedy miarkuj, co ci rzekę[194 - miarkuj, co ci rzekę – zwracaj uwagę na to, co ci mówię. [przypis edytorski]]: ty sobie ślubuj, nie ślubuj, komu chcesz, a z panem z Melsztyna idź do księcia Witolda na Tatary. Jeśli wyprawę przed połogiem[195 - połóg – około sześciotygodniowy okres po porodzie. [przypis edytorski]] królowej otrąbią[196 - otrąbić (daw.) – ogłosić uroczyście. [przypis edytorski]], tedy na zlegnięcie ani na gonitwy rycerskie nie czekaj, jeno idź, bo tam może być korzyść. Kniaź Witold wiesz, jako jest hojny – a ciebie już zna. Sprawisz się[197 - sprawić się (daw.) – spełnić powinności a. obowiązki. [przypis edytorski]], to obficie nagrodzi. A nade wszystko, zdarzy-li Bóg – niewolnika możesz nabrać bez miary. Tatarów jak mrowia na świecie. W razie zwycięstwa przypadnie i kopa[198 - kopa (daw.) – 60. [przypis edytorski]] na jednego.

Tu Maćko, który był chciwy na ziemię i robociznę, począł marzyć:

– Boga mi! Przygnać tak z pięćdziesiąt chłopa i osadzić na Bogdańcu! Przetrzebiłoby się puszczy szmat. Uroślibyśmy oba. A ty wiedz, że nigdzie tylu nie nabierzesz, ilu tam można nabrać!

Lecz Zbyszko począł głową kręcić.

– O wa! koniuchów natroczę, końskim padłem[199 - padło – padlina. [przypis edytorski]] żyjących, roli niezwyczajnych[200 - roli niezwyczajnych – nieprzyzwyczajonych do pracy na roli. [przypis edytorski]]! Co po nich w Bogdańcu?… A przy tym ja trzy niemieckie grzebienie ślubowałem. Gdzieże je znajdę między Tatary?

– Ślubowałeś, boś głupi, ale takie to tam i śluby.

– A moja rycerska cześć? jakże?

– A jak było z Ryngałłą?

– Ryngałła księcia otruła – i pustelnik mnie rozwiązał.

– To cię w Tyńcu opat[201 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] rozwiąże. Lepszy opat od pustelnika, jen[202 - jen (daw.) – który. [przypis edytorski]] to więcej zbójem niźli zakonnikiem patrzył[203 - więcej zbójem niźli zakonnikiem patrzył – bardziej wyglądał na zbójcę niż na zakonnika. [przypis edytorski]].

– A nie chcę.

Maćko zatrzymał się i zapytał z widocznym gniewem:

– No, to jakoże będzie?

– Jedźcie sobie sami do Witolda, bo ja nie pojadę.

– Ty knechcie[204 - knecht – żołnierz piechoty niemieckiej, pachołek; tu użyte w charakterze obelgi. [przypis edytorski]]! A kto się królowi pokłoni?… i nie żal ci to moich kości?

– Na wasze kości drzewo się zwali, jeszcze ich nie połamie. A choćby mi też było was żal – nie chcę do Witolda.

– Coże będziesz robił? Sokolnikiem[205 - sokolnik – treser ptaków drapieżnych używanych do polowania na mniejsze zwierzęta. [przypis edytorski]] czyli też rybałtem przy dworze mazowieckim zostaniesz?

– Albo to sokolnik co złego? Skoro wolicie mruczeć niż mnie słuchać, to mruczcie.

– Gdzie pojedziesz? Za nic ci Bogdaniec? Pazurami będziesz w nim orał? bez chłopów?

– Nieprawda! Chwackoście wymądrowali z Tatarami. Zabaczyliście[206 - zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]], co prawili Rusini[207 - Rusin – dziś: Ukrainiec, względnie Białorusin. [przypis edytorski]], że Tatarów tyle najdziesz, ile ich pobitych na polu leży, a niewolnika nikt nie ułapi, bo Tatara we stepie nie zgoni. Na czymże go będę gonił? Na onych[208 - onych – tych. [przypis edytorski]] ciężkich ogierach, któreśmy na Niemcach wzięli? Widzicie no! A co za łup wezmę? Parszywe kożuchy i nic więcej. O, to dopiero bogaczem do Bogdańca zjadę! to dopiero mnie komesem nazowią!

Maćko umilkł, albowiem w słowach Zbyszkowych wiele było słuszności, i dopiero po chwili rzekł:

– Aleby cię kniaź Witold nagrodził.

– Ba, wiecie: jednemu da on za dużo, drugiemu nic.

– To gadaj, gdzie pojedziesz.

– Do Juranda ze Spychowa.

Maćko przekręcił ze złości pas na skórzanym kaftanie i rzekł:

– Bodajżeś olsnął[209 - olsnąć (daw.) – oślepnąć. [przypis edytorski]]!

– Posłuchajcie – odpowiedział spokojnie Zbyszko. – Gadałem z Mikołajem z Długolasu i ten prawi, że Jurand pomsty na Niemcach za żonę szuka. Pójdę, pomogę mu. Po pierwsze, samiście rzekli, że niecudnie mi już z Niemcami się potykać, bo i ich, i sposoby na nich znamy. Po drugie, prędzej ja tam nad granicą one pawie czuby dostanę, a po trzecie, to wiecie, że pawi grzebień nie lada knecht[210 - knecht – żołnierz piechoty niemieckiej. [przypis edytorski]] na łbie nosi, więc jeśli Pan Jezus przysporzy grzebieni, to przysporzy i łupu. W końcu: niewolnik tamtejszy to nie Tatar. Takiego w boru osadzić – nie żal się Boże.

– Cóżeś ty, chłopie, rozum stracił? przecie nie ma teraz wojny i Bóg wie, kiedy będzie!

– O moiście wy! Zawarły niedźwiedzie pokój z bartnikami[211 - bartnik – osoba zajmująca się hodowlą pszczół w barci, to jest w wydrążonym pniu drzewa w lesie. [przypis edytorski]] i barci nie psowają ni miodu nie jedzą! Ha, ha! A czy to nowina wam, że choć wielkie wojska nie wojują i choć król z mistrzem pod pergaminem pieczęcie położą, na granicy zawsze mąt[212 - mąt – zamęt. [przypis edytorski]] okrutny? Zajmą-li sobie bydło, trzody, to się za jeden krowi łeb po kilka wsiów[213 - wsiów – dziś popr.: wsi. [przypis edytorski]] pali i zamki oblegają. A porywanie chłopów i dziewek? a kupców na gościńcach? Wspomnijcie czasy dawniejsze, o których samiście mi rozpowiadali. Źle to było onemu Nałęczowi[214 - Nałęcze – śrdw. ród wielkopolskich możnowładców, który dał początek herbowi Nałęcz. [przypis edytorski]], który czterdziestu rycerzy do Krzyżaków jadących chwycił, w podziemiu osadził i póty nie puścił, póki mu pełnego woza grzywien[215 - grzywna – śrdw. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]] mistrz nie przysłał? Jurand ze Spychowa też nic innego nie czyni i nad granicą zawsze gotowa robota.

Przez chwilę szli w milczeniu, tymczasem rozwidniło się zupełnie i jasne promienie słońca rozświeciły skały, na których pobudowane było opactwo.

– Bóg wszędzie może poszczęścić – rzekł wreszcie udobruchanym głosem Maćko – proś, żeby ci błogosławił.

– Pewno, że wszystko Jego łaska!

– I myśl o Bogdańcu, bo w tym mnie nie przekonasz, że ty dla Bogdańca, nie dla tego kaczego kłapaka[216 - kaczy kłapak – kołpak z kaczymi piórami. [przypis edytorski]] do Juranda ze Spychowa chcesz jechać.

– Nie powiadajcie tak, bo się rozgniewam. Rad ją widzę i tego się nie zapieram; inne też to niż dla Ryngałły ślubowanie. Spotkaliście urodziwszą?

– Co mi ta jej uroda! Wolej[217 - wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]] weź ją, jak dorośnie, jeśli możnego komesa córka.

A Zbyszkowi rozjaśniła się twarz młodym, dobrym uśmiechem.

– Może i to być. Ni innej pani, ni innej żony! Jak wam kości sparcieją[218 - sparcieją – tu: osłabną; parcieć (o tkaninach): rozpadać się ze starości. [przypis edytorski]], będziecie wy jeszcze wnuki po mnie i po niej piastowali.

Na to uśmiechnął się z kolei Maćko i odrzekł całkiem już udobruchany:

– Grady! Grady! a niechże ich będzie jako gradu. Na starość radość, a po śmierci zbawienie. To nam, Jezu, daj!




Rozdział trzeci


Księżna Danuta, Maćko i Zbyszko bywali już poprzednio w Tyńcu, ale w orszaku byli dworzanie, którzy widzieli go po raz pierwszy – i ci, podnosząc oczy, patrzyli ze zdumieniem na wspaniałe opactwo, na zębate mury biegnące wzdłuż skał nad urwiskami, na gmachy stojące to na zboczach góry, to wewnątrz blanków[219 - blanki – zwieńczenie muru obronnego. [przypis edytorski]], spiętrzone, wyniosłe i jaśniejące złotem od wschodzącego słońca. Z tych okazałych murów i gmachów, z domów, z budowli przeznaczonych na rozliczne użytki, z ogrodów leżących u stóp góry i ze starannie uprawnych pól, które wzrok z wysoka ogarniał, można było na pierwszy rzut oka poznać bogactwo odwieczne, nieprzebrane, do którego nie przywykli i którym zdumiewać się musieli ludzie z ubogiego Mazowsza. Istniały wprawdzie starożytne a możne opactwa benedyktyńskie[220 - benedyktyni – zakon założony w 529 r. przez Benedykta z Nursji, w średniowieczu bardzo aktywny w Polsce; jego motto brzmi po łac. Ora et labora, czyli: Módl się i pracuj. [przypis edytorski]] i w innych częściach kraju, jak na przykład w Lubuszu nad Odrą, w Płocku, w Wielkopolsce w Mogilnie i w innych miejscach, żadne wszelako nie mogło porównać się z tynieckim, którego posiadłości przewyższały niejedno księstwo udzielne, a dochody mogły budzić zazdrość nawet ówczesnych królów.

Między dworzany[221 - między dworzany (daw.) – między dworzanami. [przypis edytorski]] rósł więc podziw, a niektórzy oczom prawie nie chcieli wierzyć. Tymczasem księżna, chcąc sobie drogę skrócić i zaciekawić panny przyboczne, poczęła prosić jednego z zakonników, by opowiedział starodawną a straszną powieść o Walgierzu Wdałym[222 - legenda o Walgierzu Wdałym (tj. pięknym) – wzięta przez Sienkiewicza z Kroniki Wielkopolskiej (XIV/XV w.), oparta na zachodnioeuropejskim eposie o Walterze i Helgundzie. [przypis edytorski]], którą opowiadano jej już, chociaż niezbyt dokładnie, w Krakowie.

Usłyszawszy to, panny zbiły się ciasnym stadkiem koło pani i szły zwolna pod górę, we wczesnych promieniach słońca do idących kwiatów podobne.

– Niech o Walgierzu prawi brat Hidulf, któremu on się pewnej nocy ukazał – rzekł jeden z zakonników, spoglądając na drugiego, człowieka sędziwych już lat, który w pochylonej nieco postawie szedł obok Mikołaja z Długolasu.

– Zali[223 - zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]] widzieliście go własnymi oczyma, pobożny ojcze? – spytała księżna.

– Widziałem – odpowiedział posępnie zakonnik – albowiem zdarzają się takowe terminy[224 - terminy (daw.) – sytuacje, okoliczności, przeważnie stanowiące zagrożenie. [przypis edytorski]], w których z woli Bożej wolno mu jest opuszczać piekielne podziemia i ukazywać się światu.

– Kiedyż to bywa?

Zakonnik spojrzał na dwóch innych i zamilkł, albowiem istniało podanie, że duch Walgierza pojawia się wówczas, gdy w zakonie psują się obyczaje i gdy zakonnicy więcej, niż wypada, o światowych[225 - światowy (daw.) – świecki. [przypis edytorski]] dostatkach i uciechach myślą.

Tego właśnie żaden nie chciał głośno wyznać, że jednak mówiono także, iż widmo przepowiada również wojnę lub inne nieszczęścia, przeto brat Hidulf po chwili milczenia rzekł:

– Ukazanie się jego nie wróży nic dobrego.

– Nie chciałabym też go widzieć – rzekła żegnając się księżna – ale czemu to on jest w piekle, skoro, jako słyszałam, tylko za ciężką własną krzywdę się pomścił?

– Choćby też i całe życie był cnotliwy – odparł surowo zakonnik – byłby i tak potępion, albowiem żył za pogańskich czasów i chrztem świętym nie został z pierworodnego grzechu[226 - grzech pierworodny – według doktryny chrześcijańskiej ludzie rodzą się grzeszni, a dopiero chrzest zmywa ten grzech. [przypis edytorski]] obmyty.

Po tych słowach brwi księżnej ściągnęły się boleśnie, przyszło jej bowiem na myśl, że jej wielki ojciec, którego miłowała całą duszą, zmarł także w błędach pogańskich – i miał gorzeć[227 - gorzeć (daw.) – płonąć. [przypis edytorski]] przez całą wieczność.

– Słuchamy – rzekła po chwili milczenia.

A brat Hidulf począł opowiadać:

– Był za czasów pogańskich grabia możny, którego dla wielkiej urody zwano Walgierzem Wdałym. Cały ten kraj, jako okiem sięgnąć, należał do niego, a na wyprawy prócz pieszego ludu wodził po stu kopijników[228 - kopijnicy – ciężka jazda uzbrojona w kopie i miecze. [przypis edytorski]], wszyscy bowiem włodycy[229 - włodyka (daw.) – tu: pan, władca. [przypis edytorski]], na zachód aż po Opole, a na wschód po Sandomierz, wasalami[230 - wasal – rycerz bądź szlachcic, który złożył komuś hołd i przysięgę na wierność, obiecując mu pomoc i wsparcie, a w zamian otrzymując lenno (posiadłość ziemską). [przypis edytorski]] jego byli. Trzód jego nie mógł nikt zliczyć, a w Tyńcu miał wieżę całą nasypaną pieniędzmi, jako teraz mają w Malborgu Krzyżacy.

– Wiem, mają! – przerwała księżna Danuta.

– I był jako wielkolud – ciągnął dalej zakonnik – i dęby z korzeniami wyrywał, a w piękności, w graniu na lutni i w śpiewaniu nikt w całym świecie sprostać mu nie mógł. A raz, gdy był na dworze króla francuskiego, rozmiłowała się w nim królewna Helgunda, którą ojciec na chwałę Bogu do zakonu chciał oddać, i uciekła z nim do Tyńca, gdzie w sprosności oboje żyli, gdy żaden ksiądz ślubu chrześcijańskiego dać im nie chciał. Był zaś w Wiślicy Wisław Piękny z rodu króla Popiela[231 - Popiel – legendarny władca, po raz pierwszy wspomniany w kronice Galla Anonima jako przedstawiciel dynastii poprzedzającej Piastów. Pod wpływem modyfikacji legendy w kronice mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem stał się symbolem złego króla. [przypis edytorski]]. Jen podczas niebytności Walgierza Wdałego grabstwo[232 - grabstwo – hrabstwo, okręg. [przypis edytorski]] tynieckie pustoszył. Tego pokonał Walgierz i do Tyńca do niewoli przywiódł nie bacząc, że która tylko niewiasta ujrzała Wisława, gotowa była zaraz ojca, matki i męża odstąpić, byle swe żądze nasycić. Tak stało się i z Helgundą. Zaraz ona takowe więzy na Walgierza wymyśliła, że on wielkolud, choć dęby wyrywał, przerwać ich nie mógł – i Wisławowi go oddała, który do Wiślicy go powiózł. Lecz Rynga[233 - Rynga – w wersji z Kroniki Wielkopolskiej siostra Wisława nazywała się Marzanna. [przypis edytorski]], siostra Wisława, usłyszawszy w podziemiu śpiewanie Walgierzowe, wnet rozmiłowana, uwolniła go z podziemia – a ów Wisława i Helgundę mieczem posiekłszy, ciała ich krukom zostawił, a sam z Ryngą do Tyńca powrócił.

– Zali niesłusznie uczynił? – spytała księżna.

A brat Hidulf rzekł:

– Gdyby był chrzest przyjął i Tyniec benedyktynom oddał, może by mu Bóg grzechy odpuścił, ale że tego nie uczynił, przeto go ziemia pożarła.

– A to benedyktyni byli już w tym Królestwie?

– Benedyktynów w tym Królestwie nie było, albowiem sami tu wówczas żyli poganie.

– To jakże mógł chrzest przyjąć albo Tyniec oddać?

– Nie mógł – i właśnie dlatego skazan jest do piekła na męki wiekuiste – odrzekł z powagą zakonnik.

– Pewnie! słusznie mówi! – ozwało się kilka głosów.

Lecz tymczasem zbliżyli się do głównej bramy klasztornej, w której czekał na księżnę opat na czele licznego orszaku zakonników i szlachty.

Ludzi świeckich: „ekonomów”, „adwokatów”, „prokuratorów” i rozmaitych urzędników zakonnych, zawsze bywało w klasztorze sporo. Wielu też ziemian, możnych nawet rycerzy, trzymało nieprzeliczone ziemie klasztorne dość wyjątkowym w Polsce prawem lennym – i ci, jako „wasale[234 - wasal – rycerz bądź szlachcic, który złożył komuś hołd i przysięgę na wierność, obiecując mu pomoc i wsparcie, a w zamian otrzymując lenno (posiadłość ziemską). [przypis edytorski]]”, radzi przebywali na dworze „suzerena[235 - suzeren – zwierzchnik wasala, ofiarowujący mu ochronę i ziemię (lenno) w zamian za przysięgę wierności. Jak widać z tego fragmentu, w roli suzerena mógł występować również dostojnik kościelny, w tym wypadku opat tyniecki. [przypis edytorski]]”, gdzie przy wielkim ołtarzu łatwo było o darowizny, ulgi i wszelkiego rodzaju dobrodziejstwa, zależne nieraz od drobnej usługi, od zręcznego słowa lub od chwili dobrego humoru potężnego opata. Przygotowujące się uroczystości w stolicy ściągnęły też wielu takich wasalów z odległych stron, ci zaś, którym trudno było z powodu natłoku znaleźć gospodę w Krakowie, mieścili się w Tyńcu. Z tych powodów abbas centum villarum[236 - abbas centum villarum (łac.) – opat stu wiosek; ma to oznaczać potęgę i bogactwo opata klasztoru w Tyńcu. [przypis edytorski]] mógł powitać księżnę w liczniejszym jeszcze niż zwyczajnie orszaku.

Był to człowiek wysokiego wzrostu, z twarzą suchą, rozumną, z głową wygoloną na wierzchu[237 - głowa wygolona na wierzchu – mowa o tzw. tonsurze; tonsura, stosowana od roku 633 do 1972, była kręgiem wygolonym na głowie zakonnika, oznaczającym jego przynależność do stanu duchownego. [przypis edytorski]], niżej zaś, nad uszami, otoczoną wieńcem siwiejących włosów. Na czole miał bliznę po ranie, widocznie za młodych rycerskich czasów otrzymanej, oczy przenikliwe, wyniośle spod czarnych brwi patrzące. Ubrany był w habit jak inni mnisi, ale na wierzchu miał czarny płaszcz podbity purpurą, na szyi zaś złoty łańcuch, na którego końcu zwieszał się również złoty, drogimi kamieniami sadzony[238 - sadzony – tu: wysadzany. [przypis edytorski]] krzyż – godło opackiej godności. Cała jego postawa zdradzała człowieka dumnego, przywykłego do rozkazywania i ufnego w siebie.

Witał jednak księżnę uprzejmie, a nawet uniżenie, pamiętał bowiem, że mąż jej pochodził z tego samego rodu książąt mazowieckich, z którego pochodzili królowie Władysław i Kazimierz, a po kądzieli[239 - po kądzieli – w linii żeńskiej; kądziel – pęk włókien przygotowanych do przędzenia. [przypis edytorski]] i obecnie panująca królowa, władczyni jednego z największych państw w świecie. Przestąpił więc próg bramy, skłonił nisko głowę, a następnie, przeżegnawszy Annę Danutę i cały dwór małą złotą puszką, którą trzymał w palcach prawej ręki, rzekł:

– Witaj, miłościwa pani, w ubogich progach zakonnych. Niechaj św. Benedykt z Nursji[240 - św. Benedykt z Nursji – (ok. 480–547) założyciel zakonu benedyktynów. [przypis edytorski]], św. Maurus[241 - błogosławiony Hraban Maur – (ok. 780–856) mnich benedyktyński, kronikarz i poeta z czasów dynastii Karolingów. [przypis edytorski]], św. Bonifacy[242 - św. Bonifacy – prawdopodobnie chodzi o Bonifacego-Winfrida (ok. 675–754), biskupa, benedyktyna, misjonarza, męczennika i świętego określanego jako „apostoł Niemiec”. [przypis edytorski]] i św. Benedykt z Aniane[243 - św. Benedykt z Aniane – (747–821), francuski benedyktyn, doradca Ludwika Pobożnego, zapoczątkował istnienie benedyktyńskich klasztorów w dzisiejszej Francji. [przypis edytorski]], a także i Jan z Tolomei[244 - Jan z Tolomei – właśc. Jan Tolomei (1272–1348), bardziej znany pod zakonnym imieniem Bernard, włoski teolog i założyciel kongregacji oliwetanów, stanowiącej odłam zakonu benedyktynów. Tolomei to nazwisko, nie jak w przypadku wymienionych wcześniej nazwa miasta. [przypis edytorski]] – patronowie nasi[245 - patronowie nasi – wszyscy wymienieni byli benedyktynami. [przypis edytorski]] w światłości wiekuistej żyjący, obdarzą cię zdrowiem, szczęściem i niechaj błogosławią cię po siedem razy dziennie, przez wszystek czas żywota twego!

– Chybaby głusi byli, gdyby nie mieli wysłuchać słów tak wielkiego opata – rzekła uprzejmie księżna – tym bardziej że my tu na mszę przybyli, podczas której ich opiece się oddamy.

To rzekłszy, wyciągnęła ku niemu rękę, którą on, przyklęknąwszy dwornie na jedno kolano, ucałował po rycersku[246 - ucałował po rycersku – scena podkreśla rolę opata jako dostojnika świeckiego. [przypis edytorski]], a następnie przeszli razem bramę. Ze mszą czekano już widocznie, gdyż w tej chwili ozwały się dzwony i dzwonki, trębacze zadęli przy drzwiach kościelnych na cześć księżny w donośne trąby, inni uderzyli w ogromne kotły, wykute z miedzi czerwonej i obciągnięte skórą, dającą huczny rozgłos. Na księżnę, która nie urodziła się w kraju chrześcijańskim, każdy kościół silne dotychczas czynił wrażenie, ów zaś, tyniecki, sprawiał tym większe, że pod względem wspaniałości mało innych mogło się z nim porównać. Mrok napełniał głębię świątyni, tylko przy wielkim ołtarzu drgały pasemka świateł rozmaitych, pomieszane z blaskiem świec rozjaśniających złocenia i rzeźby. Zakonnik przybrany w ornat wyszedł ze mszą, skłonił się księżnie – i rozpoczął ofiarę. Wnet wzniosły się dymy wonne a obfite, które przesłoniwszy księdza i ołtarz, szły w spokojnych kłębach ku górze, powiększając tajemniczą uroczystość kościoła. Anna Danuta pochyliła w tył głowę i rozłożywszy ręce na wysokości twarzy, poczęła się modlić żarliwie. Lecz gdy ozwały się rzadkie jeszcze wówczas po kościołach organy[247 - rzadkie jeszcze wówczas po kościołach organy – pierwsza wzmianka o kościelnych organach w Polsce pochodzi z roku 1340 i dotyczy kościoła św. Jakuba w Toruniu. [przypis edytorski]] i poczęły to potrząsać całą nawą grzmotem wspaniałym, to wypełniać ją anielskimi głosami, to zasypywać jakoby pieśnią słowiczą, wówczas oczy księżny wzniosły się do góry, na twarzy jej obok pobożności i lęku odmalowała się rozkosz bez granic – i patrzącemu na nią zdawać się mogło, że to jakowaś Błogosławiona, która w cudownym widzeniu ogląda niebo otwarte.

Tak to modliła się urodzona w pogaństwie córka Kiejstuta[248 - Kiejstut – (ok. 1310–1382), książę trocki, wielki książę litewski w ostatnich latach życia, skonfliktowany z Władysławem Jagiełłą i uwięziony przez niego w Krewie, gdzie zmarł. [przypis edytorski]], która choć w życiu codziennym równie jak i wszyscy ludzie tych czasów po przyjacielsku i poufale wspominała imię Boże, jednakże w domu Pana z dziecinną bojaźnią i pokorą wznosiła oczy ku tajemniczej i niezmierzonej potędze.

A tak samo pobożnie, choć z mniejszym lękiem, modlił się cały dwór. Zbyszko klęczał przed stallami[249 - stalle – zdobione ławki w prezbiterium, blisko ołtarza, przeznaczone głównie dla duchownych. [przypis edytorski]] wśród Mazurów, bo tylko dwórki weszły z księżną za stalle, i polecał się opiece boskiej. Chwilami spoglądał na Danusię, która siedziała z przymkniętymi oczyma koło księżny – i myślał, że warto było wprawdzie zostać rycerzem takiej dzieweczki, ale że też nie lada rzecz jej obiecał. Więc teraz, gdy piwo i wino, które w gospodzie wypił, wywietrzało mu z głowy, zatroskał się niemało, jakim sposobem ją wypełni. Wojny nie było. Wśród nadgranicznego mętu[250 - męt – zamęt, zamieszanie. [przypis edytorski]] łatwo było wprawdzie natknąć się na jakiego zbrojnego Niemca i albo jemu kości pokołatać, albo samemu głową nałożyć. Tak to on i mówił Maćkowi. „Jeno – myślał – nie byle Niemiec nosi pawi lub strusi czub na hełmie”. Z gości krzyżackich chyba jacy grafowie[251 - graf – tytuł szlachecki używany w Niemczech i w krajach niegdyś zależnych od cesarstwa niemieckiego. [przypis edytorski]], a z samych Krzyżaków chyba komtur[252 - komtur – zwierzchnik domu zakonnego bądź okręgu w zakonach rycerskich, do których zaliczali się krzyżacy. [przypis edytorski]] – i to nie każdy. Jeśli wojny nie będzie, to lata mogą upłynąć, nim on swoje trzy grzebienie dostanie, bo i to jeszcze przyszło mu do głowy, że nie będąc dotąd pasowany[253 - pasowany – na rycerza. [przypis edytorski]] może tylko niepasowanych na pojedynkę w bój wyzywać. Spodziewał się wprawdzie, że pas rycerski otrzyma z rąk królewskich w czasie gonitw, które zapowiadano na chrzciny, bo na to dawno zarobił, ale potem co? Pojedzie do Juranda ze Spychowa, będzie mu pomagał, natłucze knechtów[254 - knecht – żołnierz piechoty niemieckiej. [przypis edytorski]], ile się da – i na tym koniec. Knechci krzyżaccy to nie rycerze z pawimi piórami na głowach.

Więc w tym utrapieniu i niepewności, widząc, że bez szczególnej łaski Bożej niewiele wskórać potrafi, począł się modlić:

„Daj, Jezu, wojnę z Krzyżaki i z Niemcami, którzy są nieprzyjaciółmi Królestwa tego i wszystkich narodów w naszej mowie Imię Twoje Święte wyznawających. I nam błogosław, a ich zetrzyj, którzy radziej staroście piekielnemu niżeli Tobie służąc, przeciwko nam zawziętość w sercu noszą, najbardziej o to gniewni, że król nasz z królową Litwę ochrzciwszy, wzbraniają im mieczem chrześcijańskich sług Twoich ścinać. Za któren[255 - któren – dziś popr.: który [przypis edytorski]] gniew ich ukarz.

A ja, grzeszny Zbyszko, kajam się przed Tobą i od piąci[256 - piąci (daw.) – pięciu. [przypis edytorski]] ran Twoich wspomożenia błagam, abyś mi trzech znacznych Niemców z pawimi czuby na hełmach jako najprędzej zesłał i w miłosierdziu swoim pobić mi ich do śmierci pozwolił. Ale to z takowej przyczyny, iżem ja one czuby pannie Danucie, Juranda córce a Twojej służce, obiecał i na moją rycerską cześć poprzysiągł.

Co zasię więcej przy pobitych się znajdzie, z tego ja dziesięcinę wiernie kościołowi Twemu świętemu oddam, abyś i Ty, słodki Jezu, pożytek i chwałę ze mnie odniósł i abyś poznał, żem Ci szczerym sercem, nie po próżnicy obiecował[257 - obiecował – dziś popr.: obiecywał. [przypis edytorski]]. A jako to jest prawda, tak mi dopomóż, amen!”

Lecz w miarę jak się modlił, topniało w nim coraz bardziej z pobożności serce – i nową obietnicę przyrzucił: że po wykupieniu z zastawu Bogdańca odda także na kościół wszystek wosk, który pszczoły przez cały rok w barciach zrobią. Spodziewał się, że stryj Maćko temu się nie sprzeciwi, a Pan Jezus szczególniej będzie rad z wosku na świece – i chcąc go prędzej dostać, prędzej mu też pomoże. Ta myśl wydała mu się tak słuszną, iż radość napełniła mu całkiem duszę: był teraz prawie pewien, że zostanie wysłuchany i że wojna niebawem nastąpi, a choćby nie nastąpiła, to i tak on swego dokaże. Poczuł w rękach, w nogach moc tak wielką, że w tej chwili byłby sam jeden na całą chorągiew uderzył. Pomyślał nawet, że przyczyniwszy obietnic Bogu można by i Danusi ze dwóch Niemców przyrzucić! Zapalczywość młodzieńcza popychała go do tego, lecz tym razem roztropność wzięła górę, albowiem bał się, by zbytnim żądaniem cierpliwości boskiej się nie uprzykrzyć.

Jednakże ufność jego wzrosła jeszcze, gdy po mszy i po długim wypoczynku, na który udał się cały dwór, wysłuchał rozmowy, którą opat[258 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] prowadził przy śniadaniu z Anną Danutą.

Ówczesne żony książąt i królów, zarówno przez pobożność, jak i wskutek wspaniałych darów, których nie szczędzili im mistrzowie Zakonu, wielką okazywały przyjaźń Krzyżakom. Nawet świątobliwa Jadwiga[259 - Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]] powstrzymywała, póki jej życia stało, wzniesioną nad nimi rękę swego władnego małżonka. Jedna tylko Anna Danuta, doznawszy od nich okrutnych krzywd rodzinnych, nienawidziła ich z całej duszy. Toteż gdy opat zapytał ją o Mazowsze i jego sprawy, poczęła gorzko skarżyć się na Zakon: „Jakoż się ma dziać w księstwie mającym takich sąsiadów? Niby jest pokój: mijają się poselstwa i listy, a mimo tego nie można być pewnym dnia i godziny. Kto wieczorem na pograniczu układa się spać, nigdy nie wie, czyli nie rozbudzi się w pętach albo z ostrzem miecza na gardzieli, albo z płonącym pułapem nad głową. Nie ubezpieczą od zdrady przysięgi, pieczęcie i pergaminy. Nie inaczej przecie zdarzyło się pod Złotoryją, gdy w czasach najgłębszego pokoju porwano księcia[260 - księcia – historia uprowadzenia księcia mazowieckiego Janusza ze Złotoryi została opisana w poprzednich rozdziałach; przy tej okazji miała zginąć żona powieściowego Juranda ze Spychowa. [przypis edytorski]] w niewolę. Prawili Krzyżacy, że zamek ów groźnym dla nich stać się może. Aleć zamki naprawia się dla obrony, nie dla napadu – i któryż książę nie ma prawa we własnej ziemi ich stawiać albo przebudowywać? Nie przejedna Zakonu ni słaby, ni mocny, bo słabym gardzą, mocnego zaś do upadku przywieść usiłują. Kto im dobrze uczyni, temu się złem wypłacą. Jestże na świecie zakon, który by w innych królestwach takie dobrodziejstwa otrzymał, jakie oni od polskich książąt otrzymali – a jakże się wypłacili? Oto nienawiścią, oto grabieżą ziem, oto wojną i zdradą. I próżno wyrzekać, próżno samej Stolicy Apostolskiej się na nich skarżyć, gdyż oni w zatwardziałości i pysze żyjąc, nawet papieża rzymskiego nie słuchają. Przysłali niby teraz poselstwo na połóg królowej i na spodziewane chrzciny, ale tylko dlatego, że chcą od siebie gniew potężnego króla za to, co uczynili na Litwie, odwrócić. W sercach zawsze jednak myślą o zagładzie Królestwa i całego plemienia polskiego”.

Opat słuchał uważnie i potakiwał głową, a potem rzekł:

– Wiem, iż przyjechał do Krakowa na czele poselstwa komtur Lichtenstein[261 - komtur Lichtenstein – postać literacka. [przypis edytorski]], brat w Zakonie, dla znakomitego rodu, męstwa i rozumu wielce szanowany. Może go tu niebawem, miłościwa pani, ujrzycie, albowiem przysłał mi wczoraj wiadomość, że chcąc się przy naszych relikwiach pomodlić, zjedzie do Tyńca w odwiedziny.

Usłyszawszy to, księżna poczęła nowe żale rozwodzić:

– Prawią ludzie – i bogdaj słusznie, że wkrótce musi wielka wojna nastąpić, w której po jednej stronie będzie Królestwo Polskie i wszystkie narody mówiące podobną do polskiej mową, a z drugiej wszyscy Niemcowie i Zakon. Jest podobno o tej wojnie proroctwo jakowejś świętej…

– Brygidy[262 - św. Brygida Szwedzka – (1303-1373), święta, wizjonerka, pisarka i teolog, założycielka zakonu brygidek. [przypis edytorski]] – przerwał uczony opat – osiem roków temu[263 - osiem roków temu – w r. 1391. [przypis edytorski]] została ona w poczet świętych zaliczona. Pobożny Piotr z Alwastra[264 - Piotr z Alwastra – spowiednik św. Brygidy i tłumacz jej objawień na łacinę. [przypis edytorski]] i Maciej z Linköping[265 - Maciej z Linköping – kanonik, tłumacz objawień św. Brygidy na łacinę. [przypis edytorski]] spisali jej objawienia, w których wielka wojna istotnie jest przepowiedziana.

Zbyszko aż zadrżał z radości na te słowa i nie mogąc wytrzymać zapytał:

– A prędko ma być?

Lecz opat, zajęty księżną, nie dosłyszał, a może udał, że nie dosłyszał pytania.

Księżna zaś mówiła dalej:

– Cieszą się i u nas młodzi rycerze na oną wojnę, ale starsi i rozważniejsi tak mówią: „Nie Niemców – mówią – się boim, choć wielka jest ich potęga i pycha, nie ich kopii i mieczów, ale – prawią – relikwii krzyżackich się boim, bo przeciw tym na nic wszelka moc ludzka”.

Tu Anna Danuta spojrzała z przestrachem na opata i dodała cichszym głosem:

– Podobno prawdziwe drzewo Krzyża Świętego mają: jakże z nimi wojować?

– Przysłał im je król francuski – odrzekł opat.

Nastała chwila milczenia – po czym zabrał głos Mikołaj z Długolasu, zwany Obuchem, człowiek bywały i doświadczony.

– Byłem w niewoli u Krzyżaków – rzekł – i widywałem procesje, na których ową wielką świętość noszono. Ale oprócz tego jest w klasztorze w Oliwie siła[266 - siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]] innych najprzedniejszych[267 - najprzedniejszy (daw.) – najlepszy, najwyższej jakości. [przypis edytorski]] relikwii, bez których nie byłby Zakon do takiej potęgi doszedł.

Na to powyciągali benedyktyni głowy ku mówiącemu i z wielkim zaciekawieniem poczęli pytać:

– Powiadajcie, co jest?

– Jest krajka[268 - krajka – skrawek tkaniny bądź jej pas przyszyty na brzegu sukni, także: chustka. [przypis edytorski]] z szaty Najświętszej Panny – odrzekł dziedzic z Długolasu – jest trzonowy ząb Marii Magdaleny i głowienki[269 - głownia – palący się lub spalony kawałek drewna. [przypis edytorski]] z krza[270 - kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]] ognistego, w którym się sam Bóg Ojciec Mojżeszowi pokazał, jest ręka św. Liberiusza[271 - św. Liberiusz – święty z II w. n.e. [przypis edytorski]], a co kości innych świętych, tych bym na palcach u rąk i nóg nie zliczył…

– Jakoże z nimi wojować? – powtórzyła z westchnieniem księżna.

A opat zmarszczył swe wyniosłe czoło i zastanowiwszy się przez chwilę, tak odrzekł:

– Ciężko z nimi wojować choćby i dlatego, że są zakonnikami i krzyż na płaszczach noszą; ale jeśli przebrali miarę w grzechach, tedy i tym relikwiom może mieszkanie między nimi obrzydnąć, a naonczas nie tylko one mocy im nie dodadzą, ale im ją odejmą, dlatego żeby między pobożniejsze ręce się dostać. Niech Bóg oszczędzi krwi chrześcijańskiej, ale jeśli wielka wojna nastąpi, są też i w naszym Królestwie relikwie, które za nas będą wojować. Głos zasię w objawieniu św. Brygidy[272 - św. Brygida Szwedzka – (1303-1373), święta, wizjonerka, pisarka i teolog, założycielka zakonu brygidek. [przypis edytorski]] mówi: „Postanowiłem ich pszczołami pożyteczności i utwierdziłem na brzegu ziem chrześcijańskich. Ale oto powstali przeciwko mnie. Bo nie dbają o dusze i nie litują się ciał tego ludu, który z błędu nawrócił się ku wierze katolickiej i ku mnie. I uczynili z niego niewolników, i nie uczą go przykazań Bożych, i odejmując mu Sakramenta święte na większe jeszcze męki piekielne go skazują, niż gdyby był w pogaństwie pozostał. A wojny toczą ku rozpostarciu swej chciwości. Dlatego przyjdzie czas, iże wyłamane będą ich zęby i będzie im ucięta ręka prawa, a prawa noga im ochromieje, aby uznali grzechy swoje”.

– Tak Bóg daj! – zawołał Zbyszko.

Inni rycerze i zakonnicy nabrali także wielkiej otuchy, słysząc słowa proroctwa, opat zaś zwrócił się do księżny i rzekł:

– Dlatego miejcie ufność w Bogu, miłościwa pani, albowiem prędzej to ich dni niż wasze są policzone, a tymczasem przyjmijcie wdzięcznym sercem tę oto puszkę, w której palec od nogi św. Ptolomeusza, jednego z naszych patronów, się znajduje.

Księżna wyciągnęła drżące ze szczęścia dłonie – i klęknąwszy przyjęła puszkę, którą zaraz poczęła do ust przyciskać. Radość pani podzielali dworzanie i dworki, nikt bowiem nie wątpił, że z takiego podarku spłynie błogosławieństwo i pomyślność na wszystkich, a może i na całe księstwo. Zbyszko czuł się także szczęśliwym, gdyż zdało mu się, że wojna powinna zaraz po uroczystościach krakowskich nastąpić.




Rozdział czwarty


Było już dobrze z południa, gdy księżna[273 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] wraz z orszakiem wyruszyła z gościnnego Tyńca do Krakowa. Częstokroć ówcześni rycerze, wjeżdżając do większych miast lub do zamków w odwiedziny do znakomitych osób, przywdziewali na się pełny rynsztunek bojowy. Był wprawdzie zwyczaj zdejmować go zaraz po przebyciu bram, do czego w zamkach wzywał sam gospodarz uświęconymi słowy: „Zdejmcie zbroję, szlachetny panie, albowiem przybyliście do przyjaciół” – niemniej jednak wjazd „wojenny” uważał się[274 - uważał się – tu: był uważany. [przypis edytorski]] za okazalszy i podnosił znaczenie rycerza. Gwoli[275 - gwoli (daw.) – z powodu. [przypis edytorski]] tej to okazałości tak Maćko, jak i Zbyszko przybrali się w wyborne pancerze i w naramienniki zdobyte na rycerzach fryzyjskich[276 - fryzyjski – pochodzący z Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]] – jasne, błyszczące i po brzegach wpuszczoną nicią złotą ozdobne. Mikołaj z Długolasu, który dużo świata i wielu rycerzy w życiu widział, a był rzeczy wojennych znawcą niemałym, poznał zaraz, iż są to zbroje kowane[277 - kowany (daw.) – kuty, wykuty. [przypis edytorski]] przez mediolańskich, najsłynniejszych w świecie płatnerzy, takie, na jakie najbogatsi tylko rycerze wspomóc się mogą i z których każda za dobrą majętność starczy. Wnioskował z tego, że owi Fryzowie musieli być znakomitymi ludźmi w swoim narodzie, i z tym większym szacunkiem począł spoglądać na Maćka i Zbyszka. Lecz hełmy ich, lubo także niepoślednie, nie były tak bogate, natomiast olbrzymie ogiery, pięknie pokryte, wzbudziły między dworzanami podziw i zazdrość. I Maćko, i Zbyszko, siedząc na niezmiernie wysokich kulbakach[278 - kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]], spoglądali z góry na cały dwór. Każdy z nich dzierżył w ręku długą kopię, każdy miał miecz przy boku i topór u siodła. Tarcze oddali wprawdzie dla wygody na wozy, ale i bez nich obaj wyglądali tak, jakby ciągnęli na bitwę, nie do miasta.

Obaj też jechali w pobliżu kolaski, w której na tylnym siedzeniu siedziała księżna z Danusią, na przodku zaś stateczna dworka Ofka, wdowa po Krystynie z Jarząbkowa, i stary Mikołaj z Długolasu. Danusia spoglądała z wielkim zajęciem na żelaznych rycerzy, księżna zaś, dobywając od czasu do czasu z zanadrza puszkę z relikwiami św. Ptolomeusza, podnosiła ją do ust.

– Ciekawam okrutnie, jak kości w środku wyglądają – rzekła wreszcie – ale sama nie otworzę, aby Świętego nie urazić. Niech otworzy biskup w Krakowie.

Na co ostrożny Mikołaj z Długolasu odrzekł:

– Ej, lepiej tego z rąk nie popuszczać, zbyt to łakoma[279 - łakomy – tu: budzący zainteresowanie i chęć posiadania, por. „łakomy kąsek”. [przypis edytorski]] rzecz.

– Może i słusznie mówicie – rzekła po chwili zastanowienia księżna, po czym dodała:

– Dawno mi nikt nie sprawił takiej uciechy jak ów zacny opat, i tym podarkiem, i tym, że strach mój przed krzyżackimi relikwiami uspokoił.

– Mądrze mówili i sprawiedliwie – ozwał się Maćko z Bogdańca. – Mieli oni i pod Wilnem rozmaite relikwie, a to tym bardziej że chcieli gości przekonać, iż z poganami wojna. No i co? Obaczyli nasi, że byle w garście splunąć, a od ucha toporem machnąć, to i hełm puszczał, i łeb puszczał. Święci pomagają – grzech by mówić inaczej – ale jeno[280 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] sprawiedliwym, którzy wedle słuszności w imię Boże do bitwy idą. Tak też i myślę, miłościwa pani, że przyjdzie-li do wielkiej wojny, to chociażby wszystkie Niemcy pomagały Krzyżakom, zbijem ich na pował[281 - na pował – tak, że będą leżeć pokotem. [przypis edytorski]], bo większy jest nasz naród i Pan Jezus większą moc spuścił nam w kości. A co do relikwii – albo to u nas w klasztorze świętokrzyskim nie ma drzewa Krzyża Świętego?

– Prawda, jak mi jest Bóg miły – rzekła księżna. – Ale u nas ono w klasztorze zostanie, a oni swoje ze sobą w potrzebie wożą.

– Wszystko jedno! Dla mocy Bożej nie ma dalekości[282 - dalekość – odległość. [przypis edytorski]].

– Prawdaże to? powiadajcie, jak jest? – pytała księżna, zwracając się do mądrego Mikołaja z Długolasu, a on odrzekł:

– Temu i każdy biskup przyświadczy. Do Rzymu też daleko, a papież światem rządzi – coże dopiero Bóg!

Słowa te uspokoiły do reszty księżnę, więc zwróciła rozmowę na Tyniec i jego wspaniałości. Dziwiła Mazurów w ogóle nie tylko zamożność opactwa, ale i zamożność, a także piękność całego kraju, przez który teraz przejeżdżali. Naokół były wsie gęste, dostatnie, przy nich sady pełne drzew owocowych, gaje lipowe, bocianie gniazda na lipach, a niżej ule ze słomianymi nakrywkami. Wzdłuż gościńca z jednej i drugiej strony ciągnęły się łany zbóż wszelkich. Wiatr chwilami pochylał zielonawe jeszcze morze kłosów, wśród którego gęsto jak gwiazdy na niebie migotały głowy modrych chabrów i jasnoczerwonych maków. Daleko, za łanami czerniał gdzieniegdzie bór, gdzieniegdzie weseliły oczy dąbrowy i olszyńce[283 - olszyniec – zagajnik olchowy. [przypis edytorski]], skąpane w blasku słonecznym, gdzieniegdzie wilgotne łąki, pełne traw i czajek krążących nad mokradłami, i znów wzgórza obsiadłe przez chaty, znów łany; widocznie ziemię tę zamieszkiwał lud rojny i pracowity, rozmiłowany w roli – i dokąd wzrok sięgnął, kraj wydawał się nie tylko mlekiem i miodem płynący, ale spokojny i szczęśliwy.

– Kazimierzowe[284 - Kazimierzowe – aluzja do panowania Kazimierza Wielkiego (1310–1370) i poprawy standardów cywilizacyjnych w Polsce za jego czasów. [przypis edytorski]] to królewskie gospodarstwo – rzekła księżna – ale też żyć tu i nie umierać.

– I Pan Jezus się do takiej ziemi śmieje – odrzekł Mikołaj z Długolasu – i błogosławieństwo Boże jest nad nią; ale jakoż ma być inaczej, kiedy tu, gdy zaczną bić dzwony, to nie masz takowego kąta, do którego by odgłos nie doszedł! Wiadomo przecie, że złe duchy znieść tego nie mogąc muszą aż na granicę węgierską do głuchych borów uciekać.

– To mi i dziwno – ozwała się pani Ofka, wdowa po Krystynie z Jarząbkowa – że Walgierz Wdały, o którym zakonnicy prawili, może się w Tyńcu pokazować, gdzie siedem razy na dzień dzwony biją[285 - gdzie siedem razy na dzień dzwony biją – sens: gdzie odprawiana jest liturgia godzin, to jest modlitwa obowiązkowo odmawiana siedem razy na dzień przez osoby ze święceniami duchownymi. [przypis edytorski]].

Uwaga ta zakłopotała na chwilę Mikołaja, który też dopiero po pewnym namyśle odrzekł:

– Naprzód, wyroki boskie są niezbadane, a po wtóre, to sobie zauważcie, że on osobne pozwoleństwo za każdym razem otrzymuje.

– A niech ta będzie, jak chce, alem rada, że w klasztorze nie nocujemy. Umarłabym chyba ze strachu, gdyby mi się taki piekielny wielkolud pokazał.

– Hej! nie wiadomo, bo mówią, że okrutnie wdały[286 - wdały (daw.) – piękny. [przypis edytorski]].

– Choćby był i najurodziwszy, nie chcę ja pocałowania od takiego, któremu siarką z gęby bucha.

– A skąd wiecie, że zaraz chciałby was całować?

Na te słowa księżna, a za nią pan Mikołaj i obaj rycerze z Bogdańca poczęli się śmiać. Śmiała się, nie rozumiejąc dlaczego, za przykładem innych, i Danusia – zaś Ofka z Jarząbkowa zwróciła zagniewaną twarz do Mikołaja z Długolasu i rzekła:

– Wolałabym jego niż was.

– Ej, nie wywołujcie wilka z lasu – odpowiedział wesoło Mazur – bo jędzon[287 - jędzon – potwór, upiór. [przypis edytorski]] często i po gościńcu między Krakowem a Tyńcem się włóczy, szczególnie pod wieczór; nuż was usłyszy i nuż się wam w postaci wielkoluda ukaże!

– Na psa urok! – odrzekła Ofka.

Lecz w tej chwili Maćko z Bogdańca, który siedząc na wyniosłym ogierze dalej mógł widzieć niż ci, którzy siedzieli w kolasce, ściągnął lejce i rzekł:

– O, jak mi Bóg miły, a to co?

– Co takiego?

– Wielkolud jakowyś zza wzgórza przed nami wyjeżdża.

– A słowo stało się ciałem! – zawołała księżna. – Nie powiadajcie byle czego!

Lecz Zbyszko uniósł się na strzemionach i rzekł:

– Jako żywo – wielkolud, Walgierz, nikt inny!

Na to woźnica osadził ze strachu konie i nie wypuszczając z rąk lejc począł się żegnać, albowiem i on dojrzał już z kozła na przeciwległym wzgórzu olbrzymią postać jeźdźca.

Księżna podniosła się – i zaraz usiadła z twarzą zmienioną przez trwogę, Danusia pochowała głowę w fałdy sukni księżnej. Dworzanie, dwórki i rybałci, którzy jechali konno za kolasą, usłyszawszy złowrogie imię, poczęli skupiać się koło niej. Mężowie niby śmiali się jeszcze, ale w oczach mieli niepokój; panny pobladły, jeno Mikołaj z Długolasu, który z niejednego pieca chleb jadał – zachował pogodne oblicze i chcąc uspokoić księżnę rzekł:

– Nie bójcie się, miłościwa pani. Toć słońce jeszcze nie zaszło, a choćby była i noc, święty Ptolomeusz da rady Walgierzowi.

Tymczasem nieznany jeździec, wjechawszy na podługowaty grzbiet wzgórza, zatrzymał konia i stanął nieruchomie. W promieniach zachodzącego słońca widać go było doskonale – i istotnie postać jego zdawała się przechodzić[288 - przechodzić (daw.) – przekraczać. [przypis edytorski]] ogromem zwykłe ludzkie rozmiary. Przestrzeń między nim a orszakiem księżny nie wynosiła więcej nad trzysta kroków.

– Czego on stoi? – rzekł jeden z rybałtów.

– Bo i my stoim – odpowiedział Maćko.

– Spogląda ku nam, jakby sobie kogo chciał wybrać – zauważył drugi rybałt – żebym wiedział, że człowiek, a nie złe, to bym ku niemu podjechał i lutnią[289 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]] go przez łeb zwalił.

Kobiety przestraszyły się już całkiem i poczęły się głośno modlić. Zbyszko zaś, chcąc się popisać odwagą wobec księżnej i Danusi, rzekł:

– A ja i tak pojadę. Co mi ta Walgierz!

Na to Danusia poczęła wołać na wpół z płaczem: „Zbyszku! Zbyszku!”, lecz on ruszył koniem i jechał coraz prędzej, ufny, że choćby i prawdziwego Walgierza znalazł, to na wskroś go kopią przebodzie.

A Maćko, który miał wzrok bystry, rzekł:

– Wydaje się wielkoludem, bo na wzgórzu stoi. Chłopisko jakieś duże, ale człek zwyczajny – nic innego. O wa! pojadę i ja, żeby do zwady między nim a Zbyszkiem nie dopuścić.

Zbyszko tymczasem jadąc rysią[290 - rysią – kłusem. [przypis edytorski]] rozmyślał, czy od razu kopię nastawić, czy też wpierw z bliska obaczyć, jak wygląda ów stojący na wzgórzu człowiek. Postanowił jednak wpierw zobaczyć i zaraz przekonał się, że była to myśl lepsza, albowiem w miarę jak się zbliżał, nieznajomy począł tracić w jego oczach swoje nadzwyczajne rozmiary. Mąż był ogromny i siedział na olbrzymim koniu, roślejszym jeszcze od Zbyszkowego ogiera – ale miary ludzkiej nie przechodził[291 - miary ludzkiej nie przechodził – nie przekraczał wzrostu wysokiego człowieka, nie był olbrzymem. [przypis edytorski]]. Był nadto bez zbroi, w czapce aksamitnej na głowie, mającej kształt dzwona, i w białej płóciennej osłaniającej od kurzu opończy, spod której wyglądała zielona szata. Stojąc na wzgórzu, głowę miał wzniesioną i modlił się. Widocznie też zatrzymał konia dlatego, by skończyć wieczorne pacierze.

„Ej, co mi za Walgierz!” – pomyślał młody chłopak.

Dojechał już tak blisko, że mógłby był dosięgnąć kopią nieznajomego; ów zaś, widząc przed sobą wspaniale uzbrojonego rycerza, uśmiechnął się do niego życzliwie i rzekł:

– Pochwalony Jezus Chrystus!

– Na wieki wieków.

– Zali to nie dwór księżnej mazowieckiej tam w dole?

– Tak jest.

– To z Tyńca jedziecie?

Lecz na to nie było już odpowiedzi, albowiem Zbyszko zdumiał się tak, że nawet nie usłyszał zapytania. Przez chwilę stał jak skamieniały, oczom własnym nie wierząc, gdyż oto na ćwierć stai[292 - staje, stajanie – dawna miara odległości (etymologicznie: dystans, po przebiegnięciu którego koń musi się zatrzymać i odpocząć). [przypis edytorski]] za nieznanym mężem ujrzał kilkunastu konnych żołnierzy, na czele których, ale znacznie naprzód, jechał rycerz przybrany cały w świecącą zbroję, w biały sukienny płaszcz z czarnym krzyżem i w stalowy hełm z przepysznym pawim czubem w grzebieniu.

– Krzyżak! – szepnął Zbyszko.

I na ten widok pomyślał, że modlitwy jego zostały wysłuchane, że Bóg w miłosierdziu swoim zsyła mu takiego Niemca, o jakiego w Tyńcu prosił, że trzeba z łaski boskiej korzystać, więc nie wahając się ani chwili – zanim to wszystko przemknęło mu przez głowę, zanim miał czas ochłonąć ze zdumienia, pochylił się w kulbace[293 - kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]], złożył glewię[294 - glewia – broń drzewcowa z grotem w formie jednosiecznego noża; tu: kopia. [przypis edytorski]] w pół końskiego ucha, wydawszy rodowy okrzyk: „Grady! Grady!” – ruszył co koń wyskoczy na Krzyżaka.

A tamten zdumiał się także, gdyż wstrzymał konia i nie pochylając kopii sterczącej w górę od strzemienia, patrzył przed siebie jakby niepewny, czy w niego godzą.

– Pochyl kopię! – wrzeszczał Zbyszko, wbijając żelazne końce strzemion w boki końskie.

– Grady! Grady!

Przestrzeń dzieląca ich poczęła się zmniejszać. Krzyżak widząc, że napad wymierzony jest naprawdę ku niemu, ściągnął konia, nadstawił broń i już, już kopia Zbyszkowa miała się roztrzaskać o jego piersi, gdy naraz jakaś potężna dłoń przyłamała ją Zbyszkowi przy samym ręku jak zeschłą trzcinę, potem taż sama dłoń ściągnęła cugle[295 - cugle – wodze, lejce. [przypis edytorski]] jego konia z tak straszliwą siłą, aż rumak zarył się wszystkimi czterema nogami w ziemię i stanął jak wkopany.

– Szalony człecze, co czynisz? – ozwał się głęboki, groźny głos – w posła godzisz[296 - w posła godzisz – posła atakujesz. [przypis edytorski]], króla znieważasz!

Zbyszko spojrzał i poznał tegoż samego olbrzymiego męża, który poczytan za Walgierza przestraszył przed chwilą dworskie niewiasty księżny.

– Puszczaj na Niemca! Coś za jeden? – zawołał, chwytając za rękojeść topora.

– Precz z toporem! – na miły Bóg! precz z toporem – mówię – bo z konia zwalę! – zawołał groźniej jeszcze nieznajomy. – Obraziłeś majestat króla i pod sąd pójdziesz.

Po czym zwrócił się ku ludziom, którzy jechali za Krzyżakiem, i krzyknął:

– Bywaj!

Ale tymczasem nadjechał Maćko z twarzą niespokojną i złowrogą. Rozumiał i on jasno, że Zbyszko postąpił jak szalony i że z tej sprawy zgubne dla niego mogą wyniknąć skutki, ale jednak gotów był do bitki. Cały orszak nieznanego rycerza i Krzyżaka wynosił zaledwie piętnastu ludzi, uzbrojonych po części w dzidy, po części w kusze – dwóch więc całkiem pokrytych rycerzy mogło się z nimi potykać nie bez nadziei zwycięstwa. Myślał też Maćko, że jeżeliby w następstwie miał im zagrozić sąd, to może i lepiej uniknąć go, przejechawszy przez tych ludzi, a potem pochować się gdzie, póki burza nie przeminie. Wiec twarz skurczyła mu się zaraz jak paszcza wilka gotowego kąsać i wsparłszy konia między Zbyszka a nieznajomego męża, począł pytać, imając się jednocześnie miecza:

– Coście za jedni? Skąd wasze prawo?

– Prawo moje stąd – odparł nieznajomy – że król mi nad przezpieczeństwem okolicy czuwać rozkazał, a zowią mnie Powała z Taczewa[297 - Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]].

Na te słowa Maćko i Zbyszko spojrzeli na rycerza, a następnie pochowali na wpół już wyciągniętą broń do pochew i pospuszczali głowy. Nie strach ich obleciał, ale pochylili czoła przed głośnym i dobrze sobie znanym nazwiskiem, albowiem Powała z Taczewa, szlachcic znakomitego rodu i pan możny, posiadający liczne ziemie wedle Radomia, był zarazem jednym z najsławniejszych rycerzy w Królestwie. Rybałci opiewali go w pieśniach jako wzór honoru i męstwa, sławiąc jego imię na równi z imieniem Zawiszy z Garbowa[298 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]] i Farureja[299 - Jan Farurej z Garbowa – rycerz, brat Zawiszy Czarnego. [przypis edytorski]], i Skarbka z Góry, i Dobka z Oleśnicy, i Jaśka Naszana, i Mikołaja z Moskorzowa[300 - Mikołaj z Moskorzowa – wspomniany w rozdz. 1 dowódca obrony górnego zamku w Wilnie w r. 1390. [przypis edytorski]], i Zyndrama z Maszkowic[301 - Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]]. W tej chwili przedstawiał on przy tym poniekąd osobę królewską, więc porwać się na niego znaczyło tyle, ile oddać głowę pod topór kata.

Maćko też ochłonąwszy, ozwał się pełnym poszanowania głosem:

– Cześć i pokłon wam, panie, waszej sławie i męstwu.

– Pokłon i wam, panie – odpowiedział Powała – choć wolałbym nie w tak ciężkiej przygodzie uczynić z wami znajomość.

– Czemu to? – spytał Maćko.

A Powała zwrócił się do Zbyszka:

– Cóżeś ty, młodzieniaszku, najlepszego uczynił? Na publicznym gościńcu, pod bokiem królewskim porwałeś się na posła! Zali wiesz, coć za to czeka?

– Porwał się na posła, bo młody i głupi, przeto o uczynek łatwiej mu niż o zastanowienie – rzekł Maćko. – Ale nie osądzicie go surowie, gdy całą sprawę rozpowiem.

– Nie ja go będę sądził. Moja rzecz jeno więzy mu nałożyć…

– Jakże to? – ozwał się Maćko, obrzucając znów ponurym wejrzeniem całą gromadę ludzi.

– Wedle królewskiego rozkazania.

Po tych słowach zapadło milczenie.

– Szlachcic jest – rzekł wreszcie Maćko.

– To niech zaprzysięże na rycerską cześć, że stawi się na wszelki sąd.

– Poprzysięgnę na cześć! – zawołał Zbyszko.

– To dobrze. Jakoże was zowią?

Maćko wymienił nazwisko i herb.

– Jeśliście z dworu księżny Januszowej, to proście jej, by się wstawiła za wami do króla.

– Nie z dworu jesteśmy. Z Litwy od księcia Witolda[302 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]] jedziem. Bogdajeśmy byli nijakiego dworu nie napotkali! Z tego to spotkania przyszło na chłopa nieszczęście.

I tu Maćko począł opowiadać, co się zdarzyło w gospodzie, więc mówił o spotkaniu dworu księżnej i o ślubowaniu Zbyszkowym, ale w końcu chwycił go nagły gniew na Zbyszka, przez którego nierozwagę popadli w tak ciężkie położenie, więc zwróciwszy się do niego, zawołał:

– A bodajeś ty był legł pod Wilnem! Cóżeś ty sobie, warchlaku, myślał?

– Ba – rzekł Zbyszko – po ślubowaniu modliłem się do Pana Jezusa, by mi Niemców przysporzył – i dań[303 - dań (daw.) – danina, dar. [przypis edytorski]] mu obiecałem, więc gdym pawie pióra, a przy nich opończę z czarnym krzyżem ujrzał, zaraz jakowyś głos zawołał we mnie: „Bij w Niemca, bo to cud!” No – i skoczyłem – kto by był nie skoczył?

– Słuchajcie – przerwał Powała. – Nie życzę ja wam złego, bo to widzę jasno, że ów młodzianek więcej przez płochość[304 - płochość (daw.) – lekkomyślność. [przypis edytorski]] przyrodzoną wiekowi niźli przez złość zawinił. Rad bym też zgoła na jego uczynek nie baczyć i pojechać sobie dalej, jakoby się nic nie stało. Ale mógłbym to tylko w takim razie uczynić, gdyby ów komtur obiecał, że się królowi nie poskarży. Proście go o to: może i jemu żal się uczyni wyrostka.

– Wolej pójdę pod sąd, niźlibym się miał Krzyżakowi pokłonić! – zawołał Zbyszko. – Nie przystoi to mojej czci szlacheckiej.

Na to Powała z Taczewa spojrzał na niego surowo i rzekł:

– Źle czynisz. Lepiej od ciebie starsi wiedzą, co przystoi, a co nie przystoi czci rycerskiej. O mnie też ludzie słyszeli, a to ci powiadam, że gdybym taki uczynek popełnił, nie sromałbym się o darowanie winy prosić.

Zbyszko zawstydził się, ale rzuciwszy wokół oczyma, odrzekł:

– Tu ziemia równa, byle ją trochę udeptać. Niźli Niemca przepraszać, wolej[305 - wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]] bym się z nim potykał konną albo pieszą, na śmierć albo niewolę.

– Głupiś! – przerwał Maćko. – Jakże to z posłem będziesz się potykał? Ni tobie z nim, ni jemu z takim chłystkiem!

Tu zwrócił się do Powały:

– Wybaczcie, szlachetny panie. Do reszty rozwydrzyło mi się chłopisko przez wojnę, ale lepiej niech do Niemca nie gada, bo jeszcze by go zwymyślał. Ja będę gadał, ja będę prosił, a jeśliby po skończonym posłowaniu chciał się ów komtur w ogrodzieńcu samowtór[306 - samowtór (daw.) – we dwóch. [przypis edytorski]] potykać, to i ja mu stanę.

– Wielkiego rodu to jest rycerz, który nie każdemu stanie – odrzekł Powała.

– Jakże? Albo to ja pasa i ostróg nie noszę? Mnie choćby i książę może stanąć.

– Prawda jest, ale mu o tym nie mówcie, chybaby sam wspomniał, bo się boję, żeby się na was nie zawziął. No, niech was tam Bóg wspomaga.

– Pójdę za cię oczyma świecić – rzekł do Zbyszka Maćko – ale poczekaj!

I to rzekłszy zbliżył się do Krzyżaka, który zatrzymawszy się o kilka kroków, siedział nieruchomie na swym ogromnym jak wielbłąd koniu, podobny do odlanego z żelaza posągu, i słuchał z największą obojętnością poprzedniej rozmowy. Maćko podczas długich lat wojny nauczył się nieco po niemiecku, wiec począł teraz tłumaczyć komturowi w jego rodowitym języku, co się stało, składać winę na młody wiek i porywczy umysł chłopca, któremu wydawało się, że to sam Bóg zesłał mu rycerza z pawim czubem, a wreszcie prosić o darowanie Zbyszkowi winy.

A twarz komtura ani drgnęła. Sztywny i wyprostowany, z podniesioną głową, spoglądał na mówiącego Maćka swymi stalowymi oczyma tak obojętnie, a zarazem i pogardliwie, jakby spoglądał nie na rycerza i nawet nie na człowieka, ale na kołek w płocie. Włodyka[307 - włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]] z Bogdańca dostrzegł to i lubo[308 - lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]] słowa jego nie przestały być dworne, dusza poczęła się w nim widocznie burzyć; mówił z coraz większym przymusem, a na ogorzałych policzkach pokazały się mu rumieńce. Widocznym było, że wobec tej zimnej pychy walczył ze sobą, by nie zazgrzytać zębami i nie wybuchnąć okropnie.

Powała zaś spostrzegł to i mając dobre serce postanowił mu przyjść w pomoc. I on, szukając za młodych lat na dworach: węgierskim, rakuskim[309 - rakuski (daw.) – austriacki. [przypis edytorski]], burgundzkim[310 - Burgundia – region w centralnej Francji. [przypis edytorski]] i czeskim, różnych rycerskich przygód, które szeroko rozsławiły jego imię, wyuczył się był po niemiecku, wiec teraz ozwał się w tym języku do Maćka głosem pojednawczym i umyślnie żartobliwym:

– Widzicie, panie, że szlachetny komtur mniema, że cała sprawa nawet i słowa jednego niewarta. Nie tylko w naszym Królestwie, ale i wszędzie wyrostkowie bywają niespełna rozumu, ale taki rycerz z dziećmi nie wojuje ni mieczem, ni prawem.

Na to Lichtenstein wydął swe płowe wąsy i nie rzekłszy ani słowa ruszył koniem przed siebie, pomijając Maćka i Zbyszka.

A im gniew szalony począł podnosić włosy pod hełmami, a ręce drżały im ku mieczom.

– Czekaj, krzyżacka mać – mówił przez zaciśnięte zęby starszy rycerz z Bogdańca – teraz ja ci będę ślubował i znajdę cię, byleś posłować przestał.

Lecz Powała, któremu serce poczęło również zapływać krwią, rzekł:

– To potem. Niech teraz księżna przemówi za wami, bo inaczej gorze chłopcu[311 - gorze chłopcu (daw.) – źle z chłopcem. [przypis edytorski]].

To rzekłszy, pojechał za Krzyżakiem, zatrzymał go i przez czas jakiś rozmawiali z ożywieniem. I Maćko, i Zbyszko zauważyli, że rycerz niemiecki nie spoglądał jednakże na Powałę z twarzą tak dumną jak na nich – a to ich do większej jeszcze złości przywiodło. Po chwili Powała zawrócił ku nim i poczekawszy chwilę, by się Krzyżak oddalił, rzekł im:

– Mówiłem za wami, ale to nieużyty człek. Powiada, że tylko w takim razie się nie poskarży, jeśli uczynicie to, czego będzie chciał…

– Czego chce?

– Powiedział tak: „Ja zatrzymam się, by księżnę mazowiecką powitać: niech, prawi, nadjadą, niech zlezą z koni, niech zdejmą hełmy – i z ziemi, z gołymi głowami mnie proszą, wówczas odpowiem”.

Tu spojrzał Powała bystro na Zbyszka i dodał:

– Ciężko to ludziom szlachetnego rodu… rozumiem – ale muszę cię przestrzec, że jeśli tego nie uczynisz, kto wie, co cię czeka: może katowski miecz.

Twarze Maćka i Zbyszka uczyniły się jakby kamienne. Nastało znów milczenie.

– No i co? – spytał Powała.

A Zbyszko odrzekł spokojnie i z taką powagą, jakby mu przez tę jedną chwilę dwadzieścia lat przybyło:

– A cóż! Moc boska nad ludźmi!

– Jak to?

– Tak, że chociażbym miał dwie głowy i choćby mi kat obydwie miał uciąć – jedną mam cześć, której mi pohańbić nie wolno.

Na to spoważniał Powała i zwróciwszy się do Maćka, spytał jeszcze:

– A wy co powiadacie?

– Ja powiadam – odrzekł posępnie Maćko – żem tego chłopa od małości wypiastował[312 - wypiastować – wychować. [przypis edytorski]]… Na nim też stoi nasz ród, bom stary – ale tego on uczynić nie może, choćby miał sczeznąć.

Tu sroga twarz poczęła mu drgać i nagle miłość do bratanka wybuchneła w nim z taką siłą, że chwycił go w swoje okute żelazem ręce i począł wołać:

– Zbyszku! Zbyszku!

A młody rycerz aż zadziwił się i oddawszy stryjcowi uścisk, rzekł:

– Aj! tom nie wiedział, że mnie tak miłujecie!…

– Widzę, żeście prawi[313 - prawy (daw.) – prawdziwy. [przypis edytorski]] rycerze – rzekł wzruszony Powała – a skoro młody przysiągł mi na cześć, że się stawi, to go nie będę więził; takim jak wy ludziom można zaufać. Bądźcie też dobrej myśli. Niemiec w Tyńcu z dzionek zabawi, więc ja króla prędzej obaczę i tak mu sprawę opowiem, żeby go jak najmniej rozsierdzić. Szczęście, żem zdążył kopię przyłamać – wielkie szczęście!

Lecz Zbyszko rzekł:

– Jeśli już koniecznie mam głowę dać, to niechbym miał przynajmniej tę uciechę, żem Krzyżakowi gnaty połamał.

– Że też to swojej czci potrafisz bronić, a tego nie rozumiesz, że na cały nasz naród hańbę byś ściągnął! – odparł niecierpliwie Powała.

– Rozumieć, to ja rozumiem – rzekł Zbyszko – ale dlatego mi i żal…

Powała zaś zwrócił się do Maćka:

– Wiecie, panie, jeśli temu wyrostkowi uda się jakowym sposobem wykręcić, powinniście mu kaptur na głowę założyć, jako czynią sokołom. Inaczej nie skończy on własną śmiercią[314 - nie skończy on własną śmiercią – sens: umrze śmiercią gwałtowną, zapewne na skutek wyroku sądu. [przypis edytorski]].

– Udałoby się mu wykręcić, gdybyście wy, panie, chcieli zataić przed królem to, co się przygodziło.

– A z Niemcem cóż uczynim? Języka mu przecież na węzeł nie zawiążę.

– Prawda! Prawda!…

Tak rozmawiając, ruszyli z powrotem ku dworowi księżny. Słudzy Powały, którzy przedtem pomieszani byli z ludźmi Lichtensteina, jechali teraz za nimi. Z daleka widać było wśród mazowieckich czapek chwiejące się w powiewie pawie pióra Krzyżaka i jego jasny, świecący w słońcu hełm.

– Dziwna to jest natura krzyżacka – ozwał się jakby w zamyśleniu rycerz z Taczewa. – Gdy z Krzyżakiem źle, będzie ci wyrozumiały jak franciszkanin, pokorny jak jagnię i słodki jak miód – tak że lepszego na świecie nie znajdzie. Ale niech jeno poczuje za sobą moc – nikt ci się więcej nie napuszy i u nikogo nie znajdziesz mniej zmiłowania. Widać Pan Jezus dał im krzemienie zamiast serc. Przypatrywałem ja się przeróżnym narodom i nieraz widziałem, jako prawy rycerz oszczędzi drugiego, który jest słabszy, mówiąc sobie: „Nie przybędzie mi czci, skoro leżącego potratuję”. A Krzyżak wtedy właśnie najzawziętszy. Dzierżże[315 - dzierżyć – trzymać. [przypis edytorski]] go za łeb i nie puszczaj, bo inaczej gorze[316 - gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]] ci! Oto i ów poseł! – zaraz chciał nie tylko waszego przeproszenia, ale i waszej hańby. Ale rad jestem, że tego nie będzie.

– Niedoczekanie jego! – zawołał Zbyszko.

– Miarkujcie też, żeby frasunku po was nie poznał, bo zaraz by się ucieszył.

Po tych słowach dojechali do orszaku i połączyli się z dworem księżny.

Poseł krzyżacki ujrzawszy ich, przybrał natychmiast wyraz pychy i wzgardy, lecz oni zdawali się go wcale nie widzieć. Zbyszko stanął od strony Danusi i jął wesoło mówić jej, że ze wzgórza widać już dobrze Kraków, Maćko zaś opowiadał jednemu z rybałtów o nadzwyczajnej sile pana z Taczewa, który przyłamał kopię w ręku Zbyszka jak suchy badyl.

– A po coże ją przyłomił? – spytał rybałt.

– Bo się chłopak do Niemca złożył, ale jeno dla śmiechu.

Rybałtowi, który był szlachcic i człek obyty, nie wydał się taki żart zbyt przystojnym[317 - przystojny (daw.) – odpowiedni, właściwy. [przypis edytorski]], ale widząc, że Maćko mówi o nim lekko, nie brał go także do serca. Tymczasem Niemca poczęło takie zachowanie się korcić. Raz i drugi spojrzał na Zbyszka, potem na Maćka: wreszcie zrozumiał, że z koni nie zsiędą i że umyślnie na niego nie zważają. Wówczas błysnęło mu coś w oczach jakby stalą – i zaraz począł się żegnać…

W chwili zaś gdy ruszył, pan z Taczewa nie mógł się powstrzymać i rzekł mu na rozstaniu:

– Jedźcie śmiele, mężny rycerzu. Kraj to spokojny i nikt na was nie napadnie, chyba jakowy dzieciak krotofilny[318 - krotofilny (daw.) – skłonny do żartów; krotochwila – farsa, żartobliwy utwór sceniczny bądź żart, dowcip. [przypis edytorski]]…

– Choć dziwne są obyczaje w tym kraju, nie obrony, ale towarzystwa waszego szukałem – odparł Lichtenstein – jakoż tuszę[319 - tuszyć (daw.) – mieć nadzieję. [przypis edytorski]], że się jeszcze spotkamy i na tutejszym dworze, i gdzie indziej…

W ostatnich słowach brzmiała jakby ukryta groźba, dlatego Powała odrzekł poważnie:

– Bóg to da…

To powiedziawszy, skłonił się i odwrócił, po czym wzruszył ramionami i rzekł półgłosem, tak jednak, aby go najbliżsi słyszeli:

– Chuchraku! Zdjąłbym cię z kulbaki ostrzem kopii i przez trzy pacierze dzierżył w powietrzu!

I począł rozmawiać z księżną, którą znał dobrze. Anna Danuta pytała go, co robi na gościńcu, on zaś oznajmił jej, że jeździ z królewskiego rozkazania, by utrzymać bezpieczeństwo w okolicy, w której z powodu wielkiej liczby gości ściągających zewsząd do Krakowa, łatwo jakowaś zwada zdarzyć się może. I na dowód przytoczył to, czego przed chwilą sam był świadkiem. Pomyślawszy jednak, że o orędownictwo księżny za Zbyszkiem dość będzie czasu prosić wówczas, gdy okaże się tego potrzeba, nie nadawał zajściu zbyt wielkiego znaczenia, nie chcąc psuć wesołości. Jakoż księżna śmiała się nawet ze Zbyszka, że mu tak pilno było do pawich czubów – inni zaś, dowiedziawszy się o przyłamaniu kopii, podziwiali pana z Taczewa, że tak łatwo to jedną ręką uczynił…

On zaś chełpliwym nieco będąc, cieszył się w sercu, że go sławią, i sam wreszcie począł opowiadać o swoich czynach, które głośnym uczyniły imię jego szczególniej w Burgundii, na dworze Filipa Śmiałego. Raz on tam w czasie turnieju chwycił, po skruszeniu kopii, pewnego rycerza ardeńskiego wpół, wywlókł go z kulbaki i wyrzucił na wysokość kopii w górę, chociaż Ardeńczyk cały był w żelazo zakuty. Filip Śmiały ofiarował mu za to złoty łańcuch, a księżna aksamitny trzewiczek, który on odtąd na hełmie nosi.

Słysząc to, wszyscy wpadli w wielkie zdumienie, z wyjątkiem Mikołaja z Długolasu, który rzekł:

– Nie ma już w dzisiejszych zniewieściałych czasach takich mężów, jacy bywali za mojej młodości, albo takich, o jakich ojciec mój mi opowiadał. Zdarzy się teraz szlachcicowi rozedrzeć pancerz, naciągnąć kuszę bez korby albo skręcić między palcami tasak żelazny, to się już mocarzem powiada i nad innych się wynosi. A drzewiej czyniły to i dziewki.

– Nie przeciwię ja się temu, że dawniej byli ludzie tężsi – odpowiedział Powała – ale znajdą się i dziś chłopy krzepkie. Mnie Pan Jezus siły w kościach nie poskąpił, wszelako nie powiadam się najmocniejszym w tym Królestwie. Widziałeś waść kiedy Zawiszę z Garbowa? Ten by mnie zmógł[320 - zmóc – pokonać. [przypis edytorski]].

– Widziałem. Bary u niego tak szerokie jak wał od krakowskiego dzwonu.

– A Dobko z Oleśnicy? Raz on na turnieju, który Krzyżacy w Toruniu wyprawili, rozciągnął dwunastu rycerzy z wielką chwałą dla siebie i dla naszego narodu…

– Ale nasz Mazur Staszko Ciołek tęższy był, panie, i od was, i od Zawiszy, i od Dobka. Powiadali o nim, że wziąwszy w garść świeży kołek, sok z niego wyciskał.

– Sok ja też wycisnę! – zawołał Zbyszko.

I nim go kto poprosił o próbę, skoczył na brzeg drogi, udarł sporą gałąź z drzewa, a następnie ścisnął ją za koniec w oczach księżny i Danusi tak silnie, że sok począł istotnie kapać kroplami na drogę.

– Aj, Jezu! – zawołała na ten widok Ofka z Jarząbkowa – nie chadzajże na wojnę, bo szkoda by była, żeby taki zginął przed ożenkiem…

– Szkoda by! – powtórzył zasępiwszy się nagle Maćko.

Lecz Mikołaj z Długolasu począł się śmiać, a z nim i księżna. Inni wszeko wychwalali w głos siłę Zbyszkową, że zaś w owych czasach żelazną rękę ceniono nad wszystkie inne przymioty, więc panny wołały na Danuśkę: „Raduj się!” – ona zaś rada była, chociaż nie rozumiała dobrze, co jej przyjść może z tego kawałka wyciśniętego drzewa. Zbyszko, zapomniawszy całkiem o Krzyżaku, spoglądał tak górnie, iż Mikołaj z Długolasu, pragnąc przywieść go do pomiarkowania, rzekł:

– Próżno byś puszył siłą, bo są lepsi od ciebie. Jam tego nie widział, ale ojciec mój był świadkiem czegoś lepszego, co przygodziło się[321 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]] na dworze Karola, cesarza rzymskiego. Pojechał do niego w odwiedziny nasz król Kazimierz z wielu dworzany, między którymi był właśnie i ów słynny z mocy Staszko Ciołek, syn wojewody Andrzeja. Pocznie się tedy raz chełpić cesarz, że ma między swoimi ludźmi pewnego Czecha, który niedźwiedzia wpół obłapiwszy, na miejscu go udusi. Dopieroż wyprawili widowisko i Czech dwóch niedźwiedzi po kolei udusił. Bardzo się tym zafrasował nasz król, żeby ze wstydem nie odjechać, i rzeknie: „Ale mój Ciołek nie da mu się pohańbić”. Naznaczyli, że za trzy dni będą się zmagać. Nazjeżdżało się pań i rycerzy znacznych, a po trzech dniach chycili[322 - chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]] się Czech z Ciołkiem na zamkowym dworzyszczu; ale niedługo tego było, bo ledwie się objęli, przełomił Ciołek Czechowi krzyż, pokruszył wszystkie żebra i dopiero nieżywego, z wielką chwałą królewską, z rąk wypuścił. Tenże, przezwan od tej pory Łomignatem, raz dzwon wielki na wieżę sam jeden zaniósł, którego dwudziestu mieszczan z miejsca ruszyć nie mogło.

– A ile mu było roków[323 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]]? – pytał Zbyszko.

– Młody był!

Tymczasem Powała z Taczewa, jadąc po prawej stronie przy księżnie, pochylił się wreszcie do jej ucha i powiedział całą prawdę o ważności przygody, a zarazem prosił ją, by go poparła, gdy się będzie wstawiał za Zbyszkiem, który ciężko może za swój postępek odpowiadać. Księżna, której się Zbyszko podobał, przyjęła tę wiadomość ze smutkiem i zaniepokoiła się bardzo.

– Biskup krakowski rad mnie widzi – rzekł Powała – to może go uproszę i królowę też, ale im więcej będzie orędowników, tym będzie dla młodziaszka lepiej…

– Byle królowa za nim się ujęła, włos mu z głowy nie spadnie – rzekła Anna Danuta – bo król ją i za świątobliwość, i za wiano czci wielce, a szczególniej teraz, gdy zdjęta jest z niej hańba bezpłodności. Ale jest przecie w Krakowie umiłowana siostra królewska księżna Ziemowitowa[324 - Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]] – do niej się udajcie. Ja też uczynię, co będę mogła, ale ona mu rodzona, a ja stryjeczna.

– Kocha król i was, miłościwa pani.

– Ej, nie tak – odrzekła z pewnym smutkiem księżna – dla mnie ogniwko, dla niej cały łańcuch; dla mnie liszka[325 - liszka – tu: futro ze skór lisich. [przypis edytorski]], dla niej soból. Nikogo z rodzonych nie miłuje król tak jak Aleksandrę. Nie ma takiego dnia, żeby z próżnymi rękoma odeszła…

Tak rozmawiając, zbliżyli się do Krakowa. Gościniec, rojny od samego Tyńca, zaroił się jeszcze bardziej. Spotykali ziemian ciągnących do miasta na czele pachołków, czasem w zbrojach, czasem w letnich szatach i słomianych kapeluszach. Niektórzy jechali konno, niektórzy koleśno[326 - koleśno (daw.) – w kolasach; kolasa to odkryty powóz konny bez resorów. [przypis edytorski]], z żonami i córkami, które chciały widzieć zapowiadane z dawna gonitwy. Miejscami cały gościniec zawalony był przez wozy kupców, którym nie wolno było omijać Krakowa, by nie pozbawić miasta licznych opłat[327 - którym nie wolno było omijać Krakowa, by nie pozbawić miasta licznych opłat – niektóre miasta posiadały w średniowieczu przywilej, określany jako „prawo składu”, zgodnie z którym kupcy nie mogli ich omijać, lecz przez określony czas musieli wystawiać tam swój towar na sprzedaż. [przypis edytorski]]. Wieziono na tych wozach sól, wosk, zboża, ryby, skóry bydlęce, konopie, drzewo. Inne szły z miasta ładowne suknem, beczkami piwa i przeróżnym miejskim towarem. Kraków było już widać dobrze: ogrody królewskie, pańskie i mieszczańskie, otaczające zewsząd miasto, za nimi mury i wieże kościołów. Im było bliżej, tym ruch czynił się większy, a przy bramach trudno było wśród ogólnego skrzętu[328 - skrzęt (daw.) – krzątanina, ruch. [przypis edytorski]] przejechać.

– To miasto! nie masz chyba takiego drugiego na świecie – rzekł Maćko.

– Zawsze jakoby jarmark – odrzekł jeden z rybałtów. – Dawnoście tu byli, panie?

– Dawno. I dziwuję się, jakobym je pierwszy raz widział, gdyż z dzikich krajów przyjeżdżamy.

– Mówią, że Kraków okrutnie urósł od króla Jagiełły[329 - Władysław II Jagiełło – (ok. 1362–1434), syn wlk. księcia Olgierda, wielki książę litewski, król Polski od małżeństwa z Jadwigą (1386). Dwukrotnie ochrzczony (przez matkę Juliannę w obrządku wschodnim i przez biskupów polskich przed ślubem w obrządku łacińskim), osobiście dowodził w bitwie pod Grunwaldem. [przypis edytorski]].

Była to prawda: od czasu wstąpienia na tron wielkiego księcia Litwy niezmierzone kraje litewskie i ruskie otwarte zostały dla krakowskiego handlu, wskutek czego miasto z dnia na dzień porastało w ludność, w dostatki, w budowle – i czyniło się jednym ze znaczniejszych w świecie…

– Krzyżackie miasta też zacne – ozwał się znów gruby rybałt.

– By jeno się do nich dostać – odpowiedział Maćko. – Byłby łup godny!

Lecz Powała myślał o czym innym, mianowicie, że młody Zbyszko, który tylko przez głupią zapalczywość zawinił, idzie jednak jak wilkowi w gardziel. Pan z Taczewa, srogi i zawzięty w czasie wojny, miał jednak w swych potężnych piersiach prawdziwie gołębie serce – że zaś lepiej rozumiał od innych, co winowajcę czeka, więc zdjęła go nad nim litość…

– Waguję się[330 - wagować się (daw.) – wahać się, zastanawiać się. [przypis edytorski]] i waguję – rzekł znów do księżny – czy mówić królowi, co się stało, czy nie mówić. Jeśli Krzyżak się nie poskarży, to i nijakiej sprawy nie będzie, ale jeśli się ma skarżyć, to może by lepiej wszystko pierwej powiedzieć, by pan nagłym gniewem nie zagorzał…

– Krzyżak jak może kogo zgubić, to zgubi – odrzekła księżna – ale ja przedtem rzekę młodzieńcowi, żeby do naszego dworu przystał. Może też król nie tak srodze dworzanina naszego ukarze.

To rzekłszy, zawołała Zbyszka, który dowiedziawszy się, o co idzie, zeskoczył z konia, podjął ją pod nogi i z największą radością zgodził się być jej dworzaninem, nie tyle dla większego bezpieczeństwa, ile dlatego, że w ten sposób mógł blisko Danusi pozostać…

Powała zaś spytał tymczasem Maćka:

– A gdzie zamieszkacie?

– W gospodzie.

– W gospodach z dawna nie masz żadnego miejsca.

– To pójdziem do kupca znajomka. Amyleja, może nas przenocuje…

– A ja wam powiem tak: pójdźcie w gościnę do mnie. Bratanek wasz mógłby z dworzany[331 - z dworzany – dziś popr.: z dworzanami. [przypis edytorski]] księżny na zamku zamieszkać, ale lepiej mu będzie nie być królowi pod ręką. Co się w pierwszym gniewie uczyni, tego się w drugim nie uczyni. Pewnie się przy tym rozdzielicie dostatkiem, wozami i służbą, a na to potrzeba czasu. Wiecie! – dobrze wam u mnie będzie i przezpiecznie[332 - przezpiecznie – dziś popr.: bezpiecznie. [przypis edytorski]].

Maćko, lubo[333 - lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]] zaniepokoił się trochę tym, że Powała tak o ich bezpieczeństwie myśli, podziękował z wielką wdzięcznością i wjechali do miasta. Lecz tu obaj ze Zbyszkiem zapomnieli znów na chwilę o troskach na widok cudów, które ich otoczyły. Na Litwie i na pograniczu widzieli tylko pojedyncze zamki, a z miast znaczniejszych jedno Wilno – źle pobudowane i spalone, całe w popiele i gruzach, tu zaś kamienice kupieckie częstokroć okazalsze były od tamtejszego wielkoksiążęcego zamku. Wiele domów było wprawdzie drewnianych, ale i te dziwiły wyniosłością ścian i dachów oraz oknami ze szklanych gomółek[334 - gomółka – niewielka, okrągła szybka. [przypis edytorski]] pooprawianych w ołów, które odbijały tak blaski zachodzącego słońca, że można było mniemać, iż w domu jest pożar. W ulicach bliższych rynku pełno było jednak dworzyszcz[335 - dworzyszcze (daw.) – gmach, okazały budynek. [przypis edytorski]] z czerwonej cegły albo zgoła[336 - zgoła (daw.) – nawet. [przypis edytorski]] kamiennych, wysokich, ozdobionych przystawkami i czarnym krzyżowaniem[337 - krzyżowanie – dekoracja architektoniczna w postaci krzyżujących się belek na fasadzie budynku. [przypis edytorski]] po ścianach. Stały jedne obok drugich jak żołnierze w szyku, niektóre szerokie, drugie wąskie na dziewięć łokci[338 - łokieć – dawna miara długości, w przybliżeniu odległość od stawu łokciowego do dłoni, ok. 55-77 cm. [przypis edytorski]], ale strzeliste, ze sklepionymi sieniami – często ze znakiem Bożej Męki lub z obrazem Najświętszej Panny nad bramą. Były ulice, na których widać było dwa szeregi domów, nad nimi pas nieba, na dole drogę całkiem wymoszczoną kamieniami, a po obu bokach, jak okiem dojrzeć, składy[339 - skład – tu: sklep. [przypis edytorski]] i składy – sowite[340 - sowity (daw.) – obfity, bogaty. [przypis edytorski]] – pełne najprzedniejszych[341 - najprzedniejszy (daw.) – najlepszy, najwyższej jakości. [przypis edytorski]], częstokroć dziwnych albo zupełnie nieznanych towarów, na które przywykły do ciągłej wojny i brania łupu Maćko spoglądał jednak nieco łakomym okiem. Lecz w jeszcze większy podziw wprowadziły obydwóch gmachy publiczne: kościół Panny Marii w Rynku, sukiennice, ratusz z olbrzymią piwnicą, w której sprzedawano piwo świdnickie, dżinghus, toż inne kościoły, toż składy sukna, toż ogromne mercatorium[342 - mercatorium (z łac.) – dom kupców. [przypis edytorski]] przeznaczone dla kupców zagranicznych, toż budynek, w którym zamykano wagę miejską, toż postrzygalnie, łaźnie, topnie miedzi, topnie wosku, złota i srebra, browary, całe góry beczek koło tak zwanego Schrotamtu[343 - Schrotamt – urząd przeładunku beczek winnych. [przypis edytorski]] – słowem, dostatki i bogactwa, których nie obyty z miastem człowiek, choćby zamożny właściciel „grodku”, wyobrazić sobie nawet nie umiał…

Powała zaprowadził Maćka i Zbyszka do swego domostwa przy ulicy Św. Anny, kazał im dać izbę obszerną, polecił ich swym giermkom, sam zaś udał się na zamek, z którego wrócił na wieczerzę dość późną nocą. Wraz z nim przybyło kilku jego przyjaciół – i używając obficie na winie i mięsie ucztowali wesoło, sam tylko gospodarz był jakiś zatroskany – a gdy wreszcie goście porozchodzili się do domów, rzekł do Maćka:

– Gadałem z jednym kanonikiem, biegłym w piśmie i w prawie, któren powiada, że zniewaga posła to sprawa gardłowa[344 - sprawa gardłowa – sprawa, w której grozi kara śmierci. [przypis edytorski]]. Proścież tedy Boga, by się Krzyżak nie skarżył…

Usłyszawszy to obaj rycerze, lubo przy uczcie przebrali nieco miarę, jednakże udali się na spoczynek nie z tak już wesołym sercem. Maćko nie mógł nawet zasnąć i po niejakim czasie, gdy się już pokładli, ozwał się do bratańca:

– Zbyszku?

– A co?

– Bo tak pomiarkowawszy wszystko, myślę wszelako[345 - wszelako (daw.) – jednak. [przypis edytorski]], że ci głowę utną.

– Myślicie? – spytał Zbyszko sennym głosem.

I obróciwszy się do ściany, zasnął smaczno, gdyż był utrudzon drogą…




Rozdział piąty


Nastepnego dnia obaj rycerze z Bogdańca wraz z Powałą[346 - Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]] udali się na ranną mszę do katedry, tak dla nabożeństwa, jak i dlatego, by widzieć dwór i gości, którzy schodzili się na zamek. Jakoż po drodze już Powała spotkał mnóstwo znajomych, a między nimi wielu rycerzy sławnych w kraju i za granicą, na których z podziwem patrzył młody Zbyszko, obiecując sobie w duszy, że jeśli sprawa z Lichtensteinem ujdzie mu na sucho, to będzie się starał im wyrównać w męstwie i we wszystkich cnotach. Jeden z tych rycerzy, Toporczyk, krewny kasztelana krakowskiego, powiedział im nowinę o powrocie z Rzymu Wojciecha Jastrzębca[347 - Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski (1412–1423) i poznański (1399–1412), kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]], scholastyka, który jeździł do papieża Bonifacego IX[348 - Bonifacy IX – Pietro Tomacelli (ok. 1350–1404), papież od 1389, poparł Polskę, gdy walczyła z krzyżakami. [przypis edytorski]] z listem królewskim, zapraszającym na chrzciny do Krakowa. Bonifacy przyjął zaprosiny, a jakkolwiek wyraził wątpliwość, czy będzie mógł przybyć własną osobą, upoważnił posła, aby w jego imieniu trzymał do chrztu mające się narodzić dziecię, a zarazem prosił, by w dowód osobliwszej jego miłości dla obojga królestwa dziecku nadano imię Bonifacy lub Bonifacja.

Mówiono także o bliskim przyjeździe króla węgierskiego Zygmunta i spodziewano się go na pewno. Zygmunt bowiem przyjeżdżał i proszony, i nieproszony, zawsze gdy zdarzyła się sposobność jakowychś odwiedzin, uczt i gonitw[349 - gonitwy – tu: turniej rycerski. [przypis edytorski]], w których z zamiłowaniem brał udział, pragnąc zasłynąć po świecie i jako władca, i jako śpiewak, i jako jeden z pierwszych rycerzy. Powała, Zawisza z Garbowa[350 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]], Dobko z Oleśnicy, Naszan i inni podobnej miary mężowie z uśmiechem wspominali sobie, jako za poprzednich bytności Zygmunta król Władysław prosił ich po cichu, aby na turnieju nie nacierali zbyt ostro i oszczędzali „węgierskiego gościa”, którego znana w świecie próżność była tak wielka, że w razie niepowodzenia wyciskała mu łzy z oczu. Lecz największe zajęcie między rycerstwem budziły sprawy Witoldowe[351 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]]. Rozpowiadano cuda o wspaniałości owej kolebki, ulanej ze szczerego srebra, którą od Witolda i żony jego Anny przywieźli w darze kniazie i bojarzyni[352 - bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]] litewscy. Potworzyły się, jako zwykle przed nabożeństwem, gromadki ludzi opowiadające sobie nowiny. W jednej z nich Maćko, posłyszawszy o kolebce, zabrał głos i opisywał kosztowność daru, ale więcej jeszcze opowiadał o zamierzonej ogromnej wyprawie Witolda przeciw Tatarom, gdyż zarzucano go o nią pytaniami. Wyprawa była prawie gotowa, albowiem ogromne wojska ruszyły już na wschód Rusi; gdyby się zaś udała, rozciągnęłaby zwierzchnictwo króla Jagiełły[353 - Władysław II Jagiełło – (ok. 1362–1434), syn wlk. księcia Olgierda, wielki książę litewski, król Polski od małżeństwa z Jadwigą (1386). Dwukrotnie ochrzczony (przez matkę Juliannę w obrządku wschodnim i przez biskupów polskich przed ślubem w obrządku łacińskim), osobiście dowodził w bitwie pod Grunwaldem. [przypis edytorski]] niemal na pół świata, aż do nieznanych głębin azjatyckich, po granice Persji i brzegi Aralu[354 - Aral – Jezioro Aralskie, dawniej określane jako morze, leżące w dzisiejszym Kazachstanie i Uzbekistanie. [przypis edytorski]]. Maćko, który poprzednio był blisko osoby Witolda i mógł znać jego zamiary, umiał o nich rozpowiadać dokładnie, a nawet i tak wymownie, że zanim zadzwoniono na mszę, przed wschodami[355 - wschody (daw.) – schody. [przypis edytorski]] katedry utworzył się naokół niego krąg ciekawych. Szło – mówił – po prostu o wyprawę krzyżową[356 - wyprawa krzyżowa – tu: wyprawa wojenna przeciw poganom, mająca zmusić ich siłą do chrztu. Określenie to stosowano w szczególności wobec krucjat, mających na celu zdobycie na muzułmanach miejsca narodzin Chrystusa. W szerszym sensie odnosiło się także do innych walk z niechrześcijanami. [przypis edytorski]]. Sam Witold, chociaż go piszą wielkim kniaziem, rządzi przecie Litwą z ramienia Jagiełły i jest tylko wielkorządcą, zasługa wiec spadnie na króla. I co za chwała będzie dla nowo ochrzczonej Litwy i dla potęgi Polski, gdy połączone wojska poniosą Krzyż w takie strony, w których, jeśli wspominają imię Zbawiciela, to chyba dlatego, by mu bluźnić, i w których nie postała dotąd noga Polaka ni Litwina! Wypędzony Tochtamysz[357 - Tochtamysz – (zm. 1406) chan tatarskiej Złotej Ordy w latach 1380–1395, pokonany przez Timura zbiegł na Litwę, skąd bezskutecznie starał się odzyskać władzę. [przypis edytorski]], gdy go polskie i litewskie wojska posadzą na nowo na utraconym kapczackim[358 - tron kapczacki – władza nad Ordą Kipczacką, szerzej znaną jako Złota Orda. Było to dawne państwo mongolsko-tatarskie w okolicach gór Kaukazu i dorzecza Wołgi. Orda stanowiła coś pośredniego między zmilitaryzowanym państwem a formą organizacji wojskowej. [przypis edytorski]] tronie, uzna się „synem” króla Władysława i jako obiecał, wraz z całą Złotą Ordą[359 - Złota Orda – dawne państwo mongolsko–tatarskie w okolicach gór Kaukazu i dorzecza Wołgi. Orda była czymś pośrednim między zmilitaryzowanym państwem a formą organizacji wojskowej. [przypis edytorski]] pokłoni się Krzyżowi.

Słuchano z natężeniem tych słów, lecz wielu nie wiedziało dobrze, o co chodzi, komu Witold ma pomagać, przeciw komu wojować – więc niektórzy poczęli pytać:

– Powiadajcie wyraźnie, z kim wojna?

– Z kim? Z Tymurem Chromym[360 - Timur Chromy – znany też jako Tamerlan, (1336–1405), chan Złotej Ordy i twórca wielkiego mongolsko–tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]] – odrzekł Maćko.

Nastała chwila milczenia. O uszy rycerstwa zachodniego odbijały się wprawdzie niejednokrotnie nazwy Ord Złotych, Sinych, Azowskich i rozmaitych innych, ale sprawy tatarskie i wojny domowe między pojedynczymi Ordami nie były mu dobrze wiadome. Natomiast nie znalazłbyś ani jednego człowieka w ówczesnej Europie, który by nie słyszał o straszliwym Tymurze Chromym, czyli Tamerlanie, którego imię powtarzano z niemniejszą trwogą niż niegdyś imię Attyli. Był to przecie „pan świata” i „pan czasów” – władca dwudziestu siedmiu zawojowanych państw, władca Rusi Moskiewskiej[361 - władca Rusi Moskiewskiej – tereny dzisiejszej Rosji (Ruś Moskiewska) i Ukrainy (Ruś Kijowska) były w średniowieczu pod władzą Tatarów. [przypis edytorski]], władca Sybiru, Chin po Indie, Bagdadu, Ispahanu, Aleppu[362 - Aleppo – miasto na skraju Pustyni Syryjskiej. [przypis edytorski]], Damaszku[363 - Damaszek – stolica Syrii. [przypis edytorski]] – którego cień padał przez piaski arabskie na Egipt a przez Bosfor na Cesarstwo Greckie – tępiciel ludzkiego rodzaju, potworny budowniczy piramid z czaszek ludzkich, zwycięzca we wszystkich bitwach, niezwyciężony w żadnej, „pan dusz i ciał”. Tochtamysz przez niego posadzon jest na tronie Złotej i Sinej Ordy – i uznan „synem”. Lecz gdy władztwo jego rozciągnęło się od Aralu do Krymu, przez więcej ziem, niż ich było w reszcie Europy, „syn” chciał być władcą niepodległym – za co „jednym palcem” strasznego ojca pozbawion tronu uciekł do litewskiego rządcy, wzywając go o pomoc. Jego to właśnie zamierzył Witold wprowadzić na powrót na państwo, ale aby to uczynić, trzeba się było wpierw zmierzyć ze światowładnym Kulawcem.

Z tego też powodu imię jego silne na słuchaczach sprawiło wrażenie – i po chwili milczenia jeden z najstarszych rycerzy, Wojciech z Jagłowa, rzekł:

– Nie z byle kim sprawa.

– A o byle co – ozwał się roztropnie Mikołaj z Długolasu. – Bo czy tam za dziesiątą ziemią będzie Tochtamysz, czy jakowyś Kutłuk panował synom Beliala[364 - synowie Beliala – przen. poganie; Belial a. Baal – bożek pogański wspominany w Starym Testamencie. [przypis edytorski]], cóż nam z tego przyjdzie?

– Tochtamysz wiarę chrześcijańską by przyjął – odpowiedział Maćko.

– Przyjąłby albo nie przyjął. Zali można psubratom wierzyć, którzy Chrystusa nie wyznawają? – Lecz dla imienia Chrystusowego godzi się polec – odparł Powała.

– I dla czci rycerskiej – dodał Toporczyk, krewny kasztelana. – Są przecie między nami tacy, którzy pójdą. Pan Spytko z Melsztyna[365 - Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]] młodą ma żonę i umiłowaną, a dlatego już do kniazia Witolda pociągnął.

– Bo i nie dziwno – wtrącił Jaśko z Naszan – choćbyś miał najbezecniejszy grzech na duszy, odpust[366 - odpust – w religii katolickiej darowanie bądź zmniejszenie kary za grzechy, które zostały już odpuszczone. [przypis edytorski]] za taką wojnę pewny i zbawienie pewne.

– A sława po wieki wieków – rzekł znów Powała z Taczewa. – Jak wojna, to wojna, a że nie byle z kim, to lepiej. Tymur świat zawojował i ma dwadzieścia siedem królestw pod sobą. Toż by była chwała dla naszego narodu, żebyśmy go starli.

– Dlaczegoby nie? – odrzekł Toporczyk – choćby i sto królestw posiadał, niech się go inni boją, ale nie my! Godnie mówicie! Skrzyknąć by jeno z dziesięć tysięcy kopijników[367 - kopijnicy – ciężka jazda uzbrojona w kopie i miecze. [przypis edytorski]] dobrych – to i świat przejdziem.

– A któryż naród ma Chromego[368 - Chromy – przydomek Timura (Tamerlana) (1336-1405), chana Złotej Ordy i twórcy wielkiego mongolsko–tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]] pokonać, jeśli nie nasz?…

Tak rozmawiali rycerze, a Zbyszko aż się zdziwił, że przedtem nigdy nie przyszła mu ochota pociągnąć z Witoldem w dzikie stepy… Ale za czasu pobytu w Wilnie chciało mu się widzieć Kraków, dwór, wziąć udział w gonitwach rycerskich, a teraz pomyślał, że tu znaleźć może niesławę i sąd, tam zaś w najgorszym razie znalazłby śmierć pełną chwały…

Lecz stuletni Wojciech z Jagłowa, któremu ze starości trzęsła się już szyja, ale który rozum miał odpowiedni wiekowi, oblał zimną wodą ochotę rycerzy:

– Głupiście – rzekł. – Zali to żaden z was nie słyszał, że wizerunek Chrystusów[369 - wizerunek Chrystusów (daw.) – wizerunek Chrystusowy, wizerunek Chrystusa. [przypis edytorski]] przemówił do królowej, a jeżeli sam Zbawiciel do takiej dopuszcza ją poufałości, czemu by Duch Święty, który jest trzecią Trójcy osobą, miał na nią być mniej miłościw. Przez to ona przyszłe rzeczy widzi, jakoby się przed nią działy, i mówiła tak…

Tu zatrzymał się i przez chwilę trząsł głową, a następnie rzekł:

– Zapomniałem, co powiedziała, ale zaraz sobie przypomnę.

I począł się namyślać, oni zaś czekali w skupieniu, albowiem powszechne było mniemanie, że królowa widzi przyszłe zdarzenia.

– Aha! – rzekł wreszcie – jużem się obaczył[370 - jużem się obaczył – już sobie przypomniałem. [przypis edytorski]]! Królowa powiedziała, że gdyby wszystko rycerstwo tutejsze poszło z kniaziem Witoldem na Chromego, tedy byłaby moc pogańska skruszona. Ale to nie może być, dla niepoczciwości panów chrześcijańskich. Trzeba granic pilnować i od Czechów, i od Węgrzynów, i od Zakonu, bo nikomu ufać nie można. Gdy zaś garść jeno Polaków z Witoldem pójdzie, pokona go Tymur Kulawy albo jego wojewodowie, którzy ćmom[371 - ćma (daw.) – mrowie, tłum. [przypis edytorski]] nieprzeliczonym przywodzą…

– Przecie teraz jest spokój – ozwał się Toporczyk – i sam Zakon daje podobno jakowąś pomoc Witoldowi. Nie mogą nawet Krzyżacy inaczej uczynić, choćby dla wstydu – żeby Ojcu Świętemu pokazać, iże z pogany walczyć gotowi. Prawią[372 - prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]] też dworscy[373 - dworscy – ludzie należący do dworu. [przypis edytorski]], że Kuno Lichtenstein nie tylko dla krzcin, ale i dla narad z królem tu bawi…

– A oto i on! – zawołał ze zdziwieniem Maćko.

– Prawda! – rzekł oglądając się Powała. – Dalibóg[374 - dalibóg (daw.) – naprawdę, słowo daję. [przypis edytorski]] on! Krótko bawił[375 - bawić (daw.) – przebywać. [przypis edytorski]] u opata i musiał chyba do dnia[376 - do dnia – rano. [przypis edytorski]] z Tyńca wyjechać.

– Jakoś mu było pilno – odrzekł posępnie Maćko.

Tymczasem Kuno Lichtenstein przeszedł koło nich. Maćko poznał go po krzyżu wyszytym na płaszczu, ale on nie poznał ni jego, ni Zbyszka, gdyż widział ich poprzednio w hełmach, z hełmu zaś, nawet przy otwartej przyłbicy, widać było tylko małą część twarzy rycerza. Przechodząc skinął głową Powale z Taczewa i Toporczykowi, po czym wraz ze swymi giermkami począł wstępować po schodach do katedry krokiem poważnym i pełnym majestatu.

Wtem ozwały[377 - ozwać się (daw.) – odezwać się. [przypis edytorski]] się dzwony, płosząc stada kawek i gołębi gnieżdżących się po wieżach a zarazem oznajmiając, iż msza niebawem się rozpocznie. Maćko i Zbyszko weszli razem z innymi do kościoła, nieco zaniepokojeni szybkim powrotem Lichtensteina. Lecz starszy rycerz niepokoił się więcej[378 - więcej – bardziej. [przypis edytorski]], albowiem uwagę młodszego pochłonął całkowicie dwór królewski. Zbyszko nigdy w życiu nie widział nic równie świetnego jak ten kościół i to zebranie. Na prawo i na lewo otaczali go najznakomitsi mężowie Królestwa, słynni w radzie lub boju. Wielu, których rozum przeprowadził małżeństwo W. Księcia Litwy z cudną, młodziuchną królową polską[379 - królową polską – mowa o królowej Jadwidze. [przypis edytorski]], już pomarło, ale niektórzy żyli jeszcze, i na tych spoglądano ze czcią nadzwyczajną. Nie mógł się napatrzyć młody rycerz wspaniałej postaci Jaśka z Tęczyna[380 - Jaśko z Tęczyna – syn Jędrzeja z Tęczyna, wojewody krakowskiego i sandomierskiego, kasztelan krakowski. [przypis edytorski]], kasztelana krakowskiego, w której łączyła się surowość z powagą i prawością; podziwiał mądre i stateczne twarze innych rajców[381 - rajca (daw.) – radny. [przypis edytorski]] lub potężne oblicza rycerskie, z włosami równo przyciętymi nad brwią, a spływającymi w długich kędziorach z boków głowy i z tyłu. Niektórzy nosili siatki na głowach, niektórzy tylko przepaski utrzymujące w ładzie włosy. Goście zagraniczni, posłowie króla rzymskiego, czescy, węgierscy i rakuscy[382 - rakuski (daw.) – austriacki. [przypis edytorski]], oraz ich przyboczni dziwili największą wykwintnością ubiorów; kniazie[383 - kniaź – książę. [przypis edytorski]] i bojarzynowie[384 - bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic litewski, ruski lub wołoski. [przypis edytorski]] litewscy przy boku króla zostający, pomimo lata i gorących dni, mieli na sobie dla okazałości szuby[385 - szuba (daw.) – szerokie okrycie wierzchnie. [przypis edytorski]] podbite futrem kosztownym; kniazie ruscy, w szatach sztywnych a szerokich, wyglądali na tle ścian i złoceń kościelnych jak obrazy bizantyńskie[386 - obrazy bizantyjskie – malarstwo religijne w prawosławnym Bizancjum cechowało się surowością i dostojeństwem. [przypis edytorski]]. Lecz z największą ciekawością oczekiwał Zbyszko wejścia króla i królowej i tłoczył się, ile mógł, ku stallom[387 - stalle – zdobione ławki w prezbiterium, blisko ołtarza, przeznaczone głównie dla duchownych. [przypis edytorski]], za którymi w pobliżu ołtarza widać było dwie poduszki z czerwonego aksamitu, królestwo[388 - królestwo – tu: król i królowa. [przypis edytorski]] bowiem słuchali mszy zawsze na klęczkach. Jakoż nie czekano długo: król wszedł pierwszy drzwiami od zakrystii i zanim doszedł przed ołtarz, można mu się było dobrze przypatrzyć. Włosy miał czarne, zwichrzone i rzedniejące nieco nad czołem, długie, po bokach założone za uszy, twarz smagłą[389 - smagły – o ciemnej, oliwkowej cerze. [przypis edytorski]], całkiem ogoloną, nos garbaty i dość spiczasty, koło ust zmarszczki, oczki czarne, małe, świecące, którymi rzucał na wszystkie strony, jakby chciał, zanim dojdzie przed ołtarz, porachować wszystkich ludzi w kościele. Oblicze jego miało wyraz dobrotliwy, ale zarazem i czujny, człowieka który wyniesion przez fortunę nad własne spodziewanie, musi myśleć ustawicznie[390 - ustawicznie (daw.) – ciągle. [przypis edytorski]] o tym, czy jego postępki odpowiadają godności, i który obawia się złośliwych przygan[391 - przygana (daw.) – krytyka, zarzut. [przypis edytorski]]. Ale właśnie dlatego była w jego twarzy i ruchach jakby pewna niecierpliwość. Łatwo było odgadnąć, że gniew jego musi być nagły, straszny i że jest to zawsze ten sam książę, który swego czasu, zniecierpliwiony matactwami Krzyżaków, wołał do ich wysłanników: „Ty do mnie z pergaminem, a ja do ciebie z dzidą!”

Lecz już teraz tę przyrodzoną zapalczywość hamowała wielka i szczera pobożność. Nie tylko świeżo nawróceni kniazie litewscy, ale i pobożni z dziada pradziada wielmoże polscy budowali się widokiem króla w kościele. Często on, odrzuciwszy poduszkę, klękał dla większego umartwienia na gołych kamieniach; często, wzniósłszy ręce do góry, trzymał je wzniesione dopóty, dopóki mu same nie opadły ze zmęczenia. Słuchał najmniej trzech mszy dziennie i słuchał ich niemal z chciwością. Odkrycie kielicha i odgłos dzwonka na Podniesienie[392 - Podniesienie – część mszy św., gdy kapłan ukazuje wiernym Ciało i Krew Chrystusa. [przypis edytorski]] napełniały zawsze duszę jego uniesieniem, zachwytem, rozkoszą i przestrachem. Po skończonej mszy wychodził z kościoła jakby zbudzon ze snu, uspokojony, łagodny, i dworzanie wcześnie zwiedzieli się, że wówczas najlepiej jest go prosić czy o przebaczenie, czy o dary.

Jadwiga[393 - Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]] weszła przez drzwi od zakrystii. Ujrzawszy ją, rycerze bliżsi stallów, jakkolwiek msza się jeszcze nie zaczęła, poklękali natychmiast, mimo woli oddając jej cześć jak świętej. Zbyszko uczynił to samo, albowiem w całym tym zgromadzeniu nikt nie wątpił, że ma naprawdę przed sobą świętą, której obrazy będą zdobiły z czasem ołtarze kościelne. Szczególniej od kilku lat, surowe, pokutnicze życie Jadwigi sprawiło, że obok czci, winnej królowej, oddawano jej cześć niemal religijną. Z ust do ust między panami i ludem chodziły głosy o cudach spełnianych przez królowę. Mówiono, iż dotknięcie jej dłoni leczyło chorych: ludzie pozbawieni władzy w rękach i nogach odzyskiwali ją po włożeniu starych szat królowej. Wiarogodni świadkowie zapewniali, iż słyszeli na własne uszy, jak raz Chrystus przemówił do niej z ołtarza. Czcili ją na klęczkach monarchowie zagraniczni, czcił i obawiał się ją obrazić nawet hardy Zakon krzyżacki. Papież Bonifacy IX nazywał ją świątobliwą i wybraną córką Kościoła. Świat patrzał na jej postępki i pamiętał, że to dziecię domu Andegaweńskiego i polskich Piastów, że ta córka potężnego Ludwika[394 - Ludwik Węgierski – węg. Lajos I Nagy, Ludwik I Wielki (1326–1382), król Węgier w latach 1342–1382, król Polski w latach 1370–1382, ojciec Jadwigi. [przypis edytorski]], wychowanka najświetniejszego dworu, a wreszcie najpiękniejsza z dziewic na ziemi, zrzekła się szczęścia, zrzekła się pierwszej dziewiczej miłości[395 - zrzekła się pierwszej dziewiczej miłości – mowa o Wilhelmie Habsburgu zwanym Uprzejmym (ok. 1370–1406). [przypis edytorski]] i poślubiła jako królowa „dzikiego” księcia Litwy, aby wraz z nim skłonić do stóp Krzyża ostatni pogański naród w Europie. Czego nie dokazały siły wszystkich Niemców, potęga Zakonu, wyprawy krzyżowe, morze przelanej krwi – tego dokazało jedno jej słowo. Nigdy chwała apostolstwa nie opromieniła młodszego i cudniejszego czoła – nigdy apostolstwo nie połączyło się z takim poświęceniem – nigdy niewieścia piękność nie zaświeciła taką anielską dobrocią i takim cichym smutkiem.

Opiewali ją też minstrele[396 - minstrel (daw.) – śpiewak, poeta. [przypis edytorski]] na wszystkich dworach Europy; zjeżdżali się do Krakowa rycerze z najodleglejszych ziem, by widzieć tę polską królowę, kochał ją jak źrenicę oka jej własny naród, któremu przez związek z Jagiełłą przymnożyła potęgi i sławy. Jedna tylko wielka troska zaciążyła nad nią i nad narodem – oto tej wybrance swojej Bóg odmawiał przez długie lata potomstwa.

Lecz gdy nareszcie i ta niedola minęła, radosna wieść o uproszonym błogosławieństwie rozbiegła się jak błyskawica od Bałtyku po Morze Czarne, po Karpaty i napełniła weselem wszystkie ludy olbrzymiego państwa. Z wyjątkiem stolicy krzyżackiej przyjęto ją radośnie nawet po dworach zagranicznych. W Rzymie śpiewano Te Deum[397 - Te Deum – hymn znany od czasów wczesnochrześcijańskich, głoszący chwałę Boga (Ciebie, Boże, wysławiamy). [przypis edytorski]]. W ziemiach polskich utrwaliło się ostatecznie mniemanie, że o co „święta pani” Boga poprosi, to stanie się nieodmiennie.

Przychodzili więc do niej ludzie błagać, by uprosiła im zdrowie, przychodzili wysłańcy od ziem i powiatów, by w miarę potrzeby modliła się to o deszcz, to o pogodę na żniwa, to o szczęśliwą kośbę[398 - kośba (daw.) – żniwa. [przypis edytorski]], to o pomyślne miodobranie, to o obfitość ryby w jeziorach, to o zwierza w lasach. Groźni rycerze z nadgranicznych zamków i grodków, którzy przyjętym od Niemców zwyczajem trudnili się zbójnictwem lub wojną między sobą, na jedno jej napomnienie wkładali miecze do pochew, puszczali jeńców bez okupu, zwracali zagarnięte stada i podawali sobie dłonie do zgody. Wszelka niedola, wszelkie ubóstwo cisnęło się do bram krakowskiego zamku. Czysty duch jej przenikał w serca ludzkie, łagodził los niewolników, dumę panów, surowość sędziów i unosił się jak świt szczęścia, jak anioł sprawiedliwości i spokoju nad całą krainą.

Wszyscy też z bijącymi sercami oczekiwali dni błogosławieństwa.

Rycerze pilnie spoglądali na postać królowej, aby z jej kształtów wywnioskować, jak długo przyjdzie im czekać na przyszłego dziedzica lub przyszłą dziedziczkę tronu. Ksiądz biskup krakowski Wysz[399 - Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]], który był zarazem najbieglejszym w kraju, a słynnym i za granicą lekarzem, nie zapowiadał jeszcze rychłego połogu[400 - połóg – około sześciotygodniowy okres po porodzie. [przypis edytorski]], jeśli zaś czyniono przygotowania, to dlatego, że zwyczajem wieku było rozpoczynać wszelkie uroczystości jak najwcześniej, a przeciągać je przez całe tygodnie. Jakoż postać pani, lubo[401 - lubo (daw.) – chociaż, mimo że. [przypis edytorski]] podana nieco naprzód[402 - podana nieco naprzód – nieznacznie pochylona do przodu. [przypis edytorski]], zachowała dotychczas dawną wysmukłość. Odzież nosiła aż nazbyt prostą. Niegdyś – wychowana na świetnym dworze i piękniejsza od wszystkich współczesnych księżniczek – kochała się w kosztownych tkaninach, w łańcuchach, perłach, w złotych manelach[403 - manela (daw.) – złota bransoleta. [przypis edytorski]] i pierścieniach, obecnie – a nawet od lat już kilku – nie tylko nosiła szaty mniszki, ale przysłaniała nawet i twarz z obawy, by myśl o własnej piękności nie wzbudziła w niej pychy światowej[404 - światowy (daw.) – świecki. [przypis edytorski]]. Próżno Jagiełło, dowiedziawszy się o odmiennym jej stanie, polecił w uniesieniu radości, by łożnicę przyozdobiła złotogłowiem[405 - złotogłów – kosztowna tkanina ze złotą nicią. [przypis edytorski]], bisiorem[406 - bisior – cienka i kosztowna tkanina, jedwab morski. [przypis edytorski]] i klejnotami. Odpowiedziała, że wyrzekłszy się z dawna okazałości pamięta, iż pora złogów[407 - złogi – tu: poród. [przypis edytorski]] bywa częstokroć porą śmierci, a więc nie wśród klejnotów, ale w cichej pokorze powinna przyjąć łaskę, którą ją Bóg nawiedza.

Złoto i klejnoty szły tymczasem na Akademię[408 - Akademia Krakowska – założona w 1364 w Kazimierzu z fundacji Kazimierza III Wielkiego, odnowiona w 1400 w Krakowie przez Władysława II Jagiełłę z fundacji Jadwigi Andegaweńskiej, od 1817 funkcjonuje pod nazwą Uniwersytet Jagielloński. [przypis edytorski]] lub na wysyłanie nowo ochrzczonej młodzieży litewskiej do zagranicznych uniwersytetów.

Królowa zgodziła się tylko w tym zmienić zakonny pozór[409 - pozór (daw.) – wygląd zewnętrzny. [przypis edytorski]], iż od czasu jak nadzieja macierzyństwa stała się zupełną pewnością, nie przysłaniała więcej twarzy, słusznie mniemając, że nie przystoi jej od tej chwili strój pokutnicy…

Jakoż wszystkie oczy spoczęły teraz z miłością na tym cudnym obliczu, któremu ni złoto, ni drogie kamienie nie mogły przydać ozdoby. Królowa szła zwolna od drzwi zakrystii ku ołtarzowi, mając oczy wzniesione do góry, w jednej ręce książkę, w drugiej różaniec. Zbyszko ujrzał liliową[410 - liliowa – tu: biała jak lilia. [przypis edytorski]] twarz, niebieskie źrenice, rysy po prostu anielskie, pełne spokoju, dobroci, miłosierdzia, i serce poczęło mu bić jak młotem. Wiedział on, że z rozkazania Bożego powinien kochać i swego króla, i swoją królową, i miłował ich po swojemu, ale teraz serce zawrzało mu nagle miłością wielką, która powstaje nie z nakazu, ale bucha sama przez się jak płomień, a jest zarazem i czcią największą, i pokorą, i chęcią ofiary. Młody był i porywczy rycerz Zbyszko, więc chwyciła go zaraz chęć, by tę miłość i wierność poddanego rycerza jakoś okazać, coś dla niej uczynić, gdzieś lecieć, kogoś popłatać[411 - popłatać – pociąć mieczem, posiekać. [przypis edytorski]], coś zdobyć i samemu przy tym karkiem nałożyć. „Pójdę chyba z kniaziem Witoldem – mówił sobie – bo jakże świętej Pani usłużę, skoro nie masz nigdzie blisko wojny?” Nie przyszło mu nawet do głowy, by można inaczej usłużyć niż mieczem, rohatyną[412 - rohatyna (z ukr.) – włócznia z grotem zaopatrzonym w hak, aby po wbiciu trudniej ją było wyciągnąć. [przypis edytorski]] lub toporem, ale za to gotów był sam jeden na całą potęgę Tymura Chromego uderzyć. Chciało mu się zaraz po mszy siąść na koń i coś zacząć. Co? sam nie wiedział. Wiedział tylko, że nie wytrzyma, że go palą ręce i pali się w nim dusza cała…

Zapomniał też znów całkiem o niebezpieczeństwie, które mu groziło. Zapomniał nawet chwilowo i Danusi – a gdy przyszła mu ona na myśl z powodu dziecinnych śpiewów, które nagle ozwały się w kościele, miał poczucie, że „to co innego”. Danusi przyrzekł wierność, przyrzekł trzech Niemców – i tego dotrzyma, ale przecie królowa jest ponad wszystkie niewiasty – i gdy pomyślał, ilu by dla królowej chciał zabić – ujrzał przed sobą całe zastępy pancerzy, hełmów, piór strusich, pawich, i czuł, że wedle chęci jeszcze by tego było za mało…

Tymczasem nie spuszczał z niej oka, rozmyslając w wezbranym sercu, jaką by ją uczcić modlitwą, sądził bowiem, że za królową byle jak modlić się nie można. Umiał powiedzieć Pater noster, qui es in coelis, sanctificetur nomen Tuum[413 - Pater noster, qui es in coelis, sanctificetur nomen Tuum (łac.) – Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje. [przypis edytorski]] – tego bowiem wyuczył go pewien franciszkanin w Wilnie, ale być może, że zakonnik sam więcej nie umiał, być może, że Zbyszko reszty zapomniał, dość że całego ”Ojcze nasz” wyrecytować nie mógł. Teraz jednak począł powtarzać w kółko tych kilka słów, które w jego duszy znaczyły: „Daj naszej umiłowanej pani zdrowie i życie, i szczęście – i więcej o nią dbaj niż o wszystko inne”. Że zaś to mówił człowiek, nad którego własną głową wisiał sąd i kara – przeto w całym kościele nie było szczerszej modlitwy…

Po skończonej mszy myślał Zbyszko, że gdyby mu wolno było stanąć przed królową, upaść przed nią na twarz i objąć jej stopy, to niechby potem nawet koniec świata nastąpił, ale po pierwszej mszy wyszła druga, potem trzecia, a następnie pani odeszła do swoich komnat, zwykle bowiem suszyła[414 - suszyć (daw.) – pościć. [przypis edytorski]] aż do południa i umyślnie nie brała udziału w wesołych śniadaniach, przy których dla uciechy króla i gości występowali trefnisie[415 - trefniś (daw.) – błazen. [przypis edytorski]] i kuglarze. Natomiast przed Zbyszkiem pojawił się stary rycerz z Długolasu i wezwał go do księżny.

– Będziesz posługiwał przy śniadaniu mnie i Danusi jako mój dworzanin – rzekła księżna – a nuż zdarzy ci się przypodobać królowi jakowymś krotochwilnym[416 - krotochwilny (daw.) – śmieszny, dowcipny. [przypis edytorski]] słowem albo postępkiem, którym serce jego sobie zjednasz. Krzyżak, jeśli cię pozna, nie będzie może się skarżył widząc, że przy stole królewskim mnie posługujesz.

Zbyszko ucałował tedy[417 - tedy (daw.) – więc, zatem. [przypis edytorski]] rękę księżny, po czym zwrócił się do Danusi i jakkolwiek przywykły więcej do wojny i bitek niż do dworskich obyczajów, wiedział jednak widocznie, co rycerzowi czynić przystoi, gdy rankiem zobaczy damę swych myśli – gdyż cofnął się i przybrawszy wyraz zdumienia, zawołał żegnając się:

– W imię Ojca i Syna, i Ducha!…

A Danusia spytała, podnosząc na niego modre oczki:

– Czego się Zbyszko żegna, kiedy już po mszy?

– Bo przez tę noc tyle ci, piękna panno, gładkości przybyło, aże mi cudnie!

Lecz Mikołaj z Długolasu nie lubił, jako człowiek stary, nowotnych[418 - nowotny (daw.) – nowy. [przypis edytorski]] zagranicznych zwyczajów rycerskich, więc wzruszył ramionami i rzekł:

– Co tam będziesz po próżnicy czas tracił i o urodzie jej prawił! Skrzat to, któren[419 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] ledwie od ziemi odrósł.

Na to Zbyszko spojrzał zaraz na niego zawzięcie:

– Warujcie się[420 - warować się (daw.) – strzec się. [przypis edytorski]] nazywać ją skrzatem – rzekł blednąc z gniewu – i to wiedzcie, że gdyby wam było mniej roków[421 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]], zaraz bym kazał ziemię za zamkiem udeptać, i niechby przyszła wasza albo moja śmierć!…

– Cichaj, chłystku!… dałbym ci rady jeszcze dziś!

– Cichaj! – powtórzyła księżna. – To zamiast o własnej głowie myśleć, będzie tu jeszcze zwady szukał! Wolej[422 - wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]] bym była stateczniejszego dla Danusi poszukała rycerza. Ale to ci powiadam, że jeśli chcesz burzyć, chybaj sobie[423 - chybaj sobie – idź sobie. [przypis edytorski]], gdzie chcesz, bo tu takich nie trzeba…

Zbyszko zawstydził się słowami księżny i począł ją przepraszać. Pomyślał przy tym, że jeśli pan Mikołaj z Długolasu ma doletniego[424 - doletni (daw.) – taki, który „doszedł do lat”, we właściwym wieku, dorosły. [przypis edytorski]] syna, to tam kiedyś wyzwie go na walkę pieszą lub konną, byle za skrzata nie darować. Tymczasem jednak postanowił zachować się na pokojach królewskich jak trusia i nie wyzywać nikogo, chybaby tego koniecznie rycerska cześć wymagała…

Odgłos trąb oznajmił, że śniadanie gotowe, więc księżna Anna, wziąwszy za rękę Danusię, udała się do komnat królewskich, przed którymi stali, czekając na jej przyjście, świeccy dygnitarze i rycerze. Księżna Ziemowitowa weszła już była pierwej[425 - pierwej (daw.) – wcześniej. [przypis edytorski]], gdyż jako rodzona siostra królewska wyższe brała miejsce za stołem. Wnet zaroiło się w komnacie od gości zagranicznych i zaproszonych miejscowych dygnitarzy i rycerzy. Król siedział u wyższego końca stołu, mając przy sobie biskupa krakowskiego i Wojciecha Jastrzębca[426 - Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski (1412–1423) i poznański (1399–1412), kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]], który chociaż niższy godnością od infułatów[427 - infułat – wyższy dostojnik kościelny, od infuły, czyli nakrycia głowy takich osób. [przypis edytorski]], siedział jako poseł papieski po prawicy króla. Dwie księżne zajęły miejsca następne. Za Anną Danutą rozparł się wygodnie na szerokim krześle były arcybiskup gnieźnieński Jan[428 - Jan Kropidło – (ok. 1364–1421), syn księcia strzelnickiego Bolka III, sprawował kolejno urzędy biskupie w wielu diecezjach. [przypis edytorski]], książę pochodzący z Piastów śląskich, syn Bolka III, księcia opolskiego. Zbyszko słyszał o nim na dworze Witoldowym i teraz, stojąc za księżną i Danusią, poznał go natychmiast po niezmiernie obfitych włosach, które pozwijane w strąki czyniły głowę jego podobną do kościelnego kropidła. Na dworach książąt polskich przezywano go też Kropidłem a nawet Krzyżacy dawali mu imię „Grapidla”. Był to człowiek słynny z wesołości i lekkich obyczajów. Otrzymawszy wbrew woli króla paliusz[429 - paliusz – szata liturgiczna przysługująca biskupowi metropolicie (zwierzchnikowi kościelnej metropolii, czyli archidiecezji z zależnymi od niej diecezjami). [przypis edytorski]] na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, chciał je zająć zbrojną ręką, za co wyzuty z godności i wypędzon, związał się z Krzyżakami, którzy dali mu na Pomorzu ubogie biskupstwo kamieńskie. Wówczas dopiero zrozumiawszy, że z potężnym królem lepiej jest być w zgodzie, przebłagał go, wrócił do kraju i czekał na opróżnienie której ze stolic, spodziewając się, że ją z rąk dobrotliwego pana otrzyma. Jakoż nie zawiódł się w przyszłości, a tymczasem starał się krotochwilami zaskarbić sobie serce królewskie. Został mu jednak zawsze dawny pociąg do Krzyżaków. Nawet i teraz, na dworze Jagiełłowym – niezbyt mile widziany przez dygnitarzy i rycerstwo – szukał towarzystwa Lichtensteina i rad sadowił się obok niego przy stole.

Tak było i obecnie. Zbyszko, stojąc za krzesłem księżny, znalazł się tak blisko Krzyżaka, że mógłby go był ręką dosięgnąć. Jakoż palce poczęły go zaraz swędzić i kurczyć się, lecz to było mimo woli, gdyż pohamował swą popędliwosć zupełnie i nie pozwolił sobie na zdrożną myśl. Nie mógł się jednak powstrzymać od rzucania od czasu do czasu nieco łakomych spojrzeń na łysiejącą nieco z tyłu płową[430 - płowy – (o włosach) jasny. [przypis edytorski]] głowę Lichtensteina, na szyję, plecy i ramiona, pragnąc zarazem wymiarkować[431 - wymiarkować (daw.) – zorientować się. [przypis edytorski]], czyli też wiele miałby z nim do roboty, gdyby się im spotkać przyszło bądź w bitwie, bądź w pojedynczej walce. Wydawało mu się, iż niezbyt wiele, bo choć łopatki Krzyżaka rysowały się dość potężnie pod obcisłą, z szarego cienkiego sukna szatą, był on jednak chuchrakiem w porównaniu do takiego Powały, do Paszka Złodzieja z Biskupic[432 - Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], do obu przesławnych Sulimczyków[433 - Sulimczyk – człowiek herbu Sulima, tu o Zawiszy Czarnym i jego bratu Farureju. [przypis edytorski]], do Krzona z Kozichgłów i do wielu innych rycerzy siedzących przy stole królewskim.

Na nich to z podziwem i zazdrością spoglądał Zbyszko, lecz główną uwagę jego zwrócił sam król, który rzucając spojrzenia na wszystkie strony, zagarniał co chwila palcami włosy za uszy, jakby zniecierpliwiony tym, że śniadanie się jeszcze nie rozpoczęło. Wzrok jego zatrzymał się przez mgnienie oka i na Zbyszku, a wówczas młody rycerz doznał pewnego uczucia strachu, i na myśl, że pewno przyjdzie mu stanąć przed gniewnym obliczem królewskim, opanował go okrutny niepokój. Pierwszy to raz pomyślał naprawdę o odpowiedzialności i karze, jaka nań spaść mogła, dotychczas bowiem wydawało mu się to wszystko dalekie, niewyraźne, zatem nie warte troski.

Ale Niemiec ani się domyślał, że ów rycerz, który natarł na niego zuchwale na gościńcu, znajduje się tak blisko. Rozpoczęło się śniadanie. Wniesiono polewkę winną, zaprawną jajami, cynamonem, gwoździkami[434 - gwoździki – popr.: goździki. [przypis edytorski]], imbirem i szafranem tak silnie, że zapach rozszedł się po całej izbie. Jednocześnie trefniś[435 - trefniś (daw.) – błazen. [przypis edytorski]] Ciaruszek siedzący we drzwiach na zydlu[436 - zydel – mebel do siedzenia, podobny do taboretu. [przypis edytorski]] począł udawać śpiew słowika, co widocznie weseliło króla. Po nim drugi obchodził stół wraz ze służbą obnoszącą potrawy, stawał nieznacznie za gośćmi i naśladował bliskie brzęczenie pszczoły tak dokładnie, że jaki taki kładł łyżkę i poczynał oganiać czuprynę. Na ten widok inni wybuchali śmiechem. Zbyszko pilnie usługiwał księżnie i Danusi, lecz gdy z kolei i Lichtenstein począł się klepać w łysiejącą głowę, zapomniał znów o niebezpieczeństwie i począł śmiać się aż do łez, a stojący blisko niego młody kniaź litewski Jamont, syn namiestnika smoleńskiego, pomagał mu w tym tak szczerze, że aż ronił[437 - ronić (daw.) – strącać. [przypis edytorski]] potrawy z półmisków.

Lecz Krzyżak, spostrzegłszy wreszcie pomyłkę, sięgnął do kalety[438 - kaleta – woreczek na pieniądze, zawieszany u pasa. [przypis edytorski]], a jednocześnie zwróciwszy się do biskupa Kropidły, przemówił do niego kilka słów po niemiecku, które biskup zaraz po polsku powtórzył:

– Szlachetny pan mówi ci tak: – rzekł zwracając się do błazna – dostaniesz dwa skojce[439 - skojec – średniowieczna moneta, 1/24 grzywny. [przypis edytorski]], ale nie brzęcz za blisko, gdyż pszczoły się odpędza, a trutniów się bije…

Na to trefniś pochował dwa skojce, które mu podał Krzyżak, i korzystając z przysługującej błaznom na wszystkich dworach wolności odrzekł:

– Dużo miodu w ziemi dobrzyńskiej[440 - ziemia dobrzyńska – obszar na wschód od Torunia, zagarnięty przez Krzyżaków wskutek bezprawnej umowy z księciem Władysławem Opolczykiem. [przypis redakcyjny]], dlatego ją trutnie obsiadły. Bijże ich, królu Władysławie!

– Naści[441 - naści (daw.) – masz. [przypis edytorski]] i ode mnie grosz, boś dobrze powiedział – rzekł Kropidło – jeno pamiętaj, że gdy leziwo[442 - leziwo – przyrząd pomagający w chodzeniu po drzewach. [przypis edytorski]] się urwie, to bartnik kark skręci. Mają żądła te malborskie trutnie, które Dobrzyń obsiadły, i niebezpiecznie leźć na ich barć.

– O wa! – zawołał Zyndram z Maszkowic[443 - Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]], miecznik krakowski – można ich wykurzyć!

– Czym?

– Prochem!

– Albo toporem barć ściąć! – rzekł olbrzymi Paszko Złodziej z Biskupic[444 - Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]].

Zbyszkowi rosło serce, sądził bowiem, że takie słowa zapowiadają wojnę. Ale rozumiał je Kuno Lichtenstein, który przebywając długo w Toruniu i Chełmnie wyuczył się polskiej mowy i nie używał jej tylko przez pychę. Teraz jednak, podrażnion słowami Zyndrama z Maszkowic, utopił w nim swoje szare źrenice i odrzekł:

– Zobaczymy.

– Widzieli ojce nasi pod Płowcami[445 - bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]], a i my widzielim pod Wilnem – odpowiedział Zyndram.

– Pax vobiscum![446 - Pax vobiscum! (łac.) – pokój z wami. [przypis edytorski]] – zawołał Kropidło. – Pax, pax! Niech jeno ksiądz Mikołaj z Kurowa ustąpi z biskupstwa kujawskiego, a król miłościwy mnie po nim naznaczy, powiem wam tak piękne kazanie o miłości między chrześcijańskimi narodami, iż was do cna skruszę. Cóż to jest bowiem nienawiść, jeśli nie ignis, a do tego ignis infernalis… ogień tak okrutny, że woda mu nie poradzi – i chyba winem trzeba go zalewać. Wina dawajcie! Pojedziemy na ops[447 - ops (daw.) – rozpusta. [przypis edytorski]]! jak mawiał nieboszczyk biskup Zawisza z Kurozwęk[448 - Zawisza z Kurozwęk – (zm. 1382), regent Królestwa Polskiego, biskup krakowski, kanclerz koronny, podkanclerzy koronny. Niechętny mu kronikarz Janko z Czarnkowa pisze, że po jego śmieci w Kościele Mariackim w Krakowie było słychać diabelskie krzyki „Pojedziemy na ops!”, tj. na rozpustę. [przypis edytorski]]!

– A z opsu do piekła, jak mówił diabeł! – dodał trefniś Ciaruszek.

– Niechże cię porwie!

– Cudniej będzie, jeśli was porwie. Nie widziano jeszcze diabła z Kropidłem, ale tak myslę, że wszyscy będziemy mieli tę uciechę…

– Wpierw ciebie jeszcze pokropię. Wina dajcie i niech żywie miłość miedzy chrześcijany!

– Między prawdziwymi chrześcijany! – powtórzył z naciskiem Kuno Lichtenstein.

– Jakże? – zawołał podnosząc głowę biskup krakowski Wysz – zali[449 - zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]] to nie w odwiecznie chrześcijańskim królestwie przebywacie? zali nie starsze tu kościoły niż w Malborgu?

– Nie wiem – odpowiedział Krzyżak.

Król szczególniej drażliwy był, gdy szło o chrześcijaństwo. Zdawało mu się, że Krzyżak może jemu właśnie chce przymówić, więc wystające policzki pokryły mu się zaraz czerwonymi piętnami, oczy poczęły błyskać.

– Co to! – odezwał się grubym głosem. – Nie chrześcijański ja król? co?

– Królestwo powiada się chrześcijańskim – odparł zimno Krzyżak – ale obyczaje są w nim pogańskie…

Na to podnieśli się groźni rycerze: Marcin z Wrocimowic[450 - Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]], herbu Półkoza, Florian z Korytnicy[451 - Florian z Korytnicy – średniowieczny rycerz polski, kasztelan wiślicki, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], Bartosz z Wodzinka, Domarat z Kobylan[452 - Domarat z Kobylan – (1380–1440), uczestnik bitwy pod Grunwaldem, od r. 1428 marszałek nadworny koronny. [przypis edytorski]], Powała z Taczewa, Paszko Złodziej z Biskupic[453 - Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], Zyndram z Maszkowic[454 - Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]], Jaksa z Targowiska, Krzon z Kozichgłów, Zygmunt z Bobowy i Staszko z Charbimowic, potężni, sławni, zwycięscy w wielu bitwach, w wielu turniejach, i to płonąc z gniewu, to blednąc, to zgrzytając zębami, poczęli wołać jeden przez drugiego:

– Gorze[455 - gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]] nam! bo gościem jest i nie może być wyzwan!

A Zawisza Czarny, Sulimczyk, najsłynniejszy między słynnymi, „wzór rycerzy”, zwrócił zmarszczone czoło do Lichtensteina i rzekł:

– Nie poznaję cię, Kunonie. Jakże możesz, rycerzem będąc, hańbić wspaniały naród, gdy wiesz, że jako posłowi żadna ci za to kara nie grozi?

Lecz Kuno wytrzymał spokojnie groźne spojrzenia i odrzekł zwolna, dobitnie:

– Nasz Zakon, zanim do Prus przybył, wojował w Palestynie, ale tam nawet i Saraceni[456 - Saraceni – Arabowie, muzułmanie, przen. poganie; w czasie opisywanym w powieści w Hiszpanii trwała rekonkwista, to jest odbijanie ziem zajętych przez Saracenów. [przypis edytorski]] posłów szanowali. Wy jedni ich nie szanujecie – i dlategom obyczaj wasz nazwał pogańskim.

Na to gwar uczynił się jeszcze większy. Naokół stołu ozwały się znów okrzyki: „Gorze[457 - gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]], gorze!” Ale uciszyły się, gdy król, na którego obliczu wrzał gniew, klasnął obyczajem litewskim kilkakroć w dłonie. Wówczas wstał stary Jaśko Topór z Tęczyna, kasztelan krakowski, sędziwy, poważny, postrach dostojnością urzędu budzący, i rzekł:

– Szlachetny rycerzu z Lichtensteinu, jeśli was jakowaś obelga jako posła spotkała, mówcie, a srogiej sprawiedliwości wartko[458 - wartko (daw.) – szybko. [przypis edytorski]] stanie się zadość.

– Nie przygodziłoby mi się[459 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]] to w żadnym innym chrześcijańskim państwie – odrzekł Kuno. – Wczoraj na drodze do Tyńca napadł mnie jeden wasz rycerz, i choć z krzyża na płaszczu łacnie[460 - łacnie (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]] mógł poznać, ktom jest – na życie moje godził.

Zbyszko, usłyszawszy te słowa, pobladł mocno i mimo woli spojrzał na króla, którego twarz była wprost straszna. Jaśko z Tęczyna zdumiał się i rzekł:

– Możeż to być?

– Zapytajcie pana z Taczewa, któren był świadkiem przygody.

Wszystkie oczy zwróciły się na Powałę, który stał przez chwilę mroczny ze spuszczonymi powiekami, po czym rzekł:

– Tak jest!…

Usłyszawszy to rycerze poczęli wołać: „Hańba! hańba! Bogdaj się ziemia pod takim zapadła!” I ze wstydu jedni uderzali się pięściami w uda i piersi, drudzy skręcali w palcach cynowe misy na stole nie wiedząc, gdzie oczy podziać.

– Czemuś ty go nie ubił? – zagrzmiał król.

– Bo głowa jego do sądu należy – odparł Powała.

– Uwięziliście go? – spytał kasztelan Topór z Tęczyna.

– Nie, bo na cześć rycerską poprzysiągł, że się stawi.

– I nie stawi się! – zawołał szyderczo Kuno, podnosząc głowę.

Wtem jakiś młody, smutny głos ozwał się niedaleko za plecami Krzyżaka:

– Nie daj Bóg, abych[461 - abych (daw., reg.) – abym. [przypis edytorski]] ja hańbę od śmierci wolał. Jam to uczynił: Zbyszko z Bogdańca.

Po tych słowach porwali się rycerze ku nieszczęsnemu Zbyszkowi, lecz powstrzymało ich groźne skinienie króla, który powstawszy z zaiskrzonymi oczyma, począł wołać zdyszanym od gniewu głosem, podobnym do turkotu, jaki wydaje wóz toczący się po kamieniach:

– Uciąć mu szyję! Uciąć mu szyję! Niech Krzyżak głowę jego odeśle do Malborga mistrzowi!

Po czym krzyknął na stojącego w pobliżu młodego kniazia litewskiego, syna namiestnika smoleńskiego:

– Trzymaj go, Jamont!

Przerażony gniewem królewskim Jamont położył drżące dłonie na ramionach Zbyszka, który zwróciwszy ku niemu pobladłą twarz, rzekł:

– Nie ucieknę…

Lecz białobrody kasztelan krakowski, Topór z Tęczyna, podniósł rękę na znak, że chce mówić – i gdy się uciszyło, rzekł:

– Miłościwy królu! Niechże się ów komtur przekona, że nie twoja zapalczywość, ale nasze prawa karzą śmiercią za porwanie się na osobę posła. Inaczej słusznie by mógł mniemać, że nie masz praw chrześcijańskich w tym Królestwie. Sąd nad winowajcą sam odprawię!

Ostatnie słowa wyrzekł głosem podniesionym i widocznie nie dopuszczając nawet myśli, aby ów głos mógł być nie wysłuchanym, skinął na Jamonta:

– Zamknąć go do wieży. Wy zaś, panie z Taczewa, świadczyć będziecie.

– Opowiem całą winę tego wyrostka[462 - wyrostek (daw.) – młody chłopak. [przypis edytorski]], której żaden źrzały[463 - źrzały (daw.) – dojrzały, dorosły. [przypis edytorski]] mąż między nami nigdy by się nie dopuścił – odpowiedział Powała, spoglądając posępnie na Lichtensteina.

– Słusznie prawi! – powtórzyli zaraz inni – pacholę[464 - pacholę (daw.) – dziecko. [przypis edytorski]] to jeszcze! za cóż nas wszystkich z jego przyczyny pohańbiono?

Nastała chwila milczenia i niechętnych spojrzeń na Krzyżaka a tymczasem Jamont wiódł Zbyszka, by oddać go w ręce łuczników stojących na zamkowym dziedzińcu. Czuł on w młodym sercu litość dla więźnia, którą potęgowała wrodzona mu nienawiść do Niemców. Ale jako Litwin, przywykły ślepo spełniać wolę wielkiego księcia i sam przerażony gniewem królewskim, począł po drodze szeptać do młodego rycerza sposobem życzliwej namowy:

– Wiesz, co ci rzekę: powieś się! najlepiej od razu powieś się. „Korol[465 - korol (z ros.) – król. [przypis edytorski]]” rozsierdził się[466 - rozsierdzić się (daw.) – rozgniewać się. [przypis edytorski]], i tak ci głowę utną. Czemu byś go nie miał uweselić? Powieś się, druhu! u nas taki zwyczaj.

Zbyszko, na wpół przytomny ze wstydu i strachu, zdawał się z początku nie rozumieć słów kniazika, ale wreszcie zrozumiał je i aż zatrzymał się ze zdumienia:

– Coże ty prawisz?

– Powieś się! Po co cię mają sądzić. Króla uweselisz! – powtórzył Jamont.

– Powieśże się sam! – zawołał młody rycerz. – To cię niby ochrzcili, a skóra została na tobie pogańska, i tego nawet nie rozumiesz, że grzech chrześcijaninowi taką rzecz czynić.

A kniaź ruszył ramionami:

– Toż nie po dobrej woli. I tak ci głowę utną.

Zbyszkowi przemknęło przez myśl, że za podobne słowa wypadałoby zaraz wyzwać bojarzynka[467 - bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]] na walkę pieszą lub konną, na miecze albo na topory, ale stłumił w sobie tę chęć wspomniawszy, że już mu czasu na to nie stanie[468 - nie stanie (daw.) – nie starczy. [przypis edytorski]]. Więc spuścił smutnie głowę i w milczeniu pozwolił się oddać w ręce przywódcy pałacowych łuczników.

A w sali tymczasem uwaga powszechna zwróciła się w inną stronę. Danusia, widząc co się dzieje, przelękła się z początku tak, iż dech zaparło w jej piersi. Twarzyczka jej pobladła jak płótno, oczki stały się okrągłe z przerażenia – i patrzała na króla bez ruchu jak woskowa figurka w kościele. Lecz gdy wreszcie usłyszała, że jej Zbyszkowi mają głowę uciąć, gdy go zabrali i wyprowadzili z izby, wówczas chwycił ją żal niezmierny; usta i brwi poczęły jej się trząść; nie pomógł nic ni strach przed królem, ni przygryzanie ząbkami ust – i nagle wybuchnęła płaczem tak żałosnym i donośnym, że wszystkie twarze zwróciły się ku niej, a sam król spytał:

– Co to jest?

– Królu miłościwy! – zawołała księżna Anna. – To jest córka Juranda ze Spychowa, której ów nieszczęsny rycerzyk ślubował. Ślubował ci jej trzy pawie czuby z hełmów zedrzeć – i ujrzawszy czub taki na hełmie tego komtura, mniemał, że go mu sam Bóg zesłał. Nie ze złości on to czynił, panie, jeno[469 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] przez głupstwo, przeto bądź mu miłościw i nie karz go, o co cię na kolanach prosimy.

Tak rzekłszy, wstała i chwyciwszy Danusię za rękę, podbiegła z nią do króla, który widząc to, począł się cofać. Ale one obie uklękły przed nim i Danusia, objąwszy rączynami nogi pańskie, poczęła wołać:

– Daruj Zbyszkowi, królu, daruj Zbyszkowi!

I z uniesienia, a zarazem ze strachu, pochowała swą jasną główkę w fałdy szarej szaty królewskiej, całując mu przy tym kolana i dygocąc jak liść. Księżna Anna Ziemowitowa klękła z drugiej strony i, złożywszy ręce, patrzyła błagalnie na króla, w którego twarzy odbiło się wielkie zakłopotanie. Cofał się wprawdzie wraz z krzesłem, ale nie odpychał przemocą Danusi, machał tylko obu rękami, jakby opędzając się od much.

– Dajcie mi spokój! – wołał – zawinił, całe Królestwo pohańbił! niech mu głowę utną!

Lecz małe rączyny zaciskały się coraz silniej wokół jego kolan, a dziecinny głosik wołał coraz żałośniej:

– Daruj Zbyszkowi, królu, daruj Zbyszkowi!

Wtem ozwały się głosy rycerskie:

– Jurand ze Spychowa, rycerz sławny, postrach na Niemców!

– I ów wyrostek wielce się już pod Wilnem zasłużył – dodał Powała.

Lecz król bronił się dalej, lubo sam widokiem Danusi wzruszony:

– Dajcie mi spokój! Nie mnie zawinił i nie ja mogę mu darować. Niech mu poseł Zakonu daruje, to i ja daruję, a nie, to niech mu głowę utną.

– Daruj mu, Kunonie! – rzekł Zawisza Czarny, Sulimczyk – sam mistrz ci tego nie przygani!

– Daruj mu, panie! – zawołały obie księżne.

– Daruj mu, daruj! – powtórzyły głosy rycerskie.

Kuno przymknął powieki i siedział z podniesionym czołem, jakby rozkoszując się tym, że i obie księżne i tak znamienici rycerze zanoszą do niego prośby. Nagle zmienił się w mgnieniu oka, spuscił głowę, skrzyżował ręce na piersiach, z dumnego stał się pokorny i ozwał się przyciszonym, łagodnym głosem:

– Chrystus, Zbawiciel nasz, przebaczył łotrowi na krzyżu i nieprzyjaciołom swoim…

– Prawy to rycerz mówi! – ozwał się biskup Wysz.

– …Jakżebym ja nie miał przebaczyć – ciągnął dalej Kuno – którym jest nie tylko chrześcijaninem, ale i zakonnikiem? Przeto przebaczam mu z duszy serca jako Chrystusowy sługa i zakonnik!

– Sława mu! – huknął Powała z Taczewa.

– Sława! – powtórzyli inni.

– Ale – rzekł Krzyżak – jestem tu posłem między wami i noszę w sobie majestat całego Zakonu, który jest Chrystusowym Zakonem. Kto więc mnie jako posła ukrzywdził, ukrzywdził Zakon, a kto obraził Zakon – obraził samego Chrystusa, i takiej krzywdy ja wobec Boga i ludzi darować me mogę – jeśli zaś prawo wasze ją daruje, niech się dowiedzą o tym wszyscy panowie chrześcijańscy.

Po tych słowach zapadło głuche milczenie. Po chwili tylko ozwały się gdzieniegdzie zgrzytania zębów, ciężkie oddechy tłumionej wściekłości i łkanie Danusi.

Do wieczora wszystkie serca przechyliły się ku Zbyszkowi. Ci sami rycerze, którzy z rana byliby go gotowi na jedno skinienie króla roznieść na mieczach, wysilali teraz umysły, jakim by sposobem przyjść mu z pomocą. Księżne postanowiły udać się z prośbą do królowej, by skłoniła Lichtensteina do zupełnego odstąpienia od skargi lub w razie potrzeby napisała do mistrza Zakonu prosząc, by ten rozkazał Kunonowi zaniechać sprawy. Droga zdawała się pewna, gdyż Jadwigę[470 - Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]] otaczała cześć tak nadzwyczajna, że wielki mistrz ściągnąłby na siebie gniew papieża i naganę wszystkich chrześcijańskich książąt, gdyby jej takiej rzeczy odmówił. Nie było też to prawdopodobnym i dlatego, że Konrad von Jungingen[471 - Konrad von Jungingen – (1355–1407) wielki mistrz zakonu krzyżackiego w latach 1393-1407, zręczny polityk, umiejętnie rozgrywający konflikty między książętami litewskimi. [przypis edytorski]] był człowiekiem spokojnym i o wiele od swoich poprzedników łagodniejszym. Na nieszczęście, biskup krakowski Wysz, który był zarazem głównym lekarzem królowej, zakazał najsurowiej wspominać jej choćby jednym słowem o całej sprawie. „Nigdy ona o śmiertelnych wyrokach rada nie słucha – mówił – i choćby o prostego zbója chodziło, zaraz to do serca bierze, a cóż dopiero, jeśli o szyję młodzianka idzie, któren słusznie jej miłosierdzia mógłby wyglądać. Ale wszelka turbacja[472 - turbacja (daw.) – trudna sytuacja bądź zmartwienie nią. [przypis edytorski]] łatwo do ciężkiej niemocy[473 - niemoc (daw.) – choroba. [przypis edytorski]] może ją przywieść, zdrowie zaś jej więcej dla całego Królestwa znaczy niżeli dziesięć głów rycerskich”. Zapowiedział wreszcie, że gdyby kto ośmielił się wbrew jego słowom turbować[474 - turbować (daw.) – martwić. [przypis edytorski]] panią, na tego on ściągnie straszny gniew królewski, a w dodatku klątwą kościelną go obłoży.

Zlękły się tej zapowiedzi obie księżne i postanowiły milczeć przed królową, a natomiast póty błagać króla, póki jakowejś łaski nie okaże. Cały dwór i wszyscy rycerze stali już po stronie Zbyszka. Powała z Taczewa zapowiadał, iż wyzna szczerą prawdę, ale że złoży świadectwo dla młodzieńca przychylne i całą sprawę przedstawił jako chłopięcą zapędliwość[475 - zapędliwość – popędliwość. [przypis edytorski]]. Z tym wszystkim każdy przewidywał, a kasztelan Jaśko z Tęczyna głośno oświadczał, że jeśli Krzyżak się zatnie[476 - zaciąć się (daw.) – uprzeć się, zawziąć się. [przypis edytorski]], to srogiemu prawu musi się stać zadość.

Burzyły się więc tym bardziej przeciw Lichtensteinowi rycerskie serca i niejeden myślał lub nawet mówił otwarcie: „Posłem jest i w szranki powołan być nie może[477 - w szranki powołan być nie może – nie można go wyzwać na pojedynek. [przypis edytorski]], ale gdy do Malborga wróci, nie daj Bóg, aby swoją własną szczezł[478 - szczeznąć (daw.) – zginąć. [przypis edytorski]] śmiercią”. I nie były to próżne groźby, albowiem rycerzom, którzy nosili pas, nie wolno było jednego słowa na wiatr uronić, kto zaś co zapowiadał, musiał tego dokazać[479 - dokazać (daw.) – dokonać. [przypis edytorski]] lub zginąć. Groźny Powała okazał się przy tym najzawziętszym, albowiem miał w Taczewie umiłowaną córuchnę w wieku Danusi – skutkiem czego łzy Danusine całkiem skruszyły w nim serce.

Jakoż jeszcze tego samego dnia odwiedził Zbyszka w podziemiu, kazał mu być dobrej myśli i opowiedział o prośbach obu księżn i o łzach Danusi… Zbyszko dowiedziawszy sę, iż dziewczyna rzuciła się dla niego do nóg królewskich, rozczulił się tym uczynkiem aż do łez i nie wiedząc, jak swoją wdzięczność i tęsknotę wyrazić, rzekł obcierając wierzchem dłoni powieki:

– Hej! niechże ją Bóg błogosławi, a mnie jako najprędzej zezwoli jakową walkę pieszą albo konną za nią stoczyć! Za mało ja jej Niemców obiecał – bo takiej trzeba było tylu ślubować, ile ma roków[480 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]]. Byle mnie Pan Jezus z tej obierzy wybawił, juże ja jej nie poskąpię!…

I podniósł pełne wdzięczności oczy ku górze…

– Naprzód kościołowi jakiemu co obiecuj – odrzekł pan z Taczewa – bo jeśli się twoja obietnica Bogu spodoba, pewnikiem wnet wolny będziesz. A po wtóre, słuchaj: poszedł do Lichtensteina twój stryk[481 - stryk (daw.) – stryj. [przypis edytorski]], a potem pójdę jeszcze i ja. Nie hańba ci będzie przeprosić go za winę, boś zawinił – i nie żadnego Lichtensteina, ale posła będziesz przepraszał. Gotówże jesteś?

– Skoro mi taki rycerz jak wasza miłość mówi, iż się to godzi – uczynię! ale jeśli będzie chciał, żebym go tak przepraszał, jako żądał na drodze z Tyńca, to niechże mi głowę utną. Stryk ostanie[482 - ostać (się) (daw.) – zostać. [przypis edytorski]] i stryk mu odpłaci, gdy się jego poselstwo skończy…

– Obaczym, co powie Maćkowi – rzekł Powała.

A Macko rzeczywiście był wieczorem u Niemca, ale ten przyjął go wzgardliwie: światła nawet nie kazał zapalić i w zmroku z nim gadał. Wrócił więc stary rycerz od niego posępny jak noc i udał się do króla. Król przyjął go dobrotliwie, bo się już był całkiem uspokoił, i gdy Maćko klęknął, kazał mu zaraz wstać pytając, czego by żądał.

– Miłościwy panie – rzekł Maćko – była wina, musi być kara, bo inaczej nie byłoby nijakiego prawa na świecie. Jeno jest i moja wina, iżem przyrodzonej zapalczywości tego wyrostka nie tylko nie hamował, alem mu ją jeszcze chwalił. Takem go to hodował, a potem od małości hodowała go wojna. Moja wina, miłościwy królu, bom mu nieraz powiadał: wpierw tnij, a potem obaczysz, kogoś rozciął. I dobrze z tym było na wojnie, źle zasię przy dworze! Ale to chłop jak szczere złoto, ostatni z rodu – i żal mi go okrutny…

– Mnie pohańbił, Królestwo pohańbił – rzekł król – mam-li go za to miodem smarować?

A Maćko umilkł, gdyż na wspomnienie o Zbyszku żal ścisnął go nagle za gardło, i dopiero po długiej chwili jął mówić wzruszonym jeszcze i przerywanym głosem:

– Anim ja wiedział, że go tak miłuję – i dopiero teraz się pokazało, jak bieda przyszła. Ale ja stary, a on z rodu ostatni. Nie będzie jego – nie będzie nas. Królu miłościwy i panie, ulitujże ty się nad rodem naszym!

Tu klęknął znowu Maćko i wyciągnąwszy przed się spracowane na wojnach ręce, mówił ze łzami:

– Broniliśmy Wilna: łupy Bóg dał godne, komu ja to ostawię[483 - ostawić (daw.) – zostawić. [przypis edytorski]]? Chce Krzyżak kary, panie – niech będzie kara, ale pozwólcie, abych ja swoją głowę oddał. Co mi tam po żywocie bez Zbyszka! Młody jest, niech ziemię wykupi i potomstwo płodzi, jako Bóg człowiekowi przykazał. Nie zapyta się nawet Krzyżak, czyja głowa spadła, byle spadła. Hańba też z tego nijaka na ród nie spadnie. Ciężko człowiekowi iść na śmierć, ale pomiarkowawszy[484 - pomiarkować (daw.) – zastanowić się. [przypis edytorski]], to lepiej, żeby człek zginął, niż żeby ród miał zginąć…

I tak mówiąc, objął nogi królewskie, król zaś począł mrugać oczyma, co było u niego oznaką wzruszenia, a wreszcie rzekł:

– Nie będzie tego, żeby ja opasanemu rycerzowi głowę kazał niewinnie ucinać! nie będzie, nie będzie!

– I nie byłoby w tym sprawiedliwości – dodał kasztelan. – Prawo winnego przyciśnie, ale nie smok ci to żaden, który nie patrzy, czyją krew chłepce. A wy uważcie, że właśnie hańba by na wasz ród spadła, bo jeśliby bratanek wasz przystał na to[485 - przystać na coś (daw.) – zgodzić się na coś. [przypis edytorski]], co mówicie, tedyby i samego, i jego potomstwo za bezecnych wszyscy mieli…

Na to Maćko:

– Nie przystałby on. Ale gdyby się to bez jego wiadomości stało, to by mnie potem pomścił, jako i ja jego pomszczę.

– Ha! – rzekł Tęczyński – wskórajcie u Krzyżaka, by skargi zaniechał…

– Jużem u niego był.

– I co? – spytał wyciągając szyję król – co powiedział?

– Powiedział mi tak: „Trzeba było na tynieckiej drodze o darowanie prosić – nie chcieliście, to teraz i ja nie chcę”.

– A wy czemu nie chcieli?

– Bo przykazał nam z koni zsiąść i na piechotę przepraszać.

Król założył włosy za uszy i chciał coś odpowiedzieć, gdy wtem wszedł dworzanin z oznajmieniem, iż rycerz z Lichtensteinu prosi o posłuchanie.

Usłyszawszy to, Jagiełło spojrzał na Jaśka z Tęczyna, potem na Maćka, lecz kazał im pozostać, może w nadziei, że uda mu się przy tej sposobności załagodzić sprawę swoją powagą królewską.

Tymczasem Krzyżak wszedł, skłonił się królowi i rzekł:

– Miłościwy panie! Oto jest spisana skarga o zniewagę, jaka mnie w królestwie waszym spotkała.

– Skarżcie się jemu – odpowiedział król, ukazując na Jaśka z Tęczyna.

Krzyżak zaś rzekł, patrząc wprost w twarz króla:

– Nie znam waszych praw ni waszych sądów, wiem jeno, że poseł Zakonu przed samym tylko królem skarżyć się może.

Małe oczki Jagiełły zamigotały z niecierpliwości, wyciągnął jednak rękę wziął skargę i oddał Tęczyńskiemu.

Ten zaś rozwinął ją i począł czytać, ale w miarę jak czytał twarz stawała mu się coraz więcej frasobliwa i smutna.

– Panie – rzekł wreszcie – tak nastajecie na życie tego młodzianka, jakby on całemu waszemu Zakonowi był straszny. Zali wy, Krzyżacy, już się i dzieci boicie?

– My, Krzyżacy, nie boim się nikogo – odparł dumnie komtur.

A stary kasztelan dodał z cicha:

– A zwłaszcza Boga.

Powała z Taczewa czynił nazajutrz przed sądem kasztelańskim wszystko, co było w jego mocy, aby winę Zbyszka umniejszyć. Lecz próżno uczynek przypisywał dzieciństwu i niedoświadczeniu, próżno mówił, że nawet i ktoś starszy, gdyby trzy pawie czuby ślubował i o zesłanie ich się modlił, a potem ujrzał nagle taki czub przed sobą, mógłby także pomyśleć, że jest w tym zrządzenie boskie. Jednej rzeczy nie mógł zacny rycerz zaprzeć[486 - zaprzeć się czegoś (daw.) – zaprzeczyć czemuś. [przypis edytorski]], to jest, że gdyby nie on, to kopia Zbyszkowa byłaby uderzyła o pierś Krzyżaka. Kuno zaś kazał przynieść do sądu zbroję, w którą owego dnia był przybrany, i okazało się, że była z cienkiej blachy, używana tylko do uroczystych odwiedzin i tak wiotka, że Zbyszko, zważywszy jego nadzwyczajną siłę, byłby ją niechybnie grotem na wylot przebódł i posła życia pozbawił. Za czym pytano jeszcze Zbyszka, czy myślał Krzyżaka zabić; lecz on nie chciał się tego zapierać. „Wołałem na niego z daleka – rzekł – by kopii nadstawił, bo jużci żywy nie dałby sobie ze łba hełmu zedrzeć – ale gdyby i on był z daleka wołał, iże jest posłem, tedybym go był w spokoju ostawił”.

Podobały się te słowa rycerzom, którzy przez życzliwość dla młodzianka tłumnie się na sąd zgromadzili, i zaraz podniosły się liczne głosy: „Prawda! czemu nie wołał!” Lecz twarz kasztelana pozostała posępna i surowa. Nakazawszy obecnym milczenie, sam także przez chwilę milczał, po czym utkwił w Zbyszka badawcze źrenice i zapytał:

– Możesz-li na mękę Pańską poprzysiąc, żeś płaszcza i krzyża nie widział?

– Nijak! – odpowiedział Zbyszko – żeby ja krzyża nie widział, to myślałbym, że to nasz rycerz, a w naszego przecie bym nie godził.

– A jakoż mógł się inny Krzyżak pod Krakowem znajdować, jeśli nie poseł albo nie z poselskiego pocztu?

Na to nic nie rzekł Zbyszko, bo nie było co rzec. Dla wszystkich było rzeczą aż nazbyt jasną, że gdyby nie pan z Taczewa, to w obecnej chwili leżałby przed sądem nie pancerz posła, ale sam poseł, z przebitą na wieczną hańbę narodowi polskiemu piersią – więc ci nawet, którzy z całej duszy sprzyjali Zbyszkowi, rozumieli, że wyrok nie może być dla niego łaskawy…

Jakoż po chwili kasztelan rzekł:

– Iżeś w zapalczywości swej nie pomyślał, w kogo bijesz, i czynił bez złości, przeto ci Zbawiciel nasz to policzy i daruje, ale ty się, nieboże, Najświętszej Pannie poleć, gdyż prawo nie może ci tego darować…

Usłyszawszy to Zbyszko, chociaż spodziewał się podobnych słów, przybladł nieco, ale wnet potem wstrząsnął w tył swe długie włosy, przeżegnał się i rzekł:

– Wola boska! Ano, trudno!

Następnie zwrócił się do Maćka i ukazał mu oczyma na Lichtensteina, jakby polecając go jego pamięci, a Maćko kiwnął głową na znak, że rozumie i pamięta. Zrozumiał to spojrzenie i ten ruch także i Lichtenstein, i jakkolwiek w piersiach biło mu zarówno mężne, jak i zawzięte serce, jednakże dreszcz przebiegł go na chwilę od stóp do głów, tak straszną i złowrogą twarz miał w tej chwili stary wojownik. Widział Krzyżak, że między nim a owym starym rycerzem, którego twarzy nie mógł nawet dobrze pod hełmem dojrzeć, pójdzie odtąd na śmierć i życie, że gdyby się nawet chciał przed nim skryć, to się nie skryje, i że gdy przestanie być posłem, to się muszą spotkać choćby w Malborgu.

Tymczasem kasztelan udał się do przyległej izby, by podyktować wyrok na Zbyszka biegłemu w piśmie sekretarzowi. Ten i ów z rycerzy zbliżał się podczas owej przerwy do Krzyżaka mówiąc:

– Bogdaj na sądzie ostatecznym łaskawiej-ć osądzono! Radżeś tej krwi?

Lecz Lichtensteinowi chodziło tylko o Zawiszę, gdyż ten, z powodu swych czynów bojowych, znajomości praw rycerskich i niezmiernej surowości w ich przestrzeganiu, znany był po świece szeroko. W sprawach najbardziej zawikłanych, w których chodziło o honor rycerski, udawano sie do niego nieraz bardzo z daleka, i nikt nigdy nie śmiał mu przeczyć, nie tylko dlatego, że pojedyncza walka z nim była niepodobna[487 - niepodobna (daw.) – niemożliwa. [przypis edytorski]], ale i dlatego, że uważano go za „zwierciadło czci”. Jedno słowo przygany albo pochwały z ust jego szybko rozchodziło się między rycerstwem Polski, Węgier, Czech, Niemiec i mogło stanowić o złej lub dobrej sławie rycerza.

Do niego więc zbliżył się Lichtenstein i jakby chcąc usprawiedliwić się ze swej zawziętości rzekł:

– Sam tylko wielki mistrz wraz z kapitułą[488 - kapituła – rada sprawująca władzę w zakonie. [przypis edytorski]] mógłby mu łaskę okazać – ja nie mogę…

– Nic waszemu mistrzowi do naszych praw; łaskę może tu okazać nie on, jeno król nasz – odpowiedział Zawisza.

– A ja, jako poseł, musiałem żądać kary.

– Pierwej byłeś rycerzem niż posłem, Lichtensteinie…

– Zali mniemasz, żem czci uchybił?

– Znasz nasze księgi rycerskie i wiesz, że dwoje zwierząt kazano naśladować rycerzowi: lwa i baranka. Któregożeś z nich w tej przygodzie naśladował?

– Nie tyś moim sędzią…

– Pytałeś, czyś czci nie uchybił, tom ci i odkazał[489 - odkazać – (z ros.) odpowiedzieć. [przypis edytorski]], jako myślę.

– Źleś mi odkazał, bo tego nie mogę przełknąć.

– Własną się, nie moją złością udławisz.

– Ale mi Chrystus policzy, żem o majestat Zakonu więcej dbał niż o swoją chwalbę…

– On też nas wszystkich będzie sądził.

Dalszą rozmowę przerwało wejście kasztelana i sekretarza. Wiedziano już, że wyrok będzie niepomyślny, jednakże uczyniła się głucha cisza. Kasztelan zajął miejsce za stołem i wziąwszy w rękę krucyfiks[490 - krucyfiks – krzyż z przybitą postacią Chrystusa, od łac. crucifixus: ukrzyżowany. [przypis edytorski]], rozkazał Zbyszkowi klęknąć.

Sekretarz zaczął odczytywać po łacinie wyrok. Ani Zbyszko, ani obecni rycerze nie zrozumieli go, jednakże wszyscy domyślili się, że jest to wyrok śmierci. Zbyszko po skończeniu czytania uderzył się kilkakrotnie pięścią w piersi, powtarzając: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. Po czym wstał i rzucił się w ramiona Maćka, który począł całować w milczeniu jego głowę i oczy.

Wieczorem zaś tego dnia herold ogłaszał przy odgłosie trąb rycerzom, gościom i mieszczaństwu na czterech rogach rynku, iż szlachetny Zbyszko z Bogdańca skazan jest z wyroku kasztelańskiego na ucięcie głowy mieczem…

Lecz Maćko wyprosił, by egzekucja nie nastąpiła rychło[491 - rychło (daw.) – szybko. [przypis edytorski]], co mu przyszło łatwo, gdyż ludziom ówczesnym, zamiłowanym w drobiazgowym rozporządzaniu mieniem, zostawiano zwykle czas do układów z rodziną, jak również do pojednania się z Bogiem. Nie chciał też nastawać na prędkie wykonanie wyroku i sam Lichtenstein rozumiejąc, że skoro obrażonemu majestatowi Zakonu stało się zadość, nie należy do reszty zrażać potężnego monarchy, do którego był wysłan nie tylko dla wzięcia udziału w uroczystościach chrzcin, ale i dla układów o ziemię dobrzyńską. Najważniejszym jednak względem było zdrowie królowej. Biskup Wysz[492 - Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]] ani chciał słyszeć o egzekucji przed połogiem, słusznie mniemając, że takiej sprawy nie można będzie przed panią ukryć, ta zaś, gdy się raz o niej dowie, wpadnie w turbację[493 - turbacja (daw.) – trudna sytuacja bądź zmartwienie nią. [przypis edytorski]] mogącą jej ciężko zaszkodzić. W ten sposób pozostawało Zbyszkowi może i kilka miesięcy życia do ostatecznych rozporządzeń i pożegnania się ze znajomymi.

Jakoż Maćko odwiedzał go codziennie i pocieszał, jak umiał. Rozmawiali żałośnie o nieuniknionej śmierci Zbyszkowej, a jeszcze żałośniej o tym, że ród może wyginąć.

– Nie będzie inaczej, jeno musicie babę brać – rzekł raz Zbyszko.

– Wolej[494 - wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]] bym krewniaka jakiego choć z dalekości odszukał – odpowiedział stroskany Maćko. – Gdzie mnie o babach myśleć, kiedy tobie mają szyję uciąć. A choćby też koniecznie przyszło którą brać, nie uczynię tego, nim Lichtensteinowi zapowiedzi rycerskiej nie poślę i pomsty nie dokonam. Już ty się nie bój!…

– Bóg wam zapłać. Niechże mam choć tę uciechę! Alem to wiedział, że mu nie darujecie. Jakoże uczynicie?

– Jak się posłowanie jego skończy, będzie albo wojna, albo spokój – rozumiesz? Jeśli będzie wojna, wyślę mu zapowiedź, żeby przed bitwą do pojedynczej walki ze mną stanął.

– Na udeptanej ziemi?

– Na udeptanej ziemi, konno alibo pieszo, ale jeno na śmierć, nie na niewolę. Będzie-li zaś spokój, to do Malborga pojadę i kopią w bramę zamkową uderzę, a trębaczowi każę otrąbić[495 - otrąbić (daw.) – ogłosić uroczyście. [przypis edytorski]], że go na śmierć wyzywam. Już ci się nie pochowa.

– Pewnie, że się nie pochowa, i rady mu dacie, jakobym widział.

– Rady?… Zawiszy bym nie dał, Paszkowi bym nie dał, Powale też; ale nie chwalący się, takim jak on poradzę dwom. Obaczy krzyżacka jego mać! Zali nie tęższy był ów rycerz od Fryzów? A jakem go ciął z góry bez[496 - bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]] hełm, gdzie mi się topór zatrzymał? Na zębach się zatrzymał. Albo nie?

Odetchnął na to Zbyszko z wielką ulgą i rzekł:

– Lżej będzie ginąć.

I poczęli wzdychać obydwa, po czym stary szlachcic jął[497 - jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]] mówić wzruszonym głosem:

– Ty się nie frasuj[498 - frasować się (daw.) – martwić się. [przypis edytorski]]. Nie będą twoje kości szukały jedna drugiej na sądzie ostatecznym. Trumnę ci kazałem sporządzić dębową, taką, że i kanonicy od Panny Marii nie mają lepszych. Nie zginiesz ty jako ścierciałka[499 - ścierciałka – skartabella, szlachcic bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]]. Ba! i tego nawet nie dopuszczę, żebyć mieli ścinać na tym samym suknie, na którym mieszczanów[500 - mieszczanów – dziś popr.: mieszczan. [przypis edytorski]] ścinają. Jużem się z Amylejem zgodził, że da całkiem nowe, tak zacne, że starczyłoby i królowi na poszycie kożucha. I mszy ci nie pożałuję – nie bój się!

Uradowało się na to serce Zbyszka, więc pochyliwszy się do ręki stryjca, powtórzył:

– Bóg wam zapłać.

Czasem jednak, mimo wszystkich pociech, zdejmowała go okrutna tęsknota, więc innym razem, gdy Maćko przyszedł go odwiedzić, ledwie się z nim przywitawszy, zapytał spoglądając przez kratę w murze:

– A co tam na dworze?

– Pogoda jak złoto, a słonko przygrzewa, aże[501 - aże (daw.) – aż. [przypis edytorski]] całemu światu miło.

Na to Zbyszko założył na kark obie dłonie i przechyliwszy w tył głowę, mówił:

– Hej, mocny Boże! Konia pod sobą mieć i jeździć po polach, po szerokich. Żal ginąć młodemu! Okrutny żal!

– Giną ludzie i z konia! – odparł Maćko.

– Ba! Ale ilu sami przedtem nabiją!…

I począł wypytywać o rycerzy, których na dworze króla widział: o Zawiszę, o Farureja, o Powałę z Taczewa, o Lisa z Targowiska i o wszystkich innych – co robią, czym się zabawiają[502 - zabawiać się (daw.) – zajmować się. [przypis edytorski]], na jakich zacnych ćwiczeniach czas im schodzi? I słuchał chciwie opowiadań Maćka, który prawił, jako rano we zbrojach przez konie skaczą, jako powrozy targają, jako się próbują na miecze i na topory z ołowianymi ostrzami, a w końcu, jak ucztują i jakie pieśni śpiewają. Chciało się Zbyszkowi lecieć do nich z całej duszy i serca, a gdy się dowiedział, że Zawisza zaraz po chrzcinach wybiera się aż hen gdzieś w dół Węgrów[503 - w dół Węgrów – na południe Węgier. [przypis edytorski]] na Turków, nie mógł się wstrzymać od okrzyku:

– Puściliby mnie z nim! niechbym choć przeciw poganom zginął.

Ale nie mogło to być, a tymczasem zdarzyło się coś innego. Oto obie księżne mazowieckie nie przestały myśleć o Zbyszku, który ujął je swoją młodością i urodą. Wreszcie księżna Aleksandra Ziemowitowa[504 - Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]] umyśliła wysłać list do mistrza. Mistrz nie mógł wprawdzie zmienić wyroku wydanego przez kasztelana, ale mógł wstawić się za młodzieńcem do króla. Jagielle nie wypadało wprawdzie okazywać łaski, gdy szło o zamach na posła, zdawało się jednak rzeczą niewątpliwą, że rad ją okaże na wstawiennictwo samego mistrza. Więc nadzieja na nowo wstąpiła w serce obu pań. Księżna Aleksandra[505 - Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]], mając sama słabość do polerowanych[506 - polerowany – tu: obyczajny, wyrafinowany. [przypis edytorski]] rycerzy zakonnych, była i przez nich nadzwyczaj ceniona. Niejednokrotnie szły dla niej z Malborga bogate dary i listy, w których mistrz nazywał ją czcigodną, świątobliwą dobrodziejką i osobliwszą orędowniczką Zakonu. Słowa jej wiele mogły i było rzeczą wielce prawdopodobną, iż nie doznają odmowy. Chodziło tylko o znalezienie gońca, który by dołożył wszelkiej gorliwości, aby jak najprędzej list oddać i z odpowiedzią powrócić. Usłyszawszy o tym, stary Maćko podjął się tego bez wahania…

Uproszony kasztelan wyznaczył termin, do którego obiecał powstrzymać wykonanie wyroku. Pełen otuchy Maćko zakrzątnął się tego samego dnia koło odjazdu, po czym udał się do Zbyszka, aby mu szczęśliwą nowinę zwiastować.

Jakoż w pierwszej chwili Zbyszko wybuchnął tak wielką radością, jakby mu już otworzono drzwi wieży. Następnie jednak zamyślił się, sposępniał nagle i rzekł:

– Kto się tam od Niemców czego dobrego doczeka! Lichtenstein też mógł prosić króla o łaskę – i jeszcze by na tym wygrał, bo pomsty byłby się uchronił – a dlatego nie chciał nic uczynić…

– On się zawziął za to, żeśmy go na tynieckiej drodze nie chcieli przeprosić. O mistrzu Kondracie nie mówią ludzie źle. Wreszcie stracić na tym – nie stracisz.

– Pewnie – rzekł Zbyszko – ale mu się tam nisko nie kłaniajcie.

– Co się mam kłaniać? List od księżnej Aleksandry wiozę – i tyla…

– Ha! kiedyście tacy dobrzy, to niech wam tam Bóg dopomoże…

Nagle spojrzał bystro na stryjca i rzekł:

– Ale jeśli mi król daruje, to Lichtenstein będzie mój, nie wasz. Pamiętajcie…

– Jeszcześ szyi niepewny[507 - szyi niepewny – niepewny, czy nie wykonają na nim wyroku śmierci. [przypis edytorski]], to żadnych zapowiedzi nie czyń. Dość masz tamtych głupich ślubów – odrzekł z gniewem stary.

Po czym rzucili się sobie w objęcia – i Zbyszko został sam. Nadzieja i niepewność miotały na przemian jego duszą, a gdy przyszła noc, a z nią burza na niebie, gdy zakratowane okno poczęło rozświecać się złowrogim światłem błyskawic, a mury trząść się od grzmotów, gdy wreszcie wicher wpadł ze świstem do wieży i zgasił mdły[508 - mdły (daw.) – słaby. [przypis edytorski]] kaganek[509 - kaganek – lampka oliwna. [przypis edytorski]] przy łożu: pogrążony w ciemności Zbyszko stracił znów wszelką otuchę – i całą noc ani na chwilę oczu nie mógł zamrużyć…

„Już ja się śmierci nie wywinę – myślał – i wszystko nic nie pomoże”.

Wszelako nazajutrz przyszła do niego w odwiedziny zacna księżna Anna Januszowa, a z nią i Danusia ze swoją luteńką za pasem. Zbyszko padł im kolejno do nóg, po czym jakkolwiek był w utrapieniu, po bezsennej nocy, w niedoli i niepewności, nie do tyla jednak zapomniał o rycerskiej powinności, aby nie okazać Danusi zdumienia nad jej urodą…

Lecz księżna podniosła na niego oczy pełne smutku i rzekła:

– Nie dziwuj się ty jej, bo jeśli Maćko dobrej odpowiedzi nie przywiezie albo zgoła nie wróci, będziesz ty się wkrótce, niebożę, lepszym rzeczom w niebie dziwował.

Po czym jęła ronić łzy, rozmyślając o przyszłym niepewnym losie rycerzyka, a Danusia zawtórowała jej zaraz. Zbyszko pochylił się na nowo do ich nóg, bo i jego serce zmiękło wobec tych płaczów jak wosk w cieple. Nie kochał on tak Danusi, jak mąż kocha niewiastę, poczuł jednak, że ją kocha z całej duszy i że na jej widok dzieje mu się w piersiach coś takiego, jakby w nich tkwił drugi człowiek, mniej srogi, mniej zapędliwy[510 - zapędliwy (daw.) – popędliwy, skłonny do szybkiego a nieprzemyślanego działania. [przypis edytorski]], mniej wojną dyszący, a natomiast jakby słodkiego kochania spragniony. Chwycił go wreszcie żal ogromny, iż musi ją porzucić i nie będzie mógł dotrzymać tego, co ślubował.

– Już ja ci, niebogo, pawich czubów pod nogi nie podłożę – mówił. – Ale jeśli przed boskim obliczem stanę, tedy tak powiem: „Odpuść mi, Panie, grzechy, ale co jest dobra wszelkiego na ziemi, to daj nie komu innemu, tylko pannie Jurandównie ze Spychowa”.

– Niedawnoście się poznali – rzekła księżna. – Nie da Bóg, by to było na próżno.

Zbyszko zaczął wspominać wszystko, co zaszło w gospodzie tynieckiej, i rozczulił się zupełnie. W końcu jął prosić Danusi, by mu zaśpiewała tę samą pieśń, którą śpiewała wówczas, kiedy ją to chwycił z ławki i przyniósł do księżnej.

Więc Danusia, choć było jej nie do śpiewania, wzniosła zaraz główkę ku sklepieniu i przymknąwszy jako ptaszek oczki, poczęła:

		Gdybym ci ja miała
		Skrzydłeczka jak gąska,
		Poleciałabym ja
		Za Jaśkiem do Śląska.

		Usiadłabym ci ja
		Na śląskowskim płocie…
		„Przypatrz się, Jasiulku…”[511 - Za Jasiem do Śląska – pieśń ludowa spotykana w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. [przypis edytorski]]

Lecz nagle spod stulonych rzęsów[512 - rzęsów – dziś popr.: rzęs. [przypis edytorski]] wypłynęły jej łzy obfite – i nie mogła dłużej śpiewać. A Zbyszko porwał ją na ręce tak samo jak niegdyś w tynieckiej gospodzie i począł chodzić z nią po izbie, powtarzając w uniesieniu:

– Nie paniej jeno ja bym w tobie szukał. Niechby mnie Bóg wyratował, niechbyś dorosła – i niechby rodzic pozwolili – to by ja cię brał, dziewczyno!… Hej!…

Danusia, objąwszy go za szyję, skryła spłakaną twarz na jego ramieniu – a w nim żal wstawał coraz większy, który płynąc z głębi wolnej natury słowiańskiej, zmieniał się w tej prostej duszy niemal w pieśń polną:

		To by ja cię brał, dziewczyno!
		To by ja cię brał!…




Rozdział szósty


Wtem zaszedł wypadek, wobec którego inne sprawy straciły wszelkie znaczenie w ludzkich oczach. Pod wieczór dnia 21 czerwca rozeszła się po zamku wiadomość o nagłym zasłabnięciu królowej[513 - Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]]. Wezwani medycy pozostali wraz z biskupem Wyszem[514 - Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]] przez całą noc w jej komnacie, a tymczasem dowiedziano się od niewiast służebnych, iż pani zagroziła słabość przedwczesna. Kasztelan krakowski Jaśko Topór z Tęczyna wysłał tejże nocy gońców do nieobecnego króla. Nazajutrz rano wieść gruchnęła po mieście i okolicy. Był dzień niedzielny, więc tłumy napełniły wszystkie świątynie, w których księża nakazali modlitwy za zdrowie królowej. Wówczas ustała wszelka wątpliwość. Po nabożeństwie goście rycerscy, którzy się już byli zjechali na spodziewane uroczystości, szlachta oraz deputacje[515 - deputacja (daw.) – delegacja. [przypis edytorski]] kupieckie udały się na zamek; cechy[516 - cech – samorządna organizacja rzemieślników, skupiająca przedstawicieli określonego zawodu. [przypis edytorski]] i bractwa[517 - bractwo – organizacja religijna, zrzeszająca ludzi o podobnych formach pobożności (np. bractwo różańcowe). [przypis edytorski]] wystąpiły z chorągwiami. Od południa nieprzeliczone roje ludu otoczyły Wawel, między którymi utrzymywali ład łucznicy królewscy, nakazując spokojność i ciszę. Miasto wyludniło się prawie zupełnie i tylko przez opustoszałe ulice przeciągały od czasu do czasu gromady okolicznego chłopstwa, które również już zwiedziało się o chorobie uwielbianej pani i dążyło pod zamek. Wreszcie w głównej bramie pojawili się biskup i kasztelan[518 - kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]], z nimi zaś kanonicy[519 - kanonik – w średniowieczu duchowny żyjący przy katedrze według reguł kanonicznych. [przypis edytorski]] katedralni, rajcy[520 - rajcy – tu: doradcy. [przypis edytorski]] królewscy i rycerze. Ci rozeszli się wzdłuż murów, między lud, z twarzami zwiastującymi nowinę, zaczęli jednak od surowego rozkazu, aby powstrzymano się od wszelkich okrzyków, te bowiem mogłyby chorej zaszkodzić. Za czym zwiastowali wszem wobec, iż królowa powiła córkę. Nowina napełniła radością serca, zwłaszcza gdy zarazem dowiedziano się, iż jakkolwiek połóg był przedwczesny, nie masz[521 - nie masz (daw.) – nie ma. [przypis edytorski]] jednak widomego[522 - widomy (daw.) – widoczny. [przypis edytorski]] niebezpieczeństwa ni dla matki, ni dla dziecięcia. Tłumy poczęły się rozchodzić, albowiem pod zamkiem nie wolno było krzyczeć, każdy zaś chciał pofolgować radości. Jakoż, gdy wypełniły się ulice prowadzące na rynek, ozwały się wnet pieśni i radosne nawoływania. Nie trapiono się tym, że przyszła na świat córka. „Albo źle było, mówiono, że król Louis[523 - Ludwik Węgierski – węg. Lajos I Nagy, Ludwik I Wielki (1326–1382), król Węgier w latach 1342–1382, król Polski w latach 1370–1382, ojciec Jadwigi. [przypis edytorski]] nie miał synów i że Królestwo dostało się Jadwidze? Przez jej to małżeństwo z Jagiełłą podwoiła się moc państwa. Tak będzie i teraz. Gdzież szukać takiej dziedziczki, jako będzie nasza królewna, gdy ni cesarz rzymski, ni żaden z innych królów nie posiadają tak wielkiego państwa, tak obszernych ziemi ni tak licznego rycerstwa! Będą się dobijali o jej rękę najpotężniejsi monarchowie ziemi, będą się kłaniali królowej i królowi, będą zjeżdżali do Krakowa, a nam, kupcom, korzyść z tego wypadnie, nie mówiąc o tym, że nowe jakieś państwo, czeskie albo węgierskie, z naszym się Królestwem połączy.” Tak to między sobą mówili kupcy – i radość stawała się z każdą chwilą powszechniejsza. Ucztowano w domach prywatnych i w gospodach. Rynek zaroił się od latarni i pochodni. Po przedmieściach podkrakowscy kmiecie[524 - kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]], których coraz więcej ściągało się do miasta, porozkładali się obozem przy wózkach. Żydzi rajcowali[525 - rajcować (daw.) – radzić. [przypis edytorski]] przy synagodze na Kazimierzu. Do późna w noc, prawie do brzasku, wrzało na rynku, szczególniej koło ratusza i wagi, jak w czasie wielkich jarmarków. Udzielano sobie wzajem wiadomości; posyłano po nie na zamek i oblegano tłumnie wracających z nowinami.

Najgorsza z nich była ta, że ksiądz biskup Piotr ochrzcił dziecko tej samej nocy, z czego wnoszono[526 - wnosić z czegoś – wnioskować z czegoś. [przypis edytorski]], że musi być bardzo słabe. Doświadczone mieszczki przytaczały jednak wypadki, w których dzieci urodzone na wpół martwe odzyskiwały siłę do życia właśnie po chrzcie. Więc pokrzepiano się nadzieją, którą wzmagało i imię nadane dziewczynce. Mówiono, że żaden Bonifacy ni żadna Bonifacja nie może umrzeć zaraz po urodzeniu, gdyż przeznaczono im jest coś dobrego uczynić, w pierwszych zaś leciech[527 - leciech – dziś popr.: latach. [przypis edytorski]], tym bardziej w pierwszych miesiącach życia, dziecko nie może czynić ni źle, ni dobrze.

Następnego dnia jednak przyszły z zamku wiadomości niepomyślne i o niemowlęciu, i o matce – i wzburzyły miasto. W kościołach przez cały dzień panował tłok jak w czasie odpustu. Posypały się wota[528 - wotum – symboliczny dar wieszany na ołtarzu, na świętym obrazie bądź na posągu religijnym jako prośba o wstawiennictwo lub podziękowanie za nie. [przypis edytorski]] za zdrowie królowej i królewny. Widziano ze wzruszeniem ubogich wieśniaków ofiarujących ćwiartki zboża, jagnięta, kury, wianuszki suszonych grzybów lub krobie[529 - krobia (daw.) – kosz. [przypis edytorski]] orzechów. Płynęły znaczne ofiary od rycerstwa, od kupców, od rzemieślników. Rozesłano gońców do cudownych miejsc. Astrologowie badali gwiazdy. W samym Krakowie nakazano uroczyste procesje. Wystąpiły wszystkie cechy[530 - cech – samorządna organizacja rzemieślników, skupiająca przedstawicieli określonego zawodu. [przypis edytorski]] i wszystkie bractwa[531 - bractwo – organizacja religijna, zrzeszająca ludzi o podobnych formach pobożności (np. bractwo różańcowe). [przypis edytorski]]. Całe miasto zakwitło chorągwiami. Odbyła się i procesja dzieci, sądzono bowiem, że niewinne istoty najłatwiej ubłagają Boga o łaskę. Przez bramy miejskie zjeżdżały coraz nowe tłumy z okolicy.

I tak płynął dzień za dniem wśród ustawicznego[532 - ustawiczny (daw.) – ciągły. [przypis edytorski]] bicia w dzwony, wśród gwaru po kościołach, procesyj i nabożeństw. Lecz gdy upłynął tydzień, a i dostojna chora, i dziecię żyły jeszcze, poczęła otucha wstępować w serca. Zdawało się ludziom rzeczą niepodobną, aby Bóg zabrał przedwcześnie władczynię państwa, która tyle dla niego uczyniwszy, musiałaby pozostawić niedokończone ogromne dzieło – i apostołkę, która ofiarą własnego szczęścia przywiodła do chrześcijaństwa ostatni pogański naród w Europie. Uczeni wspominali, ile uczyniła dla Akademii[533 - Akademia Krakowska – założona w 1364 w Kazimierzu z fundacji Kazimierza III Wielkiego, odnowiona w 1400 w Krakowie przez Władysława II Jagiełłę z fundacji Jadwigi Andegaweńskiej, od 1817 funkcjonuje pod nazwą Uniwersytet Jagielloński. [przypis edytorski]], duchowni – ile dla chwały Bożej, statyści[534 - statysta (daw.) – mąż stanu, polityk, strateg. [przypis edytorski]] – ile dla pokoju między chrześcijańskimi monarchami, prawoznawcy – ile dla sprawiedliwości, biedni – ile dla ubóstwa, i wszystkim nie mieściło się w głowie, iżby życie tak potrzebne dla Królestwa i świata całego mogło być przedwcześnie przecięte.

Tymczasem 13 lipca dzwony żałobne oznajmiły śmierć dziecka. Zawrzało znów miasto i niepokój ogarnął ludzi, a tłumy powtórnie obiegły Wawel, dopytując o zdrowie królowej. Lecz tym razem nikt nie wychodził z dobrą nowiną. Owszem, twarze panów wjeżdżających na zamek lub wyjeżdżających przez bramy były posępne i z każdym dniem posępniejsze. Mówiono, że ksiądz Stanisław ze Skarbimierza[535 - Stanisław ze Skarbimierza – (ok. 1365–1431), pierwszy rektor Akademii Krakowskiej, wybitny kaznodzieja. [przypis edytorski]], mistrz nauk wyzwolonych[536 - siedem nauk wyzwolonych – stanowiło program średniowiecznej edukacji uniwersyteckiej: gramatyka, dialektyka, retoryka, geometria, arytmetyka, astronomia, muzyka. [przypis edytorski]] w Krakowie, nie odstępuje już królowej, która codziennie przystępuje do komunii. Mówiono również, że po każdym przystąpieniu komnata jej napełnia się światłem niebieskim. Niektórzy widzieli je nawet przez okna, ale widok ten raczej przerażał oddane pani serca jako oznaka, że rozpoczyna się już dla niej życie zaziemskie.

Niektórzy nie wierzyli jednak, aby się mogła stać rzecz tak straszna, i ci krzepili[537 - krzepić się (daw.) – wzmacniać się. [przypis edytorski]] się nadzieją, że sprawiedliwe nieba poprzestaną na jednej ofierze. Tymczasem w piątek z rana dnia 17 lipca gruchnęło między ludem, iż królowa kona. Kto żył, spieszył pod zamek. Miasto opustoszało tak, że zostali w nim tylko kalecy, albowiem nawet matki z niemowlętami pośpieszyły do bram. Sklepy były pozamykane; nie gotowano jadła. Ustały wszystkie sprawy, a natomiast pod Wawelem czerniało jedno morze ludu – niespokojne, przerażone, ale milczące.

Wtem o godzinie trzynastej z południa ozwał się dzwon na katedralnej wieży. Nie zrozumiano od razu, co to znaczy, jednakowoż niepokój począł podnosić włosy na głowach. Wszystkie głowy i wszystkie oczy zwróciły się ku wieżycy na kołyszący się z coraz większym rozmachem dzwon, którego żałosny jęk poczęły powtarzać inne w mieście: u Franciszkanów, u Św. Trójcy, u Panny Marii – i hen dalej, jak miasto długie i szerokie. Zrozumiano wreszcie, co znaczą owe jęki; dusze ludzkie napełniły się przerażeniem i takim bólem, jakby one spiżowe serca dzwonów uderzały wprost w serca wszystkich obecnych.

Nagle na wieży ukazała się czarna chorągiew z wielką trupią głową pośrodku, pod którą bielały dwa złożone na krzyż piszczele ludzkie. Wówczas ustała wszelka wątpliwość. Królowa oddała ducha Bogu.

Pod zamkiem rozległ się ryk i płacz stu tysięcy ludzi – i pomieszał się z ponurymi odgłosami dzwonów. Niektórzy rzucali się na ziemię, inni darli na sobie szaty lub rozdrapywali twarze, inni spoglądali na mury w niemym osłupieniu, niektórzy jęczeli głucho, niektórzy wyciągając ręce ku kościołowi i komnacie królowej wzywali cudu i Bożego miłosierdzia. Lecz ozwały się także głosy gniewne, które w uniesieniu i rozpaczy dochodziły do bluźnierstw. „Przecz[538 - przecz (daw.) – dlaczego. [przypis edytorski]] nam zabrano naszą umiłowaną? Na cóż się zdały nasze procesje, nasze modlitwy i błagania? To miłe były srebrne i złote wota, a za to nic? Wziąć wzięto, a dać nie dano!” Inni wszelako powtarzali, zalewając się łzami i jęcząc: „Jezu! Jezu! Jezu!” Tłumy chciały wejść do zamku, by spojrzeć jeszcze raz na ukochaną twarz Pani. Nie puszczono ich, ale im przyobiecano, że wkrótce ciało będzie wystawione w kościele, a wtedy każdy będzie mógł oglądać je i modlić się przy nim. Za czym pod wieczór posępne tłumy zaczęły wracać ku miastu, opowiadając sobie o ostatnich chwilach królowej, o przyszłym pogrzebie i o cudach, które się będą działy przy jej ciele i około jej grobowca, a których wszyscy byli zupełnie pewni. Rozpowiadano również, że królowa zaraz po śmierci będzie kanonizowaną[539 - kanonizacja – uznanie przez Kościół danej osoby za świętą. [przypis edytorski]] – gdy zaś niektórzy wątpili, czy się to może stać, poczęto się oburzać i grozić Awinionem[540 - Awinion – w latach 1378–1417 na skutek tarć politycznych wśród kardynałów oraz działań królów Francji wielokrotnie wybierano dwóch, a nawet trzech papieży jednocześnie. Obóz związany z Francją stworzył drugą siedzibę papieską w mieście Avingon. Obecnie papieże awiniońscy uznawani są za antypapieży (osoby nieprawnie sprawujące ten urząd), a okres ten określany jest mianem ”wielkiej schizmy zachodniej”. [przypis edytorski]]…

Smutek ponury padł na miasto, na cały kraj, i nie tylko ludowi pospolitemu, ale i wszystkim wydało się, że wraz z królową zagasła dla Królestwa pomyślna gwiazda. Nawet między panami krakowskimi byli tacy, którzy czarno patrzyli w przyszłość. Poczęto zadawać sobie i innym pytania, co teraz będzie? czyli Jagiełło po śmierci królowej ma prawo panować w Królestwie, czyli też wróci na swoją Litwę i poprzestanie na wielkoksiążęcym tronie? Niektórzy przewidywali – i jak się okazało, nie bez słuszności – że sam on zechce ustąpić i że w takim razie odpadną od Korony obszerne ziemie, rozpoczną się znów napady od strony Litwy i krwawe odwety zawziętych mieszkańców Królestwa. Zakon się wzmoże[541 - wzmóc się (daw.) – wzmocnić się, urosnąć w siły. [przypis edytorski]], wzmoże się cesarz rzymski i król węgierski – a Królestwo, do wczoraj jedno z najpotężniejszych w świecie, przyjdzie do upadku i pohańbienia.

Kupcy, dla których stanęły otworem obszerne kraje litewskie i ruskie, czynili w przewidywaniu strat śluby pobożne, aby Jagiełło pozostał na Królestwie, lecz w takim znów razie przepowiadano rychłą wojnę z Zakonem. Wiadomo było, że powstrzymywała ją tylko królowa. Ludzie przypominali sobie teraz, jak niegdyś, oburzona na chciwość i drapieżność Krzyżaków, mówiła im w proroczym widzeniu: „Póki ja żyję, póty powstrzymuję rękę i słuszny gniew męża mojego, lecz pamiętajcie, iż po mojej śmierci spadnie na was kara za wasze grzechy!’”

Oni w pysze i zaślepieniu nie lękali się wprawdzie wojny licząc, że gdy po śmierci królowej urok jej świętobliwości nie będzie powstrzymywał napływu ochotników z państw zachodnich, naówczas przyjdą im w pomoc tysiące bojowników z Niemiec, z Burgundii[542 - Burgundia – region w centralnej Francji. [przypis edytorski]], Francji i dalszych jeszcze krajów. Lecz śmierć Jadwigi[543 - Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]] była jednakże wypadkiem tak doniosłym, że poseł krzyżacki Lichtenstein, nie czekając nawet na przyjazd nieobecnego króla, ruszył co prędzej do Malborga, by jak najprędzej donieść wielkiemu mistrzowi i kapitule[544 - kapituła – rada sprawująca władzę w zakonie. [przypis edytorski]] ważną i poniekąd groźną nowinę.

Posłowie: węgierski, rakuski[545 - rakuski (daw.) – austriacki. [przypis edytorski]], cesarski, czeski, wyruszyli za nim lub też wysłali gońców do swych monarchów. Jagiełło[546 - Władysław II Jagiełło – (ok. 1362–1434), syn wlk. księcia Olgierda, wielki książę litewski, król Polski od małżeństwa z Jadwigą (1386). Dwukrotnie ochrzczony (przez matkę Juliannę w obrządku wschodnim i przez biskupów polskich przed ślubem w obrządku łacińskim), osobiście dowodził w bitwie pod Grunwaldem. [przypis edytorski]] przyjechał do Krakowa w ciężkiej rozpaczy. W pierwszej chwili oświadczył panom, że nie chce już dalej królować bez królowej i że odjedzie na swoje dziedzictwo do Litwy, po czym z żalu wpadł jakoby w odrętwienie, nie chciał rozstrzygać żadnych spraw, nie odpowiadał na pytania, chwilami zaś wpadał w straszny gniew na samego siebie za to, że był odjechał, że nie był przy śmierci królowej, że się z nią nie pożegnał i nie wysłuchał jej ostatnich słów i poleceń. Próżno Stanisław ze Skarbimierza i biskup Wysz[547 - Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]] przedkładali[548 - przedkładać (daw.) – wyjaśniać, tłumaczyć. [przypis edytorski]] mu, że choroba królowej wypadła niespodzianie i że wedle[549 - wedle (daw.) – według. [przypis edytorski]] ludzkich obliczeń miał wszelki czas wrócić, gdyby połóg odbył się był w porze właściwej. Nie przynosiło mu to żadnej pociechy ani nie koiło jego żalu. „Nie król ja bez niej – odpowiadał biskupowi – jeno grzesznik pokajany[550 - kajać się (daw.) – przyznawać się do winy i jej żałować. [przypis edytorski]], który nie zazna pociechy”. Po czym wbijał oczy w ziemię i nikt nie mógł od niego słowa więcej wydobyć.

Tymczasem wszystkie umysły zajęły się pogrzebem królowej. Z całego kraju poczęły ściągać nowe tłumy panów, szlachty i ludu, zwłaszcza ubóstwa, które spodziewało się obfitych zysków z jałmużn przy obrzędzie pogrzebowym, mającym trwać przez cały miesiąc. Ciało królowej ustawiono w katedrze na podwyższeniu urządzonym w ten sposób, że szersza część trumny, w której spoczywała głowa zmarłej, znajdowała się znacznie wyżej od dolnej. Urządzono tak umyślnie, by lud mógł lepiej widzieć twarz królowej. W katedrze odprawiało się nieustające nabożeństwo: przy katafalku płonęły tysiące świec woskowych, a wśród tych blasków i wśród kwiatów leżała Ona, spokojna, uśmiechnięta, podobna do białej róży mistycznej – ze złożonymi w krzyż rękoma na lazurowej sukni. Lud widział w niej świętą, przyprowadzano do niej opętanych, kaleki, chore dzieci – i raz w raz w środku świątyni rozlegał się krzyk to jakiejś matki, która na twarzy chorego dziecka spostrzegła rumieńce, zwiastuny zdrowia, to jakiegoś paralityka, który nagle odzyskiwał władzę w schorzałych członkach. Wówczas serca ludzkie przejmował dreszcz, wieść o cudzie przelatywała kościół, zamek, miasto i ściągała coraz większe roje nędzy ludzkiej, która od cudu tylko mogła spodziewać się poratowania.

O Zbyszku zapomniano tymczasem zupełnie, któż bowiem wobec tak olbrzymiego nieszczęścia pamiętać mógł o zwyczajnym pacholęciu[551 - pacholę (daw.) – dziecko. [przypis edytorski]] szlacheckim i o jego uwięzieniu w baszcie zamkowej! Zbyszko wiedział jednakowoż od stróżów więziennych o chorobie królowej, słyszał gwar ludu koło zamku, a gdy usłyszał jego płacz i bicie we dzwony, rzucił się na kolana i przepomniawszy o własnym losie, z całej duszy jął opłakiwać śmierć uwielbionej Pani. Zdawało mu się, że razem z nią zgasło coś i dla niego i że wobec takiej śmierci nie warto nikomu żyć na świecie.

Echa pogrzebu, dzwony kościelne, śpiewy procesyj i zawodzenia tłumów dochodziły go przez całe tygodnie. Przez ten czas sposępniał, stracił ochotę do jadła, do snu i chodził po swoim podziemiu jak dziki zwierz po klatce. Ciążyła mu samotność, gdyż bywały dni, że nawet stróż więzienny nie przynosił mu świeżego jadła i wody, tak dalece wszyscy byli zajęci pogrzebem królowej. Od czasu jej śmierci nie odwiedził go nikt: ani księżna, ani Danusia, ani Powała z Taczewa, który dawniej tyle okazywał mu życzliwości, ani kupiec Amylej, znajomek Maćka. Zbyszko z goryczą myślał, że gdy Maćka nie stało[552 - nie stało (daw.) – zabrakło. [przypis edytorski]], zapomnieli o nim wszyscy. Chwilami przychodziło mu do głowy, że może zapomni o nim i prawo – i że przyjdzie mu gnić do śmierci w tym więzieniu. Wówczas modlił się o śmierć.

Wreszcie gdy od pogrzebu królowej upłynął miesiąc, a rozpoczął się drugi, począł wątpić i o powrocie Maćka. Obiecał przecie Maćko jechać pośpiesznie, konia nie żałować. Malborg nie na końcu świata. Przez dwanaście niedziel[553 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]] można było dojechać i wrócić – zwłaszcza gdy komuś pilno było. „Ale może i jemu niepilno! – myślał z żalem Zbyszko – może sobie gdzie po drodze babę upatrzył i rad ją do Bogdańca powiezie, aby się własnego potomstwa doczekać, a ja tu będę przez wieki zmiłowania boskiego wyglądał!”

Stracił wreszcie rachubę czasu, przestał całkiem rozmawiać ze stróżą[554 - stróża (daw.) – straż. [przypis edytorski]] i tylko z pajęczyny, pokrywającej coraz obficiej żelazną kratę w oknie, miarkował, że na świecie nadchodzi jesień. Siadywał teraz całymi godzinami na łożu, z łokciami na kolanach, z palcami we włosach, które mu już daleko za ramiona sięgały – i w półśnie, w półodrętwieniu nie podnosił głowy nawet i wówczas, gdy strażnik zagadał do niego, przynosząc spyżę[555 - spyża (daw.) – pożywienie. [przypis edytorski]]. Aż pewnego dnia skrzypnęły wrzeciądze i znajomy głos zawołał od progu więzienia:

– Zbyszku!

– Stryjko! – krzyknął Zbyszko, zerwawszy się z tapczana[556 - tapczana – dziś popr.: tapczanu. [przypis edytorski]].

Maciek chwycił go w ramiona, po czym objął mu jasną głowę dłońmi i począł ją całować. Żal, gorycz i tęsknota tak wezbrały w sercu młodzianka, że począł płakać na piersiach stryjca jak małe dziecko.

– Myślałem, że już nie wrócicie – rzekł łkając.

– Boć i niewiele brakło – odrzekł Maciek.

Dopieroż Zbyszko podniósł głowę i spojrzawszy na niego, zawołał:

– A z wami co się stało?

I patrzył ze zdumieniem na wynędzniałą, zapadłą i bladą jak płótno twarz starego wojownika, na jego pochyloną postać i na posiwiałe włosy.

– Co z wami? – powtórzył.

Maćko siadł na tapczanie i przez chwilę oddychał ciężko.

– Co się stało? – rzekł wreszcie. – Ledwiem granicę przejechał, postrzelili mnie w boru Niemcy z kuszy. Zbóje-rycerze! – wiesz? Ciężko mi jeszcze dychać… Bóg zesłał mi pomoc – inaczej byś mnie tu nie widział.

– Któż was zratował?

– Jurand ze Spychowa – odrzekł Maćko.

Nastała chwila milczenia.

– Oni napadli mnie, a w pół dzionka później on ich. Ledwie połowa mu ich uszła. Mnie wziął do gródka, i tam w Spychowie ze śmiercią-m się przez trzy niedziele[557 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]] zmagał. Bóg nie dał skonać – i choć mi jeszcze ciężko, alem wrócił.

– A to nie byliście w Malborgu?

– Z czymżem miał jechać? Obdarli mnie do cna[558 - do cna (daw.) – całkiem, zupełnie. [przypis edytorski]] i list z innymi rzeczami zabrali. Wróciłem prosić księżny Ziemowitowej o drugi, alem się z nią w drodze rozminął – i czy ją zgonię[559 - zgonić (daw.) – dogonić. [przypis edytorski]] – nie wiem – bo mi się też na tamten świat wybierać.

To rzekłszy, splunął na dłoń i wyciągnąwszy ją ku Zbyszkowi, ukazał na niej czystą krew mówiąc:

– Widzisz?

A po chwili dodał:

– Widać wola boska.

Czas jakiś milczeli obaj pod brzemieniem posępnych myśli, po czym Zbyszko rzekł:

– To tak ciągle krwią plwacie[560 - plwać – dziś: pluć. [przypis edytorski]]?

– Jakoże nie mam plwać, kiedy mi na pół piędzi[561 - piędź – dawna miara długości, ok. 18-22 cm. [przypis edytorski]] grota między żebrami utkwiło! Plwałbyś i ty – nie bój się. Ale u Juranda ze Spychowa już mi się lepiej uczyniło, jeno żem się ninie[562 - ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]] okrutnie znów zmęczył, bo droga długa, a pilnom[563 - pilno – tu: w pośpiechu. [przypis edytorski]] jechał.

– Hej! po co wam się było spieszyć?

– Bom chciał księżnę Aleksandrę[564 - Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]] zdybać[565 - zdybać – spotkać. [przypis edytorski]] i brać od niej drugie pisanie. A Jurand ze Spychowa prawił[566 - prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]] tak: „Jedźcie – powiada – i wracajcie z listem do Spychowa. Ja – prawi – mam kilku Niemców pod podłogą, to jednego na słowo rycerskie uwolnię i ten list do mistrza powiezie”. A on ich tam zawsze kilku przez pomstę za śmierć żony pod sobą trzyma i rad słucha, jako mu nocami jęczą a żelaziwem brzękają, gdyż jest człek zawzięty. Rozumiesz?

– Rozumiem. Jeno to mi dziwno, żeście pierwszy list stracili, bo skoro Jurand ułapił tych, którzy was napadli, to list powinien był być przy nich.

– Nie ułapił ci ich wszystkich. Uszło coś z pięciu. Taka już dola nasza.

To rzekłszy, Maćko odchrząknął, splunął znów krwią i stęknął trochę z bólu w piersiach.

– Ciężko was postrzelili – rzekł Zbyszko. – Jakże to? Z zasadzki?

– Z kuszczów[567 - kuszcze (daw.) – krzaki, chaszcze, zarośla. [przypis edytorski]] tak gęstych, że na krok nie było nic widać. A jechałem bez zbroi, bo mi kupcy mówili, że kraj bezpieczny – i upał był.

– Któż zbójom przywodził? Krzyżak?

– Nie zakonnik, ale Niemiec, Chełmińczyk z Lentzu, wsławion z rozbojów i grabieży.

– Cóż się z nim stało?

– U Juranda na łańcuchu. Ale on też ma w podziemiu dwóch szlachty Mazurów, których chce za siebie oddać.

Znów zapadło milczenie.

– Miły Jezu – rzekł wreszcie Zbyszko – to Lichtenstein będzie żyw i ów z Lentzu także, a nam trzeba ginąć bez pomsty. Mnie głowę utną, a i wy pewnikiem już się nie przezimujecie.

– Ba! i do zimy nie dociągnę. Żeby choć ciebie jako zratować…

– Widzieliście tu kogo?

– Byłem u kasztelana[568 - kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]] krakowskiego, bo jakem się dowiedział, że Lichtenstein wyjechał, myślałem, że ci pofolgują[569 - pofolgować (daw.) – potraktować łagodniej. [przypis edytorski]].

– A to Lichtenstein wyjechał?

– Zaraz po śmierci królowej, do Malborga. Byłem tedy u kasztelana, ale on powiedział tak: „Nie dlatego waszemu bratankowi głowę utnę, aby się Lichtensteinowi pochlebić, jeno że taki jest wyrok, a czy Lichtenstein tu jest, czy go nie ma, to wszystko jedno. Choćby też Krzyżak i umarł, nic to nie zmieni, bo – powiada – prawo jest wedle sprawiedliwości – nie tak jako kubrak, któren[570 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] możesz do góry podszewką przewrócić. Król – prawi – może łaskę okazać, ale nikt inny”.

– A gdzie król?

– Pojechał po pogrzebie aż na Ruś.

– No, to i nie ma rady.

– Nijakiej. Kasztelan powiadał jeszcze: „Żal mi go, bo i księżna Anna[571 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] za nim prosi, ale jak nie mogę, to nie mogę…”

– A księżna Anna jeszcze też jest?…

– Niech jej ta Bóg zapłaci! To dobra pani. Jeszcze tu jest, bo Jurandówna zachorzała, a księżna ją miłuje jak własne dziecko.

– O, dla Boga! To i Danuśkę chorość napadła. Coże jej takiego?

– Bo ja wiem!… księżna powiada, że ją ktoś urzekł[572 - urzec – tu: rzucić na kogoś zły urok. [przypis edytorski]].

– Pewnie Lichtenstein! nikt inny, jeno Lichtenstein – sobacza mać!

– Może i on. Ale co mu zrobisz? – nic.

– To dlatego wszyscy mnie tu zabaczyli[573 - zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]], że i ona była chora…

To rzekłszy, Zbyszko jął chodzić wielkimi krokami po izbie, a wreszcie chwycił rękę Maćka, ucałował ją i rzekł:

– Bóg wam zapłać za wszystko, boć z mojej przyczyny pomrzecie, ale skoroście jeździli aż do Prus, to póki do reszty nie zesłabniecie, uczyńcież jeszcze dla mnie jedną rzecz. Pójdźcie do kasztelana i proście, żeby mnie na słowo rycerskie puścił choć na dwanaście niedziel[574 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]]. Potem wrócę i niech mi szyję utną, ale – to przecie tak nie może być, byśmy bez nijakiej pomsty poginęli. Wiecie… pojadę do Malborga i zara[575 - zara – dziś popr.: zaraz. [przypis edytorski]] zapowiedź Lichtensteinowi poślę. Już też nie może być inaczej. Jego śmierć albo moja! Maćko począł trzeć czoło:

– Pójść pójdę, ale czy kasztelan pozwoli?

– Słowo rycerskie dam. Na dwanaście niedziel – więcej mi nie trza…

– Co ta gadać: na dwanaście niedziel! A jak będziesz ranny i nie wrócisz, co pomyślą?…

– To choćby na czworakach wrócę. Ale nie bójcie się! I widzicie, może przez ten czas zjedzie król z Rusi; to mu się będzie można o zmiłowanie pokłonić.

– Prawda jest – rzekł Maćko.

Lecz po chwili dodał:

– Bo mnie kasztelan i to jeszcze powiadał: „Przepomnieliśmy[576 - przepomnieć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]] o waszym bratanku z przyczyny śmierci królowej, ale teraz niechże się to już skończy”.

– Ej, pozwoli – odpowiedział z otuchą Zbyszko. – Jużci przecie wie, że szlachcic mu słowo zdzierży[577 - słowo zdzierży (daw.) – dotrzyma słowa. [przypis edytorski]], a czy mi teraz głowę utną, czy po świętym Michale, to mu wszystko jedno.

– Ha! pójdę dziś jeszcze.

– Dziś idźcie do Amyleja i legnijcie trochę. Niech wam jakowej driakwi[578 - driakiew (daw.) – roślina lecznicza, lekarstwo. [przypis edytorski]] na ranę przyłożą, a jutro pójdźcie do kasztelana.

– No, to z Bogiem!

– Z Bogiem!

Uściskali się i Maćko zwrócił się ku drzwiom, ale w progu zatrzymał się jeszcze i namarszczył czoło, jakby sobie coś nagle przypomniawszy.

– Ba, toć przecie ty pasa rycerskiego jeszcze nie nosisz: powie ci Lichtenstein, że z niepasowanym nie będzie się potykał – i co mu zrobisz? Zbyszko zafrasował[579 - frasować się (daw.) – martwić się. [przypis edytorski]] się, ale tylko na chwilę, po czym rzekł:

– A jakoże bywa na wojnie? Czy to koniecznie pasowany[580 - pasowany – rycerz. [przypis edytorski]] tylko pasowanych wybiera?

– Wojna to wojna, a walka samowtór[581 - samowtór (daw.) – we dwóch. [przypis edytorski]] co innego.

– Prawda… ale… poczekajcie… Trzeba poradzić… Ano, widzicie! – jest rada. Książę Janusz[582 - Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]] będzie mnie pasował. Jak go księżna z Danuśką poproszą, to będzie pasował. A ja po drodze będę się zaraz na Mazowszu z synem Mikołaja z Długolasu też potykał.

– Za co?

– Bo Mikołaj – wiecie – ten, co jest przy księżnie i którego Obuchem zowią – powiedział na Danuśkę: „skrzat”.

Maćko popatrzył na niego ze zdumieniem, a Zbyszko, chcąc widocznie lepiej wytłumaczyć, o co mu chodziło, mówił dalej:

– Jużci tego też darować nie mogę, a z Mikołajem przecie nie będę się potykał, bo mu chyba z osiemdziesiąt lat.

Na to Maćko:

– Słuchaj, chłopie! szkoda mi twojej głowy, ale rozumu nie szkoda, ile żeś głupi jak cap.

– A wy się czego sierdzicie[583 - sierdzić się – złościć się, gniewać się. [przypis edytorski]]?

Maćko nie odrzekł nic i chciał wyjść, ale Zbyszko poskoczył jeszcze ku niemu:

– A jakoże Danuśka? zdrowa już? Nie gniewajcie się za byle co. Przecie, was tyle czasu nie było.

I pochylił się znów do ręki starego, ten zaś wzruszył ramionami, ale odrzekł łagodniej:

– Jurandówna zdrowa, jeno jej jeszcze z komnaty nie puszczają. Bywaj zdrów.

Zbyszko pozostał sam, ale jakby odrodzony na duszy i ciele. Miło mu było pomyśleć, że będzie miał jeszcze ze trzy miesiące życia przed sobą, że pojedzie w dalekie kraje, wyszuka Lichtensteina i stoczy z nim walkę śmiertelną. Na samą myśl o tym radość zapełniała mu piersi. Dobrze choć przez dwanaście niedziel czuć konia pod sobą, jeździć po szerokim świecie, bić się i nie zginąć bez pomsty. A potem – niech się dzieje, co chce – to przecie ogromny szmat czasu. Może król wrócić z Rusi i darować winę, może wybuchnąć ta wojna, którą wszyscy z dawna zapowiadali – może i sam kasztelan, gdy po trzech miesiącach ujrzy zwycięzcę hardego Lichtensteina, powie: „Ruszajże teraz na bory, lasy!” Czuł bowiem jasno Zbyszko, że zawziętości nikt, prócz Krzyżaka, przeciw niemu nie żywił – i że sam surowy pan krakowski[584 - pan krakowski – zwyczajowe określenie kasztelana krakowskiego. [przypis edytorski]] tylko jakoby z musu skazał go na śmierć.

Więc nadzieja wstępowała w niego coraz większa, gdyż nie wątpił, że mu tych trzech miesięcy nie odmówią. Owszem, myślał, że mu dadzą nawet więcej, to bowiem, by szlachcic, poprzysiągłszy na cześć rycerską, miał słowa nie dotrzymać, nawet nie przyjdzie staremu panu z Tęczyna do głowy.

Toteż gdy Maćko przyszedł nazajutrz o zmroku do więzienia, Zbyszko, który ledwie mógł już usiedzieć, skoczył ku niemu do proga i zapytał:

– Pozwolił?

Maćko siadł na tapczanie, bo stać z wielkiego osłabienia nie mógł; przez chwilę oddychał ciężko i wreszcie rzekł:

– Kasztelan powiedział tak: „Jeśli wam potrzeba podzielić grunt albo statek[585 - statek (daw.) – majątek, zwł. ruchomy. [przypis edytorski]], to waszego bratanka na jedną albo na dwie niedziele na rycerskie słowo wypuszczę, ale na dłużej nie”.

Zbyszko zdumiał się tak, iż czas jakiś słowa nie mógł przemówić.

– Na dwie niedziele? – zapytał po chwili. – A toć ja przez dwie niedziele nawet do granicy nie zajadę! – Cóże to jest?… Chybaście kasztelanowi nie powiedzieli, po co ja chcę do Malborga?

– Nie tylko ja za tobą prosiłem, ale i księżna Anna.

– No i co?

– I co? Powiedział jej stary, że mu po twojej szyi nic i że sam cię żałuje. „Niechbym, powiada, jakie prawo za nim znalazł – ba! niechby i pozór – to bym go całkiem puścił – ale jak nie mogę, to nie mogę. Nie będzie, powiada, dobrze w tym Królestwie, gdy ludzie poczną na prawo oczy zamykać i po przyjaźni sobie folgować[586 - folgować (daw.) – traktować łagodniej. [przypis edytorski]]; czego ja nie uczynię, choćby o Toporczyka, mego krewniaka, albo zgoła[587 - zgoła (daw.) – nawet. [przypis edytorski]] brata chodziło”. – Tacy to tu ludzie nieużyci. – A on jeszcze powiadał tak: „My nie potrzebujemy się oglądać na Krzyżaków, ale hańbić się nam przed nimi nie wolno. Co by pomyśleli i oni, i ich goście, którzy z całego świata przychodzą, gdyby ja skazanego na śmierć szlachcica puścił po to, by miał wolę pojechać sobie do nich na bitkę? Zaliby[588 - zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]] uwierzyli, że go kara dosięgnie i że jest jakaś w naszym państwie sprawiedliwość? Wolę ja jedną głowę uciąć niźli króla i Królestwo na śmiech podawać”. – Powiedziała na to księżna, że cudna[589 - cudny (daw.) – dziwny. [przypis edytorski]] jej taka sprawiedliwość, od której nawet krewna królewska nie może człeka wyprosić, ale stary jej odrzekł: „I samemu królowi służy łaska, ale nie służy bezprawie”. Dopieroż wzięli się kłócić, bo księżnę porwał gniew: „To go, powiada, nie gnójcie w więzieniu!” A kasztelan na to: „Dobrze! od jutra każę pomostek na rynku stawić”. I na tym się rozeszli. Już ciebie, niebożę, chyba sam Pan Jezus zratuje…

Nastała długa chwila milczenia.

– Jakże? – ozwał się głuchym głosem Zbyszko. – To to już zaraz będzie?

– Za dwa albo trzy dni. Jak nie ma rady, to nie ma. Co ta mogłem, tom uczynił. Padłem do nóg kasztelanowi, proszę o zmiłowanie, ale on swoje: „Wynajdź prawo alibo pozór”. A co ja wynajdę? Byłem u księdza Stanisława ze Skarbimierza[590 - Stanisław ze Skarbimierza – (ok. 1365–1431), pierwszy rektor Akademii Krakowskiej, wybitny kaznodzieja. [przypis edytorski]], aby do ciebie z Panem Bogiem przyszedł. Niechże choć ta sława będzie, że cię ten sam spowiadał, co i królową. Ale go nie znalazłem doma[591 - doma (daw.) – w domu. [przypis edytorski]], bo był u księżny Anny.

– Może u Danuśki?

– Bogdać tam. Dziewka coraz zdrowsza. Pójdę do niego jeszcze jutro do dnia[592 - do dnia – rano. [przypis edytorski]]. Powiadają, że po jego spowiedzi to ci zbawienie tak pewne, jakobyś je miał w torbie.

Zbyszko siadł, wsparł łokcie na kolanach i pochylił głowę tak, że włosy całkiem mu pokryły oblicze. Stary wpatrywał się w niego przez czas długi, wreszcie począł z cicha wołać:

– Zbyszku! Zbyszku!

Chłopak podniósł twarz raczej rozdrażnioną i pełną chłodnej zawziętości niż zbolałą.

– A co?

– Słuchajże pilnie, bom może co i znalazł.

To rzekłszy, przysunął się blisko i począł prawie szeptać:

– Słyszałeś ty o księciu Witoldzie[593 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]], jako drzewiej[594 - drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]], uwięzion przez dzisiejszego naszego króla w Krewie[595 - Krewo – śrdw. miasto na Litwie, obecnie wieś w powiecie grodzieńskim na Białorusi. [przypis edytorski]], wyszedł z więzienia w niewieścim przebraniu. Niewiasta tu żadna za ciebie nie ostanie, ale bierz mój kubrak, bierz kaptur i wychodź – rozumiesz. A nuż się nie postrzegą. I pewno. Za drzwiami ciemno. W oczy nie będą ci świecić. Widzieli mnie wczoraj, jakom wychodził, i żaden ani spojrzał. Cicho bądź i słuchaj: znajdą mnie jutro – i co? Utną mi głowę? To ci im będzie pociecha, kiedy mnie i tak za dwie lub trzy niedziele śmierć pisana. A ty, jak stąd wyjdziesz, siadaj na konia i prosto do kniazia[596 - kniaź – książę. [przypis edytorski]] Witolda ruszaj. Przypomnisz mu się, pokłonisz, to cię przyjmie i będzie ci u niego jak u Pana Boga za piecem. Tu ludzie gadają, że wojska kniaziowe zniesione przez Tatarów. Nie wiadomo, czy prawda, ale może być, bo nieboszczka królowa tak prorokowała. Jeśli prawda, to tym bardziej będzie kniaź rycerzy potrzebował i rad cię obaczy. Ty zasię trzymaj się go, bo nie masz na świecie lepszej służby. Przegra-li inszy król wojnę, to już po nim, a w kniaziu Witoldzie taka obrotność, że po przegranej jeszcze się czyni potężniejszy. I hojny jest, a naszych miłuje okrutnie. Powiedz mu wszystko, jako było. Powiedz, żeś chciał na Tatary z nim iść, aleś nie mógł, boś w wieży siedział. Bóg da, że cię obdarzy ziemią, chłopami – i rycerzem będzie cię pasował, i do króla się za tobą wstawi. Dobry to orędownik – obaczysz! – co?

Zbyszko słuchał w milczeniu, Maćko zaś jakby podniecony własnymi słowami mówił dalej:

– Nie ginąć tobie za młodu, ale do Bogdańca wracać. A jak wrócisz, zaraz masz żonę brać, żeby nasz ród nie zginął. Dopiero jak dzieci napłodzisz, możesz Lichtensteina na śmierć pozwać, ale przedtem waruj mi się[597 - warować się od czegoś – powstrzymywać się od czegoś, strzec się czegoś. [przypis edytorski]] od szukania pomsty, bo nużby cię postrzelili gdzie w Prusach tak jako mnie – to by już nie było nijakiej rady. Bierzże teraz kubrak, bierz kaptur i ruszaj w imię Boże.

To rzekłszy, Maćko wstał i począł się rozdziewać – lecz Zbyszko podniósł się także, zatrzymał go i rzekł:

– Nie uczynię ja tego, czego ode mnie chcecie, tak mi pomagaj Bóg i Święty Krzyż.

– Czemu? – spytał ze zdumieniem Maćko.

– Bo nie uczynię.

A Maćko aż pobladł ze wzruszenia i gniewu.

– Bogdajeś ty się był nie rodził.

– Mówiliście już kasztelanowi – rzekł Zbyszko – iże swoją głowę za moją oddajecie.

– Skąd wiesz?

– Powiadał mi pan z Taczewa.

– To i co z tego?

– Co z tego? A cóż wam kasztelan rzekł, że hańba by spadła na mnie i na cały nasz ród. Zali nie większa by jeszcze hańba była, gdyby ja stąd uciekł, a was tu na pomstę prawu zostawił?

– Na jaką pomstę? Co mnie prawo uczyni, kiedy ja i tak zamrę? Miejże rozum, na miłosierdzie Boże!

– A toć tym bardziej. Niechże mnie Bóg pokarze, jeśli ja was starego i chorego tu opuszczę. Tfu! hańba…

Nastało milczenie; słychać było tylko ciężki, rzężący oddech Maćka – i nawoływania łuczników stojących na straży przy bramach. Na dworze uczyniła się już noc głęboka…

– Słuchaj – ozwał się wreszcie Maćko złamanym głosem – nie była hańba kniaziowi Witoldowi uciekać tak z Krewa – nie będzie i tobie…

– Hej! – odrzekł z pewnym smutkiem Zbyszko – wiecie! kniaź Witold, wielki kniaź: ma ci koronę z rąk królewskich, bogactwo i panowanie – a ja, ubogi ślachcic – jeno cześć…

Po chwili zaś zawołał jakby z nagłym wybuchem gniewu:

– A to nie rozumiecie, że was takoż miłuję i że waszej głowy za swoją nie dam?

Na to Maćko podniósł się na chwiejnych nogach, wyciągnął przed się ręce – i choć natury ówczesnych ludzi twarde były, jakby je kowano[598 - kować (daw.) – kuć. [przypis edytorski]] z żelaza – ryknął nagle rozdzierającym głosem:

– Zbyszku!…

A następnego dnia pachołcy sądowi poczęli zwozić na rynek belki na rusztowanie, które miało być wzniesione naprzeciw głównej bramy ratusza.

Księżna jednakże naradzała się jeszcze z Wojciechem Jastrzębcem[599 - Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski 1412–1423 i poznański 1399–1412, kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]], ze Stanisławem ze Skarbimierza i z innymi uczonymi kanonikami, biegłymi zarówno w prawie pisanym i obyczajowym. Zachęcały ją do tych usiłowań słowa kasztelana, który oświadczył, że gdyby mu znaleziono „prawo alibo pozór”, nie omieszkałby Zbyszka uwolnić. Radzono więc długo i gorliwie, czyby nie można czegoś znaleźć, a chociaż ksiądz Stanisław przygotował Zbyszka na śmierć i dał mu Ostatnie Sakramenta, jednakże prosto z podziemia wrócił raz jeszcze na naradę, która trwała niemal do świtu.

Tymczasem nadszedł dzień egzekucji. Od rana tłumy ściągały na rynek, gdyż głowa szlachcica większą budziła ciekawość niż zwykła, a do tego pogoda uczyniła się cudna. Między kobietami rozeszła się też wieść o młodzieńczym wieku i nadzwyczajnej piękności skazanego, więc cała droga wiodąca od zamku zakwitła jak kwiatami od całych gromad strojnych mieszczanek; w oknach na rynku i w wystających przystawkach widać też było czepce, złote i aksamitne czołka lub przetowłose[600 - przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]] głowy dziewcząt, zdobne tylko wieńcami z róż i lilij. Rajcy[601 - rajca (daw.) – radny. [przypis edytorski]] miejscy, choć sprawa właściwie do nich nie należała, wyszli wszyscy dla dodania sobie powagi i ustawili się w pobliżu rusztowania tuż za rycerstwem, które chcąc okazać swoje współczucie młodzieńcowi, stanęło gromadnie najbliżej pomostu. Za nimi pstrzył się tłum, złożony z pomniejszych kupców i rzemieślników w barwach cechowych. Żaki[602 - żak (daw.) – uczeń, student. [przypis edytorski]] i w ogóle dzieci, wypychane w tył, krążyły jak uprzykrzone muchy wśród tłumu wdzierając się wszędzie, gdzie ukazało się choć trochę wolnego miejsca. Nad ową zbitą masą głów ludzkich widniał pomost pokryty nowym suknem, na którym stało trzech ludzi: jeden kat, barczysty i groźny Niemiec przybrany w czerwony kubrak i takiż kaptur, z ciężkim, obosiecznym mieczem w ręku – i dwóch jego pachołków z obnażonymi ramionami i powrozami u pasów. U nóg ich stal pień i trumna obita również suknem. Na wieżach Panny Marii biły dzwony, napełniając miasto spiżowym dźwiękiem i płosząc stada kawek i gołębi. Ludzie patrzyli to na drogę wiodącą z zamku, to na pomost i sterczącego na nim kata z pałającym w słonecznym blasku mieczem, to wreszcie na rycerzy, na których zawsze z chciwością i szacunkiem spoglądali mieszczanie. Tym razem było zaś na co patrzeć, gdyż najsławniejsi stanęli w kwadrat koło rusztowania. Podziwiano więc szerokość ramion i powagę Zawiszy Czarnego[603 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]], jego kruczy włos spadający na ramiona – podziwiano krępą, kwadratową postać oraz pałączaste[604 - pałączasty – (o nogach) wygięty w pałąk, krzywy (częsta przypadłość u osób dużo jeżdżących konno). [przypis edytorski]] nogi Zyndrama z Maszkowic[605 - Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]] i olbrzymi, nadludzki niemal wzrost Paszka Złodzieja z Biskupic[606 - Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], i groźną twarz Bartosza z Wodzinka – i urodę Dobka z Oleśnicy, który w Toruniu pokonał na turnieju dwunastu rycerzy niemieckich – i Zygmunta z Bobowy, który podobnie wsławił się z Węgrami w Koszycach – i Krzona z Kozichgłów, i strasznego w ręcznym spotkaniu Lisa z Targowiska, i Staszka z Charbimowic, który konia w biegu doganiał. Powszechną uwagę zwracał także Maćko z Bogdańca swoją wybladłą twarzą, podtrzymywany przez Floriana z Korytnicy i Marcina z Wrocimowic[607 - Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]]. Sądzono powszechnie, iż jest to ojciec skazanego.

Ale największą ciekawość wzbudzał Powała z Taczewa[608 - Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]], który stojąc w pierwszym szeregu trzymał w swych potężnych ramionach Danusię, przybraną całkiem biało, z zielonym rucianym wianuszkiem na jasnych włosach. Ludzie nie rozumieli, co to znaczy i dlaczego ta biało ubrana dzieweczka ma patrzeć na egzekucję skazanego. Jedni mówili sobie, że to siostra, inni odgadywali w niej panią myśli młodego rycerza, ale i ci nie umieli sobie wytłumaczyć ani jej ubioru, ani obecności przy pomoście. Natomiast we wszystkich sercach widok jej podobnej do rumianego jabłuszka, ale zalanej łzami twarzy – budził współczucie i wzruszenie. W zbitych tłumach ludu poczęto szemrać na nieugiętość kasztelana, na surowość prawa – i szemrania owe przechodziły stopniowo w pomruk wprost groźny – a wreszcie tu i ówdzie jęły podnosić się głosy, że gdyby zburzono rusztowanie, egzekucja musiałaby być odłożona.

Tłum ożywił się i rozkołysał. Podawano sobie z ust do ust, że gdyby król był obecny, byłby niewątpliwie ułaskawił młodzianka, który, jak zapewniano, nie dopuścił się żadnej winy.

Ale wszystko ucichło, gdy dalekie okrzyki oznajmiły zbliżanie się łuczników i halebardników[609 - halebardnik – dziś popr.: halabardnik. [przypis edytorski]] królewskich, między którymi szedł skazany. Jakoż wkrótce orszak pojawił się na rynku. Pochód otwierało bractwo pogrzebowe, przybrane w czarne, do ziemi sięgające opończe i takież zasłony na twarzach z powycinanymi otworami na oczy. Lud bał się tych posępnych postaci i na ich widok umilkł. Za nimi szedł oddział kuszników, złożony z doborowych Litwinów, przybranych w łosiowe niewyprawne kubraki. Był to oddział gwardii królewskiej. Z tyłu orszaku widać było halebardy[610 - halebarda – dziś popr.: halabarda. [przypis edytorski]] drugiego oddziału, w środku zaś, między pisarzem sądowym, który miał czytać wyrok, a księdzem Stanisławem ze Skarbimierza, niosącym krucyfiks[611 - krucyfiks – krzyż z przybitą postacią Chrystusa, od łac. crucifixus: ukrzyżowany. [przypis edytorski]], szedł Zbyszko.

Wszystkie oczy zwróciły się teraz na niego i ze wszystkich okien i przystawek wychyliły się niewieście postacie. Zbyszko szedł przybrany w swą zdobyczną białą jakę[612 - jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]], haftowaną w złote gryfy i zdobną złotą frędzlą u dołu – i w tym świetnym stroju wydawał się oczom tłumów jakowymś książątkiem albo pacholęciem z wielkiego domu. Ze wzrostu, z barków, widnych pod obcisłym ubraniem, z tęgich ud i szerokich piersi wydawał się być mężem całkiem dojrzałym, ale nad tą postawą męża wznosiła się głowa dziecinna prawie i twarz młoda, z pierwszym meszkiem nad ustami – i zarazem cudna – twarz królewskiego pazia ze złotym włosem, uciętym równo nad brwiami, a puszczonym długo na ramiona. Szedł krokiem równym i sprężystym, ale z czołem pobladłym. Chwilami patrzył na tłum jakby nieco przez sen, chwilami wznosił oczy ku wieżom kościelnym, ku stadom kawek i ku rozkołysanym dzwonom, które wydzwaniały mu ostatnią godzinę; chwilami wreszcie odbijało mu się na twarzy jakby zdziwienie, że te dźwięki i szlochania niewieście, i cała ta uroczystość, to wszystko dla niego. Na rynku ujrzał wreszcie z daleka pomost i na nim czerwoną sylwetkę kata. Wówczas drgnął i przeżegnał się – ksiądz zaś w tejże chwili podał mu krucyfiks[613 - krucyfiks – krzyż z przybitą postacią Chrystusa, od łac. crucifixus: ukrzyżowany. [przypis edytorski]] do pocałowania. O kilka kroków dalej padł mu pod nogi pęk chabrów rzucony przez młodą dziewczynę z ludu. Zbyszko schylił się, podniósł go, a następnie uśmiechnął się do dziewczyny, która wybuchnęła głośnym płaczem. Lecz on pomyślał widocznie, że wobec tych tłumów i wobec niewiast powiewających chustkami z okien trzeba umrzeć odważnie i zostawić po sobie przynajmniej pamięć „dzielnego chłopa”, więc wytężył całą odwagę i wolę, nagłym ruchem odrzucił w tył włosy, podniósł głowę jeszcze wyżej i szedł hardo, tak prawie, jak idzie zwycięzca po skończonych rycerskich gonitwach, gdy go prowadzą po nagrodę. Posuwali się jednak zwolna, gdyż tłum był przed nimi coraz większy i niechętnie ustępujący. Próżno kusznicy litewscy, idący w pierwszym szeregu, wołali co chwila: „Eyk szalin! Eyk szalin!” (precz z drogi!). Nie chciano się domyślać, co znaczą te słowa – i czyniło się coraz ciaśniej. Jakkolwiek ówczesne mieszczaństwo krakowskie składało się w dwóch trzecich z Niemców – jednakże naokół rozlegały się groźne klątwy przeciw Krzyżakom: „Hańba! hańba! niechby sczezły te krzyżowe wilki, jeśli dzieci gwoli[614 - gwoli (daw.) – z powodu. [przypis edytorski]] im będą tu wytracać! Wstyd dla króla i Królestwa!” Litwini widząc opór, zdjąwszy napięte kusze z ramion, poczęli spoglądać spode łbów na lud, nie śmieli jednak szyć w gęstwę bez rozkazu. Lecz kapitan wysłał naprzód halebardników, halebardami bowiem łatwiej było torować sobie drogę, i w ten sposób dotarli aż do rycerzy stojących w kwadrat koło rusztowania.

Ci rozstąpili się bez oporu. Pierwsi weszli halebardnicy, za nimi szedł Zbyszko z księdzem i pisarzem. Lecz wówczas stało się to, czego się nikt nie spodziewał. Oto nagle spomiędzy rycerzy wystąpił Powała z Danusią na ręku i krzyknął: „Stój!”, tak grzmiącym głosem, iż cały orszak zatrzymał się jak wkopany w ziemię. Ni kapitan, ni nikt z żołnierzy nie chciał sprzeciwić się panu i pasowanemu rycerzowi, którego codziennie widywano w zamku, a nieraz w poufnych z królem rozmowach. Wreszcie i inni, również znamienici, poczęli wołać rozkazującymi głosami: „Stój! stój!” – pan z Taczewa zaś zbliżył się do Zbyszka i podał mu biało ubraną Danusię.

Ów mniemając, że to pożegnanie, chwycił ją, objął i przycisnął do piersi – lecz Danusia, zamiast przytulić się do niego i zarzucić mu na szyję rączęta, zerwała co prędzej ze swych jasnych włosów, spod rucianego wianka, białą zasłonę i owinęła w nią całkiem głowę Zbyszka, a jednocześnie poczęła wołać z całej siły rozpłakanym dziecinnym głosem:

– Mój ci jest! mój ci jest!

– Jej ci jest! – powtórzyły potężne głosy rycerzy. – Do kasztelana!

Odpowiedział im podobny do grzmotu krzyk ludu: „Do kasztelana! do kasztelana!” Spowiednik podniósł oczy w górę, zmieszał się pisarz sądowy, kapitan i halebardnicy opuścili broń, albowiem wszyscy zrozumieli, co się stało.

Był stary, polski i słowiański obyczaj, mocny jak prawo, znany na Podhalu, w Krakowskiem, a nawet i w innych krajach, że gdy na prowadzonego na śmierć chłopca rzuciła niewinna dziewka zasłonę na znak, że chce za niego wyjść za mąż, tym samym zbawiała go od śmierci i kary. Znali ów obyczaj rycerze, znali kmiecie, znał polski lud miejski – a słyszeli o jego mocy i Niemcy, z dawniejszych czasów w grodach i miastach polskich zamieszkali. Stary Maćko też aż zesłabł na ten widok ze wzruszenia, rycerze odsunąwszy wnet kuszników, otoczyli Zbyszka i Danusię; wzruszony i rozradowany lud krzyczał coraz potężniej: „Do kasztelana! do kasztelana!” Tłumy ruszyły się nagle, na kształt olbrzymich wełn[615 - wełny (daw.) – tu: fale. [przypis edytorski]] morskich. Kat i pomocnicy zbiegli co prędzej z pomostu. Uczyniło się zamieszanie. Dla wszystkich stało się jasnym, że gdyby Jaśko z Tęczyna chciał się teraz oprzeć uświęconemu obyczajowi, w mieście wszcząłby się groźny rozruch. Jakoż ława ludzka rzuciła się zaraz na rusztowanie. W mgnieniu oka ściągnięto sukno i rozerwano je w kawałki, potem belki i deski, ciągnięte silnymi rękoma lub rąbane toporami, poczęły uginać się, trzeszczeć, pękać – i w kilka pacierzy później na rynku nie zostało śladu z pomostu.

A Zbyszko, wciąż trzymając Danusię na ręku, wracał na zamek, ale tym razem jak prawdziwy zwycięzca-tryumfator. Naokół niego bowiem szli z radosnymi twarzami pierwsi rycerze Królestwa, a z boków, z przodu i z tyłu tłoczyły się tysiące kobiet, mężczyzn i dzieci krzycząc wniebogłosy, śpiewając, wyciągając ręce ku Danusi i sławiąc obojga męstwo i urodę. Z okien białe ręce bogatych mieszczek biły im oklaski, wszędzie widać było oczy zalane łzami radości. Deszcz wianuszków różanych, liliowych, deszcz wstążek, a nawet złocistych przepasek i pątlików[616 - pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]] padał szczęśliwemu młodziankowi pod nogi, a on, rozpromieniony jak słońce, z sercem przepełnionym wdzięcznością, podnosił co chwila w górę swoją białą panienkę, czasem całował jej w uniesieniu kolana, a ten widok rozczulał do tego stopnia mieszczki, że niektóre rzucały się w objęcia swoim kochankom oświadczając, że byle zasłużyli na śmierć – zostaną także uwolnieni. I Zbyszko, i Danusia stali się jakby ukochanymi dziećmi rycerzy, mieszczan i pospolitego tłumu. Stary Maćko, którego wiedli wciąż pod ręce Florian z Korytnicy i Marcin z Wrocimowic, odchodził niemal od zmysłów z radości i zarazem ze zdumienia, że taki środek ratunku dla bratanka nawet mu do głowy nie przyszedł. Powała z Taczewa opowiadał wśród ogólnego wrzasku swym potężnym głosem rycerzom, jako ów sposób wymyślili, a raczej przypomnieli na naradach z księżną Wojciech Jastrzębiec[617 - Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski (1412–1423) i poznański (1399–1412), kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]] i Stanisław ze Skarbimierza, biegli w prawie pisanym i obyczajowym – rycerze zaś dziwili się jego prostocie, mówiąc między sobą, że chyba dlatego nikt inny o owym obyczaju nie pamiętał, iż w mieście przez Niemców zamieszkanym z dawna już nie był praktykowany.

Wszystko jednak zależało jeszcze od kasztelana. Rycerze i lud pociągnęli na zamek, w którym pod niebytność króla mieszkał pan krakowski[618 - pan krakowski – zwyczajowe określenie kasztelana krakowskiego. [przypis edytorski]] – i zaraz pisarz sądowy, ksiądz Stanisław ze Skarbimierza, Zawisza, Farurej, Zyndram z Maszkowic i Powała z Taczewa udali się do niego, aby przedstawić moc obyczaju i przypomnieć, jako sam mówił, iż gdyby znalazł „prawo alibo pozór” – to wnet by skazanego uwolnił. A czyż mogło być lepsze prawo nad starodawny obyczaj, którego nie łamano nigdy? Pan z Tęczyna odpowiedział wprawdzie, że więcej się do prostego ludu i do podhalskich[619 - podhalski – dziś popr.: podhalański. [przypis edytorski]] zbójników ów obyczaj stosuje niż do szlachty, ale zbyt on sam był biegłym we wszelakim zakonie[620 - zakon (daw.) – prawo. [przypis edytorski]], aby mógł siły jego nie uznać. Przykrywał przy tym srebrną brodę dłonią i uśmiechał się pod palcami, bo widocznie był rad. Wreszcie wyszedł na niski krużganek, mając przy sobie księżnę Annę Danutę, kilku duchownych i rycerzy.

Zbyszko ujrzawszy go, podniósł znów w górę Danusię – a on położył zgrzybiałą rękę na jej złotych włosach, chwilę ją trzymał – a potem skinął poważnie i dobrotliwie sędziwą głową.

Zrozumiano ten znak i aż mury zamkowe zatrzęsły się od okrzyków. „Pomagaj ci Bóg! żyj długo, sprawiedliwy panie! żyj i sądź nas!” – wołano ze wszystkich stron. Potem nowe okrzyki wzniosły się dla Danusi i Zbyszka, a w chwilę później oboje, wszedłszy na krużganek, padli do nóg dobrej księżnie Annie Danucie, której Zbyszko zawdzięczał życie, ona to bowiem obmyśliła z uczonymi sposób i nauczyła Danusię, co ma robić.

– Niech żywie[621 - żywie (daw.) – żyje. [przypis edytorski]] młoda para! – zawołał na widok klęczących Powała z Taczewa.

– Niech żywie! – powtórzyli inni.

A sędziwy kasztelan zwrócił się do księżny i rzekł:

– Już też, miłościwa księżno, zrękowiny[622 - zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]] muszą być zaraz, bo ów obyczaj tak każe.

– Zrękowiny uczynię zaraz – odpowiedziała z rozpromienioną twarzą dobra pani – ale pokładzin[623 - pokładziny – położenie się małżonków w jednym łożu w obecności świadków. [przypis edytorski]] bez ojcowej woli Juranda ze Spychowa nie dopuszczę.




Rozdział siódmy


U kupca Amyleja Maćko i Zbyszko naradzali się nad tym, co czynić. Stary rycerz spodziewał się rychłej śmierci, a że przepowiadał mu ją także znający się na ranach franciszkanin o. Cybek, więc chciał wracać do Bogdańca, aby być pochowanym wedle[624 - wedle – tu: obok. [przypis edytorski]] ojców na cmentarzu w Ostrowiu.

Nie wszyscy jednak ojce tam leżeli. Był to niegdyś liczny ród. Czasu wojen zwoływali się okrzykiem: „Grady!”, w herbie zaś – mieniąc się[625 - mienić się (daw.) – podawać się za. [przypis edytorski]] lepszymi od innych włodyków, którym nie zawsze przysługiwało prawo herbu – nosili Tępą Podkowę. Roku 1331, w bitwie pod Płowcami[626 - bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]], siedmdziesięciu czterech wojowników z Bogdańca wystrzelali na bagnie kusznicy niemieccy, ocalał tylko jeden, Wojciech, przezwiskiem Tur, któremu król Władysław Łokietek[627 - Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. [przypis edytorski]] po pogromie Niemców potwierdził osobnym przywilejem herb i ziemie bogdanieckie. Tamtych kości bielały odtąd na polach płowieckich, Wojciech zaś wrócił do domowych pieleszy, lecz po to tylko; by całkowitą zgubę rodu swego oglądać.

Albowiem, podczas gdy mężowie z Bogdańca ginęli pod strzałami Niemców, zbójnicy-rycerze z pobliskiego Śląska napadli na ich gniazdo[628 - gniazdo (przen.) – siedziba rodu. [przypis edytorski]], spalili do cna osadę, ludność wysiekli lub uprowadzili w niewolę po to, by ją sprzedać w odległe kraje niemieckie. Wojciech został sam jeden w starym domostwie, które ocalało od ognia, jako dziedzic obszernych, ale pustych ziem, poprzednio do całego włodyczego rodu należących. W pięć lat później ożenił się i spłodziwszy dwóch synów, Jaśka i Maćka – od tura w lesie na łowach zabit.

Synowie rośli pod opieką matki, Kachny ze Spalenicy, która w dwóch wyprawach pomściła na śląskich Niemcach dawne krzywdy, w trzeciej zaś poległa. Jaśko, doszedłszy do lat[629 - dojść do lat (daw.) – osiągnąć odpowiedni wiek. [przypis edytorski]], pojął w małżeństwo Jagienkę z Mocarzewa, z którą spłodził Zbyszka. Maćko zaś, pozostawszy w stanie bezżennym, pilnował majętności i synowca, o ile pozwalały mu na to wyprawy wojenne.

Lecz gdy w czasie wojny domowej Grzymalitów z Nałęczami[630 - wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]] spalono po raz drugi chałupy w Bogdańcu i rozproszono kmieciów[631 - kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]], samotny Maćko próżno usiłował go na nowo dźwignąć. Nabiedziwszy się lat niemało, zastawił wreszcie ziemię krewnemu opatowi[632 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]], sam zaś z małym jeszcze Zbyszkiem pociągnął na Litwę przeciw Niemcom.

Nigdy on jednak nie tracił z oczu Bogdańca. Na Litwę pociągnął właśnie dlatego, by wzbogaciwszy się łupami, z czasem powrócić, wykupić ziemię, zaludnić ją jeńcami, odbudować gródek i osadzić na nim Zbyszka. Teraz też, po szczęśliwym ocaleniu młodzianka, o tym tylko myślał i nad tym naradzał się z nim u kupca Amyleja.

Ziemię mieli za co wykupić. Z łupów, z okupów, które składali wzięci przez nich do niewoli rycerze, i z darów Witolda[633 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]] zebrali zapasy dość znaczne. Szczególnie dużą korzyść przyniosła im owa walka na śmierć z dwoma rycerzami fryzyjskimi[634 - fryzyjski – pochodzący z Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]]. Same zbroje, które po nich wzięli, stanowiły w owych czasach prawdziwą majętność, prócz zbroi zaś wzięli przecie wozy, konie, ludzi, szaty, pieniądze i cały bogaty sprzęt wojenny. Wiele z tych łupów nabył teraz kupiec Amylej, a między innymi dwie sztuki cudnego flandryjskiego[635 - Flandria – region rozciągający się wzdłuż wybrzeży Morza Północnego na terenie Belgii, Francji i Holandii. [przypis edytorski]] sukna, które przezorni i możni Fryzyjczycy mieli z sobą na wozach. Maćko przedał także kosztowną zdobyczną zbroję mniemając, że wobec bliskiej śmierci na nic mu się już nie przyda. Płatnerz[636 - płatnerz – rzemieślnik wytwarzający zbroje płytowe, później także broń białą. [przypis edytorski]], który ją nabył, odprzedał ją na drugi dzień Marcinowi z Wrocimowic[637 - Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]] herbu Półkoza z zyskiem znacznym, gdyż pancerze pochodzenia mediolańskiego ceniono wówczas nad wszystkie w świecie.

Zbyszkowi też żal było tej zbroi z całej duszy.

– Jeśli wam Bóg wróci zdrowie – mówił do stryja – gdzie taką drugą znajdziecie?

– Tam, gdziem i tę znalazł, na jakowym innym Niemcu – odpowiedział Maćko. – Ale już ja się śmierci nie wywinę. Żeleźce[638 - żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]] się mi między żebrami rozszczepiło i szczebrzuch[639 - szczebrzuch – słowniki podają znaczenie: wiano panny młodej. Sienkiewicz prawdop. skontaminował to ze słowem „brzeszczot”. [przypis edytorski]] ostał we mnie. Com go zmacał i chciałem pazurami wyciągnąć, tom go jeno głębiej zapychał. A teraz nijakiej rady nie ma.

– Niedźwiedziego sadła by wam się saganek jeden i drugi napić!

– Ba! Ojciec Cybek mówi też, że dobrze by było, bo może by się jako drzazga wyślizgła. Ale skąd tu dostanę? W Bogdańcu jeno by topór wziął, a pod barcią[640 - barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]] na noc przykucnął!

– To i trza do Bogdańca. Tylko mi tam gdzie w drodze nie zamrzyjcie.

Stary Maćko spojrzał z pewnym rozczuleniem na bratanka.

– Wiem ja, gdzie by ci się chciało: na dwór księcia Janusza[641 - Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]] albo do Juranda ze Spychowa, chełmińskich Niemców najeżdżać.

– Tego się nie zaprę[642 - zaprzeć się (daw.) – zaprzeczyć czemuś. [przypis edytorski]]. Razem z dworem księżny rad bym do Warszawy albo do Ciechanowa pojechał, a to z przyczyny, by jako najdłużej być z Danuśką. Nijak mi teraz bez niej, bo to nie tylko moja pani, ale i moje miłowanie. Tak ci ją rad widzę, że jak o niej pomyślę, to aż mnie ciągoty biorą. Pójdę ja za nią choćby na kraj świata, ale teraz pierwsze moje prawo to wy. Nie opuściliście mnie, to ja i was nie opuszczę. Jak do Bogdańca, to do Bogdańca!

– Toś dobry chłop – rzekł Maćko.

– Bóg by mnie skarał, gdyby ja był dla was inny. Obaczcie, że już wozy ładują, a jeden kazałem sianem dla was wymościć. Amylejówna podarowała też pierzynę zacną, jeno nie wiem, czy na niej od gorąca wyleżycie. Pojedziemy wolno razem z księżną i dworem, żeby wam starunku nie zbrakło. Potem oni nawrócą na Mazowsze, a my do siebie – i pomagaj Bóg!

– Niechbym tyle pożył, by gródek na nowo wznieść – rzekł Maćko – bo to wiem, że po mojej śmierci niewiele ty będziesz o Bogdańcu myślał.

– Co nie miałbym myśleć!

– Bo ci będą w głowie bitki i kochanie.

– A wam to nie była w głowie wojna? Właśnie, żem sobie już całkiem wymiarkował[643 - wymiarkować (daw.) – zastanowić się. [przypis edytorski]], co mam czynić – i pierwsza rzecz gródek z dębiny mocnej zbudujem, a rowem każemy okopać na porządek[644 - na porządek (daw.) – porządnie. [przypis edytorski]].

– Także myślisz? – spytał zaciekawiony Maćko. – No, a jak gródek stanie?… Gadaj!

– Jak gródek stanie, dopieroż na dwór książęcy do Warszawy albo do Ciechanowa pojadę.

– Po mojej śmierci?

– Jeśli prędko zamrzecie, to po waszej śmierci, ale wprzód[645 - wprzód, wprzódy (daw.) – najpierw. [przypis edytorski]] was godnie pochowam; a jeśli Pan Jezus da wam zdrowie, to w Bogdańcu ostaniecie. Mnie księżna[646 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] obiecała, że tam pas rycerski od księcia dostanę. Inaczej nie chciałby się ze mną Lichtenstein potykać.

– To potem do Malborga wyruszysz?

– Do Malborga albo choćby na kraj świata, byle tylko Lichtensteina dostać.

– Tego ci nie przyganię. Twoja śmierć albo jego!

– Już ja wam jego rękawicę i pas do Bogdańca przywiozę – nie bójcie się!

– Jeno się strzeż zdrady. U nich o zdradę łatwo.

– Pokłonię się księciu Januszowi, żeby posłał po glejt[647 - glejt (daw.) – „list żelazny”, wystawiona przez władze przepustka, pozwalająca podróżować przez dane terytorium. [przypis edytorski]] do mistrza. Teraz jest spokój. Pojadę za glejtem do Malborga, a tam zawsze gości rycerstwa kupa. To wiecie? – naprzód Lichtenstein, a potem będę upatrywał, którzy pawie czuby na hełmach mają – i po kolei ich wyzywał. Boga mi! zdarzy-li Pan Jezus zwycięstwo, to zarazem i ślub spełnię.

Tak mówiąc, Zbyszko uśmiechał się do swoich własnych myśli, przy czym twarz miał zupełnie pacholęcia[648 - pacholę (daw.) – dziecko. [przypis edytorski]], które zapowiada, jakich to czynów rycerskich dokona, gdy dorośnie.

– Hej! – rzekł kiwając głową Maćko – żebyś ty trzech rycerzy ze znakomitych rodów pokonał, to nie tylko byś ślub spełnił, ale jaki byś sprzęt po nich wziął – miły Boże!

– Co to trzech! – zawołał Zbyszko. – Już ja w więzieniu powiedziałem sobie, że nie będę Danuśce skąpił. Ile palców u rąk – nie trzech!

Maćko wzruszył ramionami.

– Dziwujcie się albo i nie wierzcie – rzekł Zbyszko – a ja przecie z Malborga do Juranda ze Spychowa pojadę. Jakże mu się nie pokłonić, kiedy to Danuśkowy ojciec? I z nim będziem chełmińskich Niemców najeżdżali. Samiście przecie mówili, że większego wilkołaka na Niemców nie masz na całym Mazowszu.

– A jak ci Danuśki nie da?

– Miałby nie dać! On swojej pomsty szuka, ja swojej. Kogóż lepszego sobie upatrzy? Wreszcie, skoro księżna na zrękowiny[649 - zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]] pozwoliła, to i on się nie przeciwi.

– Już ja jedno miarkuję – rzekł Maćko – że ty wszystkich ludzi z Bogdańca zabierzesz, żeby poczet mieć, jako się rycerzowi patrzy, a ziemia ostanie bez rąk. Póki będę żyw, to nie dam, ale po mojej śmierci, już widzę, że zabierzesz.

– Pan Bóg mi poczet obmyśli, a przecie i Janko z Tulczy krewniak, więc nie poskąpi.

A wtem drzwi się otworzyły, i jakby na dowód, że Pan Bóg Zbyszkowi poczet obmyśli, weszło dwóch ludzi, czarniawych, krępych, przybranych w żółte, podobne do żydowskich kaftany, w czerwone krymki[650 - krymka – mała, okrągła czapka tatarska, podobna do mycki. [przypis edytorski]] i w niezmiernie szerokie hajdawery[651 - hajdawery – szerokie, bufiaste spodnie. [przypis edytorski]]. Ci, stanąwszy we drzwiach, poczęli przykładać palce do czoła, do ust, do piersi i zarazem bić pokłony aż do ziemi.

– Cóż to za odmieńcy? – zapytał Maćko. – Coście za jedni?

– Niewolnicy wasi – odpowiedzieli polskim łamanym językiem przybysze.

– A to jak? skąd? kto was tu przysłał?

– Przysłał nas pan Zawisza w darze młodemu rycerzowi, abyśmy niewolnikami jego byli.

– O dla Boga! dwóch chłopów więcej! – zawołał z radością Maćko. – A z jakiego narodu?

– My Turki.

– Turki? – powtórzył Zbyszko. – Będę miał dwóch Turków w poczcie. Widzieliście kiedy Turków?

I skoczywszy ku nim, począł ich okręcać dłońmi i oglądać jak osobliwe zamorskie stworzenia. Maćko zaś rzekł:

– Widzieć, nie widziałem, alem słyszał, że pan z Garbowa[652 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]] ma w służbie Turków, których pobrał, wojując nad Dunajem u cesarza rzymskiego Zygmunta[653 - Zygmunt Luksemburski – (1368–1437) król węgierski od 1387, niemiecki od 1411, książę Luksemburga od 1419, król włoski od 1431, cesarz rzymski od 1433. Sienkiewicz tytułuje go cesarzem o 30 lat za wcześnie. [przypis edytorski]]. Jakże to? toście, psubraty, poganie?

– Pan kazał się ochrzcić – rzekł jeden z jeńców.

– A wykupić się nie mieliście za co?

– My z daleka, z azjatyckiego brzegu, z Brussy[654 - Brussa – dziś: Bursa, miasto w północno-zachodniej Turcji. [przypis edytorski]].

Zbyszko, który chciwie zawsze słuchał wszelkich opowiadań wojennych, a zwłaszcza gdy chodziło o czyny przesławnego Zawiszy z Garbowa, począł wypytywać ich, jakim sposobem dostali się do niewoli. Ale w opowiadaniach jeńców nie było nic nadzwyczajnego: Zawisza napadł ich kilkudziesięciu przed trzema laty w wąwozie, częścią wytracił, częścią pochwytał – i wielu potem rozdarował. Zbyszkowi i Maćkowi serca zalewały się radością na widok tak znakomitego daru, zwłaszcza że o ludzi było w owych czasach trudno i posiadanie ich stanowiło prawdziwy majątek.

Tymczasem po chwili nadszedł i sam Zawisza w towarzystwie Powały i Paszka Złodzieja z Biskupic[655 - Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]]. Ponieważ wszyscy oni pracowali nad ocaleniem Zbyszka i radzi byli, że udało im się tego dokazać, przeto każdy składał mu jakowyś dar na pożegnanie i pamiątkę. Hojny pan z Taczewa dał mu kropierz[656 - kropierz – długa kapa osłaniająca konia. [przypis edytorski]] na konia, szeroki, bogaty, obszyty na piersiach frędzlą złotą. Paszko zaś miecz węgierski, wartości kilku grzywien[657 - grzywna – śrdw. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]]. Nadeszli potem Lis z Targowiska, Farurej[658 - Jan Farurej z Garbowa – rycerz, brat Zawiszy Czarnego. [przypis edytorski]] i Krzon z Kozichgłów z Marcinem z Wrocimowic[659 - Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]], a na ostatku przyszedł Zyndram z Maszkowic[660 - Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]] – każdy z pełnymi rękoma.

Zbyszko witał ich z wezbranym sercem, podwójnie uszczęśliwiony – i z darów, i z tego, że najsławniejsi w Królestwie rycerze okazują mu przyjaźń. Oni zaś wypytywali go o odjazd i o zdrowie Maćka radząc, jako ludzie doświadczeni, choć młodzi, rozmaite maście i driakwie[661 - driakiew (daw.) – roślina lecznicza, lekarstwo. [przypis edytorski]] cudownie rany gojące.

Lecz Maćko polecał im jeno[662 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] Zbyszka, sam zaś wybierał się na tamten świat. Trudno żyć z żelazną drzazgą pod żebrami. Skarżył się też, że ustawicznie krwią spluwa i jeść nie może. Kwarta wyłuskanych orzechów, dwie piędzie[663 - piędź – dawna miara długości, ok. 18-22 cm. [przypis edytorski]] kiełbasy, misa jajecznicy – ot i całe jego dzienne jedzenie. Ojciec Cybek puszczał mu krew[664 - puszczanie krwi – dawniej bezpodstawnie uważane za zabieg medyczny. [przypis edytorski]] kilkakrotnie, myśląc, że w ten sposób odciągnie mu gorączkę spod serca i wróci ochotę do jadła – ale i to nie pomogło.

Był jednak tak uradowany z darów dla bratanka, że w tej chwili czuł się zdrowszym, i gdy kupiec Amylej kazał dla uczczenia tak znakomitych gości przynieść do izby baryłkę z winem – zasiadł razem z nimi do kielicha. Poczęto rozmawiać o ocaleniu Zbyszka i o jego zrękowinach[665 - zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]] z Danuśką. Rycerze nie wątpili, iż Jurand ze Spychowa nie będzie się chciał sprzeciwić woli księżny, zwłaszcza jeśli Zbyszko pomści pamięć jej matki i ślubowane pawie czuby zdobędzie.

– Jeno[666 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] co do Lichtensteina – rzekł Zawisza – nie wiemy, czy ci będzie chciał stanąć, gdyż jest zakonnik, a do tego i jeden ze starostów w Zakonie. Ba! powiadali ludzie z jego orszaku, że byle doczekał, to i wielkim mistrzem z czasem zostanie.

– Jeśli walki odmówi, to cześć utraci – ozwał się Lis z Targowiska.

– Nie – odpowiedział Zawisza – gdyż nie jest rycerz świecki, zakonnikom zaś nie wolno do pojedynczej walki[667 - pojedyncza walka – pojedynek. [przypis edytorski]] stawać.

– A przecież często bywa, że stają.

– Bo się prawa w Zakonie popsowały. Różne oni składają śluby – i słyną z tego, że ku zgorszeniu całego chrześcijańskiego świata raz w raz je łamią. Ale do walki na śmierć może Krzyżak, a zwłaszcza komtur, nie stanąć.

– Ha! to go chyba na wojnie dostaniesz.

– Kiedy powiadają, że wojny nie będzie – rzekł Zbyszko – gdyż Krzyżacy boją się teraz naszego narodu.

Na to Zyndram z Maszkowic rzekł:

– Niedługo tego spokoju. Z wilkiem nie może być zgody, bo on musi cudzym żyć.

– A tymczasem może nam przyjdzie z Tymurem Kulawym[668 - Timur Chromy – znany też jako Tamerlan, (1336–1405), chan Złotej Ordy i twórca wielkiego mongolsko–tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]] za bary się wziąć – ozwał się Powała. – Książę Witold klęskę poniósł od Edygi[669 - Edygej – (1352–1419) dowódca tatarski, podwładny Timura, potem chan Złotej Ordy. [przypis edytorski]] – to już pewna.

– Pewna. I wojewoda Spytko nie wrócił – przywtórzył Paszko Złodziej z Biskupic.

– A kniaziów litewskich siła[670 - siła (daw.) – wielu. [przypis edytorski]] została na polu.

– Królowa nieboszczka przepowiadała, że tak będzie – rzekł pan z Taczewa.

– Ha! to może i przyjdzie nam na Tymura wyruszyć.

Tu rozmowa zwróciła się na litewską wyprawę przeciw Tatarom. Nie było już żadnej wątpliwości, że książę Witold, wódz więcej porywczy niż biegły, poniósł straszliwą klęskę pod Worsklą[671 - bitwa nad Worsklą – stoczona w połowie sierpnia 1399 między wojskami rusko–litewskimi dowodzonymi przez wlk. księcia Witolda, wspierającymi starającego się odzyskać władzę Tochtamysza a Tatarami pod wodzą Edygeja. Litwini ponieśli klęskę. [przypis edytorski]], w której legło mnóstwo bojarów[672 - bojar a. bojarzyn – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]] litewskich, ruskich, a z nimi razem garść posiłkowych rycerzy polskich, a nawet i krzyżackich. Zebrani u Amyleja biadali szczególnie nad losem młodego Spytka z Melsztyna[673 - Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]], największego pana w Królestwie, który pociągnął na wyprawę jako ochotnik i po bitwie przepadł bez wieści. Wynoszono też pod niebo jego prawdziwie rycerski postępek, że dostawszy od wodza nieprzyjaciół kołpak[674 - kołpak – czapka tatarska obrzeżona futrem. [przypis edytorski]] ochronny, nie chciał takowego w czasie bitwy wdziać, przekładając śmierć sławną nad życie z łaski pogańskiego władcy. Nie było jednak jeszcze pewności, czy zginął, czy popadł w niewolę. Z niewoli miał zresztą czym się wykupić, gdyż bogactwa jego były niezmierne, a w dodatku król Władysław puścił mu był w lenne posiadanie całe Podole.

Lecz klęska Litwinów mogła być groźną i dla całego Jagiełłowego państwa, nikt bowiem dobrze nie wiedział, czy Tatarzy zachęceni zwycięstwem nad Witoldem nie rzucą się na ziemie i grody przynależne do W. Księstwa. W takim razie zostałoby wciągnięte do wojny i Królestwo. Wielu też rycerzy, którzy jak Zawisza, Farurej, Dobko, a nawet i Powała, przywykli byli szukać przygód i bitew na dworach zagranicznych, nie opuszczało umyślnie Krakowa nie wiedząc, co niedaleka przyszłość przyniesie. Gdyby Tamerlan, pan dwudziestu siedmiu królestw, poruszył cały świat mongolski, wówczas niebezpieczeństwo mogło być straszne. Otóż byli ludzie, którzy przewidywali, że to nastąpi.

– Jeżeli będzie potrzeba, to się i z samym Kulawcem zmierzymy. Nie pójdzie mu tak łatwo z naszym narodem, jako poszło z tymi wszystkimi, które wytracił i podbił. A przecie inni książęta chrześcijańscy przyjdą nam w pomoc.

Na to Zyndram z Maszkowic, który płonął szczególną nienawiścią przeciw Zakonowi, odrzekł z goryczą:

– Książęta – nie wiem, ale Krzyżacy gotowi z Tatarami się pokumać i na nas z drugiej strony uderzyć.

– To i będzie wojna! – zawołał Zbyszko – ja przeciw Krzyżakom!

Lecz inni rycerze zaczęli zaprzeczać. Nie znają Krzyżacy bojaźni Bożej i swego dobra tylko patrzą, ale przecie poganom by przeciw chrześcijańskiemu narodowi nie pomagali. Zresztą Tymur daleko gdzieś w Azji wojuje, a wódz tatarski Edyga tyle ludzi w bitwie utracił[675 - wódz tatarski Edyga tyle ludzi w bitwie utracił – właśc. Edygej; straty tatarskie szacuje się na 3.500–6.000 ludzi. [przypis edytorski]], że się podobno własnego zwycięstwa przeląkł. Książę Witold zaradny jest i pewno grody dobrze opatrzył[676 - opatrzyć (daw.) – zaopatrzyć, zabezpieczyć. [przypis edytorski]], a zresztą, chociaż nie udało się tym razem Litwinom, jednakże nie nowina im Tatarów zwyciężać.

– Nie z Tatarami nam, ale z Niemcami na śmierć i życie – rzekł Zyndram z Maszkowic – i jeśli ich nie zetrzem, od nich zguba przyjdzie.

Po czym zwrócił się do Zbyszka:

– A najpierw zginie Mazowsze. Znajdziesz tam zawsze robotę – nie bój się!

– Hej! żeby stryj był zdrów, zaraz bym tam pociągnął.

– Pomagaj ci Bóg! – rzekł Powała wznosząc kielich.

– Na zdrowie twoje i Danuśki!

– A na zatratę Niemcom! – dodał Zyndram z Maszkowic.

I poczęli go żegnać. A tymczasem wszedł dworzanin księżny z sokołem na ręku i skłoniwszy się obecnym rycerzom, zwrócił się z jakimś dziwnym uśmiechem do Zbyszka:

– Księżna[677 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] pani kazała wam powiedzieć – rzekł – że przenocuje jeszcze w Krakowie, a w drogę ruszy jutro rano.

– To i dobrze – rzekł Zbyszko – ale czemu to? zali kto nie zachorzał?

– Nie. Jeno księżna ma gościa z Mazowsza.

– Samże książę przyjechał?

– Nie książę, jeno Jurand ze Spychowa – odrzekł dworzanin.

Usłyszawszy to, Zbyszko zmieszał się okrutnie i serce poczęło mu się tak tłuc w piersi jak wówczas, gdy mu czytano wyrok śmierci.




Rozdział ósmy


Księżna Anna[678 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] nie zdziwiła się zbytnio przyjazdem Juranda ze Spychowa, zdarzało się bowiem często, że wśród ustawicznych pościgów, napadów i walk z sąsiednimi rycerzami niemieckimi porywała go nagła tęsknota za Danusią. Wówczas zjawiał się niespodzianie bądź w Warszawie, bądź w Ciechanowie lub gdziekolwiek czasowo bawił dwór księcia Janusza[679 - Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]]. Na widok dziecka wybuchał zawsze okropną żałością. Danusia bowiem z upływem lat stawała się tak do matki podobna, że za każdym razem zdawało mu się, że widzi swoją nieboszczkę, taką, jaką niegdyś poznał u księżny Anny w Warszawie. Ludzie myśleli nieraz, że od tej żałości skruszeje w nim wreszcie żelazne, zemście tylko oddane serce. Księżna namawiała też go często, by porzuciwszy swój krwawy Spychów, został przy dworze i przy Danusi. Sam książę, ceniąc jego męstwo i znaczenie, a zarazem chcąc uniknąć kłopotów, na jakie narażały go ustawiczne zajścia graniczne, ofiarował mu urząd miecznika[680 - miecznik – dostojnik, pierwotnie urzędnik dworski zarządzający zbrojownią. [przypis edytorski]]. Zawsze na próżno. Właśnie widok Danusi rozdzierał w nim dawne rany. Po kilku dniach tracił ochotę do jadła, do snu, do rozmowy. Serce poczynało mu się widocznie burzyć i zalewać krwią, a wreszcie znikał z dworu i wracał w swoje bagna spychowskie, by żal i gniew we krwi zatopić. Ludzie wówczas mówili: „Gorze Niemcom! wcale ci oni nie owce, ale dla Juranda owce, bo on im wilkiem”. Jakoż po upływie pewnego czasu rozchodziły się wieści to o pochwytanych gościach, ochotnikach, którzy szlakiem granicznym dążyli do Krzyżaków, to o popalonych gródkach, to o zagarniętych chłopach lub walkach na śmierć, z których straszny Jurand zawsze wychodził zwycięsko. Przy drapieżnym usposobieniu Mazurów i rycerzy niemieckich, którzy z ramienia Zakonu dzierżyli ziemię i gródki do Mazowsza przyległe, nawet w czasach największego pokoju między książęty mazowieckimi a Zakonem na granicy nie ustawała nigdy wrzawa bojowa. Nawet na ścinanie drzew w boru lub na żniwa mieszkańcy wybierali się z kuszami lub zbrojni w dzidy. Ludzie żyli w niepewności jutra, w ciągłym wojennym pogotowiu, w zatwardziałości serc. Nikt nie przestawał[681 - przestawał – poprzestawał. [przypis edytorski]] na samej obronie, ale za grabież płacił grabieżą, za pożogę pożogą, za napad napadem. I zdarzało się, że gdy Niemcy przekradali się cicho leśnymi rubieżami, by ubiec jakowyś gródek, porwać chłopów lub stada, Mazury w tym samym czasie czynili to samo. Nieraz też spotykali się z sobą i bili się do upadłego, często wszakże tylko wodzowie wyzywali się na śmiertelną walkę, po której zwycięzca zabierał poczet pokonanego przeciwnika. Toteż gdy na dwór warszawski przychodziły skargi na Juranda, książę odpowiadał skargami na napady poczynione w innych stronach przez rycerzy niemieckich. W ten sposób, gdy obie strony żądały sprawiedliwości, a nie chciała i nie mogła jej uczynić żadna – wszystkie grabieże, pożogi, napady uchodziły całkiem bezkarnie.

Lecz Jurand, siedząc w swym błotnym, porosłym sitowiem Spychowie i płonąc nieugaszoną chęcią zemsty stał się tak ciężkim dla swych zagranicznych sąsiadów, iż w końcu przestrach ich stał się większym od zawziętości. Pola graniczące ze Spychowem leżały odłogiem, lasy zarastały dzikim chmielem i leszczyną, łąki szuwarem. Niejeden rycerz niemiecki, przywykły do prawa pięści w ojczyźnie, próbował osiadać w sąsiedztwie Spychowa, lecz każdy po pewnym czasie wolał odbiec lenna[682 - lenno – posiadłość nadawana wasalowi przez suzerena w zamian za służbę. [przypis edytorski]], stad i chłopów, niż żyć pod bokiem nieubłaganego męża. Często też rycerze zmawiali się, aby uczynić wspólną na Spychów wyprawę, lecz każda z nich kończyła się klęską. Próbowano różnych sposobów. Raz sprowadzono znanego z siły i srogości rycerza znad Menu, który we wszystkich walkach bywał zwycięzcą, aby wyzwał Juranda na udeptaną ziemię. Lecz gdy stanęli w szrankach, upadło w Niemcu jakoby przez czary serce na widok strasznego Mazura i zwrócił konia do ucieczki, Jurand zaś mu niezbrojny[683 - niezbrojny – nieopancerzony. [przypis edytorski]] pośladek kopią przeszył i w ten sposób czci i światłości dziennej go pozbawił. Od tej pory tym większa trwoga ogarnęła sąsiadów, i który Niemiec chociaż z daleka dymy spychowskie spostrzegł, wnet żegnał się i do patrona swego w niebiesiech[684 - w niebiesiech – dziś popr.: w niebie a. w niebiosach. [przypis edytorski]] rozpoczynał modlitwę, albowiem utrwaliła się wiara, że Jurand nieczystym siłom duszę dla pomsty zaprzedał.

Opowiadano też o Spychowie straszliwe rzeczy: że przez grząskie bagna, wśród drzemiących, zarosłych rzęsą i wodnym rdestem topielisk, wiodła do niego droga tak wąska, iż dwóch mężów na koniach nie mogło obok siebie po niej jechać; że po obu jej stronach walały się kości niemieckie, nocami zaś przechadzały się na pajęczych nogach głowy potopionych jęcząc, wyjąc i wciągając ludzi razem z końmi w głębinę. Powtarzano, że w samym gródku częstokół[685 - częstokół – palisada. [przypis edytorski]] przybrany był w czaszki ludzkie. Prawdą w tym wszystkim było tylko to, że w zakratowanych jamach, wykopanych pod dworzyszczem w Spychowie, jęczało zawsze kilku lub kilkunastu jeńców i że imię Juranda straszniejsze było od owych wymysłów o kościotrupach i topielcach.

Zbyszko, dowiedziawszy się o jego przybyciu, pośpieszył do niego natychmiast, ale jako do ojca Danusi, szedł z pewnym niepokojem w sercu. Że Danuśkę obrał sobie na panią myśli i że jej ślubował, tego mu nikt nie mógł wzbronić, ale później księżna wyprawiła mu z Danuśką zrękowiny[686 - zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]]. Co Jurand na to powie? Zgodzi się czy nie zgodzi! i co będzie, jeżeli jako ojciec zakrzyknie, iż nigdy tego nie dopuści? Pytania te przejmowały trwogą duszę Zbyszka, gdyż już mu o Danusię chodziło więcej niż o wszystko na świecie. Otuchy dodawała mu tylko myśl, że Jurand poczyta mu za zasługę, nie za ujmę, napaść na Lichtensteina, bo przecie to uczynił także przez zemstę za Danusiną matkę – i omal własnej szyi nie stracił.

Tymczasem jął badać dworzanina, który po niego przyszedł do Amyleja:

– A gdzie mnie wiedziecie? – pytał – na zamek?

– Juści na zamek. Jurand razem z dworem księżny stanął.

– Powiedzcie mi też, jaki to człowiek?… żebym wiedział, jako z nim gadać…

– Co wam powiem! To jest człek zgoła od innych ludzi odmienny. Powiadają, że dawniej był wesół, póki mu się krew w wątrobie nie zapiekła.

– A mądry jest?

– Chytry jest, bo innych łupi, a sam się nie da. Hej! jedno on oko ma, gdyż drugie mu Niemcy z kuszy wystrzelili, ale tym jednym do dna ci człowieka przejrzy. Nikt z nim na swoim nie postawi… Jeno księżnę, naszą panią, to miłuje, bo jej dwórkę za żonę wziął, a teraz się dziewka u nas hoduje.

Zbyszko odetchnął.

– To mówicie, że on się woli księżny nie sprzeciwi?

– Wiem ja, czego byście się chcieli dowiedzieć, i com zaś słyszał, to powiem. Mówiła z nim księżna o waszych zrękowinach, boć nieładnie byłoby utaić, ale co on na to rzekł – nie wiadomo.

Tak rozmawiając, doszli do bramy. Kapitan łuczników królewskich, ten sam, który poprzednio prowadził Zbyszka na śmierć, skinął mu teraz przyjaźnie głową, więc przeszedłszy warty, znaleźli się w dziedzińcu, a potem weszli na prawo do oficyny, którą zajmowała księżna.

Dworzanin, spotkawszy przed drzwiami pachołka, spytał:

– A gdzie Jurand ze Spychowa?

– W Krzywej komnacie, z córką.

– To tamój – rzekł dworzanin, ukazując drzwi.

Zbyszko przeżegnał się i podniósłszy zasłonę w otwartych drzwiach, wszedł z bijącym sercem. Ale nie od razu dostrzegł Juranda z Danusią, gdyż komnata nie tylko była krzywa, ale i mroczna. Po chwili dopiero ujrzał jasną główkę dziewczyny siedzącej na kolanach ojca. Oni też nie usłyszeli, gdy wszedł, więc zatrzymał się przy zasłonie, chrząknął i wreszcie ozwał się:

– Niech będzie pochwalony.

– Na wieki wieków – odpowiedział wstając Jurand.

W tej chwili Danusia skoczyła ku młodemu rycerzowi i chwyciwszy go za rękę, poczęła wołać:

– Zbyszku! Tatuś przyjechali!

Zbyszko ucałował jej ręce, po czym wstał, zbliżył się wraz z nią do Juranda i rzekł:

– Przyszedłem się wam pokłonić; wiecie, ktom jest?

I schylił się lekko, czyniąc rękoma ruch, jakby go chciał podjąć pod nogi[687 - podjąć pod nogi – dawny sposób wyrażania szacunku. [przypis edytorski]]. Lecz on chwycił jego dłoń, obrócił go ku światłu i począł mu się w milczeniu przypatrywać.

Zbyszko już był nieco ochłonął, więc podniósłszy zaciekawiony wzrok ku Jurandowi, ujrzał przed sobą męża postawy ogromnej, z płowym włosem i również płowymi wąsami, z twarzą dziobatą i jednym okiem barwy żelaza. Zdawało mu się, że oko to chce go przewiercić na wylot, tak że zmieszanie poczęło go znów ogarniać, wreszcie nie wiedząc, co ma rzec, a chcąc koniecznie coś powiedzieć, by przerwać kłopotliwe milczenie, zapytał:

– To wyście Jurand ze Spychowa, ociec Danusin?

Lecz tamten wskazał mu tylko ławę obok dębowego krzesła, na którym sam zasiadł, i nie odrzekłszy ni słowa, przypatrywał mu się dalej.

Zbyszko zniecierpliwił się wreszcie.

– Bo wiecie – rzekł – nieskładnie[688 - nieskładnie (daw.) – niezręcznie. [przypis edytorski]] mi tak siedzieć jako na sądzie.

Dopieroż Jurand ozwał się:

– Tyś chciał bić w Lichtensteina?

– Ano! – odrzekł Zbyszko.

W oku pana ze Spychowa błysnęło jakieś dziwne światło i groźna jego twarz rozjaśniła się nieco. Po chwili spojrzał na Danusię i znów spytał:

– I to dla niej?

– A dla kogoż by? Musieli wam stryjko powiadać, jakom jej ślubował Niemcom ze łbów pawie czuby pozdzierać. Ale nie będzie ich trzy, jeno co najmniej tyle, ile palców u obu rąk. Przez to i wam do pomsty dopomogę, boć to przecie za Danusiną mać[689 - mać (daw.) – matka. [przypis edytorski]].

– Gorze im! – odrzekł Jurand.

I znów zapadło milczenie. Zbyszko jednak pomiarkowawszy, iż okazując swoją zawziętość na Niemców, trafia do serca Jurandowego, rzekł:

– Nie daruję ja za swoje, choć mało mi już szyi nie ucięli.

Tu zwrócił się ku Danusi i dodał:

– Ona mnie zratowała.

– Wiem – rzekł Jurand.

– A nie krzywiście o to[690 - być o coś krzywym (daw.) – mieć o coś żal. [przypis edytorski]]?

– Skoroś jej ślubował, to jej służ, bo jest taki rycerski obyczaj.

Zbyszko zawahał się nieco, lecz po chwili począł mówić z widocznym niepokojem:

– Bo to uważcie… nałęczką[691 - nałęczka (daw.) – chusta służąca jako przepaska na głowę. [przypis edytorski]] mi głowę nakryła… Wszystko rycerstwo słyszało i franciszkanin, który był przy mnie krzyżem, słyszał, jako rzekła: „Mój ci jest!” I pewno, iż niczyj inny do śmierci nie będę, tak mi dopomóż Bóg.

To rzekłszy, przyklęknął znów i chcąc pokazać, że zna rycerski obyczaj, ucałował z wielką czcią oba trzewiki siedzącej na poręczy od krzesła Danusi, po czym wstał i zwróciwszy się do Juranda, zapytał:

– Widzieliście taką drugą… co?

A Jurand założył nagle na głowę swe straszne mężobójcze ręce – i zamknąwszy powieki, odrzekł głucho:

– Widziałem, ale Niemce ci mi ją zabili.

– To słuchajcie – rzekł z zapałem Zbyszko – jedna nam krzywda i jedna pomsta. I naszych kupę z Bogdańca, co im konie w młace[692 - młaka – bagno. [przypis edytorski]] polgnęły, psubraty z kusz wystrzelali… Już wy nikogo lepszego ode mnie do waszej roboty nie znajdziecie… Nie nowina mi to! Spytajcie stryka. Na kopie alibo na topory, na długie alibo na krótkie miecze, za jedno mi! A powiadał wam stryk o onych Fryzach?… Narznę ja wam Niemców jako baranów, a co do dziewczyny, to wam klękajęcy[693 - klękajęcy – dziś popr.: klękając. [przypis edytorski]] ślubuję, jako się będę o nią bodaj z samym piekielnym starostą[694 - piekielny starosta – Lucyfer, przywódca wszystkich diabłów. [przypis edytorski]] potykał i jako nie odstąpię jej ni za ziemię, ni za stada, ni za sprzęt żaden, a choćby mi i zamek o szklanych oknach bez niej dawali, to i zamek porzucę, a za nią na kraj świata powędruję.

Jurand siedział czas jakiś z głową w dłoniach, lecz wreszcie ocknął się jakoby ze snu i rzekł z żałością i smutkiem:

– Udałeś ty mi się[695 - udać się (daw.) – (o osobie) spodobać się. [przypis edytorski]], pachołku, ale ci jej nie dam, bo nie tobie ona pisana, nieboże!

Zbyszko, usłyszawszy to, aż oniemiał i począł patrzeć na Juranda okrągłymi oczyma, nie mogąc słowa przemówić.

Lecz Danusia przyszła mu w pomoc. Bardzo jej miły był Zbyszko i miło jej było uchodzić nie za „skrzata”, ale za „źrzałą[696 - źrzały (daw.) – dojrzały. [przypis edytorski]] dziewkę”. Podobały jej się i zrękowiny[697 - zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]], i słodkości, jakie jej rycerzyk codziennie znosił, więc teraz, gdy zrozumiała, że jej to wszystko chcą odjąć, zsunęła się co prędzej z poręczy krzesła i ukrywszy głowę na kolanach ojca, poczęła wołać:

– Tatulu! tatulu! bo będem[698 - będem – dziś popr.: będę. [przypis edytorski]] płakać!

On zaś widocznie kochał ją nad wszystko, gdyż położył łagodnie dłoń na jej głowie. W twarzy jego nie było ni zawziętości, ni gniewu, tylko smutek.

Zbyszko tymczasem ochłonął i rzekł:

– Jakże to? To woli boskiej chcecie się przeciwić?

A na to Jurand:

– Jak będzie wola boska, to ją dostaniesz, jeno ci mojej nie mogę przychylić. Ba, rad bym ci przychylił, ale nie lża[699 - nie lza (daw.) – nie można. [przypis edytorski]]…

To powiedziawszy, podniósł Danusię i wziąwszy ją na ręce, skierował się ku drzwiom, gdy zaś Zbyszko chciał mu zastąpić drogę, zatrzymał się jeszcze na chwilę i rzekł:

– Nie będę na cię krzyw o rycerskie służby, ale mnie więcej nie pytaj, gdyż nie mogę ci nic rzec.

I wyszedł.




Rozdział dziewiąty


Następnego dnia nie unikał Jurand bynajmniej Zbyszka ani mu też przeszkadzał w oddawaniu Danusi w drodze rozmaitych przysług, które jako rycerz powinien był jej oddawać. Owszem – Zbyszko, choć wielce w sercu strapiony, zauważył przecie, iż posępny pan ze Spychowa spogląda na niego życzliwie i jakby z żalem, że musiał mu dać tak okrutną odpowiedź. Próbował też młody włodyka[700 - włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]] niejednokrotnie zbliżyć się do niego i zacząć z nim rozmowę. Po wyruszeniu z Krakowa, w czasie podróży, o sposobność nie było trudno, gdyż obaj towarzyszyli księżnej konno. Jurand, lubo zwykle milczący, rozmawiał dość chętnie, ale gdy tylko Zbyszko chciał dowiedzieć się czegoś o przeszkodach dzielących go od Danusi, rozmowa urywała się nagle, a twarz Jurandowa czyniła się chmurna. Myślał Zbyszko, że księżna[701 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] wie więcej – upatrzywszy zatem sposobną chwilę, starał się od niej jakąkolwiek wiadomość wydostać, ale ona niewiele także mogła mu powiedzieć.

– Jużci jest tajemnica – rzekła. – Powiedział mi o tym sam Jurand, jeno prosił zarazem, abym go nie wypytywała. Pewnikiem[702 - pewnikiem (daw.) – zapewne. [przypis edytorski]] przysięgą jakowąś związan, jak to między ludźmi bywa. Bóg wszelako da, że z czasem wszystko to wyjdzie na jaw.

– Tako by mi bez Danuśki na świecie było jako psu na powrozie albo jak niedźwiedziowi w dole[703 - niedźwiedziowi w dole – istniała metoda polowania na niedźwiedzie przez zastawianie na nie pułapek w postaci dołów. [przypis edytorski]] – odrzekł Zbyszko. – Ni radości nijakiej, ni uciechy. Nic, jedno frasunek i wzdychanie. Poszedłby ja już do Tawani[704 - Tawań – wyspa na Dniestrze. [przypis edytorski]] z księciem Witoldem[705 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]], niechby mnie tam Tatarzy zabili. Ale wpierw muszę stryjca odwieźć, a potem one pawie czuby Niemcom ze łbów pościągać, jakom zaprzysiągł. Może mnie przy tym zabiją – co i wolę niż patrzeć, jako Danuśkę inny zabierze.

Księżna podniosła na niego swoje dobre, niebieskie oczy i spytała z pewnym zdziwieniem:

– A to byś na to przyzwolił?

– Ja? Póki mi tchu w nozdrzach, nie będzie tego! Chybaby mi ręka uschła i topora zdzierżyć[706 - dzierżyć – trzymać. [przypis edytorski]] nie mogła!

– Ano, widzisz.

– Ba! Ale jakoże mi ją przeciw ojcowej woli brać?

Na to księżna jakby do siebie:

– Mocny Boże! albo to się i tak nie przytrafia…

Potem zaś do Zbyszka:

– Zali wola boska nie mocniejsza od ojcowej? A coże Jurand rzekł? „Jak – powiada – będzie wola boska, to ją dostanie”.

– To samo i mnie rzekł! – zawołał Zbyszko. – „Jak – powiada – będzie wola boska, to ją dostaniesz”.

– A widzisz?

– Toż przy waszej łasce, miłościwa pani – jedyna pociecha.

– Moją łaskę masz, a Danuśka ci dotrzyma. Wczoraj jeszcze mówię jej: Danuśka, a dotrzymasz-li ty Zbyszkowi? A ona powiada tak: „Będem Zbyszkowa albo niczyja”. Zielona to jeszcze jagoda, ale jak co powie, to i dotrzyma, boć to szlacheckie dziecko, nie żadna powsinoga. I matka jej była taka sama.

– Dałby Bóg! – rzekł Zbyszko.

– Jeno pamiętaj, byś i ty dotrzymał – bo to niejeden chłop bywa płochy: obiecuje wiernie miłować, a zaraz ci potem dęba[707 - dać dęba – uciec. [przypis edytorski]] do innej, że go i na postronku nie utrzymasz! Sprawiedliwie mówię!

– A niechże mnie Pan Jezus wpierw skarze! – zawołał z zapałem Zbyszko.

– No, to pamiętaj. A jak stryjca odwieziesz, to na nasz dwór przyjeżdżaj. Zdarzy się tam sposobność, że ostrogi dostaniesz[708 - ostrogi dostaniesz – sens: zostaniesz pasowany na rycerza. [przypis edytorski]], a potem zobaczym, jako Bóg da. Danuśka przez ten czas dojrzeje i wolę Bożą[709 - wola Boża (daw.) – pożądanie. [przypis edytorski]] poczuje, bo teraz miłuje cię ona wprawdzie okrutnie – inaczej nie mogę rzec – ale nie tak jeszcze, jako wyrosłe dziewki miłują. Może też i Jurand się w duszy do ciebie nakłoni, bo jako miarkuję, to on by rad. Pojedziesz i do Spychowa, i razem z Jurandem na Niemców, może się przytrafić, że mu się jako przysłużysz i całkiem go sobie zjednasz.

– To właśnie, miłościwa księżno, tak samo myślałem uczynić, ale z pozwoleństwem będzie mi łacniej.

Rozmowa ta wielce dodała ducha Zbyszkowi. Tymczasem jednak na pierwszym popasie stary Maćko zachorzał tak, że trzeba było przyzostać[710 - przyzostać (daw.) – zostać przy nim. [przypis edytorski]] i czekać, póki choć trochę sił do dalszej podróży nie odzyska. Zostawiła mu dobra księżna Anna Danuta wszystkie leki i driakwie, jakie z sobą miała, ale sama musiała jechać dalej, przyszło więc obu rycerzom z Bogdańca rozstać się z dworem mazowieckim. Padł Zbyszko jak długi do nóg naprzód księżnie, potem Danusi, poprzysiągł jej jeszcze raz wierne służby rycerskie, obiecał przyjechać rychło do Ciechanowa albo do Warszawy, wreszcie porwał ją w swoje silne ramiona i podniósłszy do góry, jął powtarzać wzruszonym głosem:

– Pamiętajże ty o mnie, kwiatuszku najmilejszy, pamiętaj, rybeńko moja złota!

A Danusia, objąwszy go ramionami tak właśnie, jak młodsza siostra obejmuje miłego brata, przyłożyła swój zadarty nosek do jego policzka i płakała wielkimi jak groch łzami, powtarzając:

– Nie chcę do Ciechanowa bez Zbyszka, nie chcę do Ciechanowa!

Widział to Jurand, ale gniewem nie wybuchnął. Owszem, pożegnał i sam bardzo życzliwie młodzianka, a gdy już siedział na koniu, nawrócił jeszcze raz ku niemu i rzekł:

– Ostawaj z Bogiem i urazy do mnie nie chowaj.

– Jakobym miał urazę do was chować, kiedyście Danuśków ojciec! – odrzekł szczerze Zbyszko.

I pochylił mu się do strzemion, ów zaś ścisnął mu silnie rękę i rzekł:

– Szczęść ci Boże we wszystkim!… rozumiesz?

I odjechał. Zbyszko jednakże zrozumiał, jak wielka życzliwość tkwiła w ostatnich jego słowach, i wróciwszy do wozu, na którym leżał Maćko, rzekł:

– Wiecie? on by też chciał, jeno[711 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] mu coś przeszkadza. Wyście byli w Spychowie i rozum macie bystry, to starajcie się wymiarkować, co to jest.

Lecz Maćko zbyt był chory. Gorączka, którą miał od rana, powiększyła się pod wieczór do tego stopnia, że począł tracić przytomność, więc zamiast odpowiedzieć Zbyszkowi, spojrzał na niego jakby ze zdziwieniem, potem spytał:

– A gdzie tu dzwonią?

Zbyszko zląkł się, przyszło mu bowiem do głowy, że skoro chory słyszy dzwony, to widać, że już śmierć ku niemu idzie. Pomyślał też, że stary może umrzeć bez księdza, bez spowiedzi, a tym samym dostać się, jeżeli zgoła nie do piekła, to przynajmniej na długie wieki do czyśćca – więc postanowił go jednak wieźć dalej, by jak najprędzej dojechać do jakowejś parafii, w której Maćko mógłby przyjąć Ostatnie Sakramenta[712 - Ostatnie Sakramenta – spowiedź, komunia święta (wiatyk) oraz namaszczenie chorych, przyjmowane łącznie w przypadku zagrożenia życia. [przypis edytorski]].

W tym celu ruszyli na całą noc. Zbyszko siadł na wóz z sianem, na którym leżał chory, i czuwał nad nim aż do białego dnia. Od czasu do czasu poił go winem, którym zaopatrzył ich na drogę kupiec Amylej, a które spragniony Maćko pił chciwie, albowiem przynosiło mu ono widoczną ulgę. Po drugiej kwarcie[713 - kwarta – dawna miara objętości, ok. 1 litra. [przypis edytorski]] odzyskał nawet przytomność, po trzeciej zaś zasnął tak głęboko, że Zbyszko pochylał się nad nim chwilami, by się przekonać, że nie umarł.

I na myśl o tym zdejmował go żal głęboki. Do czasu swego uwięzienia w Krakowie nie zdawał sobie nawet dobrze sprawy, jak dalece miłuje tego stryjca, który mu był w życiu ojcem i matką. Lecz teraz wiedział o tym dobrze, a zarazem czuł, że po jego śmierci będzie okrutnie sam na świecie – bez krewnych, prócz opata[714 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]], który trzymał w zastawie Bogdaniec, bez przyjaciół i bez pomocy. Jednocześnie przychodziło mu na myśl, że Maćko, jeśli umrze, to też przez Niemców, przez których on sam mało szyi nie stracił, przez których zginęli wszyscy jego ojce i Danusina matka, i wielu, wielu niewinnych ludzi, których znał lub o których słyszał od znajomych – i aż poczynało go zdejmować zdziwienie. „Zali – mówił sobie – w całym tym Królestwie nie ma człowieka, który by od nich krzywdy nie doznał i pomsty nie pragnął?” Tu przypomniał sobie Niemców, z którymi wojował pod Wilnem, i pomyślał, że pewnie i Tatarzy srożej od nich nie wojują i że takiego drugiego narodu chyba na świecie nie ma.

Świt przerwał mu te rozmyślania. Dzień wstawał jasny, ale chłodny. Maćko widocznie miał się lepiej, bo oddychał równiej i spokojniej. Zbudził się dopiero, gdy słońce dobrze już przygrzało, otworzył oczy i rzekł:

– Ulżyło mi. A gdzie jesteśmy?

– Dojeżdżamy do Olkusza. Wiecie?… gdzie srebro kopią i olbory[715 - olbor (daw.) – opłata za prawo eksploatacji kopalni kruszcu, wnoszona do skarbca królewskiego. [przypis edytorski]] do skarbu oddają.

– Żeby tak mieć, co jest w ziemi! Ot by można Bogdaniec zabudować!

– Widać, że wam lepiej – odrzekł śmiejąc się Zbyszko. – Hej! starczyłoby i na murowany zamek! Ale zajedziem do fary[716 - fara, kościół farny – miejski kościół parafialny. [przypis edytorski]], bo tam i gościnę nam dadzą, i będziecie się mogli wyspowiadać. Wszystko jest w boskich ręku, ale równo lepiej mieć sumienie na porządek.

– Ja grzeszny człowiek, rad się pokajam – odrzekł Maćko. – Śniło mi się w nocy, że mi diabli skórznie[717 - skórznie – skórzane buty z wysokimi cholewami. [przypis edytorski]] z nóg ściągają… I po niemiecku z sobą szwargotali[718 - szwargotać – mówić w niezrozumiałym i/lub nielubianym języku, zwł. po niemiecku. [przypis edytorski]]. Bóg łaskaw, że mi ulżyło. A ty spałeś krzynę?

– Jakożem miał spać, kiedym was pilnował?

– To przylegnij sobie trochę. Jak dojedziemy, to cię zbudzę.

– Gdzie mnie tam do spania!

– A co ci przeszkadza?

Zbyszko spojrzał na stryjca oczyma dziecka.

– A co, jak nie kochanie? Aże mnie kolki od wzdychania w dołyszku sparły, ale siędę trochę na konia, to mi ulży.

I zlazłszy z wozu, siadł na konia, którego mu Turczynek, podarowany przez Zawiszę, sprawnie podał. Maćko tymczasem brał się nieco z bólu za bok, ale widocznie myślał o czym innym, nie o własnej chorobie, bo kręcił głową, cmokał ustami i wreszcie rzekł:

– Toć dziwuję się, dziwuję i nie mogę się wydziwować, skądeś ty na to kochanie taki pażerny[719 - pażerny – dziś popr.: pazerny. [przypis edytorski]], bo ani twój rodzic nie był taki, ani ja też.

Lecz Zbyszko zamiast odpowiedzieć wyprostował się nagle w kulbace, wziął się w boki, głowę zadarł do góry i huknął całą siłą piersi:

		Płakałem ci bez[720 - bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]] noc, płakałem i z rana,
		Gdzieś mi się podziała, dziewucho kochana!
		Nic mi nie pomoże, choć oczy wypłaczę,
		Bo ciebie, dziewczyno, nigdy nie zobaczę.
		Hej!

I to „hej!” runęło po lesie, odbiło się o pnie przydrożne, wreszcie ozwało się dalekim echem i ucichło w gęstwinach.

A Maćko pomacał się znów po boku, w którym ugrzęzło niemieckie żeleźce[721 - żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]], i rzekł stękając trochę:

– Drzewiej ludzie byli mądrzejsi – rozumiesz?

Po chwili jednak zamyślił się, jakby sobie przypominając jakieś dawne czasy, i dodał:

– Chociaż poniektóry bywał i drzewiej[722 - drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]] głupi.

Ale tymczasem wyjechali z boru, za którym ujrzeli szopy gwarków[723 - gwarek (daw.) – górnik. [przypis edytorski]], a dalej zębate mury Olkusza wzniesione przez króla Kazimierza i wieżę fary zbudowanej przez Władysława Łokietka[724 - Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. [przypis edytorski]].




Rozdział dziesiąty


Kanonik od fary[725 - fara, kościół farny – miejski kościół parafialny. [przypis edytorski]] wyspowiadał Maćka i zatrzymał ich gościnnie na nocleg, tak że wyjechali dopiero nazajutrz rano. Za Olkuszem skręcili ku Śląskowi, którego granicą mieli wciąż jechać aż do Wielkopolski. Droga szła po większej części puszczą, w której pod zachód słońca odzywały się często, podobne do podziemnych grzmotów, ryki turów[726 - tur – wymarły dziki ssak z rzędu parzystokopytnych. [przypis edytorski]] i żubrów, nocami zaś pobłyskiwały spośród leszczynowej gęstwy oczy wilcze. Większe jednak niebezpieczeństwo niż od zwierza groziło na tej drodze wędrownikom i kupcom od niemieckich lub zniemczałych rycerzy ze Śląska, których zameczki wznosiły się tu i ówdzie nad granicą. Wprawdzie wskutek wojny z Opolczykiem Naderspanem[727 - Władysław II Opolczyk (Ruski, Naderspan) – (ok. 1330-1401) książę opolski, znakomity administrator, prowadzący politykę prowęgierską. W roku 1391 skonfliktowany z Władysławem Jagiełłą, który pozbawił go lenn na terytorium Polski, [przypis edytorski]], któremu pomagali przeciw królowi Władysławowi synowcowie[728 - synowiec – syn brata. [przypis edytorski]] śląscy, większą część tych zameczków pokruszyły ręce polskie, zawsze jednak trzeba się było mieć na baczności i zwłaszcza po zachodzie słońca nie popuszczać broni z ręki.

Jechali jednak spokojnie, tak że Zbyszkowi poczynała się już droga przykrzyć, i dopiero na dzień kołowej jazdy od Bogdańca posłyszeli za sobą pewnej nocy parskanie i tupot koni.

– Jacyś ludzie jadą za nami – rzekł Zbyszko.

Maćko, który nie spał, spojrzał na gwiazdy i odpowiedział jako człowiek doświadczony:

– Świt niedaleko. Przecieżby zbóje nie napadali przy schyłku nocy, bo nade dniem czas im do domu.

Zbyszko wstrzymał jednak wóz, uszykował ludzi w poprzek drogi czołem do nadjeżdżających, sam zaś wysunął się naprzód i czekał.

Jakoż po pewnym czasie ujrzał w pomroce kilkunastu konnych. Jeden z nich jechał na czele, na kilka kroków przed innymi, ale widocznie nie miał zamiaru się ukrywać, albowiem śpiewał głośno. Zbyszko nie mógł dosłyszeć słów, ale do uszu jego dochodziło wesołe: „hoc! hoc!”, którym nieznajomy kończył każdą zwrotkę pieśni.

– Nasi! – rzekł sobie.

Po chwili jednak zawołał:

– Stój!

– A ty se siednij – odpowiedział żartobliwy glos.

– Coście za jedni?

– Coście za drudzy?

– A czemu nas najeżdżacie?

– A czemuż drogę zagradzasz?

– Odpowiadaj, bo kusze napięte.

– A u nas… wypięte – strzelaj!

– Odkazujże[729 - odkazywać (z ros.) – odpowiadać. [przypis edytorski]] po ludzku, bo ci będzie bieda.

Na to odpowiedziała Zbyszkowi wesoła pieśń:

		Jedna bieda z drugą biedą
		Na rozstaju w taniec idą…
		Hoc! hoc! hoc!
		Na cóż im się taniec przyda?
		Dobry taniec, chociaż bieda…
		Hoc! hoc! hoc!

Zdumiał się usłyszawszy taką odpowiedź Zbyszko; a tymczasem pieśń ustała, ale ten sam głos spytał:

– A jak się ta ma stary Maćko? Dycha jeszcze?

Maćko przypodniósł się na wozie i rzekł:

– Dla Boga, to jacyś swoi!

Zbyszko zaś ruszył koniem naprzód:

– Kto o Maćka pyta?

– A somsiad[730 - somsiad – dziś popr.: sąsiad. [przypis edytorski]], Zych ze Zgorzelic. Już z tydzień jadę za wami i rozpytuję ludzi po drodze.

– Rety! Stryjku! Zych ze Zgorzelic tu jest! – zawołał Zbyszko.

I poczęli się witać radośnie, Zych bowiem był istotnie ich sąsiadem, a do tego człowiekiem dobrym i powszechnie lubionym dla wielkiej wesołości.

– No, jak się macie? pytał, potrząsając dłoń Maćka. – Hoc jeszcze, czyli już nie hoc!

– Hej, już nie hoc! – odrzekł Maćko. – Ale rad was widzę. Miły Boże, to jakbym już był w Bogdańcu!

– A co wam jest, bo jak słyszałem, to was Niemce postrzelili?

– Postrzelili psubraty! Żeleźce[731 - żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]] mi się między żebrami ostało…

– Bójcie się Boga! No i co? A próbowaliście niedźwiedziego sadła się napić?

– Widzicie! – rzekł Zbyszko – każdy niedźwiedzie sadło rai[732 - raić (daw.) – zalecać. [przypis edytorski]]. Byle do Bogdańca. Zara pójdę na noc z toporem po barcie[733 - barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]].

– Może Jagienka będzie miała, a nie, to poślę pytać.

– Jaka Jagienka? Waszej przecie było Małgochna? – spytał Maćko.

– Oo! co ta Małgochna! Na święty Michał będzie trzecia jesień, jak Małgochna na księżej grudzi[734 - na księżej grudzi – nie żyje (dosł.: leży w ziemi koło kościoła). [przypis edytorski]]. Zadzierżysta[735 - zadzierzysty – charakterny. [przypis edytorski]] była baba – Panie, świeć nad jej duszą! – Ale Jagienka po niej poszła, jeno[736 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] że młoda…

		…Za dołami świeci górka,
		Jaka mać taka i córka…
		Hoc! hoc!

…A Małgochnie gadałem: Nie leź na sosnę, kiedy ci pięćdziesiąt roków[737 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]]. Nieprawda! Wlazła. A to gałąź się ułomiła[738 - ułomić (gw.) – złamać. [przypis edytorski]] i buch! To powiadam wam, że aż dziurę w ziemi wybiła, ale też we trzy dni puściła ostatnią parę.

– Panie, świeć jej! – rzekł Maćko. – Pamiętam, pamiętam… kiedy to się w boki wzięła, a poczęła cudować, to się parobcy w siano chowali. Ale do gospodarki była sprawna! I z sosny jej się zleciało?… Widzicie ludzie!…

– Zleciała jak szyszka na zimę… Oj, był frasunek[739 - frasunek (daw.) – smutek. [przypis edytorski]]. Wiecie? po pogrzebie tom się tak z żałości upił, że trzy dni nie mogli mnie dobudzić. Myśleli, żem się też wykopyrtnął. A com się potem napłakał, to byście cebrem nie wynieśli! Ale do gospodarstwa i Jagienka sprawna. Wszystko to teraz na jej głowie.

– Ledwie że ją pamiętam. Nie większa była, kiedym wyjeżdżał, jak toporzysko[740 - toporzysko – drewniany uchwyt siekiery bądź topora. [przypis edytorski]]. Pod koniem mogła przejść głową o brzuch nie zawadziwszy. Ba! dawno to już i musiała wyrosnąć.

– Na świętą Agnieszkę skończyła piętnaście lat; alem jej też już blisko rok nie widział.

– A cóż się z wami działo? Skąd wracacie?

– Z wojny. Albo to mi niewola majęcy Jagienkę w domu siedzieć?

Maćko, chociaż chory, na wzmiankę o wojnie nadstawił ciekawie uszu i zapytał:

– Byliście może z kniaziem Witoldem[741 - Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]] pod Worsklą[742 - bitwa nad Worsklą – stoczona w połowie sierpnia 1399 między wojskami rusko–litewskimi dowodzonymi przez wlk. księcia Witolda, wspierającymi starającego się odzyskać władzę Tochtamysza a Tatarami pod wodzą Edygeja. Litwini ponieśli klęskę. [przypis edytorski]]?

– A byłem – odrzekł wesoło Zych ze Zgorzelic. – No, Pan Bóg mu nie poszczęścił: ponieśliśmy klęskę od Edygi[743 - Edygej – (1352–1419) dowódca tatarski, podwładny Timura, potem chan Złotej Ordy. [przypis edytorski]] okrutną. Naprzód konie nam wystrzelali. Tatar ci nie uderzy wręcz jako rycerz chrześcijański, jeno z łuków z daleka szyje. Ty na niego obces[744 - obces – tu: dążąc do bezpośredniego starcia. [przypis edytorski]], to ci się umknie i znów szyje. Róbże z nim, co chcesz! Bo widzicie, w naszym wojsku chełpili się rycerze bez pomiarkowania i gadali tak: „Kopij nawet nie będziemy pochylać ni mieczów dobywać, jeno na kopytach to robactwo rozniesiem”. Tak to oni się chwalili, aż tu jak wzięły groty warczeć, to aż się ciemno uczyniło – i po bitwie, co? Ledwie jeden na dziesięciu żyw ostał. Dacie wiarę? Więcej niż połowa wojska, siedemdziesięciu kniaziów litewskich i ruskich zostało na polu, a co bojarzynów[745 - bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]] i różnych tam dworzan, czyli jako oni zowią: otroków[746 - otrok (daw.) – chłopak. [przypis edytorski]], tego byście i bez dwie niedziele nie policzyli.

– Słyszałem – przerwał Maćko. – I naszych posiłkowych rycerzy też siła[747 - siła (daw.) – wielu. [przypis edytorski]] legło.

– Ba, nawet i dziewięciu Krzyżaków, gdyż i ci musieli Witoldowej potędze służyć. A naszych także kupa, że to, jako wiecie, gdzie inny się obejrzy za siebie, tam nasz się nie obejrzy. Dufał najbardziej wielki kniaź naszym rycerzom i nie chciał mieć innej straży w bitwie koło siebie, jeno samych Polaków. Hi! hi! Mostem się też koło niego położyli, a jemu nic! Legł pan Spytko z Melsztyna[748 - Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]] i miecznik Bernat, i cześnik[749 - cześnik (daw.) – dostojnik dworski, pierwotnie urzędnik dbający o zapas wina na dworze. [przypis edytorski]] Mikołaj, i Prokop, i Przecław, i Dobrogost, i Jaśko z Lazewic, i Pilik Mazur, i Warsz z Michowa, i wojewoda Socha, i Jaśko z Dąbrowy, i Pietrko z Miłosławia, i Szczepiecki, i Oderski, i Tomko Łagoda. Kto by ich ta wszystkich zliczył! A niektórych tom widział tak nabitych grotami, że jako jeże po śmierci wyglądali, aż śmiech brał patrzeć!

Tu roześmiał się istotnie, jak gdyby opowiadał rzecz najweselszą – i nagle począł śpiewać:

		Oj poznałeś, co to Tatar,
		Kiej ci dobrze skóry natarł!

– No, a potem co? – spytał Zbyszko.

– Potem umknął wielki kniaź[750 - wielki kniaź – Witold Kiejstutowicz, zwany wielkim (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]], ale zaraz ducha nabrał, jako to on zwykle. Im mocniej go przygniesz, tym ci lepiej odskoczy, jak leszczynowy kierz[751 - kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]]. Poskoczyliśmy tedy do Tawańskiego brodu bronić przeprawy. Przyszła też garść rycerzy nowych z Polski. No i nic! Dobrze! Na drugi dzień nadciągnął Edyga z ćmą[752 - ćma (daw.) – mrowie, tłum. [przypis edytorski]] tatarstwa, ale już nic nie wskórał. Hej, było wesele! Co on chce przez bród, to my go w pysk. Nijak nie mógł. Jeszcześmy ich nabili i nałapali niemało. Ja sam pięciu ułowiłem, których z sobą do Zgorzelic prowadzę. Obaczycie po dniu, jakie mają psie mordy.

– W Krakowie powiadali, że i na Królestwo może przyjść wojna.

– Albo to Edyga głupi. Wiedział ci on dobrze, jakie u nas rycerstwo, a i to też, że najwięksi rycerze ostali doma, bo królowa nierada była, że Witold na swoją rękę wojny wszczyna. Ej, chytry on jest – stary Edyga! Zaraz pomiarkował u Tawani[753 - Tawań – wyspa na Dniestrze. [przypis edytorski]], że kniaź w siłę rośnie, i poszedł sobie precz, hen, za dziewiątą ziemię!…

– A wyście wrócili?

– A wróciłem. Już tam nie ma co robić. I w Krakowie dowiedziałem się o was, żeście mało co przede mną wyjechali.

– To dlatego wiedzieliście, że to my?

– Wiedziałem, że to wy, bom się wszędzie o was na popasach pytał.

Tu zwrócił się do Zbyszka:

– Hej, mój Boże, to ja cię małego ostatni raz widział, teraz zasie choć i po ciemku miarkuję, żeś chłop jak tur. A zaraz gotów był z kuszy dziać!… Widać, że na wojnie bywałeś.

– Mnie od małości wojna chowała. Niech stryjko powie, czyli mi doświadczenia brak.

– Nie potrzebuje mi stryjko nic mówić. Widziałem w Krakowie pana z Taczewa, który mi o tobie rozpowiadał… Ale pono ów Mazur nie chce ci dziewki dać, a ja bym ta nie był taki zawzięty, boś mi się udał… Zapomnisz ty o tamtej, jeno zobaczysz moją Jagienkę. To ci rzepa!…

– A nieprawda! Nie zapomnę, choćbym i dziesięć takich jak wasza Jagna obaczył.

– Za nią pójdą Moczydoły, gdzie jest młyn. Było też na łęgach[754 - łęg – podmokła łąka. [przypis edytorski]], jakem wyjeżdżał, dziesięć świerzop dobrych ze źrebięty… Niejeden mi się jeszcze o Jagnę pokłoni – nie bój się!

Zbyszko chciał odpowiedzieć: „Ale nie ja!” – lecz Zych ze Zgorzelic począł sobie znów pośpiewywać:

		Ja wam się do kolan nagnę,
		A wy za to dajcie Jagnę,
		Bogdaj was!

– Wam zawsze wesołość i śpiewanie w głowie – zauważył Maćko.

– Ba, a cóż błogosławione dusze w niebie robią?

– Śpiewają.

– No, to widzicie! A potępione płaczą. Wolę ja iść do śpiewających niż do płaczących. Święty Pieter też powie tak: „Trzeba go puścić do raju, bo inaczej będzie jucha[755 - jucha – krew; tu: określenie osoby krewkiej, tj. energicznej i skłonnej do gniewu. [przypis edytorski]] i w piekle śpiewała, a to nie przystoi”. Patrzcie – świta już.

I rzeczywiście czynił się dzień. Po chwili wyjechali na szeroką polanę, na której było już wcale widno. Na jeziorku zajmującym większą część polany jacyś ludzie łapali ryby, ale na widok zbrojnych mężów porzucili niewód[756 - niewód – sieć rybacka złożona ze stożkowatego worka i dwóch skrzydeł służących do zagarniania ryb. [przypis edytorski]] i wypadłszy z wody, pochwycili co prędzej za osęki[757 - osęka (daw.) – bosak. [przypis edytorski]], za drągi i stanęli w groźnej postawie, gotowi do bitki.

– Wzięli nas za zbójów – rzekł śmiejąc się Zych. – Hej, rybitwy[758 - rybitwa (daw.) – rybak. [przypis edytorski]]! a czyiście wy?

Tamci stali jeszcze czas jakiś w milczeniu, spoglądając nieufnie, na koniec jednak starszy między nimi, rozpoznawszy rycerzy, odrzekł:

– Księdza opata z Tulczy.

– Naszego krewniaka – rzekł Maćko – który Bogdaniec w zastawie trzyma. To muszą być jego bory, ale chyba niedawno je kupił.

– Bogać kupił – odpowiedział Zych. – Wojował on o nie z Wilkiem z Brzozowej i widać wywojował. Mieli się nawet rok temu potykać konno na kopie i na długie miecze o całą tę stronę[759 - strona (daw.) – okolica. [przypis edytorski]], ale nie wiem, jako się skończyło, bom był wyjechał.

– No, my swojaki – rzekł Maćko – z nami się nie będzie darł, a może jeszcze co z zastawu odpuści.

– Może. Z nim byle po dobrej woli, to jeszcze ze swego dołoży. Rycerski to opat, któremu nie nowina hełmem głowę nakryć. A przy tym pobożny i bardzo pięknie odprawia nabożeństwo. Musicie przecie pamiętać… Jak ci huknie przy mszy, to aż jaskółki pod pułapem z gniazd wylatują. No, i chwała Boża rośnie.

– Co nie mam pamiętać! Przecie o dziesięć kroków świece tchem w ołtarzu gasił. Zajeżdżałże on choć raz do Bogdańca?

– A jakże. Zajeżdżał. Pięciu nowych chłopów z żonami na karczunkach osadził. I u nas, w Zgorzelicach, też bywał, bo jako wiecie, on mi krzcił[760 - krzcił – dziś popr.: chrzcił. [przypis edytorski]] Jagienkę, którą zawsze bardzo nawidzi[761 - nawidzieć (daw.) – lubić, kochać. [przypis edytorski]] i córuchną ją zowie.

– Dałby Bóg, żeby chciał mi chłopów ostawić – rzekł Maćko.

– O wa! co tam dla takiego bogacza pięciu chłopów! Wreszcie, jak Jagienka go poprosi, to ostawi.

Tu rozmowa umilkła na chwilę, albowiem znad ciemnego boru i znad rumianej zorzy podniosło się jasne słońce i rozświeciło okolicę. Powitali je rycerze zwykłym: „Niech będzie pochwalony!”, a następnie, przeżegnawszy się, poczęli ranne pacierze.

Zych skończył pierwszy i uderzywszy się po kilkakroć w piersi, ozwał się do towarzyszów:

– Teraz się wam dobrze przypatrzę. Hej, zmieniliście się obaj… Wy, Maćku, musicie wpierw do zdrowia przyjść… Jagienka będzie miała o was staranie, bo to w waszym dworze baby nie uświęci… Ano, znać, że wam szczebrzuch[762 - szczebrzuch – słowniki podają znaczenie: wiano panny młodej. Sienkiewicz prawdop. skontaminował to ze słowem „brzeszczot”. [przypis edytorski]] tkwi między żebrami… I dobrze nie bardzo…

Tu zwrócił się do Zbyszka:

– Pokażże się i ty… Oj, mocny Boże! Pamiętam cię maleńkim, jakoś przez ogon źrebakom na grzbiet łaził, a teraz, wciornaści, co za rycerzyk!… Z gęby czyste paniątko[763 - paniątko – tu: dziecko. [przypis edytorski]], ale chłop pleczysty… Takiemu się choć i z niedźwiedziem brać…

– Co mu ta niedźwiedź! – rzekł na to Maćko. – Toć młodszy był niż dziś, gdy go ów Fryzyjczyk[764 - Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]] nazwał gołowąsem, a on, że to nie całkiem mu się spodobało, zaraz mu garścią wąsy wydarł…

– Wiem – przerwał Zych. – I potykaliście się potem, i wzięliście ich poczet. Wszystko mi rozpowiadał pan z Taczewa:

		Wyszedł Niemiec z wielgim[765 - wielgi – dziś popr.: wielki. [przypis edytorski]] zyskiem,
		Pogrzebli go z gołym pyskiem,
		Hoc! hoc!

I począł spoglądać na Zbyszka rozbawionymi oczyma, on zaś patrzył także z wielką ciekawością na jego długą jak tyczka postać, na chudą twarz z ogromnym nosem i na okrągłe, pełne śmiechu oczy.

– O! – rzekł – przy takim somsiedzie, byle Bóg stryjkowi wrócił zdrowie – to i nie będzie smutku.

– Lepiej mieć wesołego somsiada, bo z wesołym nie może być zwady – odrzekł Zych. – A teraz posłuchajcie, co wam po dobremu i po krześcijańsku powiem. Doma dawnoście nie byli i porządków nijakich w Bogdańcu nie zastaniecie. Nie mówię: w gospodarstwie – bo opat dobrze gospodarzył… lasu szmat wykarczował i chłopów nowych osadził… Ale że sam jeno czasem dojeżdża, więc w spiżarni będą pustki, ba, i w domu ledwie tam ława jaka jest – albo i wiązka grochowin[766 - grochowiny (daw.) – słoma z wymłóconego grochu. [przypis edytorski]] do spania – a choremu potrzeba wygody. Więc wiecie co? – jedźcie ze mną do Zgorzelic. Zabawicie jaki miesiączek albo dwa, to mi będzie po sercu[767 - to mi będzie po sercu – sens.: to będzie zgodne z tym, co czuję. [przypis edytorski]], a bez ten czas Jagienka o Bogdańcu pomyśli. Tylko się na nią zdajcie i niech was głowa o nic nie boli… Zbyszko będzie dojeżdżał gospodarki pilnować, a księdza opata też wam do Zgorzelic sprowadzę, to się z nim zaraz porachujecie… O was, Maćku, będzie dziewka miała taki starunek[768 - starunek (daw.) – staranie, opieka. [przypis edytorski]] jak o ojcu – a w chorobie babski starunek od innego lepszy. No! Moiście wy! uczyńcieże tak, jako was proszę.

– Wiadoma rzecz, żeście dobry człowiek i zawszeście tacy byli – odrzekł z pewnym wzruszeniem Maćko – ale widzicie, mam-li umrzeć przez tę juchę zadziorę, co mi pod ziobrem siedzi, to wolę na własnych śmieciach. Przy tym w domu, choć ta człek i chory, to o niejedno się rozpyta, niejednego dopatrzy i niejedno zładzi[769 - ładzić (daw.) – porządkować. [przypis edytorski]]. Jeśli Bóg każe iść na tamten świat – no, to nie ma rady! Czy przy większym starunku, czy przy mniejszym – jednako się nie wykręcisz. Do niewygód my na wojnie przywykli. Miła i wiącha grochowin temu, co przez kilka roków na gołej ziemi sypiał. Ale za wasze serce to wam szczerze dziękuję, i jeśli nie ja się wywdzięczę, to da Bóg, Zbyszko się wywdzięczy.

Zych ze Zgorzelic, który słynął istotnie z dobroci i uczynności, począł znów nalegać i prosić, ale Maćko się uparł: kiedy umierać, to na własnym podwórku! Cniło[770 - cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]] mu się oto bez tego Bogdańca całymi latami, więc teraz, gdy granica już niedaleko, nie wyrzeknie się go za nic, choćby to miał być ostatni nocleg. Bóg łaskaw i tak, że mu choć pozwolił tu się przywlec.

Tu roztarł pięściami łzy, które wezbrały mu pod powiekami, obejrzał się wkoło i rzekł:

– Jeśli tu już bory Wilka z Brzozowej, to zaraz po południu dojedziem.

– Nie Wilka z Brzozowej, jeno ninie[771 - ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]] opatowe – zauważył Zych.

Uśmiechnął się na to chory Maćko i po chwili odrzekł:

– Jeśli opatowe, to może kiedyś będą nasze.

– Ba! dopieroście mówili o śmierci – zawołał wesoło Zych – a teraz chce wam się opata przetrzymać.

– Nie ja go przetrzymam, jeno Zbyszko.

Dalszą rozmowę przerwały im odgłosy rogów w boru, które ozwały się daleko przed nimi. Zych wstrzymał zaraz konia i począł słuchać.

– Ktoś ci tu chyba poluje – rzekł. – Poczekajcie.

– Może opat. To by dobrze było, żebyśmy się zaraz spotkali.

– Cichajcie no!

Tu zwrócił się do orszaku:

– Stój!

Stanęli. Rogi ozwały się bliżej, a w chwilę później rozległo się szczekanie psów.

– Stój! – powtórzył Zych. – Ku nam idą.

Zbyszko zaś zeskoczył z konia i począł wołać:

– Dawajcie kuszę! może zwierz na nas wypadnie! wartko! wartko!

I porwawszy kuszę z rąk pachołka, wsparł ją o ziemię, przycisnął brzuchem, pochylił się, wyprężył grzbiet jak łuk i chwyciwszy palcami obu rąk cięciwę, naciągnął ją w mgnieniu oka na żelazny zastawnik, za czym założył strzałę i skoczył przed siebie w bór.

– Napiął! bez korby ci napiął! – szepnął Zych zdumiony przykładem tak nadzwyczajnej siły.

– Ho, to morowy chłop! – odszepnął z dumą Maćko.

Tymczasem rogi i granie psów ozwało się jeszcze bliżej, aż nagle po prawej stronie boru rozległ się ciężki tupot, trzask łamanych krzów i gałęzi – na drogę wypadł z gęstwiny, jak piorun, stary brodaty żubr z olbrzymią, nisko pochyloną głową, z krwawymi oczyma i wywalonym ozorem, zziajany, straszny. Trafiwszy na wyrwę przydrożną, przesadził[772 - przesadzić (daw.) – przeskoczyć. [przypis edytorski]] ją jednym skokiem, upadł z rozpędu na przednie nogi, ale podniósł się i już, już miał skryć się w gęstwinie po drugiej stronie drogi, gdy nagle zawarczała złowrogo cięciwa kuszy, rozległ się świst grotu, po czym zwierz wspiął się, zakręcił, ryknął okropnie i runął jak gromem rażony na ziemię.

Zbyszko wychylił się zza drzewa, napiął znów kuszę i zbliżył się gotów do strzału ku leżącemu bykowi, którego zadnie[773 - zadni – tylny. [przypis edytorski]] nogi kopały jeszcze ziemię.

Lecz popatrzywszy chwilę, zawrócił spokojnie do orszaku i z daleka począł wołać:

– Tak dostał, aże gnojem popuścił!

– A niechże cię! – ozwał się podjeżdżając Zych – od jednej strzały!

– Ba, blisko było, a to przecie okrutny pęd. Obaczcie: nie tylko żeleźce, ale i brzechwa[774 - brzechwa – tylna część strzały. [przypis edytorski]] całkiem mu się schowała pod łopatką.

– Myśliwcy muszą być już blisko; pewnikiem ci go zabiorą.

– Nie dam! – odpowiedział Zbyszko – na drodze zabit, a droga niczyja.

– A jeśli to opat poluje?

– A, jeśli opat, to niech go bierze.

Tymczasem z lasu wychyliły się naprzód psy, których było kilkanaście. Ujrzawszy zwierza, rzuciły się na niego ze strasznym harmidrem, zbiły się na nim w kupę i niebawem poczęły się między sobą gryźć.

– Zaraz będą i myśliwi – rzekł Zych. – Ot patrz! już są, jeno dalej przed nami wypadli i nie widzą jeszcze zwierza. Hop! hop! bywajcie tu, bywajcie!… leży! leży!…

Lecz nagle umilkł, przysłonił oczy ręką, a po chwili ozwał się:

– Dla Boga! coże to jest? Czym oślepł, czy mi się zdaje…

– Jeden na wronym[775 - wrony – (o koniu) kary, czarny. [przypis edytorski]] koniu na przedzie – rzekł Zbyszko.

Lecz Zych zawołał nagle:

– Miły Jezu! dyć[776 - dyć (gw.) – przecież. [przypis edytorski]] to chyba Jagienka!

I naraz począł krzyczeć:

– Jagna! Jagna!…

Po czym ruszył naprzód, ale nim zdążył puścić w cwał podjezdka[777 - podjezdek – koń mniejszej wartości, słaby a. młody. [przypis edytorski]], Zbyszko ujrzał najdziwniejsze w świecie widowisko: Oto na chybkim srokaczu[778 - srokacz – srokaty koń, koń o umaszczeniu w cętki bądź w łaty. [przypis edytorski]] sadziła ku nim, siedząc po męsku dziewczyna z kuszą w ręku i z oszczepem na plecach. W rozpuszczone od pędu włosy powszczepiały jej się chmielowe szyszki; twarz miała rumianą jak zorza, na piersiach rozchełstaną koszulinę, a na koszuli serdak wełną do góry. Dopadłszy, osadziła na miejscu konia; przez chwilę na twarzy jej odbijało się niedowierzanie, zdumienie, radość – na koniec jednak nie mogąc świadectwom oczu i uszu zaprzeczyć, poczęła krzyczeć cienkim, nieco jeszcze dziecinnym głosem:

– Tatulo! tatuś najmilejsi!

I w mgnieniu oka zsunęła się z konia, a gdy Zych zeskoczył także dla powitania jej na ziemię, rzuciła mu się na szyję. Przez długi czas Zbyszko słyszał tylko odgłos pocałunków i dwa wyrazy: „Tatulo! Jagula! Tatulo! Jagula!” – powtarzane w radosnym upojeniu.

Nadjechały oba poczty, nadjechał na wozie Maćko, a oni jeszcze powtarzali: „Tatulo! Jagula!”, i jeszcze się obejmowali za szyję. Aż gdy wreszcie mieli już do sytu powitań i okrzyków, poczęła go Jagienka wypytywać:

– To z wojny wracacie? Zdrowiście aby?

– Z wojny. Co nie mam być zdrów! A ty? A młodsze chłopaki? Myślę, że zdrowe? – tak? Bo inaczej nie latałabyś po lesie. Ale coże ty tu robisz najlepszego, dziewczyno?

– Przecie widzicie: poluję – odpowiedziała śmiejąc się Jagienka.

– W cudzych lasach?

– Opat dał mi pozwoleństwo[779 - pozwoleństwo (daw.) – pozwolenie. [przypis edytorski]]. Jeszcze przysłał pachołków do tego uczonych i psy.

Tu zwróciła się do swej czeladzi[780 - czeladź (daw.) – służba. [przypis edytorski]]:

– A odpędzić mi ta psy, bo skórę podrą!

Po czym do Zycha:

– Oj, też rada jestem, rada, że was widzę!… U nas wszystko dobrze.

– A jam to nierad? – odparł Zych. – Dajże jeszcze, dziewucho, pyska!

I poczęli się znów całować, a gdy skończyli, Jagna rzekła:

– Do domu okrutny szmat drogi… takeśmy się za oną bestią zagnali.

Chyba ze dwie mileśmy gnali, że już i konie ustawały. Ale tęgi żubr – widzieliście?… ma on ze trzy moje strzały w sobie, a od ostatniej musiał paść.

– Padł on od ostatniej, ale nie od twojej: ten to rycerzyk go ustrzelił.

Jagienka odgarnęła dłonią włosy, które się jej nasunęły na oczy, i spojrzała bystro, lubo[781 - lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]] niezbyt życzliwie na Zbyszka.

– Wiesz, kto to jest? – spytał Zych.

– Nie wiem.

– Nie dziwota, żeś go nie poznała, bo wyrósł. Ale może starego Maćka z Bogdańca poznasz?

– Dla Boga! to Maćko z Bogdańca! – zawołała Jagienka.

I zbliżywszy się do woza, pocałowała Maćka w rękę.

– Toście wy?

– A ja. Jenom na wozie, bo mnie Niemcy postrzelili.

– Jakie Niemcy? przecie to z Tatary była wojna? Wiem ci ja to, bom się niemało tatula naprosiła, żeby mnie z sobą wziął.

– Była wojna z Tatary, ale my na niej nie byli, bośmy na Litwie przedtem wojowali i ja, i Zbyszko.

– A gdzie jest Zbyszko?

– Toś nie poznała, że to Zbyszko? – rzekł ze śmiechem Maćko.

– To jest Zbyszko? – zawołała dziewczyna spoglądając znów na młodego rycerza.

– A jakże!

– Dajże mu po znajomości gęby – zawołał wesoło Zych.

Jagienka zwróciła się żywo ku Zbyszkowi, lecz nagle cofnęła się i zakrywszy ręką oczy, rzekła:

– Kiedy się wstydam…

– My się przecie od małości znamy! – ozwał się Zbyszko.

– Aha! dobrze się znamy. Pamiętam ci ja, pamiętam. Z ośm roków[782 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]] temu przyjechaliście do nas z Maćkiem i nieboszczka matula przynieśli nam orzechów z miodem. A wy, jak jeno starsi wyszli z izby, zaraz mnie pięścią w nos, a orzechy samiście zjedli!

– Nie uczyniłby on teraz tego! – rzekł Maćko. – U kniazia Witolda bywał, w Krakowie na zamku bywał i obyczaj dworski zna.

Lecz Jagience przyszło co innego do głowy, zwróciwszy się bowiem do Zbyszka, spytała:

– To wyście żubra zabili?

– Ja.

– Obejrzym, gdzie tkwi grot.

– Nie obaczycie, bo mu się całkiem pochował pod łopatką.

– Daj spokój, nie prawuj się[783 - prawować się (daw.) – spierać się o coś. [przypis edytorski]] – rzekł Zych. – Widzielim wszyscy, jak go ustrzelił, i widzielim jeszcze coś lepszego, bo kuszę w mig bez korby naciągnął.

Jagienka spojrzała po raz trzeci na Zbyszka, ale tym razem z podziwem:

– Naciągnęliście kuszę bez korby? – spytała.

Zbyszko odczuł w jej głosie jakby pewne niedowierzanie, wsparł więc o ziemię kuszę, którą był poprzednio spuścił, naciągnął ją w mgnieniu oka, aż zaskrzypiała żelazna obręcz, po czym chcąc pokazać, że zna dworski obyczaj, przyklęknął na jedno kolano i podał ją Jagience.

Dziewczyna zaś, zamiast ją wziąć z jego rąk, zaczerwieniła się nagle, sama nie wiedząc dlaczego, i poczęła zaciągać pod szyją zgrzebną[784 - zgrzebny – prosty, nieozdobny bądź utkany z grubego płótna. [przypis edytorski]] koszulę, która się była od szybkiej jazdy po lesie otwarła.




Rozdział jedenasty


Drugiego dnia po przyjeździe do Bogdańca Maćko i Zbyszko poczęli rozglądać się po swojej starej siedzibie i wkrótce dostrzegli, iż Zych ze Zgorzelic miał słuszność mówiąc, że z początku dokuczy im bieda niemała. Z gospodarstwem szło jeszcze jako tako. Było kilka łanów[785 - łan – obszar ziemi przeznaczonej do uprawy, wydzierżawiony osadnikowi. [przypis edytorski]] obrabianych przez chłopów dawnych albo świeżo osadzonych przez opata[786 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]]. Niegdyś bywało w Bogdańcu uprawnej ziemi daleko więcej, ale od czasu gdy w bitwie pod Płowcami[787 - bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]] ród Gradów wyginął prawie do szczętu[788 - do szczętu – dziś: doszczętnie, całkiem. [przypis edytorski]] – zbrakło rąk roboczych, a po napadzie śląskich Niemców i po wojnie Grzymalitów z Nałęczami[789 - wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]] żyzne niegdyś niwy[790 - niwy (daw.) – pola. [przypis edytorski]] bogdańskie pozarastały po większej części lasem. Maćko nie mógł sam dać rady. Próżno chciał przed kilkunastu laty przyciągnąć wolnych kmieciów[791 - kmieć – bogaty chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]] z Krześni i puścić im ziemię za odsepy[792 - odsep – opłata w formie odsypanej mąki. [przypis edytorski]] – ci bowiem woleli siedzieć na swoich własnych „lechach[793 - lech (daw.) – obszar ziemi uprawnej. [przypis edytorski]]” niźli uprawiać cudzy zagon. Przywabił jednak nieco ludzi bezdomnych; w różnych wojnach wziął kilkunastu jeńców, których pożenił, osadził po chatach – i w ten sposób wieś poczęła się dźwigać na nowo. Ale trudno mu to szło, więc gdy zdarzyła się sposobność zastawu, zastawił Maćko skwapliwie[794 - skwapliwie (daw.) – chętnie i szybko. [przypis edytorski]] cały Bogdaniec, mniemając naprzód, że możnemu opatowi[795 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] łatwiej będzie zagospodarować ziemię, a po wtóre, że tymczasem jemu i Zbyszkowi wojna przysporzy ludzi i pieniędzy. Jakoż opat rządził sprężyście. Siłę roboczą Bogdańca powiększył o pięć rodzin chłopskich, stada bydła i koni pomnożył, a przy tym zbudował spichlerz, chruścianą oborę i takąż stajnię. Natomiast nie mieszkając stale w Bogdańcu, o dom nie dbał – i Maćko, który marzył czasami, że wróciwszy, zastanie go otoczonym rowem i częstokołem[796 - częstokół (daw.) – palisada. [przypis edytorski]], zastał wszystko tak, jak był zostawił, z tą chyba różnicą, że węgły[797 - węgieł – styk pionowych ścian budynku. [przypis edytorski]] pokrzywiły się nieco, a ściany wydawały się niższe, bo osiadły i zasunęły się w ziemię.

Dwór składał się z ogromnej sieni, dwóch obszernych izb z komorami[798 - komora (daw.) – pomieszczenie magazynowe. [przypis edytorski]] i z kuchni. W izbach były okna z błon, na środku zaś każdej ognisko w ulepionej z gliny podłodze, z którego dym wychodził przez szpary w pułapie. Pułap ów, czarny zupełnie, bywał za lepszych czasów zarazem i wędlarnią[799 - wędlarnia – dziś: wędzarnia. [przypis edytorski]], na kołkach bowiem powbijanych w belki wieszano wówczas szynki wieprzowe, dzicze, niedźwiedzie i łosie, combry[800 - comber – mięso z kością z grzbietu zwierzęcia. [przypis edytorski]] jelenie i sarnie, grzbiety wołowe i całe zwoje kiełbas. W Bogdańcu jednak haki były teraz puste, jak również i półki biegnące wzdłuż ścian, na których po innych „dworach” ustawiano misy cynowe i gliniane. Tylko ściany pod półkami nie wydawały się już zbyt nagie. Zbyszko bowiem kazał ludziom porozwieszać na nich pancerze, hełmy, miecze krótkie i długie, a dalej oszczepy, widły, kusze, kopie rycerskie, wreszcie tarcze i topory, i kropierze[801 - kropierz – długa kapa osłaniająca konia. [przypis edytorski]] na konie. Broń czerniała od takiego rozwieszania w dymie i trzeba było często ją czyścić, ale za to była wszystka pod ręką i w dodatku czerw[802 - czerw – pasożyt (larwa) żerujący na drewnie. [przypis edytorski]] nie toczył drzewa w kopiach, kuszach i toporzyskach[803 - toporzysko – drewniany uchwyt siekiery bądź topora. [przypis edytorski]]. Szaty kosztowne kazał troskliwy Maćko poprzenosić do komory, w której sypiał.

W przednich izbach były też w pobliżu błoniastych okien stoły zbite z sosnowych desek i takież ławy, na których panowie zasiadali wraz z czeladzią[804 - czeladź (daw.) – służba. [przypis edytorski]] do jadła. Ludziom odwykłym przez długie lata wojny od wygód nie trzeba było wiele, w Bogdańcu jednak brakło chleba, mąki i różnych innych zapasów, a zwłaszcza statków[805 - statki – majątek, zwł. ruchomy, w znaczeniu węższym: naczynia. [przypis edytorski]]. Chłopi poznosili, co mogli, liczył głównie Maćko na to, że jako bywa w takich razach, przyjdą mu w pomoc sąsiedzi – i rzeczywiście nie omylił się, przynajmniej co do Zycha ze Zgorzelic.

Drugiego dnia po przyjeździe siedział właśnie stary na kłodzie przed domem, chcąc użyć pięknej jesiennej pogody, gdy na dziedziniec zajechała na tym samym wronym[806 - wrony – (o koniu) czarny, kary. [przypis edytorski]] koniu Jagienka. Czeladnik, który drzewo rąbał koło płota, chciał jej do zsiadania pomóc, lecz ona zeskoczywszy w jednej chwili na ziemię zbliżyła się do Maćka, zdyszana nieco od prędkiej jazdy i zarumieniona jak jabłuszko.

– Niech będzie pochwalony! Przyjechałam pokłonić się wam od tatula i zapytać o zdrowie.

– Nie gorzej niż było w drodze – odrzekł Maćko – człek się przynajmniej wyspał na własnych śmieciach.

– Ale niewygodę musicie mieć wielką, a choremu potrzeba starunku[807 - starunek (daw.) – staranie, opieka. [przypis edytorski]].

– Twarde my chłopy. Jużci, z początku nie ma wygód, ale nie ma i głodu. Kazalim[808 - kazalim – dziś popr.: kazaliśmy. [przypis edytorski]] zarżnąć wołu i dwie owce, mięsa jest dość. Poznosiły też baby trochę mąki i jaj, ale tego mało, a już najgorzej statków[809 - statki (daw.) – majątek, zwł. ruchomy, węziej: naczynia. [przypis edytorski]] nam brak.

– Bo ja kazałam wyładzić[810 - wyładzić (daw.) – przygotować. [przypis edytorski]] dwa wozy. Na jednym idą dwie pościele i statki, a na drugim spyża[811 - spyża (daw.) – jedzenie, pokarm, prowiant. [przypis edytorski]] różna. Są placki i mąka, i słonina, i suszone grzyby, jest beczułeczka piwa, a druga miodu – i co tam było w domu, ze wszystkiego po trochu.

Maćko, który rad[812 - rad (daw.) – zadowolony. [przypis edytorski]] był zawsze z każdego przybytku w domu, wyciągnął rękę, pogładził Jagienkę po głowie i rzekł:

– Bóg zapłać tobie i twojemu rodzicowi. Jak się zagospodarujem, to oddamy.

– Bogdajże was! A czy to my Niemce, żebyśmy mieli odbierać to, co dajem!

– No, to jeszcze bardziej Bóg wam zapłać. Powiadał o tobie rodzic, jakaś gospodarna. Toś ty całymi Zgorzelicami bez[813 - bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]] rok rządziła?

– Ano!… Jak wam będzie czego więcej potrzeba, to kogo przyślijcie, jeno[814 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] takiego, co by wiedział, czego trzeba – bo to czasem głupi jaki sługa przyjedzie i nie wie, po co go przysłali.

Tu Jagienka poczęła się nieco oglądać, a Maćko, spostrzegłszy to, uśmiechnął się i zapytał:

– Za kimże się oglądasz?

– Nie oglądam się za nikim!

– Przyślę Zbyszka, niech za mnie tobie i Zychowi podziękuje. Udał ci się[815 - udać się komuś – spodobać się. [przypis edytorski]] Zbyszko? co?

– A, nie patrzyłam!

– To przypatrzże mu się teraz, bo ci właśnie nadchodzi.

Jakoż Zbyszko nadchodził rzeczywiście od wodopoju i ujrzawszy Jagienkę, przyśpieszył kroku. Ubrany był w łosi kubrak[816 - łosi kubrak – kubrak ze skóry łosia. [przypis edytorski]] i okrągłą pilśniową[817 - pilśniowy – wykonany z gęstego, zbitego materiału produkowanego z włókien wełny. [przypis edytorski]] myckę[818 - mycka – mała, okrągła czapka. [przypis edytorski]], taką, jakich używano pod hełmy, włosy miał bez pątlika[819 - pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]], obcięte równo nad brwiami, a po bokach spływające w złotych zwojach na ramiona – i zbliżał się szybko, rosły, hoży[820 - hoży – tryskający zdrowiem, urodziwy. [przypis edytorski]], do giermka z wielkiego domu zupełnie podobny.

Jagienka odwróciła się całkiem do Maćka, aby przez to okazać, że tylko do niego przyjechała, lecz Zbyszko przywitał ją wesoło, a następnie wziąwszy jej rękę, podniósł ją do ust mimo oporu dziewczyny.

– Czemu mnie w rękę całujesz? – spytała – czy to ja ksiądz?

– Nie brońcie się! To taki zwyczaj.

– A choćby cię i w drugą pocałował za to, coś przywiozła – wtrącił Maćko – nie byłoby nadto.

– Co zaś przywiozła? – zapytał Zbyszko, rozglądając się po dziedzińcu, nie widząc nic więcej prócz wronego konia, który stał przywiązany do palika.

– Wozy jeszcze nie nadeszły, ale przyjdą – odpowiedziała Jagienka.

Maćko począł wymieniać, co przywiozła, niczego nie opuszczając, gdy zaś wspomniał o dwóch pościelach, Zbyszko rzekł:

– Ja tam rad i na żubrowej skórze przylegam, ale dziękuję wam, żeście i o mnie pomyśleli.

– To nie ja: tatulo… – odrzekła czerwieniąc się dziewczyna. – Jeśli wolicie na skórze, to niewoli nie ma.

– Wolę, na czym wypadnie. Bywało, nieraz w polu, po bitwie, to się sypiało i z zabitym Krzyżakiem pod głową.

– Alboście to zabili kiedy Krzyżaka? Pewno, że nie!

Zbyszko, zamiast odpowiedzieć, począł się śmiać. Maćko zaś zawołał:

– Bójże się Boga, dziewczyno, to ty jego nie znasz! Nic ci on innego nie czynił, jeno[821 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] w Niemców bił, aże grzmiało. Na kopie, na topory, do wszystkiego gotów, a jak Niemca z dala dopatrzy, to choć go na powrozie trzymaj, tak się do niego rwie. W Krakowie chciał nawet w posła Lichtensteina bić, za co mało mu głowy nie ucięli. Taki to chłop! I o Fryzach[822 - Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]] dwóch ci opowiem, po których wzięliśmy poczet i łup tak godny, że za połowę tego można by Bogdaniec wykupić.

Tu Maćko jął[823 - jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]] opowiadać o pojedynku z Fryzyjczykami, a następnie o innych przygodach, jakie się im przytrafiały, i czynach, jakich dokonali. Potykali się przecie zza murów i w otwartym polu z największymi rycerzami, jacy w cudzoziemskich krajach żyją. Bili w Niemców, bili we Francuzów, bili w Angielczyków i w Burgundów[824 - Burgund – mieszkaniec Burgundii, regionu w centralnej Francji. [przypis edytorski]]. Bywali w zaciekłych wirach bitew, że z koni, z ludzi, ze zbroi, z Niemców i piór czynił się jakoby jeden kłąb. A czego to oni przy tym nie widzieli! Widzieli krzyżackie zamki z czerwonej cegły, litewskie grodźce[825 - grodziec (daw.) – gród. [przypis edytorski]] drewniane i kościoły, jakich koło Bogdańca nie ma, i miasta, i srogie puszcze, w których nocami kwiliły powypędzane ze świątyń litewskie bożeczki, i różne, różne cuda; wszędzie zaś, gdzie do bitki przyszło, Zbyszko na przedzie, tak że dziwowali mu się najwięksi rycerze.

Jagienka, przysiadłszy na kłodzie obok Maćka, słuchała z otwartymi ustami tego opowiadania kręcąc głową, jakby ją miała na śrubkach, to w stronę Maćka, to w stronę Zbyszka, i spoglądając na młodego rycerza z coraz większym podziwem. Wreszcie, gdy Maćko skończył, westchnęła i rzekła:

– Bogdaj[826 - bogdaj (daw.) – oby (od: daj Boże, aby). [przypis edytorski]] się to chłopakiem urodzić!

Lecz Zbyszko, który przez czas opowiadania przyglądał się jej również bacznie, myślał w tej chwili widocznie o czym innym, gdyż niespodzianie rzekł:

– Ale też z was kraśna[827 - kraśny (daw.) – piękny. [przypis edytorski]] dziewka!

Jagienka zaś odrzekła, na wpół z niechęcią, a na wpół ze smutkiem:

– Widzieliście wy kraśniejsze ode mnie.

Zbyszko jednak mógł bez kłamstwa odpowiedzieć jej, że wiele takich nie widział, gdyż od Jagienki bił po prostu blask zdrowia, młodości i siły. Stary opat nie próżno mawiał o niej, że wygląda jak na wpół kalina[828 - kalina – roślina o czerwonych owocach; w poezji ludowej porównanie do niej dziewczyny uchodziło za komplement. [przypis edytorski]], wpół sosenka. Wszystko w niej było piękne: i wysmukła postawa, i szerokie ramiona, i piersi jak ze skały wykute, i czerwone usta, i modre oczki bystro patrzące. Była też przybrana staranniej niż poprzednio w lesie na łowach. Na szyi miała kraśne[829 - kraśny – tu: czerwony. [przypis edytorski]] paciorki, kożuszek otwarty na przodzie, kryty zielonym suknem, spódnicę z samodziału[830 - samodział – tkanina wełniana lub lniana, wyprodukowana na ręcznym warsztacie. [przypis edytorski]] w prążki i nowe buty. Nawet stary Maćko zauważył ten piękny strój i popatrzywszy na nią przez chwilę, zapytał:

– A czemuś to się tak przybrała, jako na odpust?

Lecz ona, zamiast odpowiedzieć, poczęła wołać:

– Idą wozy, idą!…

Jakoż, gdy wozy zajechały, skoczyła ku nim, a za nią poszedł Zbyszko. Wyładowanie trwało aż do zachodu słońca, ku wielkiemu zadowoleniu Maćka, który każdą rzecz z osobna oglądał i za każdą wysławiał Jagienkę. Mrok też już zapadał zupełny, gdy dziewczyna poczęła się zabierać do domu. Przy wsiadaniu na koń Zbyszko chwycił ją nagle wpół i nim zdążyła słowo wymówić, podniósł ją w górę i posadził na kulbakę[831 - kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]]. Wówczas zarumieniła się jak zorza i zwróciwszy ku niemu twarz, rzekła przytłumionym nieco głosem;

– Mocarny z was pachołek…

On zaś, nie dojrzawszy jej rumieńców i zmieszania z powodu ciemności, roześmiał się i zapytał:

– A nie boicie się zwierza?… już zaraz noc!

– Jest na wozie oszczep… podajcie mi go.

Zbyszko poszedł do wozu, wyjął oszczep i wręczył go Jagience:

– Bądźcie zdrowi!

– Bądźcie zdrowi!

– Bóg wam zapłać! Przyjadę jutro alibo pojutrze do Zgorzelic pokłonić się Zychowi i wam za somsiedzką[832 - somsiedzki – dziś popr.: sąsiedzki. [przypis edytorski]] uczynność.

– Przyjeżdżajcie! Radzi będziem! Wiśta!

I ruszywszy koniem, znikła po chwili w przydrożnych krzach[833 - kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]].

Zbyszko wrócił do stryja.

– Czas wam do izby wracać.

Lecz Maćko odrzekł, nie ruszając się z kłody:

– Hej! co za dziewczyna! Aże podwórze od niej pojaśniało!

– Bo pewnie!

Nastała chwila milczenia. Maćko zdawał się o czymś rozmyślać, patrząc w ukazujące się gwiazdy, po czym znów rzekł jakby sam do siebie:

– I przyszczypne[834 - przyszczypny (daw. a. gw.) – zadziorny, ale na sposób humorystyczny. [przypis edytorski]] to, i gospodarne, choć nie ma więcej nad piętnaście roków[835 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]]…

– Ano! – rzekł Zbyszko – stary Zych miłuje ją też jak oko w głowie.

– I mówił, że Moczydoły za nią pójdą, a tam jest w łęgach[836 - łęg – podmokła łąka. [przypis edytorski]] stadko świerzop[837 - świerzopa – kobyła, klacz. [przypis edytorski]] ze źrebięty.

– W borach moczydłowskich ponoś okrutne bagna?…

– Ale żeremia[838 - żeremie – konstrukcja z gałęzi, mchu i szlamu, budowana przez bobry, w której rodzą one młode. [przypis edytorski]] bobrowe w nich są.

I znów nastało milczenie. Maćko spoglądał czas jakiś z ukosa na Zbyszka, a wreszcie spytał:

– Cóżeś się tak zapamiętał[839 - zapamiętać się – zamyślić się a. zająć się czymś, zapominając o wszystkim innym. [przypis edytorski]]? O czym rozmyślasz?

– Bo… widzicie… po Jagience tak mi się Danuśka przypomniała, aże mnie coś w sercu zabolało.

– Chodźmy do izby – rzekł na to stary. – Późno już.

I wstawszy z trudem, wsparł się na Zbyszku, który odprowadził go do komory.

Zbyszko pojechał jednak zaraz nazajutrz do Zgorzelic, albowiem Maćko bardzo o to przynaglał. Wymógł również na bratanku, by wziął z sobą dla okazałości dwóch pachołków i przybrał się jak najpiękniej, aby w ten sposób cześć Zychowi wyrządzić i należytą wdzięczność mu okazać. Zbyszko ustąpił i pojechał wystrojony jak na wesele w tę samą zdobyczną jakę[840 - jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]] z białego atłasu[841 - atłas – tkanina z jednej strony gładka, z drugiej szorstka. [przypis edytorski]], obszytą złotą frędzlą i zahaftowaną w złote gryfy. Zych przyjął go z otwartymi ramionami, radością i ze śpiewaniem, Jagienka zaś, wszedłszy na próg izby, stanęła jak wryta i omal nie upuściła łagiewki[842 - łagiewka a. łagiew – naczynie podróżne. [przypis edytorski]] z winem na widok młodziana, myślała bowiem, że królewicz jaki przyjechał. Straciła też od razu śmiałość i siedziała w milczeniu, przecierając tylko kiedy niekiedy oczy, jak gdyby się chciała ze snu obudzić. Zbyszko, któremu brakło doświadczenia, myślał, że z niewiadomych mu przyczyn nierada go widzi, rozmawiał więc tylko z Zychem, sławiąc jego sąsiedzką hojność i podziwiając dwór zgorzelicki, który rzeczywiście w niczym nie był do bogdanieckiego podobny.

Wszędzie znać tu było dostatek i zasobność. W izbach były okna z szybami z rogu, zestruganego cienko i tak wygładzonego, że był prawie jak szkło przeźroczysty. Nie było ognisk na środku izb, tylko wielkie kominy z okapami po rogach. Podłoga była z modrzewiowych desek czysto umytych, na ścianach zbroje i mnóstwo mis błyszczących jak słońca oraz pięknie wyciętych łyżników[843 - łyżnik – drewniana półeczka z otworami na łyżki. [przypis edytorski]], z szeregami łyżek, z których dwie były ze srebra. Gdzieniegdzie wisiały też makatki, złupione w wojnach lub nabyte od wędrownych kupców. Pod stołami leżały olbrzymie płowe[844 - płowy (o włosach a. futrze) – jasny. [przypis edytorski]] skóry turze[845 - tur – wymarły dziki ssak z rzędu parzystokopytnych. [przypis edytorski]], a takoż żubrze i dzicze. Zych z chęcią pokazywał swoje bogactwa, mówiąc co chwila, że to Jagienkowe gospodarowanie. Zaprowadził także Zbyszka do alkierza[846 - alkierz – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]], pachnącego całkiem żywicą i miętą, w którym u pułapu wisiały całe pęki skór wilczych, lisich, kunich i bobrowych. Pokazał mu sernik[847 - sernik – pomieszczenie do przechowywania serów. [przypis edytorski]], składy wosku i miodu, beczki z mąką, składy sucharów, konopi i suszonych grzybów. Wziął go następnie do spichrzów, obór, stajen i chlewów, do szop, w których były wozy, sprzęty myśliwskie, sieci, i tak olśnił oczy jego dostatkiem, że Zbyszko, wróciwszy na wieczerzę, nie mógł utrzymać w sobie podziwu.

– Żyć nie umierać w waszych Zgorzelicach! – rzekł.

– W Moczydołach bez mała[848 - bez mała (daw.) – prawie. [przypis edytorski]] takie same porządki – odrzekł Zych. – Pamiętasz Moczydoły? To przecie ku Bogdańcowi. – Drzewiej[849 - drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]] wadzili się nawet nasi ojce o granice i zapowiedzi sobie posyłali na bitki, ale ja ta nie będę się wadził.

Tu trącił się ze Zbyszkiem kubkiem miodu i zapytał:

– A może byś chciał sobie coś zaśpiewać?

– Nie – rzekł Zbyszko – ciekawie was słucham.

– Zgorzelice, widzisz, wezmą niedźwiadki. Byle się jeno[850 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] kiedyś o nie nie podarli!…

– Jakie niedźwiadki?

– Ano, chłopaki, Jagienkowi bracia.

– Hej! nie będą potrzebowali łapy przez zimę ssać.

– A nie. Ale i Jagience w Moczydołach sperki[851 - sperka (gw.) – słonina. [przypis edytorski]] w gębie nie zabraknie…

– Pewnikiem[852 - pewnikiem (daw.) – na pewno. [przypis edytorski]]!

– A czemu nie jesz i nie pijesz? Jagienka, nalej i jemu, i mnie.

– Jem i piję, jako mogę.

– Jak nie będziesz mógł, to się odpasz… Piękny pas! Wy też na Litwie musieliście wziąć łup godny?

Nie narzekamy – odrzekł Zbyszko, korzystając ze sposobności, aby okazać, że i dziedzice Bogdańca nie byle włodyczkowie[853 - włodyczka a. włodycza – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]]. – Część łupów przedaliśmy w Krakowie i wzięliśmy czterdzieści grzywien[854 - grzywna – śrdw. jednostka monetarna, wartość określonej wagi kruszcu. [przypis edytorski]] srebra…

– Bój się Boga! Toż za to można kupić wieś.

– Bo była jedna zbroja mediolańska, którą stryjko spodziewający się śmierci sprzedał, a to wiecie…

– Wiem! No! to warto na Litwę iść. Ja swego czasu chciałem, alem się bojał[855 - bojać się – dziś popr.: bać się. [przypis edytorski]].

– Czego? Krzyżaków?

– E, kto by się ta ich bał. Póki cię nie zabiją, to czegóż się bać, a jak cię zabiją, to już i nie czas na strach. Bojałem się onych pogańskich bożków, czyli diabłów. Po lasach to podobno tego jak mrowia.

– A gdzież mają siedzieć, kiedy im bożnice[856 - bożnica – tu: świątynia. [przypis edytorski]] popalili?… Dawniej mieli dostatek, a teraz jeno grzybami i mrówkami żyją.

– Widziałeś też ich?

– Ja sam nie widziałem, ale słyszałem, że ludzie widzieli… Wysunie ta poniektóry kosmatą łapinę i zza drzewa potrząsa nią, żeby mu co dać…

– Powiadali to samo Maćko – ozwała się Jagienka.

– A jakże! prawił[857 - prawić (daw.) – mówić. [przypis edytorski]] ci i mnie o tym w drodze – dodał Zych. – No, nie dziwota! Przecie i u nas, choć kraj dawno krześcijański, czasem się coś po bajorach śmieje, a i w domu, choć księża o to krzyczą, lepiej zawsze skrzatom miskę z jadłem na noc ostawić, bo inaczej tak ci skrobią w ściany, że i oka nie zmrużysz… Jagienka!… postaw, córuchno, pod progiem miskę!

Jagienka wzięła glinianą miskę pełną klusków[858 - klusków – dziś popr.: klusek. [przypis edytorski]] z serem i postawiła ją pod progiem. Zych zaś rzekł:

– Księża krzyczą, pomstują! Panu Jezusowi przecie przez trochę klusków chwały nie ubędzie, a skrzat byle był syt i życzliwy, to i od ognia, i od złodzieja ustrzeże.

Po czym zwrócił się do Zbyszka:

– Ale może byś się odpasał i trochę sobie zaśpiewał?

– Zaśpiewajcie wy, bo już widzę, że z dawna macie ochotę, ale może panna Jagienka zaśpiewa?

– Będziem po kolei śpiewali – zawołał uradowany Zych. – Jest też w domu pachołek, który nam do wtóru na drewnianej fujarce zapiska. Wołać pachołka!

Zawołano pachołka, który siadł na zydlu[859 - zydel – mebel do siedzenia, podobny do taboretu. [przypis edytorski]] i włożywszy „piszczkę” w usta, a następnie rozstawiwszy na niej palce, jął spoglądać po obecnych, czekając, komu ma zawtórować.

Oni zaś poczęli się sprzeczać, nikt bowiem nie chciał być pierwszy. Kazał wreszcie Zych dać przykład Jagience, więc Jagienka, chociaż bardzo jej było wstyd Zbyszka, wstała z ławy, włożyła ręce pod fartuch i poczęła:

		Gdybym ci ja miała
		Skrzydłeczka jak gąska,
		Poleciałabym ja
		Za Jaśkiem do Śląska!… [860 - Za Jasiem do Śląska – pieśń ludowa spotykana w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. [przypis edytorski]]

Zbyszko otworzył naprzód szeroko oczy, po czym zerwał się na równe nogi i zawołał wielkim głosem:

– A wy skąd to umiecie śpiewać?

Jagienka spojrzała na niego ze zdumieniem.

– Przecie to wszyscy śpiewają… Co wam?

Zych zaś, który sądził, że Zbyszko podpił, zwrócił ku niemu rozradowaną twarz i rzekł:

– Odpasz się! Zaraz ci ulży!

Lecz Zbyszko stał przez chwilę z mieniącą się twarzą, po czym opanowawszy wzruszenie, ozwał się do Jagienki:

– Przepraszam was. Cosik mi się niespodzianie przypomniało. Śpiewajcie dalej.

– A może wam smutno słuchać?

– Ej, gdzie tam! – odrzekł drgającym głosem. – Słuchałbym tego przez całą noc.

To rzekłszy, siadł i zakrywszy dłonią brwi, umilkł, nie chcąc żadnego słowa uronić.

Jagienka zaśpiewała drugą zwrotkę, lecz skończywszy ją, spostrzegła wielką łzę staczającą się po palcach Zbyszkowej dłoni.

Wówczas przysunęła się żywo ku niemu i siadłszy obok, poczęła go trącać łokciem:

– No? Co wam? Nie chcę, byście płakali. Mówcie, co wam jest?

– Nic, nic! – odrzekł z westchnieniem Zbyszko. – Siła[861 - siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]] by gadać… Co było, to przeszło. Już mi weselej.

– A może byście się wina słodkiego napili?

– Poćciwa[862 - poćciwa – dziś popr.: poczciwa. [przypis edytorski]] dziewka! – zawołał Zych. – Czemu to mówicie sobie: wy? Mów mu: Zbyszku, a ty jej: Jagienko. Znacie się przecie od małości…

Po czym zwrócił się do córki:

– Że cię tam ongi[863 - ongi (daw.) – kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]] sprał, to nic!… Ninie[864 - ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]] tego nie uczyni.

– Nie uczynię! – rzekł wesoło Zbyszko. – Niechże mnie ona za to teraz spierze, jeśli jej wola.

Na to Jagienka, chcąc go do reszty rozweselić, złożyła dłoń w piąstkę i śmiejąc się, poczęła udawać, że bije Zbyszka.

– A masz ci za mój rozbity nos! a masz! a masz!

– Wina! – zawołał rozochocony dziedzic Zgorzelic.

Jagienka skoczyła do komory i po chwili wyniosła kamionkę[865 - kamionka – naczynie ceramiczne. [przypis edytorski]] z winem, dwa kubki piękne, wygniatane w srebrne kwiaty, roboty wrocławskich złotników, i parę gomółek[866 - gomółka – okrągła bryła sera. [przypis edytorski]] z daleka pachnących.

Zycha, mającego już w głowie, rozczulił ten widok zupełnie, więc przygarnął do siebie kamionkę, przycisnął ją do łona i sądząc widocznie, że to Jagienka, począł mówić:

– Oj, córuchno ty moja! oj, niebogo sieroto! Co ja, biedny chudzina, w Zgorzelicach pocznę, jak mi cię zabiorą – co ja pocznę!…

– A trza ją będzie niezadługo dać! – zawołał Zbyszko.

Zych zaś w mgnieniu oka z rozczulenia przeszedł do śmiechu:

– Chy! chy! A dziewce piętnaście roków[867 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]] i już ją do chłopów ciągnie!… już jak którego choć z daleka uwidzi[868 - uwidzieć (daw.) – zobaczyć. [przypis edytorski]], to aże kolanem o kolano trze!…

– Tatusiu, bo sobie pójdę – rzekła Jagienka.

– Nie chodź! dobrze z tobą…

Po czym jął mrugać tajemniczo na Zbyszka.

– Zajeżdża ich tu dwóch: jeden młody Wilk, syn starego Wilka z Brzozowej, a drugi Cztan[869 - Cztan – skrócona forma imienia Przecław. [przypis edytorski]] z Rogowa. Żeby cię tu zastali, zaraz by wzięli na cię zgrzytać, jako i na się wzajem zgrzytają.

– O wa! – rzekł Zbyszko.

Po czym zwrócił się do Jagienki i mówiąc jej: ty, wedle polecenia Zycha, zapytał:

– A ty którego wolisz?

– Żadnego.

– Wilk, sierdzisty[870 - sierdzisty (daw.) – śmiały, czupurny. [przypis edytorski]] pachołek! – zauważył Zych.

– Niech w inną stronę wyje!

– A Cztan?

Jagienka poczęła się śmiać.

– Cztan – mówiła zwracając się do Zbyszka – takie ci ma kudły na gębie jak cap, że mu oczu nie widać – i sadła tyle na nim co na niedźwiedziu.

A Zbyszko uderzył się w głowę, jakby coś sobie nagle przypominając, i rzekł:

– Ale!… kiedyście tacy dobrzy, to was jeszcze o jedną rzecz poproszę: nie ma też u was w domu niedźwiedziego sadła, bo stryjkowi na lek potrzebne, a w Bogdańcu nie mogłem dopytać?

– Było – rzekła Jagienka – ale chłopaki na dwór wynieśli do smarowania łuków – i psi do szczętu zjedli… Bodajże to!

– Nic nie ostało?

– Do czysta wylizane!

– Ha! to nie ma innej rady, jeno trza będzie w boru poszukać.

– Uczyńcie obławę, bo niedźwiedzi nie brak, a jeśli myśliwskiego sprzętu chcecie, to damy.

– Gdzie mi tam czekać! Pójdę na noc pod barcie[871 - barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]].

– Weźcie z pięciu naroczników[872 - narocznik – słowo wieloznaczne: chłop płacący roczną daninę bądź przedstawiciel ludności niewolnej zobowiązany do bliżej niesprecyzowanych świadczeń wojskowych. [przypis edytorski]]. Są między nimi chłopy sprawne.

– Nie będę kupą chodził, bo jeszcze mi zwierza spłoszą.

– To jakże? Z kuszą pójdziecie?

– A co bym z kuszą w boru po ciemku zrobił? Miesiąc[873 - miesiąc (daw.) – księżyc. [przypis edytorski]] teraz przecie nie świeci. Wezmę widły z zadziorami, topór dobry i pójdę jutro sam.

Jagienka umilkła na chwilę, po czym w twarzy jej odbił się niepokój.

– Poszedł od nas łońskiego roku[874 - łońskiego roku (gw.) – zeszłego roku. [przypis edytorski]] – rzekła – myśliwiec Bezduch i niedźwiedź go rozdarł. Zawsze to jest nieprzezpieczna[875 - nieprzezpieczny – dziś popr.: niebezpieczny. [przypis edytorski]] rzecz, bo on, jak samego człowieka w nocy uwidzi, a tym bardziej przy barciach, to zaraz na zadnie[876 - zadni – tylny. [przypis edytorski]] łapy staje.

– Żeby uciekał, to by się go nie dostało – odrzekł Zbyszko.

Tymczasem Zych, który się był zdrzemnął, zbudził się nagle i począł śpiewać:

		A ty, Kuba, od roboty,
		A ja, Maciek, od ochoty!
		Idźże rano z sochą[877 - socha – prymitywny, drewniany pług. [przypis edytorski]] w pole!
		A ja z Kasią w żytko wolę.
		Hoc! hoc!

Po czym do Zbyszka:

– Wiesz? jest ich dwóch: Wilk z Brzozowej i Cztan z Rogowa… a ty…

Lecz Jagienka bojąc się, żeby Zych nie powiedział czegoś nadto, zbliżyła się szybko do Zbyszka i jęła wypytywać:

– I kiedy pójdziesz? jutro?

– Jutro, po zachodzie słońca.

– A do których barci?

– Do naszych, do bogdańskich, niedaleko od waszych kopców[878 - kopce – kopcami często oznaczano granicę posiadłości. [przypis edytorski]], wedle Radzikowego błota. Powiadali mi, że tam o misia łatwo.




Rozdział dwunasty


Zbyszko wybrał się, jak zapowiedział, gdyż Maćko czuł się coraz gorzej. Z początku podtrzymywała go radość i pierwsze domowe zajęcia, lecz trzeciego dnia wróciła mu gorączka i ból w boku ozwał mu się[879 - ozwać się (daw.) – odezwać się. [przypis edytorski]] z taką siłą, iż musiał się położyć. Zbyszko poszedł naprzód w dzień, obejrzał barci[880 - barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]], zobaczył, że jest blisko ogromny ślad na błocie – i rozmówił się z bartnikiem Wawrkiem, który nocami sypiał w pobliżu w szałasie, razem z parą srogich podhalskich[881 - podhalski – dziś popr.: podhalański. [przypis edytorski]] kundli, ale właśnie miał się już wynieść do wsi z powodu chłodów jesiennych.

Obaj rozrzucili szałas, zabrali psy, tu i ówdzie rozsmarowali trochę miodu po pniach, by zapach znęcił zwierza, za czym Zbyszko wrócił do domu i począł się gotować na wyprawę. Ubrał się dla ciepła w kubrak łosi[882 - łosi – tu: ze skóry łosia. [przypis edytorski]], bez rękawów; na ciemię nawdział[883 - wdziać, nawdziać – ubrać. [przypis edytorski]] żelazny czepiec z drutu, aby niedźwiedź nie mógł mu obedrzeć skóry z głowy, wreszcie wziął widły dobrze okute, dwuzębne, z zadziorami, i topór stalowy, szeroki, na dębowym toporzysku[884 - toporzysko – drewniany uchwyt siekiery bądź topora. [przypis edytorski]] nie tak krótkim, jakich zażywają[885 - zażywać – tu: używać. [przypis edytorski]] cieśle. O wieczornym udoju[886 - udój – dojenie krów. [przypis edytorski]] był już u celu i wybrawszy sobie dogodne miejsce przeżegnał się, zasiadł i czekał.

Czerwone promienie zachodzącego słońca świeciły między gałęziami chojarów[887 - chojar (daw.) – wysokie drzewo iglaste. [przypis edytorski]]. Po wierzchołkach sosen tłukły się wrony, kracząc i łopocąc skrzydłami; gdzieniegdzie kicały ku wodzie zające, czyniąc szelest po żółciejących jagodziskach[888 - jagodzisko – miejsce, gdzie rosną jagody. [przypis edytorski]] i po opadłych liściach; czasem śmignęła po buczku chybka[889 - chybki (daw.) – szybki i zwinny. [przypis edytorski]] kuna. W gąszczach odzywał się jeszcze świegot ptaków, który stopniowo ustawał.

O samym zachodzie nie było w boru spokoju. Przeszło niebawem opodal Zbyszka stadko dzików z wielkim hałasem i fukaniem, a potem kłusowały łosie długim rzędem trzymając jeden drugiemu łeb na ogonie. Suche gałęzie trzeszczały im pod racicami i las aż dudnił, one atoli[890 - atoli (daw.) – jednak. [przypis edytorski]] połyskując czerwono w słońcu, dążyły do błota, gdzie im było nocą bezpiecznie i błogo. Nareszcie zorze rozpaliły się na niebie, od których wierzchołki sosen zdawały się płonąć jak w ogniu, i zwolna jęło[891 - jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]] się wszystko uspokajać. Bór szedł spać. Mrok wstawał od ziemi i podnosił się w górę ku świetlistym zorzom, które też w końcu poczęły omdlewać, zasępiać się, czernieć i gasnąć.

„Teraz póki się wilki nie odezwą, to będzie cicho” – pomyślał Zbyszko. Żałował jednak, że nie wziął kuszy, mógłby był bowiem z łatwością położyć dzika lub łosia. Tymczasem od strony błota dochodziły jeszcze czas jakiś przytłumione odgłosy, podobne do ciężkiego stękania i poświstywania. Zbyszko spoglądał ku temu błotu z pewną nieufnością, albowiem chłop Radzik, który mieszkał tu niegdyś w ziemnej chacie, znikł razem z rodziną, jakby się pod ziemię zapadł. Jedni mówili, że porwali ich zbóje, byli wszelako ludzie, którzy widzieli później wedle[892 - wedle (daw.) – obok. [przypis edytorski]] chaty jakieś dziwne ślady ni to ludzkie, ni zwierzęce – i którzy bardzo kręcili nad tym głowami, a nawet namyślali się, czyby nie sprowadzić księdza z Krześni, aby tę chałupę poświęcił. Nie przyszło wprawdzie do tego, bo nie znalazł się nikt, który by chciał tu zamieszkać, i chatę, a raczej glinę na chruścianych ścianach, rozpłukały z czasem dżdże[893 - dżdże (daw.) – deszcze. [przypis edytorski]] – miejsce jednakże nie używało[894 - używać (daw.) – mieć coś, dysponować czymś, cieszyć się czymś. [przypis edytorski]] odtąd dobrej sławy. Nie uważał wprawdzie na to Wawrek, bartnik, który tu nocował latem w szałasie, ale i o tym Wawrku różnie mówiono. Zbyszko, mając widły i topór, nie obawiał się dzikich zwierząt – myślał natomiast z pewnym niepokojem o siłach nieczystych i rad też był, gdy owe gwary wreszcie umilkły.

Ostatnie odblaski znikły i uczyniła się noc zupełna. Wiatr ustał, nie było nawet zwykłego szumu w wierzchołkach sosen. Kiedy niekiedy spadała tu i ówdzie szyszka, wydając na tle ogólnego milczenia odgłos mocny i donośny, ale zresztą było tak cicho, że Zbyszko słyszał własny oddech.

W ten sposób przesiedział długi czas rozmyślając naprzód o niedźwiedziu, który mógł nadejść, a następnie o Danusi, która z dworem mazowieckim jechała w dalekie strony. Przypomniał sobie, jak ją chwycił na ręce w chwili rozstania się z księżną i jak jej łzy spływały mu po policzku, przypomniał sobie jej jasną twarz, jej przetowłosą[895 - przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]] główkę, jej chabrowe wianuszki i jej śpiewanie, jej czerwone trzewiczki z długimi nosami, które całował na odjezdnym – wreszcie wszystko, co zaszło od chwili, jak się poznali; i ogarnął go taki żal, że jej blisko nie ma, i taka po niej tęsknota, że całkiem w niej zatonął, stracił pamięć, że jest w lesie, że czatuje na zwierza, a natomiast począł sobie mówić w duszy:

„Pójdę ja k’tobie[896 - k’tobie (daw.) – do ciebie. [przypis edytorski]], bo mi nie żyć bez ciebie”.

I czuł, że tak jest – i że musi jechać na Mazowsze, bo inaczej skapieje[897 - skapieć (daw.) – zmarnować się. [przypis edytorski]] w Bogdańcu. Przyszedł mu na myśl Jurand i jego dziwny opór, więc pomyślał, że tym bardziej trzeba mu jechać, aby się dowiedzieć, co to za tajemnica, co za przeszkody i czyby jakowyś pozew do walki na śmierć nie zdołał ich usunąć. Wreszcie wydało mu się, że Danusia wyciąga do niego ręce i woła: „Bywaj[898 - bywaj (daw.) – przybywaj. [przypis edytorski]], Zbyszku, bywaj!” Jakże mu do niej nie iść!

I nie spał – a widział ją tak wyraźnie, jakby w zjawieniu[899 - zjawienie (daw.) – widzenie. [przypis edytorski]] albo we śnie. Jedzie teraz oto Danuśka obok księżny, brząka jej na luteńce[900 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]] i pośpiewuje, a myśli o nim. Myśli, że go ujrzy niezadługo, a może się i obziera[901 - obzierać się (daw.) – oglądać się za siebie. [przypis edytorski]], czy on za nimi w skok[902 - w skok (daw.) – szybko, galopem. [przypis edytorski]] nie pędzi – a on tymczasem w boru ciemnym.

Tu ocknął się Zbyszko – i ocknął się nie tylko dlatego, że sobie przypomniał bór ciemny, ale i dla tej przyczyny, że z dala za nim ozwał się jakiś szelest.

Wówczas ścisnął mocniej widły w garściach, nadstawił uszu i począł słuchać.

Szelest zbliżał się i po niejakim czasie stał się całkiem wyraźny. Chrupały pod czyjąś ostrożną stopą suche gałązki, szurały opadłe liście i jagodziska… Coś szło.

Chwilami szelest ustawał, jak gdyby zwierz zatrzymywał się przy drzewach, i wówczas robiła się taka cisza, że Zbyszkowi poczynało aż w uszach dzwonić – po czym znów odzywały się kroki wolne i przezorne. W ogóle było w tym zbliżaniu się coś tak ostrożnego, że Zbyszka ogarnęło zdziwienie.

– Musi się „Stary[903 - stary – niedźwiedź; istniał przesąd, że wymawianie nazwy tego zwierzęcia jest niebezpieczne, zwłaszcza po zmroku, toteż często zastępowano ją synonimami. [przypis edytorski]]” psów bać, które tu były przy szałasie – rzekł sobie – ale może to i wilk, który mnie zwietrzył.

Tymczasem kroki ucichły. Zbyszko jednak słyszał wyraźnie, że coś zatrzymało się może o dwadzieścia albo o trzydzieści kroków za nim i jakby przysiadło. Obejrzał się raz i drugi – ale lubo[904 - lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]] pnie rysowały się w zmroku dość wyraźnie, nie mógł nic dojrzeć. Nie było innej rady, tylko czekać.

I czekał tak długo, że aż zdziwienie ogarnęło go po raz wtóry.

– Niedźwiedź nie przyszedłby tu przecie spać pod barcią, a wilk byłby mnie już zawietrzył i też by nie czekał do rana.

I nagle mrowie przeszło go od stóp do głowy.

A nuż to co „paskudnego” wylazło z błota i zachodzi mu z tyłu? Nuż niespodzianie chwycą go jakie oślizgłe ramiona topielca albo zajrzą mu w twarz zielone oczy upiora, nuż się coś roześmieje okropnie tuż za nim albo zza sosny wylezie sina głowa na pajęczych nogach?

I uczuł, że pod żelaznym czepcem włosy poczynają mu się jeżyć.

Lecz po chwili szelest odezwał się przed nim – i tym razem wyraźniejszy jeszcze niż poprzednio. Zbyszko odetchnął. Przypuszczał wprawdzie, że to samo „dziwo” obeszło go, a teraz zbliża się z przodu. Ale to wolał. Chwycił wygodnie widły, podniósł się cicho i czekał.

Wtem nad głową usłyszał szum sosen, na twarzy uczuł silny powiew, ciągnący od strony błota, a jednocześnie do jego nozdrzy doleciał swąd niedźwiedzi.

Nie było teraz najmniejszej wątpliwości: szedł miś!

Zbyszko jednej chwili przestał się bać i pochyliwszy głowę, wytężył wzrok i słuchał. Kroki zbliżały się ciężkie, wyraźne, swąd czynił się ostrzejszy; wkrótce dało się słyszeć sapanie i pomruk.

„Byle nie szło dwóch!” – pomyślał Zbyszko.

Ale w tej chwili zobaczył przed sobą wielki i ciemny kształt zwierzęcia, które idąc z wiatrem, do ostatniej chwili nie mogło go zwietrzyć[905 - zwietrzyć – wyczuć, wywąchać. [przypis edytorski]], tym bardziej że zajmował je zapach rozsmarowanego po pniach miodu.

– Bywaj, dziadku! – zawołał Zbyszko wysuwając się spod sosny.

Niedźwiedź ryknął krótko, jakby przerażony niespodzianym zjawiskiem, lecz był już zbyt blisko, aby mógł ratować się ucieczką, więc w jednej chwili podniósł się na zadnie łapy, rozwarłszy przednie jak do uścisku. Tego właśnie czekał Zbyszko; zebrał się w sobie, skoczył jak błyskawica i całą siłą potężnych ramion oraz własnego ciężaru wbił widły w piersi zwierza.

Cały bór zatrząsł się teraz od przeraźliwego ryku. Niedźwiedź chwycił łapami widły, pragnąc je wyrwać, ale zadziory przy ostrzach wstrzymały, więc poczuwszy ból, zagrzmiał jeszcze straszliwiej. Chcąc dosięgnąć Zbyszka, wsparł się na widłach i wbił je w siebie mocniej. Zbyszko nie wiedząc, czy ostrza weszły dość głęboko, nie puszczał rękojeści. Człowiek i zwierz poczęli się szarpać i szamotać. Bór trząsł się wciąż od ryku, w którym brzmiała wściekłość i rozpacz.

Zbyszko nie mógł się jąć[906 - jąć, imać (daw.) – chwycić. [przypis edytorski]] topora, nie wbiwszy poprzednio drugiego, zaostrzonego końca wideł w ziemię, niedźwiedź zaś chwyciwszy za osadę[907 - osada – tu: drzewce, na którym osadzone są widły. [przypis edytorski]] łapami miotał nią i Zbyszkiem jakby rozumiejąc, o co chodzi, i – mimo bólu, który sprawiało mu każde poruszenie utkwionych głęboko ostrzy, nie dając się „podeprzeć”. W ten sposób straszna walka przedłużała się – i Zbyszko zrozumiał, że siły jego w końcu wyczerpią się. Mógł także upaść, a wówczas byłby zginął, więc zebrał się w sobie, wytężył[908 - wytężyć (daw.) – wysilić. [przypis edytorski]] ramiona, rozstawił nogi, wygiął grzbiet jak łuk, by się nie przewrócić na wznak, i począł powtarzać przez zaciśnięte zęby:

– Moja śmierć albo twoja!…

I chwycił go wreszcie taki gniew, taka zawziętość, że istotnie wolałby był w tej chwili sam zginąć niż bestię puścić. Wreszcie, zawadziwszy nogą o korzeń sosny, zachwiał się i byłby padł, gdyby nie to, że w tej chwili stanęła przy nim jakaś ciemna postać – i drugie widły „podparły” bestię, a jednocześnie głos jakiś zawołał mu nagle tuż nad uchem:

– Toporem!…

Zbyszko w uniesieniu walki ani na jedno mgnienie oka nie zastanowił się, skąd mu niespodziewana pomoc nadeszła, natomiast chwycił topór i ciął strasznie. Trzasnęły teraz widły złamane ciężarem i ostatnią konwulsją[909 - konwulsje – drgawki. [przypis edytorski]] zwierza – ów zaś zwalił się jakby piorunem rażony na ziemię i począł na niej chrapać. Lecz zaraz ustał. Nastała cisza przerywana tylko głośnym oddechem Zbyszka, który wsparł się o sosnę, gdyż nogi chwiały się pod nim. Po chwili dopiero podniósł głowę, spojrzał na stojącą obok siebie postać – i przeląkł się myśląc, że to może nie człowiek.

– Ktoś jest? – zapytał niespokojnie.

– Jagienka! – odpowiedział cienki niewieści głos.

Zbyszko aż zaniemówił ze zdziwienia oczom własnym nie wierząc. Ale wątpliwości jego nie trwały długo, gdyż głos Jagienki ozwał się znowu:

– Nakrzesam ognia…

Wraz ozwał się szczęk krzesiwa o krzemień, iskry poczęły się sypać i przy ich migotliwym blasku ujrzał Zbyszko białe czoło, ciemne brwi i wysunięte naprzód usta dziewczyny, które dmuchały w zatloną[910 - zatlony (daw.) – podpalony, tlący się. [przypis edytorski]] hubkę[911 - hubka – materiał łatwopalny wytwarzany z huby (odmiany grzyba rosnącej na pniach drzew). [przypis edytorski]]. Wówczas dopiero pomyślał, że ona przyszła do tego boru, żeby mu dać pomoc, że bez jej wideł mogłoby być z nim źle – i poczuł tak wielką wdzięczność dla niej, że nie namyślając się długo, chwycił ją wpół i ucałował w oba policzki.

A jej hubka i krzesiwo wypadły na ziemię.

– Daj spokój! Czego? – poczęła powtarzać stłumionym głosem, ale jednocześnie nie usuwała mu twarzy, owszem, ustami dotknęła nawet niby wypadkiem ust Zbyszka.

On zaś puścił ją i rzekł:

– Bóg ci zapłać. Nie wiem, co by się bez ciebie przygodziło[912 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]].

A Jagienka kucnąwszy w ciemności, by odnaleźć krzesiwo i hubkę, poczęła się tłumaczyć:

– Bojałam się[913 - bojać się – dziś popr.: bać się. [przypis edytorski]] o ciebie, bo Bezduch poszedł też z widłami i z toporem – i niedźwiedź go ozdarł[914 - ozdarł (daw.) – rozdarł. [przypis edytorski]]. Broń czego Boże, Maćkowi byłoby markotno, a on przecie i tak ledwie dycha… No, to i wzięłam widły, i poszłam.

– Toś to ty zachodziła tam za sosny?

– Ja.

– A ja myślał, że to „złe”.

– Niemały i mnie strach brał, bo tu koło Radzikowego błota w nocy bez ognia niedobrze.

– Czemuś się nie obezwała[915 - obezwać się – dziś popr.: odezwać się. [przypis edytorski]]?

– Bom się bała, że mnie odpędzisz.

I to rzekłszy, znów zaczęła krzesać, a następnie położyła na hubkę kłaczek suchych konopnych paździerzy[916 - paździerze – suche odpady po pozyskiwaniu włókien z lnu bądź konopii. [przypis edytorski]], które wnet strzeliły jasnym płomieniem.

– Mam dwie szczypki[917 - szczypka – szczapka, kawałek drewna. [przypis edytorski]] – rzekła – a ty nazbieraj wartko[918 - wartko (daw.) – szybko. [przypis edytorski]] sucharzy[919 - sucharze – suche badyle. [przypis edytorski]]; będzie ogień.

Jakoż po chwili buchnęło rzeczywiście wesołe ognisko, którego blask rozświecił ogromne, rude cielsko niedźwiedzia leżące w kałuży krwi.

– Hej, sroga stwora! – ozwał się z pewną chełpliwością Zbyszko.

– Ale ci łeb prawie caluśki rozwalony! o Jezu!

To powiedziawszy, schyliła się i zanurzyła rękę w kudły niedźwiedzie, aby przekonać się, czy zwierz dużo ma w sobie sadła, po czym podniosła się z wesołą twarzą:

– Będzie sadła na jakie dwa roki!

– A widły połamane, patrz!

– To i bieda, bo co ja w domu powiem?

– Albo co?

– Bo tatuś nie byliby mnie wcale do boru puścili, więc musiałam czekać, póki się wszyscy nie pokładą.

Po chwili zaś dodała:

– Nie powiadaj[920 - powiadać (daw.) – mówić. [przypis edytorski]] też, żem tu była, żeby nade mną nie cudowali.

– Ale cię pod dom odprowadzę, bo jeszcze wilcy na cię napadną, a wideł nie masz.

– No – dobrze!

I tak rozmawiali czas jakiś przy wesołym brzasku ogniska, nad trupem niedźwiedzia, podobni oboje do jakichś młodych leśnych stworzeń.

Zbyszko popatrzał na wdzięczną twarz Jagienki oświeconą blaskiem płomienia i rzekł z mimowolnym zdziwieniem:

– Ale takiej drugiej dziewczyny jak ty, to chyba na świecie nie ma. Tobie by na wojnę chodzić!

Ona zaś spojrzała mu na chwilę w oczy, po czym odrzekła prawie smutno:

– Ja wiem… ale nie śmiej się ze mnie.




Rozdział trzynasty


Jagienka sama wytopiła duży garnek niedźwiedziego sadła, którego pierwszą kwartę[921 - kwarta – dawna miara objętości, zwykle ok. 1 litra. [przypis edytorski]] wypił Maćko z ochotą, albowiem było świeże, nie przypalone i miało zapach dzięgielu, którego znająca się na lekach dziewczyna dorzuciła w miarę[922 - w miarę (daw.) – według miary, tyle ile potrzeba. [przypis edytorski]] do garnka. Pokrzepił się też zaraz Maćko na duchu i nabrał nadziei, że wyzdrowieje.

– Tego mi było trzeba – mówił. – Jak się w człeku wszystko godnie[923 - godnie (daw.) – porządnie, solidnie. [przypis edytorski]] wytłuści, to się może i ta, psia mać, drzazga którędy wypsnie[924 - wypsnąć się – tu: wyślizgnąć się. [przypis edytorski]].

Następne kwarty[925 - kwarta – dawna miara objętości, zwykle ok. 1 litra. [przypis edytorski]] nie smakowały mu jednak tak dobrze jak pierwsza, ale pił przez rozum[926 - przez rozum – z rozsądku. [przypis edytorski]]. Jagienka dodawała mu też otuchy, mówiąc:

– Będziecie zdrowi. Biludowi z Ostroga wbili ogniwa od kolczugi[927 - kolczuga – zbroja z niewielkich, metalowych kółeczek. [przypis edytorski]] głęboko pod karkiem, a od sadła mu wyszły. Jeno[928 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]], jak się rana otworzy, trzeba skromem[929 - skrom – tłuszcz zwierzęcy. [przypis edytorski]] bobrowym zatykać.

– A skrom masz?

– Mamy. Jeśli zasie świeżego będzie trzeba, to pójdziem ze Zbyszkiem do żeremiów[930 - żeremie – konstrukcja z gałęzi, mchu i szlamu, budowana przez bobry, w której rodzą one młode. [przypis edytorski]]. O bobra nietrudno. Ale nie wadziłoby[931 - wadzić (daw.) – przeszkadzać. [przypis edytorski]] także, żebyście jakiemu świętemu co przyobiecali, takiemu, który jest patronem od ran.

– Mnie już to przez głowę przechodziło, tylko że nie wiem dobrze: któremu? Święty Jerzy[932 - św. Jerzy – męczennik z III-IV w., patron rycerzy. [przypis edytorski]] jest patronem rycerzów: on ci strzeże wojennika[933 - wojennik (daw.) – wojownik, zwł. doświadczony. [przypis edytorski]] od przygody i wżdy[934 - wżdy (daw.) – zawsze, przecież. [przypis edytorski]] męstwa we wszelakiej potrzebie mu przydawa[935 - przydawać (daw.) – dodawać. [przypis edytorski]], a powiadają, że często osobą własną po sprawiedliwej stronie staje i niemiłych Bogu bić pomaga. Ale taki, co sam rad[936 - rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]] bije, rzadko rad sam smaruje, i od tego może być inny, któremu on nie będzie chciał wchodzić w drogę. Każdy święty ma w niebie swój urząd i swoją gospodarkę – to się wie! A jeden do drugiego nigdy się nie miesza, bo z tego mogłyby niezgody wyniknąć, w niebie zaś nie przystoi się świętym wadzić alibo się potykać… Są Kosma i Damian[937 - św. Kosma i Damian – lekarze, męczennicy rzymscy z przełomu III-IV w. [przypis edytorski]], też wielcy święci, do których się medycy modlą o to, by choróbska na świecie nie wyginęły, gdyż inaczej nie mieliby co jeść. Jest także święta Apolonia[938 - św. Apolonia – męczennica, zm. 249 w Aleksandrii, wg legendy przed spaleniem na stosie wybito jej zęby. [przypis edytorski]] od zębów i święty Liboriusz[939 - św. Liboriusz – zm. w IV w., biskup Le Mans. [przypis edytorski]] od kamienia – ale to wszystko nie to! Przyjedzie opat[940 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]], to mi powie, do kogo mam się udać – bo i nie byle kleryk wszystkie tajemnice boskie posiadł, i nie każdy takie rzeczy wie, chociaż ma głowę wygoloną[941 - głowa wygolona – tonsura, znak przynależności do stanu duchownego. [przypis edytorski]].

– A żebyście samemu Panu Jezusowi ślubowali.

– Pewnie, że On nad wszystkimi. Ale to byłoby tak, jakoby mi, nie przymierzając, twój ojciec chłopa pobił, a ja bym do Krakowa do króla na skargę jechał. Co by mi ta król powiedział? Powiedziałby tak: „Ja nad całym Królestwem gospodarz, a ty do mnie z twoim chłopem przychodzisz! A to nie masz urzędów? nie możesz iść do grodu, do mojego kasztelana[942 - kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]] i pośrzednika[943 - pośrzednik – dziś popr.: pośrednik. [przypis edytorski]]?” Pan Jezus jest gospodarzem nad całym światem – rozumiesz? – a od mniejszych spraw ma świętych.

– To ja wam powiem – rzekł Zbyszko, który nadszedł na koniec rozmowy – ślubujcie naszej nieboszczce królowej, że jeśli się za wami przyczyni, to pielgrzymkę do Krakowa, do jej grobu odprawicie. Albo to się tam mało cudów już w naszych oczach przygodziło[944 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]]? Po co obcych świętych szukać, kiedy jest swoja Pani od innych lepsza.

– Ba! Żebym to wiedział, że ona od ran!

– A choćby ta i nie była od ran! Nie będzie się śmiał na nią skrzywić byle święty, a skrzywi się, to jeszcze sam od Pana Boga oberwie, boć to przecie nie żadna zwyczajna nawojka[945 - nawojka – tu: dziewczyna. [przypis edytorski]], ale królowa polska…

– Która w ostatku[946 - w ostatku (daw.) – w końcu. [przypis edytorski]] pogańską krainę do krześcijańskiej wiary przywiodła. Toś mądrze rzekł – odpowiedział Maćko. – Wysoko ona tam musi siadać w boskim wiecu i pewno, że lada pachołek przeciw niej nie wskóra. Tak też uczynię, jak radzisz, żebym tak zdrów był!

Rada ta podobała się i Jagience, która nie mogła oprzeć się podziwieniu dla Zbyszkowego rozumu, a Maćko uczynił uroczysty ślub tego samego wieczora i odtąd z większą jeszcze otuchą pił niedźwiedzie sadło, wyglądając z dnia na dzień niechybnego uzdrowienia. Po tygodniu jednak począł tracić nadzieję. Mówił, że sadło „burzy” mu w żywocie[947 - żywot (daw.) – brzuch. [przypis edytorski]], a na skórze, wedle[948 - wedle (daw.) – obok. [przypis edytorski]] ostatniego żebra, coś mu rośnie jakoby guz. Po dziesięciu dniach było jeszcze gorzej: guz urósł i poczerwieniał, a sam Maćko zesłabł bardzo, i gdy przyszła gorączka, począł znów gotować się na śmierć.

Aż pewnej nocy zbudził nagle Zbyszka:

– Zapal wartko[949 - wartko (daw.) – szybko. [przypis edytorski]] łuczywo – rzekł – bo cości się dzieje ze mną, ale nie wiem, czy co dobrego, czy złego.

Zbyszko zerwał się na równe nogi i nie krzesząc ognia, rozdmuchał w przyległej do komory izbie ognisko, zapalił od niego smolną szczypkę[950 - szczypka – szczapka, kawałek drewna. [przypis edytorski]] i wrócił.

– Co z wami?

– Co ze mną! Guz mi coś przebodło, pewno zadziora! Trzymam ci ją, ale wydobyć nie mogę! czuję jeno, jako mi pod pazdurami[951 - pazdury – dziś popr.: pazury. [przypis edytorski]] brzęka i zbyrczy[952 - zbyrczeć (gw.) – brzęczeć (z gwary góralskiej, za pomocą której Sienkiewicz naśladował staropolszczyznę). [przypis edytorski]]…

– Zadziora! nic innego. Chyćcie[953 - chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]] dobrze i ciągnijcie.

Maćko jął się przekręcać i syczeć z bólu, ale tkał[954 - tkać (daw.) – wpychać. [przypis edytorski]] palce coraz głębiej, póki nie objął dobrze twardego przedmiotu: wreszcie szarpnął i wyciągnął.

– O Jezu!

– Jest? – spytał Zbyszko.

– Jest. Aż na mnie zimne poty uderzyły. Ale jest: patrzaj!

To rzekłszy, pokazał Zbyszkowi podługowatą, ostrą drzazgę, która się była od źle ukutego grotu odłupała i od kilku miesięcy tkwiła w ciele.

– Chwała Bogu i królowej Jadwidze! Teraz będziecie zdrowi.

– Może[955 - może – tu: możliwe. [przypis edytorski]], że mi ulżyło, ale okrutnie boli – mówił Maćko, wyciskając guz, z którego poczęła wypływać obficie krew pomieszana z ropą. – Tyle będzie tego paskudztwa w człeku mniej, to i musi chorość[956 - chorość (daw.) – choroba. [przypis edytorski]] popuścić. Jagienka mówiła, że teraz trzeba będzie skromem bobrowym zatykać.

– Pójdziemy po bobra zaraz jutro.

Maćkowi jednakże zrobiło się zaraz nazajutrz znakomicie lepiej. Spał do późna, a zbudziwszy się, wołał o jedzenie. Na niedźwiedzie sadło nie mógł już patrzeć, ale za to rozbito mu dwadzieścia jaj do rynki, gdyż na więcej nie chciała przez ostrożność Jagienka pozwolić. On zaś spożył je łapczywie wraz z półbochenkiem chleba i popił garncem piwa, po czym jął[957 - jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]] wołać, by mu przywiedli[958 - przywieść (daw.) – przyprowadzić. [przypis edytorski]] Zycha, bo mu się uczyniło wesoło.

Posłał więc Zbyszko jednego ze swoich Turczynków, darowanych przez Zawiszę[959 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]], po Zycha, który siadł na koń i przyjechał po południu, właśnie wtedy kiedy młodzi wybierali się do Odstajanego jeziorka po bobry. Było z początku śmiechu, żartów i śpiewania przy miodzie bez miary, ale później starzy poczęli rozmawiać o dzieciach i wychwalać każdy swoje.

– Co to za chłop Zbyszko! – mówił Maćko – to takiego drugiego na świecie nie ma. A mężne to, a wartkie[960 - wartki (daw.) – szybki. [przypis edytorski]] jako ryś, a sprawne. Wiecie! jak go na śmierć w Krakowie prowadzili, to tak dziewki w oknach piszczały, jakby je kto z tyłu stojący szydłem kłuł, i to jakie dziewki: rycerskie i kasztelańskie[961 - kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]] córki, o różnych cudnych mieszczkach nie wspominając.

– A niech ta będą i kasztelańskie, i cudne, a od mojej Jagienki nie lepsze! – odrzekł Zych ze Zgorzelic.

– Albo ja wam mówię, że lepsze? Milszej dziewki ku ludziom niże Jagienka chyba nie znaleźć.

– Ja też na Zbyszka nic nie powiadam: kuszę ci bez pokrętki[962 - pokrętka – tu: korba. [przypis edytorski]] naciąga!…

– I niedźwiedzia sam jeden podeprze. Widzieliście, jak go ciął? Cały łeb z jedną łapą odwalił.

– Łeb odwalił, ale podparł nie sam, Jagienka mu pomogła.

– Pomogła?… nie mówił mi nic.

– Bo jej obiecał… że to dziewce wstyd po nocy do boru chodzić. Mnie zaraz powiedziała, jako było. Inne rade zmyślają, ale ona prawdy nie ukryje. Szczerze rzekłszy, nie byłem rad, bo kto ta wie… Chciałem ją skrzyczeć, ona zasie powiedziała tak: „Jak ja sama wianka nie upilnuje, to i wy, tatulu, nie upilnujecie, ale nie bójcie się. Zbyszko też wie, co rycerska cześć”.

– Bo pewno. Przecie i dziś sami poszli.

– Ale przed wieczorem wrócą. Po nocy diabeł najgorszy, a wstydzić się dziewce nie potrzeba, bo ciemno.

Maćko pomyślał chwilę, po czym rzekł jakby do siebie:

– A wszelako[963 - wszelako (daw.) – jednak. [przypis edytorski]] radzi[964 - radzi (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]] się oni widzą…

– Ba! Żeby to innej nie był ślubował.

– To, jak wiecie, jest rycerski obyczaj… Który by z młodych swojej paniej nie miał, tego inni za prostaka uważają… Ślubował on pawie czuby i te musi ze łbów pozdzierać, gdyż poprzysiągł na rycerską cześć; Lichtensteina też musi dostać, ale od innych ślubów może go opat[965 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] uwolnić.

– Opat zjedzie lada dzień…

– Myślicie? – spytał Maćko, po czym ozwał się znów:

– Wreszcie co tam takie ślubowanie, kiedy Jurand wręcz mu powiedział, że dziewki nie da! Czy ją innemu obiecał, czy na służbę Bożą ochwiarował[966 - ochwiarować – dziś popr.: ofiarować. [przypis edytorski]], tego ja nie wiem – ale wręcz powiedział, że nie da…

– Mówiłżem wam – zapytał Zych – że opat tak Jagienkę miłuje, jakby była jego? Ostatni raz to jej rzekł tak: „Krewnych mam jeno po kądzieli[967 - po kądzieli – w linii żeńskiej; kądziel – pęk włókien przygotowanych do przędzenia. [przypis edytorski]], ale z tej kądzieli więcej będzie nici dla ciebie niż dla nich”.

Na to Maćko spojrzał niespokojnie, a nawet podejrzliwie na Zycha i dopiero po chwili odpowiedział:

– Naszej krzywdy przecie byście nie chcieli…

– Za Jagienką pójdą Moczydoły – rzekł wymijająco Zych.

– Zaraz?

– Zaraz. Innej bym nie popuścił, a jej popuszczę.

– Bogdaniec i tak w połowie Zbyszków[968 - Zbyszków (daw.) – Zbyszkowy, należący do Zbyszka. [przypis edytorski]], a da Bóg zdrowie, to mu go zagospodaruję jako się patrzy. Miłujecież wy Zbyszka?

Na to Zych począł mrugać oczyma i rzekł:

– Gorzej to, że jakoś Jagienka, byle kto o nim wspomniał, zaraz się do ściany obraca.

– A jak wspominacie innych?

– Jak innego wspomnę, to jeno prychnie i powiada: „czegóż?!”

– Ano widzicie. Da Bóg, że przy takiej dziewce zapomni Zbyszko o tamtej. Ja stary, a też bym zapomniał… Napijecie się miodu?

– Napiję się.

– No, opat… juści mądry człowiek! Bywają między opatami, jako wiecie, całkiem świeccy ludzie, ale ten, choć między mnichami nie siedzi – przecie jest ksiądz – a ksiądz zawsze lepiej poradzi od zwykłego człeka, bo i na czytaniu się zna, i z Duchem Świętym jest w pobliskości. A wy, że dziewczynie zaraz Moczydoły puścicie – to słusznie. Ja też, byle Pan Jezus do zdrowia pomógł, co będę mógł Wilkowi z Brzozowej kmieciów odmówić[969 - odmówić – tu: przekonać do odejścia. [przypis edytorski]], to odmówię. Po źrebiu[970 - źreb – dawna miara powierzchni ziemi. [przypis edytorski]] dobrej ziemi każdemu dam, bo w Bogdańcu ziemi nie brak. A Wilkowi[971 - Wilkowi – poddani Wilka. [przypis edytorski]] niech się na Boże Narodzenie[972 - na Boże Narodzenie – Boże Narodzenie stanowiło zwyczajowy termin, do którego obowiązywały umowy. [przypis edytorski]] pokłonią i do mnie przyjdą. Albo to im nie wolno? Z czasem to i gródek w Bogdańcu zbuduję, godny kasztelik z dębów i z rowem wokół… Zbyszko i Jagienka niech sobie ninie[973 - ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]] na polowiczko[974 - polowiczko – polowanie. [przypis edytorski]] razem chadzają… Myślę, że i śniegu niezadługo czekać… Wezwyczai[975 - wezwyczaić się – przyzwyczaić się. [przypis edytorski]] się jedno do drugiego – i chłopak o tamtej zapomni. Niech sobie chadzają. Co tam długo gadać! Dalibyście mu Jagienkę czy nie dali?

– Dałbym. Z dawna my to przecie uradzili[976 - uradzić (daw.) – ustalić. [przypis edytorski]], żeby jedno było dla drugiego, a Moczydoły i Bogdaniec dla naszych wnuków.

– Grady! – zawołał z radością Maćko. – Bóg da, że posypie się ich jak gradu. – Opat będzie ich nam krzcił…

– Byle nadążył! – zawołał wesoło Zych. – Ale was to już dawno w takiej radości nie widziałem.

– Bo mi pocieszno w sercu… Zadziora wyszła, a co do Zbyszka, wy się o niego nie bójcie. Wczoraj, jak Jagienka na koń siadała… wiecie… wiatr dął… Pytam ja tedy Zbyszka: „Widziałeś?” – a jego zaraz ciągoty[977 - ciągoty – pożądanie. [przypis edytorski]] wzięły. I tom też zmiarkował[978 - zmiarkować (daw.) – zauważyć, zorientować się. [przypis edytorski]], że z początku mało ze sobą gadali, a teraz, jak razem chodzą, to ciągle jedno ku drugiemu szyję obraca i tak uradzają… uradzają!… Napijcie się jeszcze.

– Napiję się…

– Za zdrowie Zbyszka i Jagienki!




Rozdział czternasty


Stary Maćko nie mylił się mówiąc, że Zbyszko i Jagienka radzi[979 - radzi (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]] z sobą przestają[980 - przestawać (daw.) – przebywać. [przypis edytorski]], a nawet że tęsknią do siebie. Jagienka pod pozorem odwiedzin chorego Maćka przyjeżdżała częstokroć do Bogdańca, z ojcem lub sama, Zbyszko przez samą wdzięczność wpadał co czas jakiś do Zgorzelic, więc wraz z upływem dni wyrodziła się między nimi bliska zażyłość i przyjaźń. Poczęli się lubić i chętnie z sobą „uradzać”, to jest rozmawiać o wszystkim, co ich mogło obchodzić. Było też trochę wzajemnego podziwu w tej przyjaźni, albowiem młody i śliczny Zbyszko, który i na wojnie się już wsławił, i w gonitwach[981 - gonitwy – turnieje rycerskie. [przypis edytorski]] brał udział, i na pokojach królewskich bywał, wydawał się dziewczynie w porównaniu z takim Cztanem z Rogowa lub z Wilkiem z Brzozowej prawdziwym dworskim rycerzem i niemal królewiczem, jego zaś zdumiewała chwilami uroda dziewczyny. Myślał wiernie o swojej Danusi, nieraz jednak, gdy spojrzał niespodzianie na Jagienkę, czy to w lesie, czy w domu, mimo woli mówił sobie: „Hej! to ci łania!” – gdy zaś wziąwszy ją pod boki, wsadzał na konia i wyczuwał pod dłońmi jej czerstwe[982 - czerstwy (daw.) – zdrowy. [przypis edytorski]], jakby z kamienia wykrzesane[983 - wykrzesać – wykuć z kamienia. [przypis edytorski]] ciało, to aż go ogarniał niepokój i – jak powiadał Maćko: – „brały go ciągoty[984 - ciągoty – pożądanie. [przypis edytorski]]”, a zarazem coś poczynało mu chodzić po kościach i morzyć go niby sen.

Jagienka, z natury harda, skora do wyśmiewania, a nawet zaczepna, stawała się stopniowo z nim coraz pokorniejsza, zupełnie jak służka, która tylko w oczy patrzy, w czym by usłużyć i dogodzić, on zaś rozumiał tę jej wielką przychylność, był jej wdzięczen[985 - wdzięczen – dziś popr.: wdzięczny. [przypis edytorski]] i coraz mu milej było z nią przestawać[986 - przestawać (daw.) – przebywać. [przypis edytorski]]. W końcu, zwłaszcza od czasu gdy Maćko począł pijać niedźwiedzie sadło, widywali się prawie codziennie, a po wyjściu szczebrzucha[987 - szczebrzuch – słowniki podają znaczenie: wiano panny młodej. Sienkiewicz prawdop. skontaminował to ze słowem ”brzeszczot”. [przypis edytorski]] z rany, wybrali się razem na bobry po świeży skrom[988 - skrom – tłuszcz zwierzęcy. [przypis edytorski]] do gojenia bardzo potrzebny.

Wzięli kuszę, siedli na koń i pojechali naprzód do Moczydołów, które miały być w przyszłości wianem[989 - wiano – posag. [przypis edytorski]] Jagienkowym, potem pod las, gdzie zostawili konie pachołkowi, i dalej poszli piechotą, gdyż przez gęstwę i mokradła trudno było przejechać. Po drodze pokazała Jagienka za rozległą, pokrytą szuwarami łąką siną wstęgę lasu i rzekła:

– To bory Cztana z Rogowa.

– Tego, który by cię rad wziął?

A ona poczęła się śmiać:

– Wziąłby, żebym się jeno[990 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] dała!

– Łacnie[991 - łacnie a. łacno (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]] mu się obronisz, mając Wilka do pomocy, który, jako słyszałem, na tamtego zęby szczerzy. I dziwno mi to nawet, że się jeszcze nie pozwali na śmierć.

– Bo tatulo, jadąc na wojnę, powiedzieli im tak: „Jeśli się pobijecie, to żadnego na oczy nie chcę widzieć”. To i cóż mieli robić? Jak są w Zgorzelicach, to na się sapią, ale potem piją razem w gospodzie w Krześni, póki pod ławy nie pozlatują.

– Głupie chłopy!

– Czemu?

– Bo jak Zycha nie było doma, powinien był jeden alibo drugi nastąpić na Zgorzelice i siłą cię brać. Cóż by Zych uczynił, jeśliby wróciwszy, znalazł cię z dzieciakiem na ręku!

A modre oczy Jagienki zaiskrzyły się od razu:

– To myślisz, żebym się była dała? A czy to w Zgorzelicach nie ma ludzi, a ja to nie umiem chycić[992 - chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]] oszczepu albo kuszy? Niechby spróbowali! Pognałabym ja każdego do domu, jeszcze bym sama Rogów albo Brzozową najechała. Wiedzieli tatuś, że mogą przezpiecznie[993 - przezpiecznie (daw.) – bezpiecznie. [przypis edytorski]] na wojnę iść.

I tak mówiąc, poczęła marszczyć swe śliczne brwi i potrząsać tak groźnie kuszą, że aż Zbyszko roześmiał się i rzekł:

– No, tobie rycerzem być, nie dziewczyną.

Ona zaś, uspokoiwszy się, odrzekła:

– Cztan mnie strzegł od Wilka, a Wilk od Cztana. Byłam ci ja zresztą pod opatową[994 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] opieką, a z opatem lepiej nikomu nie zadzierać…

– O wa! – odpowiedział Zbyszko – wszyscy się tu opata boją! A ja, niech mi tak święty Jerzy[995 - św. Jerzy – męczennik z III-IV w., patron rycerzy. [przypis edytorski]] pomaga, jako ci mówię prawdę, że nie bojałbym się ni opata, ni Zycha, ni zgorzelickich osaczników[996 - osacznik – człowiek idący w obławie podczas polowania. [przypis edytorski]], ni ciebie, jeno bym cię brał…

Na to Jagienka zatrzymała się na miejscu i podniósłszy oczy na Zbyszka, spytała jakimś dziwnym, miękkim i przewlekłym głosem:

– Brałbyś?…

Po czym usta jej rozchyliły się i czekała odpowiedzi, zarumieniona jak zorza.

Lecz on widocznie myślał tylko o tym, co by uczynił na miejscu Cztana lub Wilka, po chwili bowiem potrząsnął swą złotą głową i mówił dalej:

– Co tu dziewce z chłopami wojować, kiedy jej trzeba za mąż! Nie zdarzy-li się trzeci, to jednego z nich musisz wybrać, bo jakże?

– Ty mi tego nie powiadaj – odpowiedziała smutno dziewczyna.

– Bo co? Dawnom tu nie bywał, więc nie wiem, zali[997 - zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]] tu jest kto koło Zgorzelic, który by ci się więcej udał?…

– Hej! – odrzekła Jagienka. – Daj spokój!

I szli dalej w milczeniu, przedzierając się przez gęstwę tym bardziej zbitą, że krze[998 - kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]] i drzewa pokryte były dzikim chmielem. Zbyszko szedł naprzód, rozrywając zielone zwoje, łamiąc tu i ówdzie gałęzie, Jagienka zaś podążała za nim z kuszą na plecach jak jakowaś boginka myśliwa.

– Będzie – rzekła – za tą gęstwiną głęboka struga, ale wiem miejsce, gdzie jest bród.

– Mam skórznie[999 - skórznie – skórzane buty z wysokimi cholewami. [przypis edytorski]] za kolana, to i sucho przejdziem – odparł Zbyszko.

Jakoż po niejakim czasie trafili na strugę. Jagienka znająca dobrze moczydolskie lasy odnalazła z łatwością bród, pokazało się jednak, że rzeczułka nieco wezbrała od deszczów i że woda jest dość głęboka. Wówczas Zbyszko nie pytając chwycił dziewczynę na ręce.

– Przeszłabym i tak – rzekła Jagienka.

– Trzymaj się szyi! – odpowiedział Zbyszko.

I szedł zwolna przez rozlaną wodę, próbując za każdym krokiem nogą, czy nie trafi na głębinę, dziewczyna zaś przytulała się wedle rozkazu do niego, wreszcie gdy już byli niedaleko drugiego brzegu, rzekła:

– Zbyszku!

– Ano?

– Nie pójdem[1000 - pójdem – dziś popr.: pójdę. [przypis edytorski]] ni za Cztana, ni za Wilka…

On tymczasem doniósł ją, spuścił uważnie na szczerk[1001 - szczerk – ilasta gleba. [przypis edytorski]] i odpowiedział nieco wzburzony:

– A niech ci ta Bóg da jak najlepszego! Nie będzie on miał krzywdy.

Do Odstajanego jeziorka nie było już daleko. Jagienka, idąc teraz na przedzie, odwracała się niekiedy i kładąc palce na usta, nakazywała Zbyszkowi milczenie. Szli wśród kęp łozin[1002 - łozina (daw.) – zarośla wierzbowe. [przypis edytorski]] i szarych wierzb po gruncie mokrym i niskim. Od prawej strony dolatywały ich gwary ptasie, którym dziwił się Zbyszko, gdyż była to już pora odlotu.

– Tam oparzelisko[1003 - oparzelisko – niezamarzające zimą torfowisko, nad którym unoszą się opary (stąd nazwa). [przypis edytorski]] – szepnęła Jagienka – gdzie kaczki zimują, ale i w jeziorku woda jeno[1004 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] z brzegu na wielkie mrozy zamarza. Obacz, jako dymi…

Zbyszko spojrzał przez łozinę i spostrzegł przed sobą jakoby tuman mgły: było to Odstajane jeziorko.

Jagienka znów przyłożyła palec do ust i po chwili doszli. Dziewczyna pierwsza wczołgnęła się cicho na grubą starą wierzbę, pochyloną całkiem nad wodą. Zbyszko poszedł za jej przykładem i przez długi czas leżeli spokojnie, nie widząc przed sobą nic z powodu mgły, słysząc tylko żałośliwy pisk czajek i rybitew nad głowami. Wreszcie jednak powiał wiatr, zaszeleścił łoziną, żółciejącymi liśćmi wierzb, i odsłonił zapadłą toń jeziorka, zmarszczoną nieco od powiewu i pustą.

– Nie widać? – szepnął Zbyszko.

– Nie widać. Cichaj!…

Jakoż po chwili wiatr opadł i nastała cisza zupełna. Wówczas na powierzchni wody zaczerniała jedna głowa, potem druga – a wreszcie znacznie bliżej spuścił się do wody z brzegu duży bóbr ze świeżo uciętą gałęzią w pysku i począł płynąć wśród rzęsy i kaczeńca, podnosząc paszczę w górę i holując gałąź przed sobą. Zbyszko, leżąc na pniu poniżej Jagienki, ujrzał nagle, jak łokcie jej poruszyły się cicho, a głowa pochyliła się ku przodowi: widocznie mierzyła[1005 - mierzyć – tu: celować. [przypis edytorski]] do zwierza, który nie podejrzewając żadnego niebezpieczeństwa, przepływał nie dalej niż na pół strzelenia ku niezarosłej toni.

Wreszcie zawarczała cięciwa kuszy, a jednocześnie głos Jagienki zawołał:

– Jest! jest!…

Zbyszko wdrapał się w mgnieniu oka wyżej i spojrzał przez gałęzie na wodę: bóbr to zanurzał się, to wypływał na powierzchnię, koziołkując przy tym i ukazując chwilami jaśniejszy od grzbietu brzuch.

– Dobrze dostał! zaraz się uspokoi! – rzekła Jagienka.

I zgadła, gdyż ruchy zwierza stawały się coraz słabsze, a po upływie jednej zdrowaśki spłynął na powierzchnię brzuchem do góry.

– Pójdę po niego – rzekł Zbyszko.

– Nie chodź. Tu z brzegu jest mułu na kilku chłopów. Kto nie wie, jak sobie poradzić, utopi się na pewno.

– To jakże go dostaniem?

– Już on wieczorem będzie w Bogdańcu, niech cię o to głowa nie boli: a nam czas do domu…

– Aleś go dobrze ustrzeliła!

– Ba! nie pierwszego!…

– Inne dziewki boją się i spojrzeć na kuszę, a z taką to choćby całe życie po boru chodzić!…

Jagienka, słysząc tę pochwałę, uśmiechnęła się z radości, ale nie odrzekła nic, i poszli tą samą drogą przez łozinę. Zbyszko począł wypytywać o żeremia[1006 - żeremie – konstrukcja z gałęzi, mchu i szlamu, budowana przez bobry, w której rodzą one młode. [przypis edytorski]] bobrowe, ona zaś opowiadała mu, ile jest bobrów na Moczydołach, ile na Zgorzelicach i jak sobie po jeziorkach i strugach bobrują.

Nagle jednak uderzyła się dłonią po biodrze.

– Ot! – zawołała – zabaczyłam[1007 - zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]] grotów na wierzbie. Czekaj!

I nim zdążył odpowiedzieć, że sam po nie pójdzie, skoczyła jak sarna z powrotem, a po chwili znikła mu z oczu. Zbyszko czekał i czekał, aż wreszcie począł się dziwić, dlaczego jej tak długo nie ma.

– Chyba pogubiła groty i szuka ich – rzekł sobie – ale pójdę, obaczę, czy jej się co nie stało…

Zaledwie jednak przeszedł parę kroków, gdy dziewczyna zjawiła się przed nim z kuszą w ręku, ze śmiejącą się rumianą twarzą i z bobrem na plecach.

– Dla Boga! – zawołał Zbyszko – a ty jakeś go wyłowiła?

– Jak? wlazłam do wody i tyla! mnie nie pierwszyzna, a ciebie nie chciałam puścić, bo kto tam nie wie, jak pływać, zaraz go muł wciągnie.

– A jam ci tu czekał jak kto głupi! Chytra z ciebie dziewka.

– No to i co? Miałam się przy tobie rozdziewać[1008 - rozdziewać (daw.) – rozbierać. [przypis edytorski]] czy jak?

– Toś i grotów nie zapomniała?

– A nie, jeno chciałam cię odwieść od brzegu.

– Ba, a żebym tak za tobą poszedł, to bym dopiero dziwo zobaczył. Byłoby się nad czym cudować! Hej!…

– Cichaj!

– Jak mi Bóg miły, takem już szedł.

– Cichaj!…

Po chwili zaś, chcąc widocznie odwrócić rozmowę, rzekła:

– Wyżmij mi warkocz, bo mi okrutnie plecy moczy.

Zbyszko chwycił jedną ręką warkocz blisko głowy, drugą zaś począł go wykręcać, mówiąc przy tym:

– Najlepiej go rozpleć, to wiatr zaraz wysuszy.

Lecz ona nie chciała tego uczynić z powodu gęstwiny, przez którą musieli się przedzierać. Zbyszko wziął teraz bobra na plecy, Jagienka zaś, idąc na przedzie, mówiła:

– Prędko teraz Maćko wyzdrowieje, bo na rany nie masz nad niedźwiedzie sadło do środka, a bobrowy skrom na wierzch. Za jakie dwie niedziele[1009 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]] na koń będzie siadał.

– Dajże mu Boże! – odrzekł Zbyszko. – Czekam też tego jak zbawienia, bo mi nijak od chorego odjeżdżać, a ciężko mi tu siedzieć.

– Ciężko ci tu siedzieć? – spytała Jagienka. – Czemu to?

– To ci nic Zych nie mówił o Danusi?

– Coś mi tam mówił… Wiem… ona cię nałęczką[1010 - nałęczka (daw.) – chusta służąca jako przepaska na głowę. Przypomnienie momentu uratowania Zbyszka od egzekucji przez Danuśkę. [przypis edytorski]] nakryła… wiem!… Mówił mi także, że każdy rycerz śluby jakoweś czyni, że będzie swojej paniej[1011 - paniej – dziś popr.: pani. [przypis edytorski]] służył… Ale powiadał, że to nic – taka służba… bo poniektóry, choć żeniaty[1012 - żeniaty – dziś popr.: żonaty. [przypis edytorski]], a też jakowejś pani służy. A ta Danusia, Zbyszku, to co? – powiadaj!… co ona Danusia?

I przysunąwszy się blisko, podniosła oczy i poczęła patrzeć z wielkim niepokojem w jego twarz, on zaś, nie zwróciwszy najmniejszej uwagi na jej trwożny głos i spojrzenie, rzekł:

– Pani ci to jest moja, ale i kochanie najmilejsze. Nie mówię ja tego nikomu, ale tobie powiem jakoby właśnie siostrze, bo się od małego znamy. Poszedłby ja za nią za dziewiątą rzekę i za dziewiąte morze, do Niemców i do Tatarów, gdyż nie ma takiej drugiej w caluśkim świecie. Niech stryk w Bogdańcu siedzi, a ja zaś przed się ku niej powędruję… Co mi ta bez niej Bogdaniec, co statek[1013 - statek – dostatek. [przypis edytorski]], co stada, co opatowe bogactwa! Siądę, ot na koń i na zamry[1014 - na zamry (daw.) – ryzykując zamęczenie konia. [przypis edytorski]] pojadę, a tak mi dopomóż Bóg, jako że to, com jej ślubował, spełnię, chyba że wprzódy sam legnę.

– Nie wiedziałam… – odparła głucho Jagienka.

Zbyszko zaś począł jej opowiadać, jako się z Danusią w Tyńcu poznali, jak jej zaraz ślubował, i wszystko, co nastąpiło potem, więc swoje uwięzienie, ratunek, jaki mu dała Danusia, Jurandową odmowę, pożegnanie, swoje tęsknoty i wreszcie radość z tego, że po wyzdrowieniu Maćka będzie mógł jechać do kochanej dziewczyny, by spełnić, co jej obiecał. Opowiadanie przerwał mu dopiero widok pachołka z końmi, który czekał na skraju lasu.

Jagienka siadła zaraz na koń i poczęła się żegnać ze Zbyszkiem.

– Niech pachołek jedzie z bobrem za tobą, a ja nawrócę do Zgorzelic.

– A to nie pojedziesz do Bogdańca? Zych tam jest.

– Nie. Tatulo mieli wrócić i mnie kazali.

– No, to Bóg ci zapłać za bobra.

– Z Bogiem…

I po chwili Jagienka została sama. Jadąc przez wrzosy ku domowi, czas jakiś oglądała się za Zbyszkiem, a gdy znikł wreszcie za drzewami, zakryła oczy dłonią, jakby chroniąc się od blasku słońca. Wkrótce jednak spod ręki poczęły jej spływać po policzkach łzy wielkie i padać jedna za drugą jak groch na siodło i grzywę końską.




Rozdział piętnasty


Po rozmowie ze Zbyszkiem Jagienka przez trzy dni nie ukazywała się w Bogdańcu, atoli[1015 - atoli (daw.) – jednak. [przypis edytorski]] czwartego wpadła z wiadomością, że opat[1016 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] przyjechał do Zgorzelic. Maćko przyjął nowinę z pewnym wzruszeniem. Miał on wprawdzie z czego spłacić sumę zastawną, a nawet wyliczył, że dość mu zostanie na pomnożenie osadników, zaprowadzenie stad i inne potrzeby gospodarskie, niemniej jednak dużo w całej sprawie zależało od życzliwości bogatego krewnego, który mógł na przykład chłopów, osadzonych przez się na źrebiach[1017 - źreb – dawna miara powierzchni ziemi. [przypis edytorski]], zabrać albo zostawić, i tym samym zniżyć albo powiększyć wartość majątku.

Wypytał zatem Maćko bardzo dokładnie Jagienkę o opata, jaki przyjechał: wesół czy chmurny, co o nich mówił i kiedy zjedzie do Bogdańca? – ona zaś odpowiadała mu roztropnie na pytania, starając się pokrzepić go i uspokoić we wszystkim.

Mówiła, iż opat przyjechał zdrów i wesół, ze znacznym pocztem, w którym prócz zbrojnych pachołków było kilku kleryków-wagantów[1018 - wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]] i rybałtów[1019 - rybałt – wędrowny muzyk lub śpiewak. [przypis edytorski]], że pośpiewuje z Zychem i rad podaje ucha pieśniom, nie tylko duchownym, lecz i świeckim. Zauważyła też, że rozpytywał z wielką troskliwością o Maćka, a opowiadań Zychowych o przeprawach[1020 - przeprawy – tu: przygody. [przypis edytorski]] Zbyszka w Krakowie chciwie słuchał.

– Sami najlepiej wiecie, co wam czynić należy – rzekła w końcu mądra dziewczyna – ale ja tak myślę, iże wypadałoby Zbyszkowi zaraz jechać, starszego krewnego powitać, nie czekając, aż on pierwszy do Bogdańca zjedzie.

Maćkowi trafiła ta rada do przekonania, więc kazał przywołać Zbyszka i rzekł mu:

– Przybierz się pięknie i pojedziesz pod nogi opata podjąć, cześć mu wyrządzić, aby i on cię umiłował.

Następnie zwrócił się do Jagienki:

– Nie dziwowałbym się, choćbyś była głupia, boś od tego niewiasta, ale że rozum masz, to się dziwuję. Powiedzże mi, jako mam najlepiej opata ugościć i czym go ucieszyć, gdy tu przyjedzie?

– Co do jadła, sam powie, na co ma ochotę; lubi on dobrze podjeść, ale byle dużo było szafranu, to i nie przebredza[1021 - przebredzać – tu: wybrzydzać. [przypis edytorski]].

Maćko, słysząc to, porwał się za głowę.

– Skąd ja mu szafranu wezmę!…

– Przywiozłam – rzekła Jagienka.

– A bogdaj się takie dziewki na kamieniu rodziły! – zawołał uradowany Maćko. – I ku oczom to miłe, i gospodarne, i roztropne, i ludziom życzliwe! Hej! żebym tak był młody, zaraz bym cię brał!…

Na to Jagienka spojrzała nieznacznie na Zbyszka i westchnąwszy cicho, mówiła dalej:

– Przywiozłam też i kości, i kubek, i sukno, bo on po każdym jedzeniu rad się kośćmi zabawia[1022 - zabawiać się kośćmi – grać w kości. [przypis edytorski]].

– Miał ten obyczaj i drzewiej[1023 - drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]], a gniewliwy[1024 - gniewliwy (daw.) – skłonny do gniewu. [przypis edytorski]] przy tym bywał okrutnie.

– Gniewliwy to on ci i teraz bywa; nieraz kubkiem o ziemię praśnie i precz za drzwi do pola[1025 - do pola – na zewnątrz (por. dzisiejsze małopolskie ”na pole”). [przypis edytorski]] wyskoczy. Ale potem śmiejący się wraca i sam pierwszy nad swoim gniewem wydziwia… Wy go przecie znacie… Jeno[1026 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] mu się nie przeciwić, to nie ma lepszego człowieka na świecie.

– A kto by mu się tam sprzeciwiał, kiedy on i rozum ma od innych większy!

Tak to oni ze sobą rozmawiali, gdy tymczasem Zbyszko przebierał się w alkierzu[1027 - alkierz – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]]. Wyszedł wreszcie tak piękny, że Jagienkę aż olśniło, zupełnie jak wówczas, gdy pierwszy raz przyjechał w swojej białej jace[1028 - jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]] do Zgorzelic. Ale tym razem zdjął ją głęboki żal na myśl, że ta jego uroda nie dla niej i że on inną umiłował.

Maćko zaś rad był, pomyślał bowiem, że opat[1029 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] pewno sobie Zbyszka upodoba i przy układach nie będzie czynił trudności. Ucieszył się nawet tą myślą tak dalece, iż postanowił jechać razem.

– Każ mi wymościć wóz – rzekł do Zbyszka – mogłem jechać z Krakowa aże do Bogdańca z żeleźcem[1030 - żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]] między żebrami, to mogę teraz bez żeleźca do Zgorzelic.

– Byle was nie zamroczyło – rzekła Jagienka.

– Ej, nic mi nie będzie, bo już czuję w sobie moc. A choćby mnie ta trochę i zamroczyło, będzie wiedział opat, jakom ku niemu śpieszył, i tym hojniejszym się okaże.

– Milsze mi wasze zdrowie niż jego hojność – ozwał się Zbyszko.

Lecz Maćko uparł się i postawił na swoim. Po drodze stękał trochę, nie przestawał jednak dawać Zbyszkowi nauk, jak się ma zachować w Zgorzelicach, szczególniej zaś zalecał mu posłuszeństwo i pokorę wobec możnego krewnego, który nigdy nie znosił najmniejszego oporu.

Przyjechawszy do Zgorzelic, znaleźli Zycha i opata na przyłapie[1031 - przyłap a. przyłapa – płytka podcień ze słupów drewnianych ustawionych bezpośrednio przy ścianie domu. [przypis edytorski]], spoglądających przed się na pogodny świat Boży i popijających wino. Za nimi, pod ścianą, siedziało rzędem na ławie sześciu pocztowych[1032 - pocztowy – tu: osoba należąca do pocztu. [przypis edytorski]], w tym dwóch rybałtów i jeden pątnik[1033 - pątnik (daw.) – pielgrzym. [przypis edytorski]], którego łatwo było rozeznać po zakrzywionym kiju, obońce[1034 - obońka – płaska beczułka do przewożenia płynów. [przypis edytorski]] u pasa i po małżowinach naszytych na ciemnej opończy. Inni wyglądali na kleryków, albowiem głowy mieli z wierzchu pogolone, odzież jednakże nosili świecką, pasy z byczej skóry, a przy boku kordy[1035 - kord – krótki miecz. [przypis edytorski]].

Na widok Maćka, który zajechał na wozie, ruszył się żywo[1036 - żywo (daw.) – szybko. [przypis edytorski]] Zych, opat zaś, widocznie bacząc na swą duchowną godność, został na miejscu, począł tylko coś mówić do swoich kleryków, których jeszcze kilku wysypało się przez otwarte drzwi izby. Zbyszko i Zych wprowadzili pod ręce słabego Maćka na przyłap[1037 - przyłap a. przyłapa – płytka podcień ze słupów drewnianych ustawionych bezpośrednio przy ścianie domu. [przypis edytorski]].

– Trocha jeszcze nie mogę – rzekł Maćko, całując opata w rękę – alem przyjechał, aby się wam, dobrodziejowi mojemu, pokłonić, za gospodarstwo w Bogdańcu podziękować i o błogosławieństwo poprosić, które grzesznemu człowiekowi najpotrzebniejsze.

– Słyszałem, żeście zdrowsi – rzekł opat, ściskając go za głowę – i żeście się do grobu naszej nieboszczki królowej ofiarowali.

– Bo nie wiedząc, do którego świętego się udać, do niej się udałem.

– Dobrzeście uczynili! – zawołał zapalczywie opat – lepsza ona od innych i niechby jej który śmiał pozazdrościć!

I w jednej chwili gniew wystąpił mu na oblicze, policzki napłynęły krwią, oczy poczęły się iskrzyć.

Znali tę jego zapalczywość obecni, więc Zych począł się śmiać i wołać:

– Bij, kto w Boga wierzy!

Opat zaś odsapnął rozgłośnie, potoczył oczyma po obecnych, za czym roześmiał się, równie nagle jak poprzednio wybuchnął i spojrzawszy na Zbyszka, zapytał:

– A to wasz bratanek i mój krewniak?

Zbyszko pochylił się i ucałował go w rękę.

– Małego widziałem; nie poznałbym! – mówił opat. – Pokaż się jeno[1038 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]]!

I począł go oglądać od stóp do głowy bystrymi oczyma, a wreszcie rzekł:

– Zbyt urodziwy! panna to, nie rycerz!

Na to Maćko:

– Brali tę pannę Niemce w taniec, ale co ci ją który wziął, wnet się wykopyrtnął[1039 - wykopyrtnąć się – przewrócić się. [przypis edytorski]] i już nie wstał.

– I kuszę bez pokrętki[1040 - pokrętka – tu: korba. [przypis edytorski]] napnie! – zawołała nagle Jagienka.

Opat zwrócił się ku niej:

– A ty tu czego?

Ona zaś zaczerwieniła się tak, że aż szyja i uszy jej stały się różowe, i odrzekła ogromnie zmieszana:

– Bom widziała…

– Strzeżże się, by cię przypadkiem nie ustrzelił; musiałabyś się bez trzy kwartały[1041 - trzy kwartały – dziewięć miesięcy. [przypis edytorski]] goić…

Na to rybałtowie, pątnik i klerycy-waganci[1042 - wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]] wybuchnęli jednym gromkim śmiechem, od którego Jagienka stropiła się[1043 - stropić się (daw.) – zakłopotać się, stracić pewność siebie. [przypis edytorski]] do reszty, tak że opat ulitował się nad nią i podniósłszy ramię, ukazał jej olbrzymi rękaw swej sukni.

– Pochowaj się, dziewucho – rzekł – bo ci krew z jagód[1044 - jagody – tu: policzki. [przypis edytorski]] tryśnie.

Tymczasem Zych usadził Maćka na ławie i kazał przynieść wina, po które skoczyła Jagienka. Opat zwrócił oczy na Zbyszka i począł tak mówić:

– Dość krotochwil[1045 - krotochwila (daw.) – żart. [przypis edytorski]]! Nie dla sromoty[1046 - sromota (daw.) – wstyd. [przypis edytorski]] ja cię do dziewki porównał, jeno z wesołości dla twojej urody, której i niejedna dziewka mogłaby pozazdrościć. Ale wiem, żeś chłop na schwał! Słyszałem i o twoich uczynkach pod Wilnem, i o Fryzach[1047 - Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]], i o Krakowie. Powiadali mi Zych o wszystkim – rozumiesz!…

Tu począł patrzeć przenikliwie w oczy Zbyszka i po chwili ozwał się znowu:

– Iżeś trzy pawie czuby poprzysiągł, to ich sobie szukaj! Chwalebny to jest i Bogu miły uczynek nieprzyjaciół naszego plemienia ścigać… Ale jeżeliś – i co innego przy tym ślubował, to wiedz, że cię tu na poczekaniu mogę od onych ślubów rozwiązać, bo takową moc mam.

– Hej! – rzekł Zbyszko – jak człowiek co Panu Jezusowi w duszy obiecał, to jakaż moc może go od tego rozwiązać?

Usłyszawszy to, Maćko spojrzał z pewną obawą na opata, lecz on widocznie był w wybornym humorze, gdyż zamiast wybuchnąć gniewem pogroził wesoło palcem Zbyszkowi i rzekł:

– To ci mądrala! Bacz[1048 - baczyć (daw.) – uważać. [przypis edytorski]], by ci się nie przygodziło to, co Niemcowi Beyhardowi.

– A co mu się przygodziło? – spytał Zych.

– A spalili go na stosie.

– Za co?

– Bo gadał, że świecki człek potrafi tak samo tajemnice boskie wyrozumieć jako i osoba duchowna.

– Surowie ci go pokarali!

– Ale słusznie! – zagrzmiał opat – gdyż przeciw Duchowi Świętemu pobluźnił. Cóż to sobie myślicie! Może-li człek świecki co z tajemnic boskich wymiarkować?

– Nijak nie może! – ozwali się zgodnym chórem wędrowni klerycy.

– A wy, „szpylmany[1049 - szpylman a. szpilman (z niem.) – grajek. [przypis edytorski]]”, cicho siedzieć! – rzekł opat – boście też żadni duchowni, choć głowy macie pogolone.

– Nie szpylmany my już ni goliardowie[1050 - goliard (śrdw.) – wędrowny bard. [przypis edytorski]], jeno waszej miłości dworzanie – odpowiedział jeden z nich, zaglądając w tymże czasie do dużej konwi[1051 - konew (daw.) – duże naczynie. [przypis edytorski]], od której z daleka bił zapach słodu[1052 - słód – skiełkowane i wysuszone ziarna zbóż, jeden z surowców do produkcji piwa. [przypis edytorski]] i chmielu.

– Patrzcie!… mówi jakoby z beczki! – zawołał opat. – Hej, ty kudłaty! A czego do konwi zaglądasz? Łaciny tam na dnie nie znajdziesz.

– Ja też nie łaciny szukam, jedno piwa, którego nie mogę naleźć.

Opat zaś zwrócił się do Zbyszka, który ze zdziwieniem spoglądał na tych dworzan, i rzekł:

– Wszystko to clerici scholares[1053 - clerici scholares (łac. forma M. lm.) – klerycy-studenci. [przypis edytorski]], choć każdy wolał prasnąć książkę, a chycić[1054 - chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]] lutnię[1055 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]] i z nią włóczyć się po świecie. Przygarnąłem ich i żywię, bo cóż mam robić? Nicponie i powsinogi wierutne, ale umieją śpiewać i trochę służby Bożej liznęli, więc mam z nich przy kościele pożytek, a w potrzebie i obronę, bo niektórzy sierdzite[1056 - sierdzity a. sierdzisty – groźny. [przypis edytorski]] pachołki! Ten tu pątnik prawi, że był w Ziemi Świętej, ale próżno byś go pytał o jakowe morza alibo kraje, bo on tego nawet nie wie, jak cesarzowi greckiemu na imię i w którym mieście mieszka.

– Wiedziałem – odrzekł ochrypłym głosem pątnik – ale jak mnie wzięła frybra[1057 - frybra (daw.) – febra, gorączka. [przypis edytorski]] na Dunaju trząść, tak i wszystko wytrzęsła.

– Najbardziej się mieczom dziwuję – rzekł Zbyszko – bo takich nigdy u wędrownych kleryków nie widziałem.

– Im wolno – rzekł opat – gdyż nie mają święceń, a że ja także kord[1058 - kord – krótki miecz. [przypis edytorski]] przy boku noszę, to nie dziwota. Rok temu pozwałem Wilka z Brzozowej na udeptaną ziemie o te bory, przez któreście przejeżdżali do Bogdańca. Nie stawił się…

– Jakoże miał duchownemu stawać? – przerwał Zych.

Na to zaperzył się[1059 - zaperzyć się – unieść się gniewem. [przypis edytorski]] opat i uderzywszy pięścią w stół, zawołał:

– Gdym we zbroi, to ja nie ksiądz, jeno ślachcic!… A on nie stanął, bo mnie wolał z pachołkami nocą w Tulczy najechać. Ot, dlaczego kord przy boku noszę!… Omnes leges, omniaque iura vim vi repellere cunctisque sese defensare permittunt![1060 - Omnes leges, omniaque iura vim vi repellere cunctisque sese defensare permittunt! (łac.) – Wszystkie prawa i zwyczaje pozwalają siłę odpierać siłą, oraz się bronić. [przypis edytorski]] Ot, dlaczego i im dałem miecze.

Umilkli, zasłyszawszy łacinę, Zych, Maćko i Zbyszko i schylili głowy przed mądrością opata, gdyż żaden ni jednego słowa nie wyrozumiał; on zaś toczył jeszcze czas jakiś wokoło gniewnymi oczyma, a wreszcie rzekł:

– Kto go wie, czy on i tu na mnie napadnie?

– Owa! niech jeno napadnie – zawołali wędrowni klerycy, chwytając za rękojeść mieczów.

– A niechby napadł! Cni się[1061 - cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]] już i mnie bez bitki.

– Nie uczyni on tego – rzekł Zych – prędzej z pokłonem i zgodą przyjdzie. Borów się już wyrzekł, a o syna mu chodzi… Wiecie!… Ale niedoczekanie jego!…

Tymczasem opat uspokoił się i rzekł:

– Młodego Wilka widziałem, jako pił z Cztanem z Rogowa w gospodzie w Krześni. Nie uznali[1062 - uznać – tu: poznać. [przypis edytorski]] nas zrazu, było ciemno – i precz[1063 - precz – tu chyba: dalej. [przypis edytorski]] uradzali o Jagience.

Tu zwrócił się do Zbyszka:

– I o tobie.

– A oni czego ode mnie chcieli?

– Oni od ciebie niczego nie chcieli, jeno nie po myśli im to, iż jest w pobliżu Zgorzelic trzeci. Tak tedy mówi Cztan do Wilka: „Jak mu skórę wygarbuję[1064 - garbować skórę – preparować skórę zwierzęcą tak, by była odporniejsza na warunki pogodowe. Tu przen. pobić. [przypis edytorski]], to przestanie być gładki”. A Wilk mówi: „Może się nas będzie bojał[1065 - bojać się – dziś popr.: bać się. [przypis edytorski]], a nie, to mu gnaty w mig połamię!” A potem poczęli się obaj upewniać, że się będziesz bojał.

Usłyszawszy to, Maćko spojrzał na Zycha, Zych na niego, i oblicza obu przybrały wyraz chytry i radosny. Żaden nie był pewny, czy opat słyszał istotnie taką rozmowę, czy też zmyśla dlatego jedynie, by Zbyszkowi dodać bodźca; natomiast rozumieli obaj, a zwłaszcza znając dobrze Zbyszka Maćko, że nie było na świecie lepszego sposobu, aby go popchnąć do Jagienki.

A opat jakby umyślnie dodał:

– I po prawdzie, morowe to chłopy!…

Zbyszko zaś nie pokazał po sobie nic, tylko począł pytać Zycha jakimś jakby nieswoim głosem:

– A to jutro niedziela?

– Niedziela.

– Na mszę świętą zaś pojedziecie?

– Ano!…

– Dokąd? do Krześni?

– Bo najbliżej. Gdzieżbyśmy jechali?

– No, to dobrze!




Rozdział szesnasty


Zbyszko, dogoniwszy Zycha i Jagienkę jadących w towarzystwie opata[1066 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] i jego kleryków do Krześni, przyłączył się do nich i jechał razem, chodziło mu bowiem o to, by dowieść opatowi, że się ni Wilka z Brzozowej, ni Cztana z Rogowa nie lęka i chować się przed nimi nie myśli. Zdziwiła go znów w pierwszej chwili uroda Jagienki, bo chociaż nieraz widywał ją i w Zgorzelicach, i w Bogdańcu przybraną pięknie do gości, ale nigdy tak, jak teraz do kościoła. Odzież miała z czerwonego sukna podbitą gronostajami[1067 - gronostaj – mały ssak z rodziny łasicowatych a. cenne futro z niego. [przypis edytorski]], czerwone rękawiczki i gronostajowy, naszyty złotem kapturek na głowie, spod którego wysuwały się na ramiona dwa warkocze. Nie siedziała też na koniu po męsku, ale na wysokim siodle z poręczą i z ławeczką pod stopy, które ledwie było widać spod długiej i ułożonej w równe zagiętki spódnicy. Zychowi, który pozwalał dziewczynie ubierać się w domu w kożuch i jałowicze[1068 - jałowica – jałówka, młoda krowa. [przypis edytorski]] buty, chodziło o to, by przed kościołem każdy poznał, iż przyjechała nie córka byle szarego włodyczki[1069 - włodyczka a. włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw rycerskich. [przypis edytorski]] albo ścieciałki[1070 - ścierciałka – skartabella (od łac.) ex carta belli, prawem wojny, szlachcic bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]], lecz panna z możnego rycerskiego domu. W tym celu konia jej prowadziło dwóch wyrostków[1071 - wyrostek (daw.) – chłopak. [przypis edytorski]], przybranych od dołu obcisło, od góry w buchaste[1072 - buchasty (daw.) – szeroki, worowaty. [przypis edytorski]] szaty, jakie nosili zwykle paziowie. Czterech dworskich ludzi jechało z tyłu, a z nimi opatowi klerycy, z kordami[1073 - kord – krótki miecz. [przypis edytorski]] i lutniami[1074 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]] przy pasach. Zbyszko podziwiał wielce cały orszak, szczególnie zaś Jagienkę, wyglądającą jak obrazek, i opata, który w czerwieni i z olbrzymimi rękawami u sukni wydawał mu się jak jaki podróżujący książę. Najskromniej ze wszystkich przybrany był sam Zych, który dbał o okazałość dla innych, dla siebie zaś tylko o wesołość i śpiewanie.

Zrównawszy się, jechali w szeregu: opat, Jagienka, Zbyszko i Zych. Opat z początku kazał śpiewać nabożne pieśni swoim szpylmanom[1075 - szpylman a. szpilman (z niem.) – muzyk, grajek. [przypis edytorski]] – później atoli[1076 - atoli (daw.) – jednak. [przypis edytorski]], mając ich dosyć, począł rozmawiać ze Zbyszkiem, który z uśmiechem spoglądał na jego potężny kord, nie mniejszy od dwuręcznych niemieckich brzeszczotów.

– Widzę – rzekł z powagą – że cudujesz się nad moim mieczem: wiedz przeto, że synody[1077 - synod – zebranie duchowieństwa i świeckich, podejmujące decyzje w sprawach kościelnych. [przypis edytorski]] zezwalają duchownym na miecze, a nawet na balisty[1078 - balista – rodzaj broni miotającej. [przypis edytorski]] i katapulty w podróży – my zasie jesteśmy w podróży. Wreszcie gdy Ojciec Święty mieczów i czerwonych szat księżom zabraniał, to pewnikiem myślał o ludziach niskiego stanu, ślachcica bowiem Bóg stworzył do broni, i kto by mu chciał ją odjąć, ten by się odwiecznym Jego wyrokom przeciwiał.

– Widziałem księcia mazowieckiego Henryka, który się w szrankach[1079 - szranki – ogrodzenie placu, na którym odbywał się turniej, przenośnie: sam turniej. [przypis edytorski]] potykał – odrzekł Zbyszko.

– Nie to mu się też gani, że się potykał – odpowiedział, podnosząc w górę palec opat – ale to, że się ożenił, i do tego nieszczęśliwie, albowiem fornicariam[1080 - fornicaria (łac.) – kobieta lekkich obyczajów; tu B lp. fornicariam: kobietę lekkich obyczajów. [przypis edytorski]] i bibulam[1081 - bibula (łac.) – pijaczka; tu B. lp. bibulam: pijaczkę. [przypis edytorski]] wziął mulierem[1082 - mulier (łac.) – kobieta; tu B. lp mulierem: kobietę. [przypis edytorski]] – która, jak mówią, Bacchum[1083 - Bacchus – rzymski bóg wina; tu B. lp. Bacchum: Bachusa. [przypis edytorski]] od młodości adorabat[1084 - adoro, adorare (łac.) – czcić, szanować; tu 3.os. lp cz.przesz. adorabat: czciła. [przypis edytorski]], a do tego i adultera[1085 - adultera (łac.) – cudzołożnica. [przypis edytorski]] była, z czego też nic dobrego wypaść nie mogło.

Tu aż zatrzymał konia i począł nauczać z większą jeszcze powagą:

– Kto-li bo masz się żenić, czyli uxorem[1086 - uxor (łac.) – żona; tu B.lp. uxorem: żonę. [przypis edytorski]] wybierać, masz baczyć, aby była bogobojna, dobrych obyczajów, gospodarna i ochędożna[1087 - ochędożny (daw.) – porządny, umiejący utrzymać porządek. [przypis edytorski]], co wszystko, oprócz Ojców Kościoła, jeszcze ci i pewien pogański mędrzec imieniem Seneka[1088 - Seneka – Lucjusz Anneusz Seneka Młodszy (ok. 4 p.n.e.–65 n.e.), rzym. filozof stoicki, autor wielu tekstów moralistycznych. [przypis edytorski]] poleca. A jakoż uznasz, iżeś dobrze utrafił, jeśli nie znasz gniazda, z którego towarzyszkę dozgonną wybierasz? Albowiem – inny mędrzec Pański powiada: Pomus non cadit absque arbore[1089 - Pomus non cadit absque arbore (łac.) – niedaleko pada jabłko od jabłoni. [przypis edytorski]]… Jaki wół, taka i skóra, jaka mać, taka i córa… Z czego bierz, grzeszny człowiecze, tę naukę, abyś nie w dalekości, ale w pobliżu żony szukał, bo jeśli złą i fryjowną[1090 - fryjowny – chętny do zalotów. [przypis edytorski]] dostaniesz, nieraz na nią zapłaczesz, jako płakał oto filozof, gdy mu swarliwa niewiasta aquam sordidam[1091 - aquam sordidam (łac.) – brudną wodę. [przypis edytorski]] na głowę w gniewie wylała.

– In saecula saeculorum, amen[1092 - In saecula saeculorum, amen (łac.) – na wieki wieków, amen. [przypis edytorski]]! – zagrzmieli jednym głosem wędrowni klerycy, którzy odpowiadając tak zawsze opatowi, nie bardzo baczyli, czy odpowiadają do sensu.

Wszyscy słuchali w wielkim skupieniu słów opata, dziwiąc się jego wymowie i biegłości w Piśmie, on zaś nie mówił rzekomo wprost do Zbyszka, owszem, więcej zwracał się do Zycha i Jagienki, jakby szczególnie ich chciał zbudować. Jagienka jednak pojęła widocznie, o co chodzi, gdyż spoglądała pilnie spod swoich długich rzęs na chłopaka, który namarszczył brew i spuścił głowę niby głęboko rozważając to, co słyszał.

Po chwili orszak ruszył dalej, ale w milczeniu; dopiero gdy już Krześnię było widać, zmacał się opat po pasie, obrócił go ku przodowi, tak aby łatwo było chwycić za rękojeść korda, i rzekł:

– A stary Wilk z Brzozowej pewnie z dobrym pocztem przyjedzie.

– Pewnie – potwierdził Zych – ale coś tam słudzy gadali, że zachorzał.

– A jeden z moich kleryków słyszał, że ma na nas nastąpić[1093 - nastąpić na kogoś (daw.) – zaatakować kogoś. [przypis edytorski]] przed gospodą po kościele.

– Nie uczyniłby on tego bez zapowiedzi i zwłaszcza po mszy świętej.

– Niech mu tam Bóg ześle upamiętanie. Ja wojny z nikim nie szukam i krzywdy cierpliwie znoszę.

Tu obejrzał się na swoich szpylmanów i rzekł:

– Nie wydobywać mi mieczów i pamiętać, żeście duchowni słudzy, a dopiero gdyby tamci pierwsi wydobyli, to w nich!

Zbyszko zaś, jadąc wedle Jagienki, wypytywał ją ze swej strony o sprawy, o które mu głównie chodziło.

– Cztana i młodego Wilka zastaniem niechybnie w Krześni – mówił. – Pokażesz mi ich z daleka, abym wiedział, którzy są.

– Dobrze, Zbyszku – odrzekła Jagienka.

– Przed kościołem i po kościele zapewne cię oni spotykają. Coże wówczas robią?

– Służą mi, jako umieją.

– Nie będą ci dziś służyli, rozumiesz?

A ona odrzekła znów niemal z pokorą:

– Dobrze, Zbyszku.

Dalszą rozmowę przerwał im głos drewnianych kołatek, gdyż w Krześni nie było jeszcze dzwonów. Po chwili dojechali. Z tłumów czekających na mszę przed kościołem wysunęli się natychmiast młody Wilk i Cztan z Rogowa, lecz Zbyszko uprzedził ich, zeskoczył z konia, nim zdołali dobiec, i chwyciwszy pod boki Jagienkę, zsadził ją z siodła, po czym wziął za rękę i spoglądając na nich wyzywająco, prowadził do kościoła.

W przedsionku kościelnym czekał ich nowy zawód. Obaj pospieszyli do kropielnicy[1094 - kropielnica – zbiornik na wodę święconą, umieszczany w przedsionku kościoła. [przypis edytorski]] i obaj zanurzywszy w nią ręce wyciągnęli je do dziewczyny. Lecz to samo uczynił Zbyszko, ona zaś dotknęła jego palców, a następnie przeżegnała się i z nim razem weszła do kościoła. Wtedy nie tylko młody Wilk, ale i Cztan z Rogowa, chociaż miał rozum miałki[1095 - miałki – tu: pozbawiony większej wartości. [przypis edytorski]], domyślił się, iż to wszystko było uczynione umyślnie, i obydwóch ogarnął gniew tak dziki, że aż włosy poczęły się im jeżyć pod pątlikami[1096 - pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]]. Zachowali zaledwie tyle przytomności, że w gniewie nie chcieli, bojąc się kary boskiej, wchodzić do kościoła; natomiast Wilk wypadł z przedsionka i leciał jak szalony przez cmentarz między drzewami, sam nie wiedząc dokąd. Cztan leciał za nim także nie wiedząc, w jakim to czyni celu.

Zatrzymali się aż w rogu parkanu, gdzie leżały wielkie kamienie przygotowane pod fundamenta dzwonnicy, którą miano stawiać w Krześni. Tam Wilk, chcąc spędzić złość, która burzyła mu się aż pod szyję w piersiach, chwycił za jeden z głazów i jął nim potrząsać ze wszystkich sił, co widząc Cztan chwycił go także i po chwili poczęli obaj toczyć go ze wściekłością przez cały cmentarz, aż ku wrotom kościelnym.

Ludzie patrzyli na nich ze zdziwieniem mniemając, że uczynili ślub jakowyś i że w ten sposób chcą się do budowy dzwonnicy przyczynić. Lecz im wysiłek ów ulżył znacznie, tak że oprzytomnieli obaj, stali tylko bladzi z natężenia, sapiąc i spoglądając na się niepewnym wzrokiem.

Milczenie przerwał pierwszy Cztan z Rogowa.

– No i co? – spytał.

– A co? – odpowiedział Wilk.

– Zaraz-li go napadniem?

– Jakoże w kościele będziesz napadał?

– Nie w kościele, jeno[1097 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] po mszy.

– Z Zychem jest – i z opatem. A toś zabaczył, co mówił Zych, że niech-li się zdarzy bitka, obydwóch ze Zgorzelic wyżenie[1098 - wyżenąć (daw.) – wygnać. [przypis edytorski]]. Gdyby nie to, byłbym ci dawno żebra połomił[1099 - połomił – dziś popr.: połamał. [przypis edytorski]].

– Albo ja tobie! – odparł Cztan, ściskając swe potężne pięści.

I oczy poczęły im się skrzyć złowrogo, lecz wnet pomiarkowali obaj, że teraz więcej im potrzeba zgody niż kiedykolwiek. Nieraz już oni bili się z sobą, lecz zawsze jednali się po bitce, bo chociaż rozdzielała ich miłość do Jagienki, jednak żyć bez siebie nie mogli i tęsknili jeden do drugiego zawsze. Obecnie zaś mieli wspólnego wroga i czuli obaj, że jest to wróg okrutnie niebezpieczny.

Po chwili Cztan spytał:

– Co robić? Chyba mu zapowiedź[1100 - zapowiedź – tu: wyzwanie na pojedynek. [przypis edytorski]] posłać do Bogdańca?

Wilk, który był mądrzejszy, nie wiedział jednakże na razie, co robić. Na szczęście przyszły mu w pomoc kołatki, które ozwały się znowu na znak, iż nabożeństwo się poczyna. Więc rzekł:

– Co robić? Pójść na mszę, a potem będzie, co Bóg da.

Ucieszył się z tej rozumnej odpowiedzi Cztan z Rogowa.

– Może ta Pan Jezus nas natchnie – rzekł.

– I pobłogosławi – dodał Wilk.

– Po sprawiedliwości.

I poszli do kościoła, a wysłuchawszy pobożnie nabożeństwa nabrali otuchy. Nie stracili głów nawet wówczas, gdy Jagienka po mszy w przedsionku znowu przyjęła wodę święconą z ręki Zbyszka. Na cmentarzu przy wrotach podjęli pod nogi Zycha, Jagienkę, a nawet i opata[1101 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]], choć ten był nieprzyjacielem starego Wilka z Brzozowej. Na Zbyszka patrzyli wprawdzie spode łba, ale żaden nie warknął, chociaż serca skowytały im w piersiach z bólu, z gniewu i zazdrości, gdyż nigdy Jagienka nie wydawała im się tak cudną i tak do królewny podobną. Dopiero gdy świetny orszak ruszył z powrotem i gdy z dala doszła ich wesoła pieśń wędrownych kleryków, Cztan począł ocierać pot ze swych zarosłych policzków i parskać jak koń. Wilk zaś ozwał się, zgrzytając zębami:

– Do gospody! do gospody! gorze[1102 - gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]] mi!…

Po czym pamiętając, co im poprzednio ulżyło, chwycili znów głaz i potoczyli go zapalczywie na dawne miejsce.

Zbyszko zaś jechał wedle Jagienki, słuchając pieśni opatowych szpylmanów, lecz gdy ujechali pięć albo sześć stajań[1103 - staje, stajanie – dawna miara odległości, etymologicznie: dystans, po przebiegnięciu którego koń musi się zatrzymać i odpocząć. [przypis edytorski]], zatrzymał nagle konia i rzekł:

– Ba, miałem dać na mszę za stryjkowe zdrowie i zabaczyłem[1104 - zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]], wrócę się.

– Nie wracaj! – zawołała Jagienka – poślem ze Zgorzelic.

– Wrócę, a wy nie czekajcie na mnie. Z Bogiem!

– Z Bogiem! – rzekł opat. – Jedź!

I twarz mu poweselała, a gdy Zbyszko znikł im z oczu, trącił nieznacznie Zycha i rzekł:

– Rozumiecie?

– Co mam rozumieć?

– Pobije się w Krześni z Wilkiem i Cztanem, jako amen w pacierzu, ale tegom chciał i do tegom prowadził.

– To morowe chłopy! Jeszcze go poranią, i co z tego?

– Jak to co z tego? Jeśli za Jagienkę się pobije, to jakże mu potem o tej Jurandównie myśleć? Jagienka ci mu odtąd będzie panią – nie tamta; tego zaś chcę, bo to mój krewny i udał mi się!

– Ba, a ślubowanie?

– Na poczekaniu go rozgrzeszę! Zaliście nie słyszeli, żem to już obiecał?

– Wasza głowa na wszystko poradzi – odrzekł Zych.

Opat uradował się pochwałą, po czym przysunął się do Jagienki i zapytał:

– Czegożeś taka frasobliwa[1105 - frasobliwy (daw.) – smutny. [przypis edytorski]]?

Ona pochyliła się w siodle i chwyciwszy rękę opatową podniosła ją do ust:

– Ojcze krzestny, a może byście też podesłali z paru szpylmanów do Krześni.

– Po co? Popiją mi się w gospodzie i tyla.

– Ale może jakowej zwadzie przeszkodzą.

Opat spojrzał jej bystro w oczy i nagle rzekł ostro:

– A choćby go tam i zabili!

– To niech i mnie zabiją! – zawołała Jagienka.

I gorycz, która nagromadziła się z żalem w jej piersiach od czasu rozmowy ze Zbyszkiem, spłynęła teraz nagłym potokiem łez. Widząc to, opat objął ramieniem dziewczynę, tak że nakrył ją prawie całą swoim olbrzymim rękawem, i począł mówić:

– Nie bój się, córuchno, o nic. Zwada może się przygodzić[1106 - przygodzić się (daw.) – przydarzyć się, przytrafić. [przypis edytorski]], ale przecie i tamci są ślachtą, przeto go kupą nie napadną, jeno na pole rycerskim obyczajem pozwą, a już tam on da sobie rady, choćby się na raz z obydwoma miał potykać. A co do Jurandówny, o której słyszałaś, to ci jeno tyle rzekę, że drzewo na tamtą łożnicę w nijakim boru nie rośnie.

– Skoro mu tamta milsza, to i ja o niego nie dbam! – odpowiedziała przez łzy Jagienka.

– To czegóż chlipiesz?

– Bo się o niego boję.

– Ot, babski rozum! – rzekł śmiejąc się opat.

Po czym schyliwszy się do ucha Jagienki począł mówić:

– Pomiarkuj się, dziewczyno, że choć cię i weźmie, to też nieraz zdarzy mu się potykać, bo od tego ślachcic.

Tu schylił się jeszcze niżej i dodał:

– A weźmie cię – i to niezadługo, jako Bóg w niebie!

– Zaśby tam brał! – odpowiedziała Jagienka.

A jednocześnie poczęła się uśmiechać przez łzy i spoglądać na opata, jakby się go chciała zapytać, skąd to wie.

A tymczasem Zbyszko wróciwszy do Krześni zajechał wprost do księdza, chciał bowiem rzeczywiście dać na mszę za zdrowie Maćka; po załatwieniu zaś tej sprawy udał się wprost do gospody, w której spodziewał się znaleźć młodego Wilka z Brzozowej i Cztana z Rogowa.

Jakoż zastał obydwóch, a oprócz tego pełno ludzi – i szlachty, i skartabellów[1107 - skartabella – szlachcic ex carta belli (łac.: prawem wojny), bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]], i kmieciów, i kilku „sowizdrzałów[1108 - sowizdrzał – tu: wędrowny błazen. [przypis edytorski]]” pokazujących rozmaite niemieckie sztuki. W pierwszej chwili nie mógł jednakże nikogo rozeznać, gdyż okna karczmy z błonami z wołowych pęcherzy mało przepuszczały światła – i dopiero gdy miejscowy pachołek dorzucił na komin szczypek[1109 - szczypka – szczapka, drewienko. [przypis edytorski]] sosnowych, ujrzał w kącie za łagwiami piwa włochaty pysk Cztana i srogą, zapalczywą twarz Wilka z Brzozowej.

Wtedy począł iść zwolna ku nim, roztrącając po drodze ludzi i doszedłszy, uderzył pięścią w stół, aż zagrzmiało w całej gospodzie.

A oni podnieśli się natychmiast i jęli śpiesznie przekręcać na sobie skórzane pasy, nim jednakże chwycili za rękojeści, Zbyszko rzucił na stół rękawicę i mówiąc przez nos, jak mieli zwyczaj mówić rycerze przy wyzwaniu, ozwał się w następujące, niespodziane dla nikogo słowa:

– Pakliby[1110 - pakliby (daw.) – jeśliby. [przypis edytorski]] który z was dwóch albo z innych ludzi rycerskich w izbie będących przeciwił się temu, iże najcudniejsza i najcnotliwsza dziewka na świecie jest panna Danuta Jurandówna ze Spychowa, tego pozywam na walkę konną albo pieszą do pierwszego klęknięcia alibo[1111 - alibo – dziś popr.: albo. [przypis edytorski]] do ostatniego tchu.

Zdumieli się Wilk i Cztan, równie jak byłby zdumiał się opat, gdyby coś podobnego usłyszał – i przez chwilę słowa nie mogli przemówić. Co to za panna? Im przecie o Jagienkę, nie o nią chodziło?… A jeśli temu żbikowi nie o Jagienkę idzie, to czego od nich chce? Czemu ich rozsierdził przed kościołem? Po co tu przyszedł i po co szuka z nimi zaczepki? – Od tych pytań zrobiła im się w głowie taka kasza, że pootwierali szeroko usta, Cztan zaś wytrzeszczył tak oczy, jakby nie człowieka, ale jakby jakieś dziwo niemieckie miał przed sobą.

Lecz bystrzejszy Wilk, który znał nieco rycerskie zwyczaje i wiedział, że nieraz innym niewiastom rycerze służby ślubują, a z innymi się żenią, pomyślał, że i w tym wypadku tak być może i że gdy zdarza się taka sposobność ujęcia się za Jagienką, to należy w lot z niej skorzystać.

Więc wysunął się zza stołu i zbliżywszy się ze złowrogą twarzą do Zbyszka, zapytał:

– Jak to, psubracie, to nie Jagienka Zychówna najcudniejsza?

Za nim wysunął się Cztan – a ludzie poczęli się wokół nich kupić, bo już wszystkim było wiadomo, że się to na byle czym nie skończy.




Rozdział siedemnasty


Jagienka, wróciwszy do domu, wysłała natychmiast parobka do Krześni, aby dowiedział się, czy w gospodzie nie zaszła jakowaś bitka albo czy kto kogo nie wyzwał. Ten jednakże, dostawszy na drogę skojca[1112 - skojec – średniowieczna moneta, 1/24 grzywny. [przypis edytorski]], począł pić z księżymi sługami i nie myślał o powrocie. Drugi, wysłany do Bogdańca, który miał zapowiedzieć Maćkowi przyjazd opata, wrócił spełniwszy polecenie i zarazem oznajmił, że widział Zbyszka zabawiającego się ze starym dziedzicem w kości.

Uspokoiło to w części Jagienkę, wiedząc bowiem o doświadczeniu i sprawności Zbyszkowej, nie tyle bała się dla niego wyzwania, ile jakowejś doraźnej ciężkiej przygody w karczmie. Miała też ochotę razem z opatem[1113 - opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]] jechać do Bogdańca, ale ów sprzeciwił się temu, pragnął bowiem rozmówić się z Maćkiem w sprawie zastawu i w innej, jeszcze ważniejszej, przy której nie chciał mieć za świadka Jagienki.

Zresztą wybierał się na noc. Dowiedziawszy się o szczęśliwym powrocie Zbyszka, wpadł w wyborny humor i kazał swoim klerykom-wagantom[1114 - wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]] śpiewać i hukać tak, że aż się bór trząsł, a w samym Bogdańcu aż kmiecie[1115 - kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]] wyglądali z chałup patrząc, czy się nie pali albo czy nieprzyjaciel nie nastąpił. Ale jadący naprzód pątnik z krzywą lagą[1116 - laga – kij, laska. [przypis edytorski]] uspokajał ich, iż to jedzie osoba duchowna wysokiej godności – więc kłaniali mu się, a niektórzy nawet kładli na piersi znak krzyża; on zaś widząc, jak go szanują, jechał w dumie radosnej, rad ze świata i pełen dla ludzi życzliwości.

Maćko i Zbyszko, zasłyszawszy krzyki i śpiewy, wyszli aż do wrót na jego spotkanie. Niektórzy z kleryków bywali już z opatem w Bogdańcu, ale byli i tacy, którzy przyłączywszy się niedawno do kompanii, nie widzieli go dotychczas nigdy. Tym upadły serca na widok nędznego domu, który nie mógł iść w porównanie z obszernym dworzyszczem w Zgorzelicach. Skrzepił ich jednakowoż widok dymu dobywającego się przez słomiane poszycie dachu, a zwłaszcza nabrali całkiem otuchy, gdy wszedłszy do izby, poczuli zapach szafranu i rozmaitych mięsiw, a zarazem spostrzegli dwa stoły pełne cynowych mis, jeszcze wprawdzie pustych, ale tak ogromnych, iż każde oczy musiały poweseleć na ich widok. Na mniejszym stole świeciła przygotowana dla opata misa cała srebrna i takaż cudnie rzeźbiona łagiewka[1117 - łagiew (daw.) – naczynie podróżne. [przypis edytorski]], obie zdobyte razem z innymi skarbami na Fryzach[1118 - Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]].

Maćko i Zbyszko poczęli zaraz prosić do stołu, lecz opat, który był dobrze podjadł na odjezdnym w Zgorzelicach, odmówił, tym bardziej że zajmowało go co innego. Od pierwszej chwili przybycia spoglądał on bacznie, a zarazem niespokojnie na Zbyszka, jakby chciał śladów bitki na nim dopatrzyć, widząc zaś spokojną twarz młodzianka, niecierpliwił się widocznie, aż wreszcie nie mógł już dłużej ciekawości swej pohamować.

– Pójdziemy do alkierza[1119 - alkierz (daw.) – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]] – rzekł – o zastawie uradzać. Nie przeciwcie się, bo się zgniewam!

Tu zwrócił się do kleryków i zagrzmiał:

– A wy, cicho mi siedzieć i pode drzwiami nie podsłuchiwać!

To rzekłszy, otworzył drzwi do alkierza, w które zaledwie mógł się pomieścić, i wszedł, a za nim weszli Zbyszko i Maćko. Tam, gdy siedli na skrzyniach, opat zwrócił się do młodego rycerza.

– Byłeś z nawrotem[1120 - z nawrotem – z powrotem. [przypis edytorski]] w Krześni? – zapytał.

– Byłem.

– No i co?

– A dałem na mszę za stryjowe zdrowie, i tyla.

Opat poruszył się niecierpliwie na skrzyni.

„Ha! – pomyślał – nie spotkał się ni z Cztanem, ni z Wilkiem; może ich nie było, a może ich nie szukał. Omyliłem się!” Ale zły był, że się pomylił i że go wyrachowanie zawiodło, więc zaraz poczerwieniało mu oblicze i począł sapać.

– Gadajmy o zastawie! – rzekł po chwili. – Macie pieniądze?… bo jak nie, to dziedzina moja!…

Na to Maćko, który wiedział, jak z nim postępować, podniósł się w milczeniu, otworzył skrzynię, na której siedział, wydobył z niej przygotowany już widocznie worek z grzywnami[1121 - grzywna – śrdw. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]] i rzekł:

– Ubodzyśmy ludzie, ale pieniądze mamy, i co się należy, to płacimy, jako stoi w „liście[1122 - list – tu: kwit potwierdzający zastaw. [przypis edytorski]]” i jakom znakiem krzyża świętego sam poświadczył[1123 - jakom znakiem krzyża świętego sam poświadczył – znak krzyża stawiały na dokumentach osoby nieumiejące pisać. [przypis edytorski]]. Jeżelibyście zasie chcieli jeszcze za porządki i za dobytek dopłaty, to też nie będziem się sprzeczali, jeno zapłacim, co każecie, i pod nogi was, dobrodzieja naszego, podejmiem.

To rzekłszy, pochylił mu się do kolan, a za nim uczynił też to samo Zbyszko. Opat, który spodziewał się sporów i targów, wielce był takim postępowaniem zaskoczony, a nawet i nie całkiem rad[1124 - rad (daw.) – zadowolony. [przypis edytorski]], gdyż przy targach chciał stawiać różne swoje warunki, a tymczasem sposobność ominęła.

Więc oddając „list”, czyli kwit zastawny, na którym Maćko był znakiem krzyża podpisany, rzekł:

– Czego mi o dopłacie prawicie[1125 - prawić (daw.) – mówić. [przypis edytorski]]?

– Bo nie chcem[1126 - chcem – dziś popr.: chcę. [przypis edytorski]] darmoch brać – odpowiedział chytrze Maćko wiedząc, że im więcej będzie się w tym wypadku sprzeczał, tym więcej zyska.

Jakoż opat zaperzył się[1127 - zaperzyć się – zdenerwować się. [przypis edytorski]] w mgnieniu oka:

– Widzicie ich! Nie chcą od krewnych darmoch brać! Chleb ludzi bodzie[1128 - chleb ludzi bodzie – zwrot przysłowiowy mówiący o zuchwałości ludzi sytych. [przypis edytorski]]! Nie brałem pustki i nie oddaję pustki, a jak mi się spodoba i tym tu oto workiem prasnąć, to i prasnę!

– Tego nie uczynicie! – zawołał Maćko.

– Nie uczynię? Ot mi wasz zastaw! ot mi wasze grzywny! Dałem, bo moja łaska, a choćby mi wola była na gościńcu ostawić, to wam do tego nic. Ot, jak nie uczynię!

To rzekłszy, porwał worek za zwitkę i grzmotnął nim o podłogę, aż z rozpękłego płótna posypały się pieniądze.

– Bóg zapłać! Bóg wam zapłać, ojcze i dobrodzieju! – począł wołać Maćko, który tylko czekał na tę chwilę. – Od innego bym nie wziął, ale od krewniaka i duchownego – wezmę…

Opat zaś spoglądał czas jakiś groźnie to na niego, to na Zbyszka, wreszcie rzekł:

– Wiem ci ja, choć i gniewający się, co robię; za czym trzymajcie, coście dostali, bo to wam też zapowiadam, że więcej jednego skojca nie uwidzicie.

– Nie spodziewaliśmy się i tego.

– Ale wiedzcie, że co po mnie zostanie, to weźmie Jagienka.

– I ziemię? – spytał naiwnie Maćko.

– I ziemię! – huknął opat.

Na to przedłużyła się Maćkowi twarz, ale opanował się i rzekł:

– Ej, co tam o śmierci myśleć! Niech wam Pan Jezus da sto lat albo i więcej, a przedtem biskupstwo zacne.

– A choćby!… albo to ja gorszy od innych! – odrzekł opat.

– Nie gorszy, jeno lepszy.

Te słowa podziałały uspokajająco na opata, gdyż w ogóle gniew jego był krótkotrwały.

– No – rzekł – wyście moi krewni, a ona tylko krześniaczka, ale ja miłuję i ją, i Zycha od dawnych lat. Lepszego człeka niż Zych nie ma na świecie, i lepszej dziewki niż Jagienka też! Co będzie miał kto na nich powiedzieć?

I począł toczyć wyzywającym wzrokiem, lecz Maćko nie tylko nie przeczył, ale skwapliwie potwierdził, że godniejszego sąsiada próżno by w całym Królestwie szukać.

– A co do dziewki – rzekł – córki rodzonej więcej bym nie miłował, niźli ją miłuję. Za jej to przyczyną przyszedłem do zdrowia i tego jej do śmierci nie zapomnę.

– Potępieni będziecie i jeden, i drugi, jeśli zapomnicie – rzekł opat – i pierwszy was za to przeklnę. Ja krzywdy waszej nie chcę, boście moi krewni, i dlatego wymyśliłem sposób, żeby to, co po mnie zostanie, było i Jagienkowe, i wasze – rozumiecie?

– Dałby Bóg, aby się to stało! – odrzekł Maćko. – Miły Jezu! piechtą[1129 - piechtą (daw.) – na piechotę. [przypis edytorski]] bym poszedł do grobu Królowej w Krakowie i na Łysą Górę, aby się drzewu Krzyża Świętego pokłonić.

Uradował się opat szczerością, z jaką mówił Maćko, uśmiechnął się i rzekł:

– Dziewka ma prawo przebierać, bo i gładka[1130 - gładki (daw.) – urodziwy. [przypis edytorski]], i wiano godne, i ród zacny! Co ta dla niej Cztan albo Wilk, kiedy i wojewodziński syn nie byłby nadto. Ale niechbym tak ja, nie przymierzając, kogo zaswatał – to by za niego poszła, bo mnie miłuje i wie, że jej źle nie poradzę…

– Dobrze temu będzie, kogo zaswatacie – rzekł Maćko.

Lecz opat zwrócił się do Zbyszka:

– A ty co?

– Ano, ja tako myślę, jako i stryjko…

Zacne oblicze opata rozjaśniło się jeszcze bardziej; uderzył Zbyszka dłonią w łopatkę, aż się rozległo w alkierzu, i zapytał:

– Czemuś to przy kościele ni Cztana, ni Wilka do Jagienki nie dopuścił?… co?…

– By zaś nie myśleli, że się ich boję, i byście nie myśleli i wy.

– Ale i święconą wodę jej podałeś.

– A podałem.

Opat uderzył go po raz drugi:

– To… to ją bierz!

– Bierz ją! – zawołał jak echo Maćko.

Na to Zbyszko zagarnął pod siatkę włosy i odpowiedział spokojnie:

– Jakoże ją mam brać, kiedym ja przed ołtarzem w Tyńcu Danusi Jurandównie ślubował?

– Ślubowałeś pawie czuby, to ich szukaj, a Jagienkę zaraz bierz.

– Nie – odrzekł Zbyszko – potem jak na mnie nałęczką[1131 - nałęczka (daw.) – chusta służąca jako przepaska na głowę. Przypomnienie sceny, w której Danusia uratowała Zbyszka przed egzekucją. [przypis edytorski]] rzuciła, ślubowałem, że ją za żonę wezmę.

Twarz opata poczęła nabiegać krwią; uszy mu posiniały, a oczy poczęły wychodzić na wierzch: zbliżył się do Zbyszka i rzekł potłumionym przez gniew głosem:

– Twoje śluby plewa, a ja wiatr – rozumiesz! Ot!

I dmuchnął mu w głowę tak potężnie, że aż pątlik[1132 - pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]] zleciał, a włosy rozsypały się w nieładzie po ramionach i plecach. Wówczas Zbyszko zmarszczył brwi i patrząc opatowi wprost w oczy rzekł:

– W moim ślubowaniu moja cześć, a nad moją czcią ja sam stróża[1133 - stróża (daw.) – straż. [przypis edytorski]]!

Usłyszawszy to, nieprzywykły do oporu opat stracił do tego stopnia dech, iż mowa była mu na czas jakiś odjęta. Nastało złowrogie milczenie, które przerwał wreszcie Maćko:

– Zbyszku! – zawołał – upamiętaj się! coć jest?

Opat tymczasem podniósł ramię i wskazując młodzianka, począł krzyczeć:

– Co mu jest? Ja wiem, co mu jest: dusza w nim nie rycerska i nie ślachecka, jeno zajęcza. To mu jest, że się Cztana i Wilka boi!

A Zbyszko, który nie stracił ani na chwilę zimnej krwi, ruszył niedbale ramionami i odpowiedział:

– O wa! porozbijałem im łby w Krześni.

– Bój się Boga! – zawołał Maćko.

Opat patrzał czas jakiś na Zbyszka wytrzeszczonymi oczyma. Gniew walczył w nim o lepszą z podziwem, a jednocześnie przyrodzony bystry rozum począł mu przypominać, że z tego pobicia Wilka i Cztana może dla swych zamiarów korzyść wyciągnąć.

Więc ochłonąwszy nieco, krzyknął na Zbyszka:

– Czemuś nie gadał?

– Bo mi było wstyd. Myślałem, że mnie pozwą, jako rycerzom przystało, na walkę konną albo pieszą, ale to zbóje, nie rycerze. Pierwszy Wilk udarł deskę ze stołu, Cztan udarł drugą, i do mnie! To i cóżem miał robić? Chwyciłem ławę też, no… i wiecie!…

– Żywi aby? – zapytał Maćko.

– Żywi, jeno ich zamroczyło. Ale jeszcze przy mnie poczęli[1134 - począć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]] dychać.

Opat słuchał, tarł czoło, po czym zerwał się nagle ze skrzyni, na której był poprzednio przysiadł dla lepszego namysłu, i zawołał:

– Poczkaj[1135 - poczkaj – dziś popr.: poczekaj. [przypis edytorski]]!… Ja ci teraz coś powiem!

– A co powiecie? – zapytał Zbyszko.

– To ci powiem, że jeśliś ty się za Jagienkę bił i ludziom przez nią łby rozwalał, toś ty naprawdę jej rycerz, nie czyj inny, i musisz ją brać.

To rzekłszy, wziął się w boki i począł spoglądać tryumfalnie na Zbyszka, lecz ów uśmiechnął się tylko i rzekł:

– Hej, dobrzem ja wiedział, dlaczegoście chcieli mnie na nich napuścić, ale to wam zgoła chybiło.

– Czemu chybiło?… gadaj!

– Bo ja im kazał przyświadczyć, jako najgładsza i najcnotliwsza dziewka w świecie jest Danuśka Jurandówna, a oni właśnie ujęli się za Jagienką, i z tego była bitka.

Usłyszawszy to, opat stał przez chwilę na miejscu jak skamieniały i tylko po mruganiu oczyma można było poznać, że żyw jeszcze. Nagle zawrócił się na miejscu, wywalił nogą drzwi alkierza, wpadł do izby, tam chwycił krzywą lagę z rąk pątnika i począł nią okładać swoich szpylmanów, rycząc przy tym jak ranny tur:

– Na koń, skomorochy[1136 - skomorocha (daw.) – wędrowny śpiewak a. aktor, zwłaszcza słowiański. [przypis edytorski]]! na koń, psiawiary! Noga moja w tym domu nie postanie! Na koń, kto w Boga wierzy! Na koń!…

I znów wywaliwszy drzwi, wyszedł na dziedziniec, a przerażeni klerycy-waganci[1137 - wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]] za nim. Tak ruszywszy hurmem do szopy, poczęli w mig kulbaczyć[1138 - kulbaczyć – siodłać. [przypis edytorski]] konie. Próżno Maćko pogonił za opatem, próżno prosił, błagał, bożył się[1139 - bożyć się (daw.) – zarzekać się, przysięgając na Boga. [przypis edytorski]], że nie winien – nic nie pomogło! Opat klął, przeklinał dom, ludzi, pola, a gdy podano mu konia, skoczył na niego bez strzemion i puścił się w cwał z miejsca, z rozwianymi przez wiatr rękawami, podobny do olbrzymiego czerwonego ptaka. Klerycy lecieli za nim w trwodze na kształt stada, które podąża za przewodnikiem.

Maćko spoglądał czas jakiś za nimi, aż gdy znikli w boru, wrócił zwolna do izby i rzekł do Zbyszka, kiwając posępnie głową:

– Cóżeś ty najlepszego narobił!…

– Nie byłoby tego, gdybym był sobie wcześniej pojechał, a żem nie pojechał, to przez was.

– Jak to przeze mnie?

– Ba, bom nie chciał was chorych odjeżdżać.

– A teraz jako będzie?

– A teraz pojadę.

– Dokąd?

– Na Mazury, do Danuśki… – i pawich czubów szukać między Niemców.

Maćko pomilczał chwilę, po czym rzekł:

– „List” oddał, ale zastaw jest i w księdze sądowej zapisany. Nie daruje nam tera[1140 - tera – dziś popr.: teraz. [przypis edytorski]] opat ni skojca.

– To niech nie daruje. Pieniądze macie, a ja na drogę nie potrzebuję. Przecie mnie wszędzie przyjmą i koniom dadzą żreć; a bylem miał pancerz na grzbiecie a kord[1141 - kord – krótki miecz. [przypis edytorski]] w garści, to i o nic nie dbam.

Maćko zamyślił się i począł rozważać wszystko, co się stało. Nic nie poszło po jego myśli ni wedle jego serca. Sam on życzył sobie także z całej duszy Jagienki dla Zbyszka; zrozumiał jednak, że nie może być chleba z tej mąki i że wobec gniewu opata, wobec Zycha i Jagienki, wreszcie wobec bójki z Cztanem i Wilkiem lepiej, żeby sobie Zbyszko pojechał, niż żeby miał być dalszych niezgód i poswarków[1142 - poswarki a. swary (daw.) – kłótnie. [przypis edytorski]] przyczyną.

– Ha! – rzekł wreszcie – łbów krzyżackich i tak musisz szukać, więc skoro nie ma innej rady, to jedź. Niech się ta stanie wedle woli Pana Jezusowej… Ale mnie trzeba zaraz do Zgorzelic; może jako Zycha i opata przejednam… Zycha mi osobliwie żal.

Tu spojrzał w oczy Zbyszkowi i spytał nagle:

– A tobie Jagienki nie żal?

– Niechże jej Bóg da zdrowie i wszystko najlepsze! – odrzekł Zbyszko.




Rozdział osiemnasty


Maćko czekał cierpliwie przez kilka dni, czy nie dojdzie go jaka wieść ze Zgorzelic lub czy opat się nie udobrucha, aż wreszcie sprzykrzyła mu się niepewność i czekanie i postanowił sam wybrać się do Zycha. Wszystko, co się stało, stało się bez jego winy, chciał jednak wiedzieć, czy Zych nie czuje i do niego urazy, bo co do opata był pewnym, że gniew jego będzie odtąd ciążył i na Zbyszku, i na nim.

Chciał jednak uczynić wszystko, co było w jego mocy, by ów gniew złagodzić, więc jadąc rozmyślał i układał sobie, co komu w Zgorzelicach powie, aby urazę zmniejszyć i starą sąsiedzką przyjaźń zachować. Myśli jednak nie kleiły mu się jakoś w głowie, rad też był, że zastał samą Jagienkę, która przyjęła go po staremu pokłonem, ucałowaniem ręki – słowem: przyjaźnie, choć trochę smutno.

– A ojciec doma[1143 - doma (daw.) – w domu. [przypis edytorski]]? – zapytał.

– Doma, jeno się wybrali z opatem na łowy. Mało patrzeć, jak wrócą…

To rzekłszy, wprowadziła go do izby, w której zasiadłszy, milczeli oboje przez dłuższą chwilę, po czym dziewczyna spytała pierwsza:

– Cni się[1144 - cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]] wam samemu w Bogdańcu?

– Cni – odpowiedział Maćko. – A to już wiesz, że Zbyszko pojechał?

Jagienka westchnęła cicho:

– Wiem. Wiedziałam tego samego dnia – i myślałam… że wstąpi choć dobre słowo rzec, a nie wstąpił.

– Jakże mu było wstępować! – rzekł Maćko – toć opat chybaby go rozerwał na dwoje, a i ojciec twój nierad by go też widział.

Ona zaś potrząsnęła głową i odrzekła:

– Ej! Nie dałaby ja mu krzywdy uczynić nikomu.

Na to Maćko, choć serce miał hartowne[1145 - hartowny – zahartowany, twardy. [przypis edytorski]], wzruszył się jednak, przyciągnął do się dziewczynę i rzekł:

– Bóg z tobą, dziewucho! Tobie smutek, ale i mnie smutek, bo to ci jeno[1146 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] rzekę, że ni opat, ni ociec rodzony nie miłują cię barziej[1147 - barziej – dziś popr.: bardziej. [przypis edytorski]] ode mnie. Niechbym był lepiej sczezł[1148 - sczeznąć (daw.) – zginąć, umrzeć. [przypis edytorski]] od tej rany, z której mnie wygoiłaś, byle on ciebie brał, nie inną.

A na Jagienkę przyszła taka chwila żalu i tęsknoty, w której człowiek nie potrafi niczego w sobie zataić – i rzekła:

– Nie obaczę już ja go nigdy, a jeśli obaczę, to z Jurandówną – wolałabym zasię wpierw oczy wypłakać.

I podniósłszy końce fartucha, przesłoniła nim oczy, które zaszły jej łzami.

A Maćko:

– Daj spokój! Pojechał ci, bo pojechał, ale za łaską boską z Jurandówną nie wróci.

– Co nie ma wrócić! – ozwała się spod fartucha Jagienka.

– Bo mu Jurand nie chce dziewki dać.

Na to Jagienka odsłoniła nagle twarz i zwróciwszy się do Maćka, spytała żywo:

– Mówił mi! – ale prawda-li to?

– Prawda, jako Bóg na niebie.

– A czemu?

– Kto jego wie. Ślubowanie jakieś czy co, a na ślubowanie nie ma rady!

Udał mu się Zbyszko, ile że[1149 - ile że (daw.) – ponieważ. [przypis edytorski]] mu obiecował do pomsty pomagać, ale i to nie pomogło. Na nic było i księżny Anny[1150 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] swatanie. Ni prośby, ni namowy, ni rozkazania nie chciał Jurand słuchać. Powiadał, że nie może. No, i widać przyczyna takowa jest, że nie może, a to człek twardy, który tego, co rzekł, nie zmieni. Ty, dziewczyno, nie trać otuchy i pokrzep się. Po sprawiedliwości musiał chłop jechać, boć te pawie grzebienie w kościele zaprzysiągł. Dziewka też go nałęczką przykryła na znak, że go chce za męża brać, bez[1151 - bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]] co mu głowy nie ucięli – za to jej powinien[1152 - jej powinien (daw.) – ma wobec niej powinności, jest wobec niej zobowiązany. [przypis edytorski]] – nie ma co gadać. Nie będzie, da Bóg, ona jego, ale on jest wedle prawa jej. Zych na niego krzyw[1153 - krzyw (daw.) – niechętny. [przypis edytorski]], opat pewnikiem pomstuje, a że skóra cierpnie, mnie też gniewno, a wszelako pomiarkowawszy, co on miał robić? Skoro tamtej powinien, to i trza mu było jechać. Przecie jest ślachcic. Ale ci to jeno[1154 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] powiadam, że jeśli go tam gdzie Niemce godnie[1155 - godnie – tu: mocno, solidnie. [przypis edytorski]] nie pokołaczą, to jak pojechał, tak i wróci – i wróci nie tylko do mnie starego, nie tylko do Bogdańca, ale do ciebie, bo cię strasznie rad[1156 - rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]] widział.

– Gdzie on mnie ta rad widział! – rzekła Jagienka.

Ale jednocześnie przysunęła się do Maćka i trąciwszy go łokciem, zapytała:

– Skąd wiecie? – co? Pewnie nieprawda?…

– Skąd wiem? – odrzekł Maćko. – Bo widziałem, jak mu ciężko było odjeżdżać. I jeszcze było tak, że jak już stanęło na tym, że ma jechać, tak pytam ja go: „A nie żal ci też Jagienki?” – A on prawi: „Niechże jej Bóg da zdrowie i wszystko najlepsze”. I tak ci zaraz wziął wzdychać, jakby miał kowalski miech w brzuchu…

– Pewnie nieprawda!… – powtórzyła ciszej Jagienka – ale powiadajcie jeszcze…

– Jak mi Bóg miły, prawda!… Już mu tamta nie będzie tak po tobie smakować, bo to i sama wiesz, że jędrniejszej a zaś urodziwszej dziewki na całym świecie nie znaleźć. Czuł on do ciebie wolę Bożą[1157 - wola Boża (daw.) – pożądanie. [przypis edytorski]] – nie bój się – może i więcej niż ty do niego.

– Bogać tam[1158 - Bogać tam (daw.) – gdzie tam. [przypis edytorski]]! – zawołała Jagienka.

I pomiarkowawszy, co w prędkości[1159 - w prędkości – w zdenerwowaniu. [przypis edytorski]] wyrzekła, zakryła rumianą jak jabłko twarz rękawem, a Maćko uśmiechnął się, pociągnął ręką po wąsach i rzekł:

– Hej, żeby ja był młody! Ale ty się pokrzep, bo już widzę, jako będzie: Pojedzie, ostrogi[1160 - ostrogi – tu przen. znak przynależności do stanu rycerskiego. [przypis edytorski]] na dworze mazowieckim zyszcze[1161 - zyszcze – dziś popr.: zyska. [przypis edytorski]], gdyż tam granica blisko i o Krzyżaka nietrudno… Jużci wiem, że i między Niemcami bywają tędzy rycerze, a żelazo od jego skóry nie odskoczy, ale tak myślę, że byle który rady mu nie da, bo to jucha do bitki okrutnie sprawna. Patrzże, jako Cztana z Rogowa i Wilka z Brzozowej w mig potarmosił, choć to przecie, mówią, chłopy na schwał i mocarne jak niedźwiedzie. Przywiezie on swoje czuby, jeno Jurandówny nie przywiezie, bo i ja gadałem z Jurandem i wiem, jako jest. No, a potem co? Potem tu wróci, bo gdzieżby miał wracać.

– Kiedy tam wróci?

– Ba! jeśli nie wytrzymasz, to ci nie będzie krzywdy. Ale tymczasem powtórz opatowi i Zychowi to, co ci mówię. Niechby ta w gniewie na Zbyszka choć trochę pofolgowali[1162 - folgować (daw.) – traktować łagodniej. [przypis edytorski]].

– Jakoże mam mówić? Tatuś więcej frasobliwi[1163 - frasobliwy (daw.) – smutny. [przypis edytorski]] niż gniewni, ale przy opacie i wspomnieć o Zbyszku nieprzezpiecznie[1164 - nieprzezpiecznie (daw.) – niebezpiecznie. [przypis edytorski]]. Dał ci on i mnie, i tatusiowi za tego pachołka, którego Zbyszkowi posłałam.

– Za jakiego pachołka?

– Wiecie. Był tu u nas Czech, co go tatuś pojmali pod Bolesławcem, dobry pachołek i wierny. Wołali na niego Hlawa. Tatuś mi go dali do posług, bo się powiadał tamtejszym włodyką[1165 - włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny względnie bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]], a ja dałam ci mu zbroiczkę godną i posłałam go Zbyszkowi, aby mu służył i strzegł go w przygodzie[1166 - przygoda – tu: niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]], a broń Boże czego, żeby dał znać… Dałam ci mu i trzosik na drogę, a on zaprzysiągł mi na zbawienie duszy, że do śmierci będzie Zbyszkowi wiernie służył.

– Mojaż ty dziewczyno! Bóg ci zapłać! a Zych się nie przeciwił?

– Co się miał przeciwić! Zrazu całkiem tatuś nie pozwalali, dopiero jak wzięłam go pod nogi podejmować, tak i stanęło na moim. Z tatusiem nijakiego kłopotu nie masz, ale jak opat zwiedział się o tym od swoich skomorochów[1167 - skomorocha (daw.) – wędrowny śpiewak a. aktor, zwłaszcza słowiański. [przypis edytorski]], w mig pełniuśką izbę naklął i taki był sądny dzień, że tatuś do stodół uciekli. Dopiero wieczorem ulitował się opat moich łez i jeszcze mi paciorki podarował… Ale ja rada byłam pocierpieć, byle Zbyszko poczet miał większy.

– Jak mi Bóg miły, tak nie wiem, czy więcej jego miłuję, czy ciebie, ale on i tak poczet wziął zacny – i pieniędzy też mu dałem, choć nie chciał… No, Mazury przecie nie za morzem…

Dalszą rozmowę przerwało im ujadanie psów, okrzyki i odgłosy trąb mosiężnych przed domem. Usłyszawszy to, Jagienka rzekła:

– Tatuś i opat wrócili z łowów. Pójdziemy na przyłap[1168 - przyłap a. przyłapa – płytka podcień ze słupów drewnianych ustawionych bezpośrednio przy ścianie domu. [przypis edytorski]], bo lepiej, żeby was opat pierwej z daleka uwidział[1169 - uwidzieć – zobaczyć. [przypis edytorski]], nie zaś znienacka w izbie.

To rzekłszy, wyprowadziła Maćka na przyłap, z którego ujrzeli w podwórzu na śniegu kupę ludzi, koni, psów, a zarazem pobodzone oszczepami lub postrzelone z kuszy łosie i wilki. Opat ujrzawszy Maćka, zanim jeszcze zsiadł z konia, cisnął w jego stronę oszczepem, nie dlatego wprawdzie, aby go ugodzić, ale by w ten sposób tym dowodniej[1170 - dowodnie (daw.) – wyraźnie. [przypis edytorski]] swą zawziętość przeciw bogdanieckim ludziom okazać. Lecz Maćko skłonił mu się z dala czapką, jak gdyby nic nie zauważył, Jagienka zaś nie zauważyła tego istotnie, gdyż przede wszystkim zdumiała ją obecność dwóch jej zalotników w orszaku.

– Są Cztan i Wilk! – zawołała – musieli się w boru z tatusiem zdybać[1171 - zdybać się (daw.) – spotkać się. [przypis edytorski]].

A Maćka aż zakłuło coś w dawnej ranie na ich widok. W lot przez głowę przebiegła mu myśl, że jeden z nich może dostać Jagienkę, a z nią Moczydoły, opatowe ziemie, bory i pieniądze… I żal wespół ze złością chwyciły go za serce, zwłaszcza że po chwili ujrzał rzecz nową. Oto Wilk z Brzozowej, choć z jego ojcem chciał się niedawno opat potykać, skoczył teraz do jego strzemienia, aby mu pomóc zsiąść z konia, on zaś zsiadając, oparł się przyjaźnie na ramieniu młodego szlachcica.

„Pogodzi się opat ze starym Wilkiem takowym sposobem – pomyślał Maćko – że za dziewczyną odda bory i ziemie”.

Lecz przerwał mu owe przykre myśli głos Jagienki, która w tej samej chwili rzekła:

– Wygoili się już po Zbyszkowym biciu, ale choćby tu co dnia przyjeżdżali – niedoczekanie ich!

Maćko spojrzał – twarz dziewczyny była rumiana zarówno z gniewu, jak i z zimna, a modre jej oczy iskrzyły się gniewem, pomimo iż wiadomo jej było dobrze, że Wilk i Cztan za nią właśnie ujęli się w gospodzie i przez nią zostali pobici.

Więc Maćko rzekł:

– Ba! uczynisz, co opat każe.

A ona na to z miejsca:

– Opat uczyni, co ja zechcę.

„Miły Boże! – pomyślał Maćko – i ten głupi Zbyszko takiej dziewki odbieżał[1172 - odbieżać (daw.) – uciec. [przypis edytorski]]!”




Rozdział dziewiętnasty


A tymczasem „głupi Zbyszko” wyjechał był z Bogdańca istotnie z ciężkim sercem. Naprzód, było mu jakoś obco i nieswojo bez stryjca, z którym dotychczas od dawnych lat się nie rozłączał i do którego tak nawykł, że sam teraz dobrze nie wiedział, jak się bez niego i w podróży, i na wojnie obejdzie. Po wtóre[1173 - po wtóre (daw.) – po drugie. [przypis edytorski]], żal mu było i Jagienki, bo chociaż mówił sobie, że jedzie do Danusi, którą miłował z całej duszy, jednakże bywało mu tak dobrze przy Jagience, iż teraz dopiero uczuł, jaka przy niej była radość, a jaki bez niej może być smutek. I aż sam się dziwił swojemu żalowi, a nawet się nim zaniepokoił, bo żeby to tęsknił po Jagience, jak brat tęskni po siostrze, nic by to było. Ale on spostrzegł, że mu się „cni[1174 - cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]]” za tym, by ją przed się pod boki brać i na konia sadzać albo z kulbaki[1175 - kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]] zdejmować, by ją przez strugi przenosić, wodę jej z warkocza wykręcać, by z nią po lasach chadzać i patrzeć na nią, i „uradzać” z nią. Tak zaś do tego przywykł i takie mu to było miłe, że gdy teraz począł o tym myśleć, zaraz się zapamiętał i całkiem zapomniał, że w długą drogę aż na Mazury jedzie, a natomiast stanęła mu w oczach ta chwila, gdy Jagienka dała mu pomoc w lesie, gdy się z niedźwiedziem borykał[1176 - borykać się – walczyć. [przypis edytorski]]. I zdało mu się, że to było wczoraj, jak również że wczoraj chodzili na bobry do Odstajanego jeziorka. Nie widział jej przecie wówczas, gdy się wpław po bobra puściła, a teraz zdało mu się, że ją widzi – i zaraz poczęły go brać takie same ciągoty[1177 - ciągoty (daw.) – pożądanie. [przypis edytorski]], jakie brały go parę tygodni temu, gdy wiatr nazbyt z Jagienkową suknią poswawolił. Potem zaś przypomniał sobie, jak jechała wspaniale przybrana do kościoła w Krześni i jak się dziwił, że taka prosta dziewczyna naraz wydała mu się niby dwornie jadące wysokiego rodu paniątko[1178 - paniątko – dziecko, zwłaszcza z rodziny magnackiej. [przypis edytorski]]. Wszystko to sprawiło, że koło serca zaczęło mu się czynić jakoś bałamutnie[1179 - bałamutny (daw.) – wprowadzający w błąd a. zalotny, uwodzicielski. [przypis edytorski]], zarazem błogo i smutno, i pożądliwie, a gdy jeszcze pomyślał, że byłby z nią mógł uczynić, co chciał, i jak ją też ku niemu ciągnęło, jak mu patrzyła w oczy i jak się do niego garnęła, to ledwie że na koniu mógł usiedzieć. „Niechbym jej był gdzie dopadł i choć pożegnał, a objął na drogę – mówił sobie – może by mnie było popuściło” – ale wnet uczuł, że to nieprawda i że nie byłoby go popuściło, gdyż na samą myśl o takim pożegnaniu poczęły mu skry po skórze chodzić, chociaż na świecie był przymrozek.

Aż wreszcie przestraszył się owych wspomnień nazbyt do żądz podobnych i strząsnął je z duszy jak suchy śnieg z opończy[1180 - opończa – płaszcz z kapturem, ubranie podróżne. [przypis edytorski]].

– Do Danuśki jadę, do mojej najmilejszej! – rzekł sobie.

I wraz zmiarkował, że to jest inne kochanie, jakby pobożniejsze i mniej po kościach chodzące. Powoli też, w miarę jak w strzemionach marzły mu nogi, a chłodny wiatr studził mu krew, wszystkie myśli jego poleciały ku Danusi Jurandównie. Tej – to był naprawdę powinien. Gdyby nie ona, dawno by jego głowa była spadła na krakowskim rynku. Przecie gdy wyrzekła wobec rycerzy i mieszczan: „Mój ci jest” – to go przez to samo katom z rąk odjęła – i od tej pory on tak należy do niej jak niewolnik do pana. Nie on ją brał, ale ona jego wzięła; na to żadne sprzeciwianie się Jurandowe nie poradzi. Ona jedna mogłaby go odpędzić, jako pani może sługę odpędzić, chociaż on i wówczas nie poszedłby daleko, bo go i własne ślubowanie wiąże. Pomyślał jednak, że ona go nie odpędzi, że raczej pójdzie za nim z mazowieckiego dworu choćby na kraj świata – i pomyślawszy to, począł ją wysławiać w duszy ze szkodą Jagienki, jakby to była wyłącznie jej wina, że go napastowały pokusy i że dwoiło się w nim serce. Nie przyszło mu do głowy teraz, że Jagienka wygoiła starego Maćka, a prócz tego, że bez jej pomocy byłby mu może niedźwiedź obdarł owej nocy ze skóry głowę – i burzył się[1181 - burzyć się (daw.) – złościć się. [przypis edytorski]] przeciw Jagience rozmyślnie, sądząc, że tym sposobem Danusi się zasłuży i we własnych oczach się usprawiedliwi.

A wtem nadjechał Czech Hlawa wysłany przez Jagienkę – prowadząc ze sobą jucznego konia.

– Pochwalony! – rzekł, kłaniając się nisko.

Zbyszko widział go raz lub dwa razy w Zgorzelicach, ale go nie poznał, więc ozwał się:

– Pochwalony na wieki wieków. A coś za jeden?

– Wasz pachołek, slowutny[1182 - slowutny (czes.) – sławetny. [przypis edytorski]] panie.

– Jak to mój pachołek? Tamci moi pachołcy – rzekł, ukazując na dwóch Turczynków, podarowanych mu przez Sulimczyka Zawiszę[1183 - Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]], i na dwóch tęgich parobków, którzy siedząc na mierzynach[1184 - mierzyn, mierzynek – koń niewielkiego wzrostu. [przypis edytorski]], prowadzili rycerskie ogiery – tamci moi – a ciebie kto przysłał?

– Panna Jagienka Zychówna ze Zgorzelic.

– Panna Jagienka?

Zbyszko dopiero co właśnie burzył się był przeciw niej i serce jego pełne było jeszcze niechęci, więc rzekł:

– Wróćże do dom i podziękuj pannie za łaskę, bo cię nie chcę.

Lecz Czech potrząsnął głową.

– Nie wrócę, panie. Mnie wam podarowali, a prócz tego ja zaprzysiągł do śmierci wam służyć.

– Jeśli mi cię podarowali, toś mój sługa.

– Wasz, panie.

– Więc rozkazujęć wrócić.

– Ja zaprzysiągł, a choć ja jeniec spod Bolesławca i chudy pachołek, ale włodyczka[1185 - włodyczka a. włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]]…

A Zbyszko rozgniewał się:

– Ruszaj precz! Jakże to! Będziesz mi zaś przeciw mojej woli służył czy co? Ruszaj, bo każę kuszę napiąć.

Czech zaś odtroczył[1186 - odtroczyć (daw.) – odwiązać. [przypis edytorski]] spokojnie sukienną opończę podbitą wilkami, oddał ją Zbyszkowi i rzekł:

– Panna Jagienka i to wam przysłała, panie.

– Chcesz, abych ci kości połomił[1187 - połomić – dziś popr.: połamać. [przypis edytorski]]? – zapytał Zbyszko, biorąc drzewce z rąk parobka.

– A jest i trzosik na wasze rozkazanie – odrzekł Czech.

Zbyszko zamierzył się drzewcem, lecz wspomniał, że pachołek, chociaż jeniec, jest jednakże z rodu włodyką, któren[1188 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] widocznie dlatego tylko został u Zycha, że nie miał się za co wykupić – więc opuścił ratyszcze[1189 - ratyszcze – drzewce od broni kłującej, takiej jak spisa. [przypis edytorski]].

Czech zaś pochylił mu się do strzemienia i rzekł:

– Nie gniewajcie się, panie. Nie każecie mi ze sobą jechać, to pojadę za wami o stajanie[1190 - staje, stajanie – dawna miara odległości, etymologicznie: dystans, po przebiegnięciu którego koń musi się zatrzymać i odpocząć. [przypis edytorski]] albo o dwa, ale pojadę, bom to na zbawienie duszy mojej zaprzysiągł.

– A jak cię każę ubić albo związać?

– Jak mnie każecie ubić, to nie będzie mój grzech, a jak mnie każecie związać, to ostanę, póki mnie dobrzy ludzie nie rozwiążą alibo wilcy nie zjedzą.

Zbyszko nie odpowiedział – ruszył jeno[1191 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] koniem przed siebie, a za nim ruszyli jego ludzie. Czech z kuszą za plecami i z toporem na ramieniu wlókł się z tyłu zatulając się w kosmatą skórę żubrzą, albowiem począł dąć ostry wiatr, niosący krupki śniegowe.

Nawałnica wzmagała się nawet z każdą chwilą. Turczynkowie, lubo w tołubach[1192 - tołub (daw.) – rodzaj futra. [przypis edytorski]], kostnieli od niej, parobcy Zbyszkowi poczęli „zabijać” ręce, a on sam, będąc również przybrany nie dość ciepło, rzucił raz i drugi oczyma na wilczą opończę przywiezioną przez Hlawę i po chwili rzekł do Turczynka, aby mu ją podał.

I owinąwszy się w nią szczelnie, wkrótce poczuł ciepło rozchodzące się po całym ciele. Wygodny był szczególnie kaptur, który osłaniał mu oczy i znaczną część twarzy, tak iż wicher przestał mu prawie dokuczać. Wówczas mimo woli pomyślał, że Jagienka to jednak poczciwa z kościami[1193 - poczciwa z kościami – zwrot przysłowiowy. [przypis edytorski]] dziewka – i wstrzymał nieco konia, albowiem wzięła go chęć wypytać Czecha o nią i o wszystko, co się w Zgorzelicach działo.

Więc skinąwszy na pachołka, rzekł:

– Zali stary Zych wie, że cię panna do mnie wysłała?

– Wie – odpowiedział Hlawa.

– I nie przeciwił się?

– Przeciwił.

– Powiadajże, jako było.

– Pan chodził po izbie, a panna za nim. On krzyczał, a panienka nic – jeno co się ku niej nawrócił, to ona mu do kolan. I ani słowa. Powiada wreszcie panisko: „Czyś ogłuchła, że nic nie mówisz na moje przyczyny[1194 - przyczyny – tu: powody postępowania. [przypis edytorski]]? Przemów, bo wreszcie pozwolę, a jak pozwolę, to mi opat łeb urwie!”

Dopieroż panna pomiarkowała[1195 - pomiarkować – tu: zrozumieć. [przypis edytorski]], że już na swoim postawi, i nuż z płaczem dziękować. Pan jej wymawiał, że go pozbadła[1196 - pozbaść (daw.) – uczynić kogoś uległym. [przypis edytorski]], i narzekał, że we wszystkim musi być jej wola, w końcu zaś rzekł: „Przyrzecz mi, że chyłkiem nie wyskoczysz żegnać się z nim, to pozwolę, inaczej nie”. Dopieroż zafrasowała się[1197 - frasować się (daw.) – smucić się, martwić się. [przypis edytorski]] panienka, ale przyrzekła – i pan rad był, bo oni oba z opatem okrutnie się tego bali, by jej nie przyszła chęć widzieć się z waszą miłością… No, nie na tym koniec, bo później panna chciała, by były dwa konie, a pan bronił, panna chciała wilczury[1198 - wilczura – opończa podbita wilczym futrem. [przypis edytorski]] i trzosika, pan bronił. Ale co tam z takich zakazowań! Żeby jej się umyśliło dom spalić, to by też panisko przystał. – Dlatego jest drugi koń, jest wilczura i jest trzosik…

„Poćciwa dziewka!” – pomyślał w duchu Zbyszko.

Po chwili zaś zapytał głośno:

– A z opatem nie było biedy?…

Czech uśmiechnął się jak roztropny pachołek, który zdaje sobie sprawę ze wszystkiego, co się wokół niego dzieje, i odrzekł:

– Oni to oboje w tajemnicy przed opatem czynili, a nie wiem, co było, gdy się dowiedział, bom wcześniej wyjechał. Opat jako opat! – huknie czasem i na panienkę, ale potem to jeno oczyma za nią wodzi i patrzy, czyli jej zbyt nie pokrzywdził. Sam widziałem, jako ją raz skrzyczał, a potem do skrzyni poszedł, łańcuch przyniósł taki, że zacniejszego i w Krakowie nie dostać – i powiada jej: „na!” – Poradzi sobie ona i z opatem, gdyż i ojciec rodzony więcej jej nie miłuje.

– Pewnie, że tak jest.

– Jak Bóg na niebie…

Tu umilkli i jechali dalej wśród wiatru i śnieżnych krupów; nagle jednak Zbyszko powstrzymał konia, gdyż z pobocza leśnego ozwał się jakiś żałosny głos, na wpół przytłumiony przez szum leśny:

– Chrześcijanie, ratujcie Bożego sługę w nieszczęściu!

I jednocześnie na drogę wybiegł człowiek, przybrany w odzież na wpół duchowną, na wpół świecką, i stanąwszy przed Zbyszkiem, począł wołać:

– Ktokolwiek jesteś, panie, daj pomoc człowiekowi i bliźniemu w ciężkiej przygodzie!

– Coć się przytrafiło i coś zacz? – zapytał młody rycerz.

– Sługam Boży, chociaż bez święceń, a przygodziło mi się[1199 - przygodzić się – przytrafić się, przydarzyć się. [przypis edytorski]], iż dzisiejszego rana wyrwał mi się koń, skrzynie ze świętościami niosący. Zostałem sam, bez broni, a wieczór się zbliża i rychło czekać, jako luty[1200 - luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]] zwierz ozwie się w boru. Zginę, jeśli mnie nie poratujecie.

– Jeślibyś z mojej przyczyny zginął – odrzekł Zbyszko – musiałbym za twoje grzechy odpowiadać, ale po czymże poznam, że prawdę mówisz i żeś nie powsinoga[1201 - powsinoga – włóczęga. [przypis edytorski]] jakowyś albo nie rzezimieszek, jakich wielu po drogach się włóczy?

– Po skrzyniach poznasz, panie. Niejeden oddałby trzos nabity dukatami, byle posiąść to, co się w nich znajduje, ale ja tobie darmo z nich udzielę, byleście mnie i moje skrzynie zabrali.

– Mówisz, żeś sługa Boży, a tego nie wiesz, że poratunek nie dla ziemskich, jeno[1202 - jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]] dla niebieskich trzeba dawać nagród. Ale jakżeś to skrzynie ocalił, skoro ci niosący je koń uciekł?

– Bo konia, nimem go odnalazł, wilcy w lesie na polance zarżnęli, a zasię skrzynie ostały, które ja do drogi przywlokłem, aby czekać na zmiłowanie i pomoc dobrych ludzi. To rzekłszy i chcąc zarazem dać dowód, że prawdę mówi, wskazał na dwie łubowe[1203 - łubowy (daw.) – wykonany z kory. [przypis edytorski]] skrzynki leżące pod sosną. Zbyszko patrzył na niego dość nieufnie, gdyż człowiek nie wydawał mu się zbyt zacnym, a przy tym mowa jego, lubo czysta, zdradzała pochodzenie z dalekich stron. Nie chciał jednakże odmówić mu pomocy i pozwolił mu przysiąść się wraz ze skrzyniami, które okazały się dziwnie lekkie, na luźnego konia, którego powodował[1204 - powodować (daw.) – kierować, prowadzić. [przypis edytorski]] Czech.

– Niech Bóg pomnoży twoje zwycięstwa, mężny rycerzu! – rzekł nieznajomy.

Po czym, widząc młodocianą twarz Zbyszkową, dodał półgłosem:

– A również twoje włosy na brodzie.

I po chwili jechał obok Czecha. Przez czas jakiś nie mogli rozmawiać, albowiem dął silny wiatr i w boru szum był okrutny, lecz gdy się nieco uspokoiło, Zbyszko usłyszał za sobą następującą rozmowę:

– Nie przeczę ci, że w Rzymie byłeś, ale wyglądasz na piwożłopa – mówił Czech.

– Strzeż się wiekuistego potępienia – odrzekł nieznajomy – albowiem mówisz do człowieka, który zeszłej Wielkanocy jadł jaja na twardo z Ojcem Św. Nie mów mi na takie zimno o piwie, chyba o grzanym, ale jeśli masz gdzie przy sobie gąsiorek[1205 - gąsiorek – pękate naczynie z wąską szyjką. [przypis edytorski]] z winem, to daj mi dwa lub trzy łyki, a ja ci miesiąc czyśćca odpuszczę.

– Nie masz święceń, bom słyszał, żeś sam o tym mówił, jakoże więc odpuścisz mi miesiąc czyśćca?

– Święceń nie mam, ale głowę mam ogoloną[1206 - głowę mam ogoloną – – mowa o tzw. tonsurze; tonsura, stosowana od roku 633 do 1972, była kręgiem wygolonym na głowie zakonnika, oznaczającym jego przynależność do stanu duchownego. [przypis edytorski]], gdyż na to pozwoleństwo otrzymałem, prócz tego odpusty i relikwie wożę.

– W tych łubach[1207 - łuby – kosze; tu: bagaż podróżny. [przypis edytorski]]? – zapytał Czech.

– W tych łubach. A gdybyście wszystko ujrzeli, co mam, padlibyście na twarze nie tylko wy, ale i wszystkie sosny w boru razem z dzikimi zwierzęty.

Lecz Czech, który był pachołek roztropny i doświadczony, spojrzał podejrzliwie na przekupnia odpustów i rzekł:

– A wilcy konie zjedli?

– Zjedli, gdyż są diabłom pokrewni, ale popękali. Jednegom ci rozpukniętego na własne oczy widział. Jeśli masz wino, to daj, bo choć wiatr ustał, alem przemarzł, siedząc przy drodze.

Czech wina jednak nie dał i znów jechali w milczeniu, aż przekupień relikwij sam począł pytać:

– Dokąd jedziecie?

– Daleko. Ale tymczasem do Sieradza. Pojedziesz z nami?

– Bo muszę. Prześpię się w stajni, a jutro może mi ten pobożny rycerz konia podaruje – i ruszę dalej.

– Skądże jesteś?

– Spod pruskich panów, spod Malborga.

Usłyszawszy to, Zbyszko zwrócił głowę i kiwnął na nieznajomego, aby się przybliżył.

– Spod Malborga jesteś? – rzekł. – Stamtąd jedziesz?

– Spod Malborga.

– Ale chyba nie Niemiec, ile że naszą mową dobrze mówisz. Jako cię wołają?

– Niemiec jestem, a wołają mnie Sanderus; waszą mową mówię, gdyż się w Toruniu urodziłem, gdzie wszystek naród tak mówi. Później mieszkałem w Malborgu, ale i tam to samo! Ba! nawet i bracia zakonni waszą mowę rozumieją.

– A dawnoś z Malborga?

– Byłem, panie, w Ziemi Św., potem zaś w Konstantynopolu i w Rzymie, skąd przez Francję wróciłem do Malborga, a z Malborga jechałem na Mazowsze, obwożąc relikwie święte, które pobożni chrześcijanie radzi dla zbawienia duszy kupują.

– Byłeś w Płocku czyli też w Warszawie?

– Byłem i tu, i tu. Niech Bóg da zdrowie obum księżnom! Nie próżno księżnę Aleksandrę[1208 - Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]] nawet panowie pruscy miłują, bo to świątobliwa pani – chociaż i księżna Anna[1209 - Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]] Januszowa nie gorsza.

– Widziałeś w Warszawie dwór?

– Nie napotkałem go w Warszawie, jeno w Ciechanowie, gdzie mnie oboje księstwo jako sługę Bożego gościnnie przyjęli i hojnie na drogę obdarowali. Ale i ja też zostawiłem im relikwie, które błogosławieństwo boskie muszą na nich ściągnąć.

Zbyszko chciał zapytać o Danusię, ale naraz zdjęła go jakby pewna nieśmiałość i pewien wstyd, zrozumiał bowiem, że byłoby to samo, co zwierzyć się z miłości przed nieznajomym, gminnego pochodzenia człekiem, który przy tym wyglądał podejrzanie i mógł być prostym oszustem. Więc po chwili milczenia spytał:

– Jakież to relikwie po świecie wozisz?

– Wożę i odpusty[1210 - odpust – w religii katolickiej darowanie bądź zmniejszenie kary za grzechy, które zostały już sakramentalnie odpuszczone. [przypis edytorski]], i relikwie, które to odpusty są różne: są całkowite i na pięćset lat, i na trzysta, i na dwieście, i na mniej, tańsze, aby i ubodzy ludzie mogli je nabywać i tym sposobem czyśćcowe męki sobie skracać. Mam odpusty na przeszłe grzechy i na przyszłe, ale nie myślcie, panie, abym pieniądze, za które je kupują, sobie chował… Kawałek czarnego chleba i łyk wody – ot, co dla mnie – a resztę, co zbieram, do Rzymu odwożę, aby się z czasem na nową wyprawę krzyżową[1211 - wyprawa krzyżowa a. krucjata – wyprawa zbrojna przeciw poganom; w średniowieczu przeprowadzono kilka takich wypraw do Palestyny, doprowadzając nawet do założenia Królestwa Jerozolimskiego. [przypis edytorski]] zebrało. Jeździ ci wprawdzie po świecie wielu wydrwigroszów, którzy wszystko mają fałszywe: i odpusty, i relikwie, i pieczęcie, i świadectwa – i takich słusznie Ojciec Święty listami ściga, ale mnie przeor[1212 - przeor – przełożony domu zakonnego lub wyższy duchowny, niebędący biskupem. [przypis edytorski]] sieradzki krzywdę i niesprawiedliwość wyrządził – gdyż moje pieczęcie są prawdziwe. Obejrzyjcie, panie, wosk i sami powiecie.

– A cóż przeor sieradzki?

– Ach, panie! Bogdajbym niesłusznie mniemał, że heretycką nauką Wiklefa[1213 - Wiklef – John Wycliffe (ok. 1329–1384), angielski teolog, profesor teologii w Oksfordzie, głoszący poglądy, jakie później przejęła reformacja. [przypis edytorski]] zarażon. Ale jeśli, jako mi wasz giermek powiedział, jedziecie do Sieradza, tedy[1214 - tedy (daw.) – więc, zatem. [przypis edytorski]] mu się wolę nie pokazować, aby go do grzechu i bluźnierstw przeciw świętościom nie przywodzić.

– To się znaczy, niewiele mówiąc, że cię wziął za oszusta i rzezimieszka[1215 - rzezimieszek – złoczyńca, pierwotnie złodziej przecinający ”mieszki” (trzosy) w celu kradzieży pieniędzy. [przypis edytorski]]?

– Żebyż to mnie, panie! odpuściłbym mu dla miłości bliźniego, jak zresztą już uczyniłem, ale on przeciw towarom moim świętym pobluźnił, za co, obawiam się wielce, że potępiony zostanie bez ratunku.

– Jakież to masz towary święte?

– Takie, że się i mówić o nich z nakrytą głową nie godzi, ale tym razem, mając gotowe odpusty, daję wam, panie, pozwolenie nie zrzucać kaptura, gdyż wiatr dmie znowu. Kupicie za to odpuścik na popasie i grzech nie będzie wam policzon. Czego ja nie mam! Mam kopyto osiołka, na którym odbyła się ucieczka do Egiptu, które znalezione było koło piramid. Król aragoński[1216 - Aragonia – region w Hiszpanii ze stolicą w Saragossie, w czasach przedstawionych w powieści stanowił samodzielne królestwo (unia personalna z królestwem Kastylii nastąpiła w 1469 r.). [przypis edytorski]] dawał mi za nie pięćdziesiąt dukatów dobrym złotem. Mam pióro ze skrzydeł archanioła Gabriela, które podczas Zwiastowania uronił; mam dwie głowy przepiórek zesłanych Izraelitom na puszczy; mam olej, w którym poganie św. Jana chcieli usmażyć – i szczebel z drabiny, o której się śniło Jakubowi – i łzy Marii Egipcjanki[1217 - Maria Egipcjanka – święta pustelnica, żyjąca między IV a VI w. [przypis edytorski]], i nieco rdzy z kluczów św. Piotra… Ale wszystkiego wymienić nie zdołam, dlatego żem przemarzł, a twój giermek, panie, nie chciał mi dać wina, a po wtóre dlatego, że do wieczora bym nie skończył.

– Wielkie są te relikwie, jeśli prawdziwe! – rzekł Zbyszko.

– Jeśli prawdziwe? Weź, panie, dzidę z rąk pachołka i nadstaw, bo diabeł jest w pobliżu, który ci takie myśli poddaje. Trzymaj go, panie, na długość kopii. A nie chcesz-li nieszczęścia na się sprowadzić, to kup u mnie odpust za ten grzech – inaczej w trzech niedzielach[1218 - niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]] umrze ci ktoś, kogo najwięcej na świecie miłujesz.

Zbyszko przeląkł się groźby, gdyż przyszła mu na myśl Danusia, i odrzekł:

– Toć nie ja nie wierzę, jeno przeor dominikanów w Sieradzu.

– Obejrzyjcie, panie, sami wosk na pieczęciach; a co do przeora, Bóg wie, zali on jeszcze żyw, albowiem prędka bywa sprawiedliwość boska.

Lecz gdy przyjechali do Sieradza, pokazało się, że przeor był żyw.

Zbyszko udał się nawet do niego, aby dać na dwie msze, z których jedna miała się odprawić na intencję Maćka, druga na intencję owych pawich pióropuszów, po które Zbyszko jechał. Przeor, jak wielu wówczas w Polsce, był cudzoziemcem, rodem z Cylii, ale przez czterdzieści lat życia w Sieradzu wyuczył się dobrze polskiej mowy i był wielkim nieprzyjacielem Krzyżaków.

Za czym, dowiedziawszy się o Zbyszkowym przedsięwzięciu, rzekł:

– Większa ich jeszcze spotka kara boska, ale i ciebie od tego, coś zamierzył, nie odwodzę[1219 - odwodzić (daw.) – zniechęcać do określonego działania. [przypis edytorski]], naprzód z tej przyczyny, iżeś zaprzysiągł, a po wtóre, że za to, co tu w Sieradzu uczynili, nigdy ich dosyć polska ręka nie przyciśnie.

– Coże uczynili? – zapytał Zbyszko, który rad był wiedzieć o wszystkich nieprawościach krzyżackich.

Na to staruszek przeor rozłożył dłonie i naprzód począł odmawiać głośno „Wieczny odpoczynek”, potem zaś siadł na zydlu[1220 - zydel – mebel do siedzenia, podobny do taboretu. [przypis edytorski]], przez chwilę oczy trzymał zamknięte, jakby chcąc zebrać dawne wspomnienia, i wreszcie tak mówić począł:

– Sprowadził ich tu Wincenty z Szamotuł[1221 - Wincenty z Szamotuł – (zm. 1332), wojewoda poznański, brał udział w bitwie pod Płowcami. [przypis edytorski]]. Było mi wtedy dwanaście roków[1222 - roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]] i właśniem przybył tu z Cylii, skąd mnie wuj mój Petzoldt, kustosz, zabrał. Krzyżacy napadli w nocy na miasto i zaraz je podpalili. Widzieliśmy z murów, jako w rynku mężów, dzieci i niewiasty ścinali mieczami albo jako niemowlęta rzucali w ogień… Widziałem zabijanych i księży, gdyż w złości swej nie przepuszczali nikomu. A zdarzyło się, iż przeor Mikołaj, z Elbląga rodem będąc, znał komtura[1223 - komtur – zwierzchnik domu zakonnego bądź okręgu w zakonach rycerskich, do których zaliczali się krzyżacy. [przypis edytorski]] Hermana, który wojskiem przewodził. Wyszedł on tedy ze starszymi braćmi do owego lutego[1224 - luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]] rycerza i klęknąwszy przed nim, zaklinał go po niemiecku, aby się chrześcijańskiej krwi ulitował. Któren[1225 - któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]] mu rzekł: „Nie rozumiem” – i dalej rzezać ludzi nakazał. Wtedy to wycięto i zakonników, a z nimi wuja mego Petzoldta, a zasię Mikołaja koniowi do ogona przywiązali[1226 - koniowi do ogona przywiązali – włóczenie końmi, śrdw. forma egzekucji. [przypis edytorski]]… A nad ranem nie było jednego żywego człowieka w mieście, prócz Krzyżaków i prócz mnie, który się na belce ode dzwonu zataiłem. Bóg ich już pokarał za to pod Płowcami, ale oni ciągle na zgubę tego chrześcijańskiego Królestwa dybią i póty dybać będą, póki ich całkiem nie zetrze ramię boskie.

– Pod Płowcami[1227 - bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]] toż – odrzekł Zbyszko – wszyscy prawie mężowie z rodu mego wyginęli; ale ich nie żałuję, skoro Bóg króla Łokietka[1228 - Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. [przypis edytorski]] tak wielkim zwycięstwem udarował i dwadzieścia tysięcy Niemców wygubił.

– Doczekasz ty się jeszcze większej wojny i większych zwycięstw – rzekł przeor.

– Amen! – odpowiedział Zbyszko.

I poczęli mówić o czym innym. Młody rycerz wypytywał trochę o przekupnia relikwii, którego zdybał[1229 - zdybać (daw.) – spotkać. [przypis edytorski]] w drodze, i dowiedział się, iż wielu podobnych oszustów włóczy się po drogach, durząc[1230 - durzyć (daw.) – zwodzić, oszukiwać. [przypis edytorski]] łatwowiernych ludzi. Mówił mu także przeor, iż są bulle papieskie nakazujące biskupom ścigać podobnych przekupniów, i któren by nie miał prawdziwych listów i pieczęci, zaraz go sądzić. Ponieważ świadectwa owego włóczęgi wydały się przeorowi podejrzane, więc chciał go zaraz do jurysdykcji[1231 - jurysdykcja – prawo sądzenia spraw określonego typu bądź zdarzających się na określonym terytorium. [przypis edytorski]] biskupiej odesłać. Jeśliby się okazało, że prawdziwym jest wysłannikiem od odpustów, tedyby mu się krzywda nie stała. Ale on wolał uciec. Może jednak bał się mitręgi[1232 - mitręga – męczący wysiłek, strata czasu. [przypis edytorski]] w podróży – ale przez tę ucieczkę w jeszcze większe podejrzenie się podał.

Pod koniec odwiedzin zaprosił też przeor Zbyszka na odpoczynek i nocleg do klasztoru, lecz ów nie mógł się na to zgodzić, chciał bowiem wywiesić kartę przed gospodą z wyzwaniem na „walkę pieszą alibo konną” wszystkich rycerzy, którzy by zaprzeczyli, że panna Danuta Jurandówna jest najurodziwszą i najcnotliwszą dziewką w Królestwie – nie wypadało zaś żadną miarą wywieszać takowego wyzwania na furcie klasztornej. Ni przeor, ni inni księża nie chcieli mu nawet karty napisać, skutkiem czego młody rycerz wpadł w wielki kłopot i całkiem nie wiedział, jak sobie poradzić.

Aż dopiero po powrocie do gospody przyszło mu na myśl udać się o pomoc do przekupnia odpustów.

– Przeor zgoła nie wie, czyliś nie hultaj – rzekł – bo powiada tak: „Czego by się miał bać biskupiego sądu, gdyby prawe[1233 - prawy (daw.) – prawdziwy. [przypis edytorski]] miał świadectwa?” – Nie boję się też biskupa – odrzekł Sariderus – jeno mnichów, którzy się na pieczęciach nie znają. Właśnie chciałem do Krakowa jechać, ale że konia nie mam, więc muszę czekać, póki mi go ktoś nie podaruje. Ale tymczasem pismo poślę, do którego własną pieczęć przyłożę.

– Jam też sobie pomyślał, iż jeśli pokaże się, że znasz pismo, to będzie znak, żeś nie prostak. Ale jakże list poślesz?

– Przez jakiego pątnika[1234 - pątnik (daw.) – pielgrzym. [przypis edytorski]] albo wędrownego mnicha. Małoż to ludzi do Krakowa do grobu królowej jeździ?

– A mnie potrafisz kartę napisać?

– Wypiszę, panie, wszystko, co każecie – gładko a do rzeczy, choćby na desce.

– Lepiej, że na desce – rzekł uradowany Zbyszko – bo to się nie zedrze i na później się przyda.

Jakoż, gdy po upływie pewnego czasu pacholikowie znaleźli i przynieśli świeżą deskę, zabrał się Sanderus do pisania. Co tam napisał, tego Zbyszko przeczytać nie umiał, ale kazał zaraz przybić wyzwanie na wrotach, pod nim zaś zawiesić tarczę, której Turczynkowie pilnowali na przemian. Kto by w nią kopią uderzył, ten by dał znak, że wyzwanie przyjmuje. W Sieradzu jednak brakło widocznie ochotników do takich spraw, tego bowiem dnia ani nazajutrz do południa nie zadźwięczała tarcza ani razu od uderzenia – o południu zaś wybrał się strapiony nieco młodzieńczyk w dalszą drogę.

Jednakże przedtem jeszcze przyszedł do Zbyszka Sanderus i rzekł mu:

– Gdybyście, panie, wywiesili tarczę w krajach panów pruskich, pewnie by już teraz giermek musiał na was rzemienie od zbroi dociągać.

– Jak to! przecie Krzyżak, jako zakonnik, nie może mieć damy, w której się kocha, bo mu nie wolno.

– Nie wiem, czy im wolno, jeno wiem, że je miewają. Prawda, że Krzyżak bez zgorszenia do pojedynczej walki stanąć nie może, gdyż przysięga, że tylko za wiarę będzie się wespół z drugimi potykał, ale tam prócz zakonników siła jest i świeckich rycerzy z dalekich stron, którzy panom pruskim w pomoc przychodzą. Ci patrzą jeno, z kim by się sczepić, a szczególniej rycerze francuscy.

– O wa! widziałem ja ich pod Wilnem, a da Bóg zobaczę i w Malborgu.

Potrzeba mi pawich piór z hełmów, bom to ślubował – rozumiesz?

– Kupcie, panie, ode mnie dwie albo trzy krople potu św. Jerzego[1235 - św. Jerzy – męczennik z III-IV w., patron rycerzy. [przypis edytorski]], które wylał, ze smokiem walcząc. Żadna relikwia lepiej się rycerzowi nie przygodzi. Dacie mi za to konia, na którego kazaliście mi się przysiąść, to wam jeszcze i odpust dołożę za tę krew chrześcijańską, którą w walce przelejecie.

– Daj spokój, bo się zaś zgniewam. Nie będę twego towaru brał, póki nie wiem, czy dobry.

– Jedziecie, panie, jakoście rzekli, na dwór mazowiecki do księcia Janusza. Spytajcie się tam, ile relikwiów[1236 - relikwiów – dziś popr.: relikwii. [przypis edytorski]] ode mnie nabrali – i sama księżna, i rycerze, i panny na weselach, na których byłem.

– Na jakich weselach? – zapytał Zbyszko.

– Jako zwyczajnie przed adwentem. Żenili się rycerze jeden przez drugiego, bo ludzie prawią, że będzie wojna między królem polskim a pruskimi pany o ziemię dobrzyńską… Mówi też sobie poniektóry: „Bogu wiadomo, czy żyw będę” – i chce przedtem szczęśliwości z niewiastą zażyć.

Zbyszka zajęła mocno wieść o wojnie, ale jeszcze mocniej to, co Sanderus mówił o zamęściach, więc zapytał:

– Jakież tam dziewki się wydały?

– A dwórki księżny. Nie wiem, czy jedna ostała, bom słyszał, jako księżna mówiła, że przyjdzie jej nowych służebnych niewiast[1237 - niewiasta służebna – służąca. [przypis edytorski]] szukać.

Usłyszawszy to, Zbyszko umilkł na chwilę, po czym spytał nieco zmienionym głosem:

– A panna Danuta Jurandówna, której imię na desce stoi, też się wydała?

Sanderus zawahał się z odpowiedzią, naprzód dlatego, że sam nic dobrze nie wiedział, a po wtóre, że pomyślał, iż utrzymując rycerza w niepewności, nabierze nad nim pewnej przewagi i potrafi go lepiej wyzyskać. Już on poprzednio rozważył to w duszy, iż należy mu się trzymać tego rycerza, któren poczet miał zacny i opatrzon był dostatnio. Sanderus znał się na ludziach i na rzeczach. Wielka młodość Zbyszka pozwalała mu przypuszczać, że będzie to pan hojny a nieopatrzny[1238 - nieopatrzny – nieostrożny. [przypis edytorski]] i łatwo groszem rzucający. Zobaczył już był także ową kosztowną zbroję mediolańską i ogromne ogiery bojowe, których byle kto posiadać nie mógł – więc powiedział sobie, że przy takim paniątku będzie się miało i gościnność po dworach zapewnioną, i niejedną sposobność do zyskownej sprzedaży odpustów, i bezpieczeństwo w drodze – i wreszcie obfitość jadła i napoju, o którą mu przede wszystkim chodziło.

Zatem, usłyszawszy Zbyszkowe pytanie, namarszczył czoło, podniósł w górę oczy, jakby natężając pamięć, i odrzekł:

– Panna Danuta Jurandówna… A skąd ona jest?

– Jurandówna Danuta ze Spychowa.

– Widziałem ci ja je wszystkie, ale jak tam na którą wołali – nie bardzo pomnę[1239 - pomnieć (daw.) – pamiętać. [przypis edytorski]].

– Młódka[1240 - młódka (daw.) – młoda dziewczyna. [przypis edytorski]] to jeszcze jest, na luteńce grywająca, która śpiewaniem księżnę rozwesela.

– Aha… młódka… na luteńce[1241 - lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]] grywająca… wychodziły i młódki… Nie czarnać ona jest jako agat?

Zbyszko odetchnął.

– To nie ta! Tamta biała jako śnieg, jeno na jagodach[1242 - jagody (daw.) – policzki. [przypis edytorski]] rumiana – i płowa[1243 - płowy (daw.) – (o włosach) jasny. [przypis edytorski]].

A na to Sanderus:

– Bo jedna, czarna jak agat[1244 - agat – kamień półszlachetny, przyjmujący różne barwy. [przypis edytorski]], przy księżnie ostała, a inne prawie wszystkie się wydały.

– Przecie mówisz, że „prawie wszystkie”, to się znaczy, że nie co do jednej. Na miły Bóg, chcesz-li ode mnie co mieć, to sobie przypomnij.

– Tak we trzy albo cztery dni to bym sobie przypomniał – a najmilszy byłby mi koń, który by moje święte towary nosił.

– To go dostaniesz, byleś prawdę rzekł.

Wtem Czech, który słuchał tej rozmowy od początku i uśmiechał się w garść, ozwał się:

– Prawda będzie wiadoma na mazowieckim dworze.

Sanderus popatrzył na niego przez chwilę, po czym rzekł:

– A to myślisz, że się dworu mazowieckiego boję?

– Ja nie mówię, że się dworu mazowieckiego boisz, jeno że zaraz ni też po trzech dniach z koniem nie odjedziesz, a pokaże się li, żeś zełgał, to i na własnych nogach nie odejdziesz, bo ci je Jego Miłość każe połamać.

– Jako żywo! – rzekł Zbyszko.

Sanderus pomyślał, że wobec takiej zapowiedzi lepiej być ostrożnym, i odrzekł:

– Gdybym chciał zełgać, to byłbym od razu powiedział, że się wydala albo że się nie wydała, a ja rzekłem: nie pomnę. Żebyś miał rozum, to byś zaraz cnotę moją z tej odpowiedzi wymiarkował.

– Nie brat mój rozum twojej cnocie, bo ona może być psu siostra.

– Nie szczeka moja cnota, jako twój rozum; a kto za życia szczeka, ten snadnie[1245 - snadnie (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]] może wyć po śmierci.

– I pewnie! Twoja cnota nie będzie po śmierci wyła, jeno zgrzytała, chyba że za życia na usługach diabłu zęby straci.

I poczęli się kłócić, gdyż Czech wartki[1246 - wartki (daw.) – prędki, szybki. [przypis edytorski]] miał język i na każde słowo Niemca dwa znajdował. Lecz tymczasem dał Zbyszko rozkaz odjazdu i niebawem ruszyli, wypytawszy wprzód dobrze ludzi bywałych o drogę do Łęczycy.

Wkrótce za Sieradzem wjechali w głuche bory, którymi większa część kraju była porośnięta. Lecz środkiem ich szedł gościniec, miejscami nawet okopany, miejscami na nizinach wymoszczony okrąglakami, zabytek króla Kazimierzowej gospodarki[1247 - Kazimierzowe – aluzja do Kazimierza Wielkiego i poprawy standardów cywilizacyjnych w Polsce za jego czasów. [przypis edytorski]]. Wprawdzie po jego śmierci wśród zawieruchy wojennej, jaką wzniecili Nałęcze i Grzymalici[1248 - wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]], podupadły nieco drogi, lecz za Jadwigi po uspokojeniu Królestwa zawrzały znów w rękach zabiegłego[1249 - zabiegły – od „zabiegać”, czynić starania. [przypis edytorski]] ludu łopaty po bagnach, siekiery po lasach i pod koniec jej życia wszędzie już kupiec mógł między znaczniejszymi grodami prowadzić swoje ładowne wozy bez obawy, iż mu się połamią wśród wybojów lub pogrzęzną w młakach[1250 - młaka – bagno. [przypis edytorski]]. Zwierz chyba dziki lub zbóje mogli wstręt czynić[1251 - wstręt czynić (daw.) – przeszkadzać. [przypis edytorski]] po drogach, lecz od zwierza były kaganki na noc, zaś kusze do obrony w dzień, a zbójów, zawalidrogów mniej było niż w krajach ościennych. Zresztą, kto jechał z pocztem i zbrojny, ten mógł się niczego nie obawiać.

Zbyszko też nie obawiał się zbójów ni zbrojnych rycerzy, a nawet i nie myślał o nich, gdyż opadł go srogi niepokój – i duszą całą był na mazowieckim dworze. Zastanie-li jeszcze swoją Danuśkę dwórką księżny, czyli też żoną jakiego mazowieckiego rycerza – sam nie wiedział i od rana do nocy bił się z myślami nad tym pytaniem. Czasem wydawało mu się to niepodobieństwem, by ona miała o nim zapomnieć – lecz chwilami przychodziło mu do głowy, że może Jurand przybył na dwór ze Spychowa i wydał dziewkę za mąż za jakiego sąsiada lub przyjaciela. Mówił on przecie jeszcze w Krakowie, że nie Zbyszkowi Danusia pisana i że mu jej oddać nie może – więc widocznie przyrzekł ją komuś innemu, widocznie był związan przysięgą, a teraz przysięgi dotrzymał. Zbyszkowi, gdy o tym myślał, zdało się rzeczą pewną, że już nie ujrzy Danuśki dziewczyną[1252 - dziewczyna – tu: panna, osoba niezamężna. [przypis edytorski]]. Wołał wówczas Sanderusa i znów go badał, znów wypytywał, ale ów mącił coraz bardziej. Nieraz już, już przypominał sobie dwórkę Jurandównę i jej wesele – a potem nagle wsadzał palec w usta, zamyślał się i odpowiadał: „Chyba nie ta!” W winie, które mu miało jasność w głowie czynić, nie odnajdował też Niemiec pamięci – i trzymał ciągle młodego rycerza między śmiertelną obawą a nadzieją.

Jechał więc Zbyszko w trosce, zmartwieniu i niepewności. Po drodze nie myślał już wcale ni o Bogdańcu, ni o Zgorzelicach, tylko o tym, co mu należy czynić. Przede wszystkim należało jechać dowiedzieć się prawdy na mazowieckim dworze, jechał więc spiesznie, zatrzymując się tylko na krótkie noclegi po dworach, gospodach i miastach, aby koni nie zniszczyć. W Łęczycy kazał wywiesić znów deskę z wyzwaniem przed bramą, rozumując sobie w duszy, że czy Danuśka jeszcze trwa w panieńskim stanie, czy za mąż wyszła, zawsze jest panią jego serca i potykać się o nią powinien. Ale w Łęczycy nie bardzo kto umiał wyzwanie przeczytać, ci zaś z rycerzy, którym odczytali je biegli w piśmie klerycy, wzruszali ramionami, nie znając obcego obyczaju i mówiąc: „Głupi to jakiś jedzie, bo jakże mu kto ma przyświadczyć albo się sprzeciwić, skoro onej dziewki na oczy nie widział”. A Zbyszko jechał dalej w coraz większym strapieniu i z coraz większym pośpiechem.

Nigdy on nie ustawał kochać swojej Danuśki, ale w Bogdańcu i w Zgorzelicach „uradzając” prawie co dzień z Jagienką i patrząc na jej urodę, nie tak często o tamtej myślał, a teraz dniem i nocą nie schodziła mu ni z oczu, ni z pamięci, ni z myśli. We śnie nawet widywał ją przed sobą, przetowłosą[1253 - przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]], z lutnią w ręku, w czerwonych trzewikach i z wianeczkiem na głowie. Wyciągała do niego ręce, a Jurand ją od niego odciągał. Rankiem, gdy sny pierzchały, przychodziła zaraz na ich miejsce tęsknota większa, niż była przedtem – i nigdy tak Zbyszko tej dziewczyny nie kochał w Bogdańcu, jak zaczął ją kochać właśnie teraz, gdy nie był pewien, czy mu jej nie zabrali. Przychodziło mu też do głowy, że pewnie ją po niewoli wydali, więc jej w duszy nie oskarżał, zwłaszcza że dzieckiem będąc, woli swej jeszcze mieć nie mogła. Burzył się natomiast w duszy przeciw Jurandowi i przeciw księżnie Januszowej, a gdy pomyślał o Danusinym mężu, zaraz serce podnosiło mu się aż po szyję w piersiach i groźnie się na pachołków, wiozących pod oponami[1254 - opona (daw.) – zasłona, tu zapewne: opończa. [przypis edytorski]] zbroje, oglądał. Układał też sobie, że służyć jej nie przestanie i że choćby ją cudzą żoną zastał, to pawie grzebienie złożyć jej u nóg musi. Ale było w tej myśli więcej żalu niż pociechy, bo całkiem nie wiedział, co pocznie potem.

Pocieszała go tylko myśl o wielkiej wojnie. Chociaż nie chciało mu się bez Danuśki żyć, nie obiecywał sobie, że koniecznie zginie, natomiast czuł, że tak mu się jakoś zapodzieje w czasie wojny dusza i pamięć, iż zbędzie wszelkich innych trosk i frasunków[1255 - frasunek (daw.) – smutek. [przypis edytorski]]. A wielka wojna wisiała jakby w powietrzu. Nie wiadomo było, skąd się brały o niej wieści, gdyż między królem a Zakonem panował spokój – a jednakże wszędy, gdzie Zbyszko zajechał, nie mówiono o niczym innym. Ludzie mieli jakby przeczucie, że to nastąpić musi, a niektórzy mówili otwarcie: „Po cóż nam się było z Litwą łączyć, jeśli nie przeciw onym wilkom krzyżackim? Raz więc trzeba z nimi skończyć, aby zaś dłużej nie szarpali nam wnętrzności”. Inni wszelako powiadali: „Szaleni mnichowie! mało im było Płowców! Śmierć jest nad nimi, a oni jeszcze ziemię dobrzyńską[1256 - ziemia dobrzyńska – obszar na wschód od Torunia, zagarnięty przez Krzyżaków wskutek bezprawnej umowy z księciem Władysławem Opolczykiem. [przypis edytorski]] porwali, którą wraz z krwią wyrzygać muszą”. I gotowano się po wszystkich ziemiach Królestwa poważnie, bez chełpliwości, jako zwyczajnie do boju na śmierć i życie, ale z głuchą zawziętością potężnego ludu, który zbyt długo krzywdy znosił i wreszcie do wymierzenia straszliwej kary się gotował. Po wszystkich dworach spotykał Zbyszko ludzi przekonanych, że lada dzień trzeba będzie na koń siadać, i aż dziwił się temu, albowiem mniemając również jak i inni, że do wojny przyjść musi, nie słyszał jednak o tym, by miała nastąpić tak prędko. Nie przyszło mu wszelako do głowy, że ludzka chęć wyprzedza w tym razie[1257 - w tym razie (daw.) – w tej sytuacji, w tym momencie. [przypis edytorski]] wypadki. Wierzył innym, nie sobie, i radował się w sercu na widok owej przedwojennej krzątaniny, którą na każdym spotykał kroku. Wszędzie wszystkie inne troski ustępowały trosce o konie i zbroje, wszędzie oglądano w wielkim skupieniu kopie, miecze, topory, rohatyny[1258 - rohatyna (z ukr.) – włócznia z grotem zaopatrzonym w hak, aby po wbiciu trudniej ją było wyciągnąć. [przypis edytorski]], hełmy, pancerze, rzemienie przy napierstnikach[1259 - napierstnik a. napierśnik – część zbroi osłaniająca pierś. [przypis edytorski]] i kropierzach[1260 - kropierz – długa kapa osłaniająca konia. [przypis edytorski]]. Kowale dzień i noc bili młotami w żelazne blachy, kowając zbroje grube, ciężkie, które by ledwie dźwignąć mogli wytworni rycerze z Zachodu, ale które z łatwością nosili krzepcy „dziedzice” z Wielkopolski i Małopolski. Starcy wydobywali ze skrzyń w alkierzach[1261 - alkierz (daw.) – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]] spleśniałe worki z grzywnami[1262 - grzywna – śred. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]] na wojenną wyprawę dla dzieci. Raz nocował Zbyszko u możnego szlachcica Bartosza z Bielaw, który mając dwudziestu dwóch tęgich synów, zastawił liczne ziemie klasztorowi w Łowiczu, aby zakupić dwadzieścia dwa pancerze, tyleż hełmów i innych przyborów na wojnę.

Więc Zbyszko, choć o tym w Bogdańcu nie słyszał, myślał także, że zaraz przyjdzie do Prus pociągnąć, i dziękował Bogu, że tak przednio jest na wyprawę opatrzon. Jakoż zbroja jego budziła powszechny podziw. Brano go za wojewodzińskie dziecko, a gdy powiadał ludziom, że prostym jest tylko szlachcicem i że taką zbroję można u Niemców kupić, byle godnie toporem zapłacić, wzbierały serca ochotą wojenną. Lecz niejeden na widok tej zbroi nie mogąc pożądliwości potłumić, doganiał Zbyszka na gościńcu i mówił: „Nuż byś się o nią spotkał?” Ale on, mając drogę pilną, nie chciał się potykać, a Czech kuszę naciągał. Przestał nawet Zbyszko wywieszać po gospodach deskę z wyzwaniem, albowiem pomiarkował, iż im głębiej od granic w kraj wjeżdżał, tym mniej się ludzie na tym rozumieli i tym bardziej poczytywali go za głupiego.

Na Mazowszu mniej ludzie mówili o wojnie. Wierzyli i tu, że będzie, ale nie wiedzieli kiedy. W Warszawie spokój był, tym bardziej że dwór bawił w Ciechanowie, który książę Janusz[1263 - Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]] po dawnym napadzie litewskim przebudowywał, a raczej całkiem na nowo wznosił, gdyż z dawnego został tylko zamek. W grodzie warszawskim przyjął Zbyszka Jaśko Socha, starosta zamkowy, syn wojewody Abrahama, który pod Worsklą[1264 - bitwa nad Worsklą – stoczona w połowie sierpnia 1399 między wojskami rusko–litewskimi dowodzonymi przez wlk. księcia Witolda, wspierającymi starającego się odzyskać władzę Tochtamysza a Tatarami pod wodzą Edygeja. Litwini ponieśli klęskę. [przypis edytorski]] poległ. Jaśko znał Zbyszka, gdyż był z księżną w Krakowie, więc też i ugościł go z radością – on zaś, nim do jadła i napoju zasiadł, zaraz począł go wypytywać o Danusię i o to, czy się wraz z innymi dwórkami księżny nie wydała.

Lecz Socha nie umiał mu na to odpowiedzieć. Księstwo bawili na zamku ciechanowskim od wczesnej jesieni. W Warszawie została tylko garść łuczników i on dla straży. Słyszał, że były w Ciechanowie różne uciechy i wesela, jak bywa zwyczajnie przed adwentem, ale która by z dwórek za mąż poszła, a która się ostała, o to, jako człek żonaty, nie wypytywał.

– Myślę wszelako – mówił – że Jurandówna się nie wydała, gdyżby się to bez Juranda obyć nie mogło, a nie słyszałem, aby przyjeżdżał. Bawią też u księstwa w gościnie dwaj bracia zakonni, komturowie[1265 - komtur – zwierzchnik domu zakonnego bądź okręgu w zakonach rycerskich, do których zaliczali się krzyżacy. [przypis edytorski]], jeden z Jansborku, a drugi ze Szczytna, a z nimi podobno jacyś goście zagraniczni – a wtedy Jurand nigdy nie przyjeżdża, gdyż jego widok białego płaszcza do szaleństwa zaraz przywodzi. Nie było zasię Juranda, nie było i wesela! A chcesz, to poślę ci gończego zapytać, któremu pilno wracać każę, choć jako żywo tak myślę, że Jurandównę w panieńskim jeszcze stanie napotkasz.

– Sam zaraz jutro pojadę, ale za pociechę Bóg ci zapłać. Niech jeno konie odpoczną, to pojadę, gdyż nie będę miał spokoju, póki się prawdy nie dowiem, Bóg ci wszelako zapłać, bo zaraz mi ulżyło.

Socha nie poprzestał jednak na tym i począł się przepytywać między szlachtą bawiącą przygodnie w zamku i między żołnierzami, czy kto czego o weselu Jurandówny nie słyszał. Nie słyszał jednak nikt – choć znaleźli się tacy, którzy byli w Ciechanowie, a nawet i na niektórych weselach: „Chybaby kto ją wziął w ostatnich tygodniach albo w ostatnich dniach”. Jakoż mogło się i tak zdarzyć, gdyż w owych czasach nie tracili ludzie czasu na namysł. Ale tymczasem Zbyszko poszedł spać wielce pokrzepiony. Już w łożu będąc, namyślał się, czy nie odpędzić nazajutrz Sanderusa, pomyślał jednak, że hultaj może mu się dla swej znajomości niemieckiej mowy przydać wówczas, gdy się przeciw Lichtensteinowi wybierze. Pomyślał także, że Sanderus nie okłamał go, a chociaż był nabytkiem kosztownym, gdyż jadł i pił po gospodach za czterech, był jednak usłużny i okazywał nowemu panu pewne przywiązanie. Nadto posiadał także sztukę pisania, czym górował nad giermkiem Czechem i nad samym Zbyszkiem.

To wszystko sprawiło, iż młody rycerz pozwolił mu jechać ze sobą do Ciechanowa, z czego Sanderus był rad nie tylko dla wiktu[1266 - wikt – wyżywienie. [przypis edytorski]], ale i dlatego, iż zauważył, że w zacnym towarzystwie więcej wzbudza ufności i łacniej[1267 - łacno (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]] znajduje kupców na swój towar. Po jeszcze jednym noclegu w Nasielsku, jadąc ni zbyt wartko, ni zbyt wolno, ujrzeli następnego dnia pod wieczór mury ciechanowskiego zamku. Zbyszko zatrzymał się w gospodzie, aby wdziać na się zbroję i wjechać obyczajem rycerskim do zamku, w hełmie i z kopią w ręku – za czym siadł na olbrzymiego zdobycznego ogiera i uczyniwszy w powietrzu znak krzyża – ruszył przed siebie.

Lecz nie ujechał i dziesięciu kroków, gdy jadący z tyłu Czech porównał się z nim i rzekł:

– Wasza miłość, rycerze jacyś za nami walą, Krzyżaki chyba czy co?

Zbyszko zawrócił konia i nie dalej jak na pół stajania za sobą ujrzał okazały poczet, na którego czele jechało dwóch rycerzy na tęgich pomorskich koniach, obaj w pełnych zbrojach, każdy w białym płaszczu z czarnym krzyżem i w hełmie z wysokim pawim pióropuszem.




Конец ознакомительного фрагмента.


Текст предоставлен ООО «ЛитРес».

Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию (https://www.litres.ru/pages/biblio_book/?art=55843870) на ЛитРес.

Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.



notes



1


luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]




2


tur – wymarły dziki ssak z rzędu parzystokopytnych. [przypis edytorski]




3


kord – krótki miecz. [przypis edytorski]




4


ziemianin – właściciel majątku ziemskiego, obszarnik, dziedzic. [przypis edytorski]




5


konew (daw.) – duże naczynie. [przypis edytorski]




6


sytny (daw.) – sycący, pożywny. [przypis edytorski]




7


stągiewka (daw.) – mała stągiew; stągiew – wysokie naczynie o szerokim dnie. [przypis edytorski]




8


Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. Walcząc o władzę, musiał zbrojnie stłumić bunt mieszczaństwa krakowskiego pod wodzą wójta Alberta (1311–1312), stąd wzmianka o napięciach między mieszczaństwem a stanem rycerskim. [przypis edytorski]




9


ad concessionem pecuniarum (łac.) – do wydawania pieniędzy. [przypis edytorski]




10


gotowy grosz (daw.) – gotówka. [przypis edytorski]




11


gody – święto. [przypis edytorski]




12


prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]




13


gonitwy w szrankach – konkurencje konne na turnieju rycerskim; szranki – ogrodzenie placu, na którym odbywał się turniej. [przypis edytorski]




14


kmotr, kumotr – dawne określenie grzecznościowe, gdzie indziej także: kum, ojciec chrzestny. [przypis edytorski]




15


rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]




16


gad (daw.) – małe zwierzęta, robactwo bądź szkodniki. [przypis edytorski]




17


rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]




18


szranki – ogrodzenie placu, na którym odbywał się turniej, przen. sam turniej. [przypis edytorski]




19


zowią (daw.) – dziś popr.: nazywają. [przypis edytorski]




20


rodzonego – brata. [przypis edytorski]




21


Tępa Podkowa – autentyczny herb: złoty krzyż pod białą podkową na niebieskim polu. [przypis edytorski]




22


zawołanie – hasło służące do zwoływania rodu, np. w czasie bitwy, umieszczane w górnej części herbu; nie występuje w heraldyce innych krajów. [przypis edytorski]




23


wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]




24


zasie – dziś popr.: zaś. [przypis edytorski]




25


kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]




26


Jan z Oleśnicy – (zm. 1413), wielkorządca Litwy, starosta krakowski. [przypis edytorski]




27


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




28


opatrzyłem się – dziś: zaopatrzyłem się. [przypis edytorski]




29


podjezdek – koń mniejszej wartości, słaby a. młody. [przypis edytorski]




30


pawęż (daw.) – wysoka, czworokątna tarcza z drewna obitego skórą lub blachą. [przypis edytorski]




31


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




32


siedziało książę – w dawnej polszczyźnie wyraz ”książę” miał rodzaj nijaki. [przypis edytorski]




33


najprzedniejszy (daw.) – najlepszy, najwyższej jakości. [przypis edytorski]




34


Burgund – mieszkaniec Burgundii, regionu w centralnej Francji. [przypis edytorski]




35


dzieci Beliala – przen. poganie; Belial a. Baal – bożek pogański wspominany w Starym Testamencie. [przypis edytorski]




36


Mikołaj z Moskorzowa – dowódca obrony górnego zamku w Wilnie w r. 1390. [przypis edytorski]




37


zamkuście nie dali – gdy Krzyżacy zaatakowali Wilno w jesieni 1390, górny zamek obroniła załoga dowodzona przez Mikołaja Moskarzewskiego; w obronie zamku dolnego dowodził i zginął wówczas brat Jagiełły, Korygiełło. [przypis edytorski]




38


tedy (daw.) – więc, zatem. [przypis edytorski]




39


służały – mający za sobą długą służbę (w domyśle: w wojsku), doświadczony. [przypis edytorski]




40


potykać się – walczyć. [przypis edytorski]




41


chrobry – dzielny, odważny. [przypis edytorski]




42


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




43


przedziać (daw.) – przeszyć, przebić; por. „nadziać”. [przypis edytorski]




44


brzeszczot – ostrze, tu: miecz. [przypis edytorski]




45


przymawiać – czynić zarzuty a. wymówki. [przypis edytorski]




46


Saraceni – Arabowie, muzułmanie, przen. poganie; w czasie opisywanym w powieści w Hiszpanii trwała rekonkwista, to jest odbijanie ziem zajętych przez Saracenów. Tu ogólnie o poganach. [przypis edytorski]




47


sąd boży – w średniowieczu pojedynek sądowy, mający dowieść racji jednej ze stron i uważany za dowód. [przypis edytorski]




48


zrok (daw.) – umówione miejsce i czas spotkania. [przypis edytorski]




49


Wacław IV Luksemburski (1361–1419) – król niemiecki 1378–1400 i czeski 1378–1419, nazywany tu „rzymskim” przez wzgląd na tradycję Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. [przypis edytorski]




50


kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]




51


chrobry – dzielny, odważny. [przypis edytorski]




52


zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]




53


Saraceni – Arabowie, muzułmanie, przen. poganie; w czasie opisywanym w powieści w Hiszpanii trwała rekonkwista, to jest odbijanie ziem zajętych przez Saracenów. Tu ogólnie o poganach. [przypis edytorski]




54


każden – dziś popr.: każdy. [przypis edytorski]




55


gdy diabła w katedrze w Płocku na ziem zrzucono, kazał mu ogarek postawić – anegdota dotyczy udziału Jagiełły w misterium wielkanocnym, w trakcie którego zrzucano na ziemię postać pokonanego diabła. Wzięło się stąd przysłowie „Stawiać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. [przypis edytorski]




56


kniaź – książę. [przypis edytorski]




57


sparszeć – nabawić się grzybicy głowy, zwanej parchem. [przypis edytorski]




58


drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]




59


numa – litewska chata z ziemi i nieociosanych bierwion. [przypis edytorski]




60


ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]




61


tęskności – dziś popr.: tęsknoty. [przypis edytorski]




62


mecher – pęcherz. [przypis edytorski]




63


jarzębowym – jarzębinowym. [przypis edytorski]




64


przedaż – dziś popr.: sprzedaż. [przypis edytorski]




65


skojec – średniowieczna moneta, 1/24 grzywny. [przypis edytorski]




66


trefić – układać w loki. [przypis edytorski]




67


jedle – dziś: jadle, jedzeniu. [przypis edytorski]




68


człeku – dziś popr.: człowiekowi. [przypis edytorski]




69


jafer – borówka (wzięte z gwary podhalańskiej, za pomocą której Sienkiewicz naśladował język staropolski). [przypis edytorski]




70


żywot (daw.) – brzuch. [przypis edytorski]




71


Ryngałła – (ok. 1367 – ok. 1430), córka księcia trockiego Kiejstuta oraz Biruty, siostra Witolda. [przypis edytorski]




72


pochutnica – kobieta lekkich obyczajów. [przypis edytorski]




73


Witoldowa – dziś popr.: Witolda. [przypis edytorski]




74


Henryk – najmłodszy syn księcia mazowieckiego Ziemowita III, miał niższe święcenia kapłańskie. Dla małżeństwa z Ryngałłą zrezygnował z godności biskupa płockiego. [przypis edytorski]




75


książę mazowieckie – w dawnej polszczyźnie wyraz ”książę” był rodzaju nijakiego. [przypis edytorski]




76


dyspensa – wydawane w szczególnych przypadkach zwolnienie z obowiązku przestrzegania któregoś z przepisów prawa kościelnego. [przypis edytorski]




77


pierwej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]




78


postępkiem swoim – tj. rezygnacją ze święceń kapłańskich. [przypis edytorski]




79


krwie – dziś popr.: krwi; z tej krwie oznacza: tego rodu. [przypis edytorski]




80


clerici (łac.) – klerycy. [przypis edytorski]




81


awinioński – w latach 1378–1417 na skutek tarć politycznych wśród kardynałów oraz działań królów Francji wielokrotnie wybierano dwóch, a nawet trzech papieży jednocześnie. Obóz związany z Francją stworzył drugą siedzibę papieską w mieście Avingon. Obecnie papieże awiniońscy uznawani są za antypapieży (osoby nieprawnie sprawujące ten urząd), a okres ten określany jest mianem „wielkiej schizmy zachodniej”. W czasie przedstawianym w powieści papieżem awiniońskim był Benedykt XIII, a rzymskim – Bonifacy IX. [przypis edytorski]




82


zlisić się (daw.) – zrazić się, zniechęcić. [przypis edytorski]




83


być za elektem – być żoną biskupa-elekta. [przypis edytorski]




84


śpik – dziś popr.: szpik. [przypis edytorski]




85


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




86


Jan Farurej z Garbowa – rycerz, brat Zawiszy Czarnego. [przypis edytorski]




87


Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




88


Paweł (Paszko) zwany Złodziej z Biskupic – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




89


Abdank a. Awdaniec – średniowieczny ród rycerski. [przypis edytorski]




90


Krystyn z Ostrowa – (1352–1430), marszałek dworu królowej Jadwigi, w bitwie pod Grunwaldem wystawił własną chorągiew. [przypis edytorski]




91


Jakub z Kobylan – (zm. 1454), rycerz i dowódca, w latach 1425–1430 marszałek dworu wielkiego księcia litewskiego Witolda. [przypis edytorski]




92


knykcie – stawy w palcach u rąk bądź odcinki między tymi stawami. [przypis edytorski]




93


komes – dostojnik dworski bądź zarządca okręgu. [przypis edytorski]




94


nieprzyjaciel z Awinionu – antypapież. [przypis edytorski]




95


zgoda między królem a kniaziem Witoldem na Niemcach skrupiła – sens: skutki tej zgody spadły na Niemców. [przypis edytorski]




96


siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]




97


Świdrygiełło – (ok. 1370-1452), najmłodszy brat Jagiełły, przeciwnik unii polsko-litewskiej, często spiskujący z Krzyżakami. [przypis edytorski]




98


Konrad von Jungingen – (1355–1407) wielki mistrz zakonu krzyżackiego w latach 1393–1407, zręczny polityk, umiejętnie rozgrywający konflikty między książętami litewskimi. [przypis edytorski]




99


Ulrich von Jungingen – 1360–1410, wielki mistrz zakonu krzyżackiego, zginął w bitwie pod Grunwaldem. W momencie przedstawianym w książce wielkim mistrzem zakonu był jego brat, Konrad. [przypis edytorski]




100


kniaź – książę. [przypis edytorski]




101


żelezie – dziś popr.: żelazie. [przypis edytorski]




102


nadmiar – ponad zwykłą miarę, nadmiernie. [przypis edytorski]




103


praw – znaczenie: ma rację. [przypis edytorski]




104


naniecić, rozniecić – rozpalić. [przypis edytorski]




105


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




106


czeladź – służba. [przypis edytorski]




107


Kiejstutówna – córka Kiejstuta; Kiejstut – (ok. 1310–1382), książę trocki, wielki książę litewski w ostatnich latach życia, skonfliktowany z Władysławem Jagiełłą i uwięziony przez niego w Krewie, gdzie zmarł. [przypis edytorski]




108


Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




109


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




110


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




111


ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]




112


siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]




113


księżna Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




114


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




115


pacholik – chłopiec. [przypis edytorski]




116


rybałt – wędrowny muzyk lub śpiewak. [przypis edytorski]




117


gęśle (muz.) – ludowy instrument smyczkowy, podobny do skrzypiec. [przypis edytorski]




118


młódka (daw.) – młoda dziewczyna. [przypis edytorski]




119


z dworzany – dziś popr.: z dworzanami. [przypis edytorski]




120


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]




121


siestra – błąd w stylizacji, taka wymowa możliwa była na wschodzie Polski, a z tekstu wynika, że Bogdaniec leżał w Wielkopolsce. [przypis edytorski]




122


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




123


bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]




124


Witold Kiejstutowicz, zwany wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




125


gotuje (daw.) – przygotowuje. [przypis edytorski]




126


ziścić się – spełnić się. [przypis edytorski]




127


przeciw którym nikomu niesporo – sens: nikt nie ma ochoty na potyczkę z nimi. [przypis edytorski]




128


roków – dziś popr.: lat. [przypis edytorski]




129


blach – tj. zbroi. [przypis edytorski]




130


Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]




131


pokrewnych – krewnych. [przypis edytorski]




132


kur (daw.) – kogut. [przypis edytorski]




133


jutrznia – pierwsza część katolickiej liturgii godzin (siedmiu codziennych modlitw, do których zobowiązane są osoby ze święceniami duchownymi), odmawiana o wschodzie słońca. [przypis edytorski]




134


rybałt – wędrowny muzyk lub śpiewak. [przypis edytorski]




135


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




136


jasełka – widowiska teatralne na temat Bożego Narodzenia, wzorowane na średniowiecznych misteriach franciszkańskich. [przypis edytorski]




137


pomieszanie – zmieszanie, zakłopotanie. [przypis edytorski]




138


Za Jasiem do Śląska – pieśń ludowa spotykana w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. [przypis edytorski]




139


chciwie – chętnie. [przypis edytorski]




140


komes – tu raczej w znaczeniu „możny rycerz” niż jako urząd. [przypis edytorski]




141


przedchorągiewny – rycerz walczący w pierwszym szeregu, przed sztandarem chorągwi (dawnej jednostki wojskowej), do której należy. [przypis edytorski]




142


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




143


dyć (gw.) – przecież. [przypis edytorski]




144


miesiąc (daw.) – księżyc. [przypis edytorski]




145


szyba kościelna – chodzi o witraż. [przypis edytorski]




146


grabia – hrabia; Sienkiewicz nadaje Jurandowi ze Spychowa już trzeci nie odpowiadający sytuacji tytuł. [przypis edytorski]




147


gładka – tu: piękna. [przypis edytorski]




148


siła (daw.) – wielu. [przypis edytorski]




149


pomorzył (daw.) – zabił. [przypis edytorski]




150


nabrały – napęczniały. [przypis edytorski]




151


długo książę w niewoli u nich siedział – w 1393 r.; Sienkiewicz prawdopodobnie przesadza na temat czasu trwania niewoli. [przypis edytorski]




152


troczyć – przywiązać. [przypis edytorski]




153


halebarda – dziś popr.: halabarda. [przypis edytorski]




154


rubież – granica, pogranicze. [przypis edytorski]




155


przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]




156


pawęż (daw.) – wysoka, czworokątna tarcza z drewna obitego skórą lub blachą. [przypis edytorski]




157


bydlić (daw.) – mieszkać, przebywać. [przypis edytorski]




158


radziej (daw.) – chętniej. [przypis edytorski]




159


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




160


luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]




161


frasować się (daw.) – martwić się. [przypis edytorski]




162


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]




163


nie cudna temu chłopcu wojna – sens: wojna nie jest dla niego niczym nowym. [przypis edytorski]




164


roków – dziś popr.: lat. [przypis edytorski]




165


nowotny (daw.) – nowy. [przypis edytorski]




166


wiskać – prawdopodobnie od iskać, drapać. [przypis edytorski]




167


otrok (daw.) – chłopak. [przypis edytorski]




168


nie idzie (daw.) – nie uchodzi, nie wypada. [przypis edytorski]




169


gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]




170


łagiew (daw.) – naczynie podróżne. [przypis edytorski]




171


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




172


łuby – kosze, bagaże. [przypis edytorski]




173


pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]




174


jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]




175


kord – krótki miecz. [przypis edytorski]




176


fryzyjski – pochodzący z Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




177


ślachcic – dziś popr.: szlachcic. [przypis edytorski]




178


jen (daw.) – który. [przypis edytorski]




179


kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]




180


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




181


wartki (daw.) – prędki (tu: do bójki). [przypis edytorski]




182


samoczwart (daw.) – we czterech. [przypis edytorski]




183


podjezdek – koń mniejszej wartości, słaby a. młody. [przypis edytorski]




184


kowany (daw.) – kuty, wykuty. [przypis edytorski]




185


doźrzeć – dziś popr.: dojrzeć. [przypis edytorski]




186


garncówka – właśc.: półgarncówka, naczynie o objętości pół garnca. [przypis edytorski]




187


nieruchomie – dziś popr.: nieruchomo. [przypis edytorski]




188


kur (daw.) – kogut. [przypis edytorski]




189


połóg – około sześciotygodniowy okres po porodzie. [przypis edytorski]




190


prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]




191


samoczwart (daw.) – we czterech. [przypis edytorski]




192


alibo – dziś popr.: albo. [przypis edytorski]




193


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




194


miarkuj, co ci rzekę – zwracaj uwagę na to, co ci mówię. [przypis edytorski]




195


połóg – około sześciotygodniowy okres po porodzie. [przypis edytorski]




196


otrąbić (daw.) – ogłosić uroczyście. [przypis edytorski]




197


sprawić się (daw.) – spełnić powinności a. obowiązki. [przypis edytorski]




198


kopa (daw.) – 60. [przypis edytorski]




199


padło – padlina. [przypis edytorski]




200


roli niezwyczajnych – nieprzyzwyczajonych do pracy na roli. [przypis edytorski]




201


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




202


jen (daw.) – który. [przypis edytorski]




203


więcej zbójem niźli zakonnikiem patrzył – bardziej wyglądał na zbójcę niż na zakonnika. [przypis edytorski]




204


knecht – żołnierz piechoty niemieckiej, pachołek; tu użyte w charakterze obelgi. [przypis edytorski]




205


sokolnik – treser ptaków drapieżnych używanych do polowania na mniejsze zwierzęta. [przypis edytorski]




206


zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]




207


Rusin – dziś: Ukrainiec, względnie Białorusin. [przypis edytorski]




208


onych – tych. [przypis edytorski]




209


olsnąć (daw.) – oślepnąć. [przypis edytorski]




210


knecht – żołnierz piechoty niemieckiej. [przypis edytorski]




211


bartnik – osoba zajmująca się hodowlą pszczół w barci, to jest w wydrążonym pniu drzewa w lesie. [przypis edytorski]




212


mąt – zamęt. [przypis edytorski]




213


wsiów – dziś popr.: wsi. [przypis edytorski]




214


Nałęcze – śrdw. ród wielkopolskich możnowładców, który dał początek herbowi Nałęcz. [przypis edytorski]




215


grzywna – śrdw. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]




216


kaczy kłapak – kołpak z kaczymi piórami. [przypis edytorski]




217


wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]




218


sparcieją – tu: osłabną; parcieć (o tkaninach): rozpadać się ze starości. [przypis edytorski]




219


blanki – zwieńczenie muru obronnego. [przypis edytorski]




220


benedyktyni – zakon założony w 529 r. przez Benedykta z Nursji, w średniowieczu bardzo aktywny w Polsce; jego motto brzmi po łac. Ora et labora, czyli: Módl się i pracuj. [przypis edytorski]




221


między dworzany (daw.) – między dworzanami. [przypis edytorski]




222


legenda o Walgierzu Wdałym (tj. pięknym) – wzięta przez Sienkiewicza z Kroniki Wielkopolskiej (XIV/XV w.), oparta na zachodnioeuropejskim eposie o Walterze i Helgundzie. [przypis edytorski]




223


zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]




224


terminy (daw.) – sytuacje, okoliczności, przeważnie stanowiące zagrożenie. [przypis edytorski]




225


światowy (daw.) – świecki. [przypis edytorski]




226


grzech pierworodny – według doktryny chrześcijańskiej ludzie rodzą się grzeszni, a dopiero chrzest zmywa ten grzech. [przypis edytorski]




227


gorzeć (daw.) – płonąć. [przypis edytorski]




228


kopijnicy – ciężka jazda uzbrojona w kopie i miecze. [przypis edytorski]




229


włodyka (daw.) – tu: pan, władca. [przypis edytorski]




230


wasal – rycerz bądź szlachcic, który złożył komuś hołd i przysięgę na wierność, obiecując mu pomoc i wsparcie, a w zamian otrzymując lenno (posiadłość ziemską). [przypis edytorski]




231


Popiel – legendarny władca, po raz pierwszy wspomniany w kronice Galla Anonima jako przedstawiciel dynastii poprzedzającej Piastów. Pod wpływem modyfikacji legendy w kronice mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem stał się symbolem złego króla. [przypis edytorski]




232


grabstwo – hrabstwo, okręg. [przypis edytorski]




233


Rynga – w wersji z Kroniki Wielkopolskiej siostra Wisława nazywała się Marzanna. [przypis edytorski]




234


wasal – rycerz bądź szlachcic, który złożył komuś hołd i przysięgę na wierność, obiecując mu pomoc i wsparcie, a w zamian otrzymując lenno (posiadłość ziemską). [przypis edytorski]




235


suzeren – zwierzchnik wasala, ofiarowujący mu ochronę i ziemię (lenno) w zamian za przysięgę wierności. Jak widać z tego fragmentu, w roli suzerena mógł występować również dostojnik kościelny, w tym wypadku opat tyniecki. [przypis edytorski]




236


abbas centum villarum (łac.) – opat stu wiosek; ma to oznaczać potęgę i bogactwo opata klasztoru w Tyńcu. [przypis edytorski]




237


głowa wygolona na wierzchu – mowa o tzw. tonsurze; tonsura, stosowana od roku 633 do 1972, była kręgiem wygolonym na głowie zakonnika, oznaczającym jego przynależność do stanu duchownego. [przypis edytorski]




238


sadzony – tu: wysadzany. [przypis edytorski]




239


po kądzieli – w linii żeńskiej; kądziel – pęk włókien przygotowanych do przędzenia. [przypis edytorski]




240


św. Benedykt z Nursji – (ok. 480–547) założyciel zakonu benedyktynów. [przypis edytorski]




241


błogosławiony Hraban Maur – (ok. 780–856) mnich benedyktyński, kronikarz i poeta z czasów dynastii Karolingów. [przypis edytorski]




242


św. Bonifacy – prawdopodobnie chodzi o Bonifacego-Winfrida (ok. 675–754), biskupa, benedyktyna, misjonarza, męczennika i świętego określanego jako „apostoł Niemiec”. [przypis edytorski]




243


św. Benedykt z Aniane – (747–821), francuski benedyktyn, doradca Ludwika Pobożnego, zapoczątkował istnienie benedyktyńskich klasztorów w dzisiejszej Francji. [przypis edytorski]




244


Jan z Tolomei – właśc. Jan Tolomei (1272–1348), bardziej znany pod zakonnym imieniem Bernard, włoski teolog i założyciel kongregacji oliwetanów, stanowiącej odłam zakonu benedyktynów. Tolomei to nazwisko, nie jak w przypadku wymienionych wcześniej nazwa miasta. [przypis edytorski]




245


patronowie nasi – wszyscy wymienieni byli benedyktynami. [przypis edytorski]




246


ucałował po rycersku – scena podkreśla rolę opata jako dostojnika świeckiego. [przypis edytorski]




247


rzadkie jeszcze wówczas po kościołach organy – pierwsza wzmianka o kościelnych organach w Polsce pochodzi z roku 1340 i dotyczy kościoła św. Jakuba w Toruniu. [przypis edytorski]




248


Kiejstut – (ok. 1310–1382), książę trocki, wielki książę litewski w ostatnich latach życia, skonfliktowany z Władysławem Jagiełłą i uwięziony przez niego w Krewie, gdzie zmarł. [przypis edytorski]




249


stalle – zdobione ławki w prezbiterium, blisko ołtarza, przeznaczone głównie dla duchownych. [przypis edytorski]




250


męt – zamęt, zamieszanie. [przypis edytorski]




251


graf – tytuł szlachecki używany w Niemczech i w krajach niegdyś zależnych od cesarstwa niemieckiego. [przypis edytorski]




252


komtur – zwierzchnik domu zakonnego bądź okręgu w zakonach rycerskich, do których zaliczali się krzyżacy. [przypis edytorski]




253


pasowany – na rycerza. [przypis edytorski]




254


knecht – żołnierz piechoty niemieckiej. [przypis edytorski]




255


któren – dziś popr.: który [przypis edytorski]




256


piąci (daw.) – pięciu. [przypis edytorski]




257


obiecował – dziś popr.: obiecywał. [przypis edytorski]




258


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




259


Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]




260


księcia – historia uprowadzenia księcia mazowieckiego Janusza ze Złotoryi została opisana w poprzednich rozdziałach; przy tej okazji miała zginąć żona powieściowego Juranda ze Spychowa. [przypis edytorski]




261


komtur Lichtenstein – postać literacka. [przypis edytorski]




262


św. Brygida Szwedzka – (1303-1373), święta, wizjonerka, pisarka i teolog, założycielka zakonu brygidek. [przypis edytorski]




263


osiem roków temu – w r. 1391. [przypis edytorski]




264


Piotr z Alwastra – spowiednik św. Brygidy i tłumacz jej objawień na łacinę. [przypis edytorski]




265


Maciej z Linköping – kanonik, tłumacz objawień św. Brygidy na łacinę. [przypis edytorski]




266


siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]




267


najprzedniejszy (daw.) – najlepszy, najwyższej jakości. [przypis edytorski]




268


krajka – skrawek tkaniny bądź jej pas przyszyty na brzegu sukni, także: chustka. [przypis edytorski]




269


głownia – palący się lub spalony kawałek drewna. [przypis edytorski]




270


kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]




271


św. Liberiusz – święty z II w. n.e. [przypis edytorski]




272


św. Brygida Szwedzka – (1303-1373), święta, wizjonerka, pisarka i teolog, założycielka zakonu brygidek. [przypis edytorski]




273


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




274


uważał się – tu: był uważany. [przypis edytorski]




275


gwoli (daw.) – z powodu. [przypis edytorski]




276


fryzyjski – pochodzący z Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




277


kowany (daw.) – kuty, wykuty. [przypis edytorski]




278


kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]




279


łakomy – tu: budzący zainteresowanie i chęć posiadania, por. „łakomy kąsek”. [przypis edytorski]




280


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




281


na pował – tak, że będą leżeć pokotem. [przypis edytorski]




282


dalekość – odległość. [przypis edytorski]




283


olszyniec – zagajnik olchowy. [przypis edytorski]




284


Kazimierzowe – aluzja do panowania Kazimierza Wielkiego (1310–1370) i poprawy standardów cywilizacyjnych w Polsce za jego czasów. [przypis edytorski]




285


gdzie siedem razy na dzień dzwony biją – sens: gdzie odprawiana jest liturgia godzin, to jest modlitwa obowiązkowo odmawiana siedem razy na dzień przez osoby ze święceniami duchownymi. [przypis edytorski]




286


wdały (daw.) – piękny. [przypis edytorski]




287


jędzon – potwór, upiór. [przypis edytorski]




288


przechodzić (daw.) – przekraczać. [przypis edytorski]




289


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




290


rysią – kłusem. [przypis edytorski]




291


miary ludzkiej nie przechodził – nie przekraczał wzrostu wysokiego człowieka, nie był olbrzymem. [przypis edytorski]




292


staje, stajanie – dawna miara odległości (etymologicznie: dystans, po przebiegnięciu którego koń musi się zatrzymać i odpocząć). [przypis edytorski]




293


kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]




294


glewia – broń drzewcowa z grotem w formie jednosiecznego noża; tu: kopia. [przypis edytorski]




295


cugle – wodze, lejce. [przypis edytorski]




296


w posła godzisz – posła atakujesz. [przypis edytorski]




297


Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




298


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




299


Jan Farurej z Garbowa – rycerz, brat Zawiszy Czarnego. [przypis edytorski]




300


Mikołaj z Moskorzowa – wspomniany w rozdz. 1 dowódca obrony górnego zamku w Wilnie w r. 1390. [przypis edytorski]




301


Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]




302


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




303


dań (daw.) – danina, dar. [przypis edytorski]




304


płochość (daw.) – lekkomyślność. [przypis edytorski]




305


wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]




306


samowtór (daw.) – we dwóch. [przypis edytorski]




307


włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




308


lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]




309


rakuski (daw.) – austriacki. [przypis edytorski]




310


Burgundia – region w centralnej Francji. [przypis edytorski]




311


gorze chłopcu (daw.) – źle z chłopcem. [przypis edytorski]




312


wypiastować – wychować. [przypis edytorski]




313


prawy (daw.) – prawdziwy. [przypis edytorski]




314


nie skończy on własną śmiercią – sens: umrze śmiercią gwałtowną, zapewne na skutek wyroku sądu. [przypis edytorski]




315


dzierżyć – trzymać. [przypis edytorski]




316


gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]




317


przystojny (daw.) – odpowiedni, właściwy. [przypis edytorski]




318


krotofilny (daw.) – skłonny do żartów; krotochwila – farsa, żartobliwy utwór sceniczny bądź żart, dowcip. [przypis edytorski]




319


tuszyć (daw.) – mieć nadzieję. [przypis edytorski]




320


zmóc – pokonać. [przypis edytorski]




321


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]




322


chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]




323


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




324


Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]




325


liszka – tu: futro ze skór lisich. [przypis edytorski]




326


koleśno (daw.) – w kolasach; kolasa to odkryty powóz konny bez resorów. [przypis edytorski]




327


którym nie wolno było omijać Krakowa, by nie pozbawić miasta licznych opłat – niektóre miasta posiadały w średniowieczu przywilej, określany jako „prawo składu”, zgodnie z którym kupcy nie mogli ich omijać, lecz przez określony czas musieli wystawiać tam swój towar na sprzedaż. [przypis edytorski]




328


skrzęt (daw.) – krzątanina, ruch. [przypis edytorski]




329


Władysław II Jagiełło – (ok. 1362–1434), syn wlk. księcia Olgierda, wielki książę litewski, król Polski od małżeństwa z Jadwigą (1386). Dwukrotnie ochrzczony (przez matkę Juliannę w obrządku wschodnim i przez biskupów polskich przed ślubem w obrządku łacińskim), osobiście dowodził w bitwie pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




330


wagować się (daw.) – wahać się, zastanawiać się. [przypis edytorski]




331


z dworzany – dziś popr.: z dworzanami. [przypis edytorski]




332


przezpiecznie – dziś popr.: bezpiecznie. [przypis edytorski]




333


lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]




334


gomółka – niewielka, okrągła szybka. [przypis edytorski]




335


dworzyszcze (daw.) – gmach, okazały budynek. [przypis edytorski]




336


zgoła (daw.) – nawet. [przypis edytorski]




337


krzyżowanie – dekoracja architektoniczna w postaci krzyżujących się belek na fasadzie budynku. [przypis edytorski]




338


łokieć – dawna miara długości, w przybliżeniu odległość od stawu łokciowego do dłoni, ok. 55-77 cm. [przypis edytorski]




339


skład – tu: sklep. [przypis edytorski]




340


sowity (daw.) – obfity, bogaty. [przypis edytorski]




341


najprzedniejszy (daw.) – najlepszy, najwyższej jakości. [przypis edytorski]




342


mercatorium (z łac.) – dom kupców. [przypis edytorski]




343


Schrotamt – urząd przeładunku beczek winnych. [przypis edytorski]




344


sprawa gardłowa – sprawa, w której grozi kara śmierci. [przypis edytorski]




345


wszelako (daw.) – jednak. [przypis edytorski]




346


Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




347


Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski (1412–1423) i poznański (1399–1412), kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




348


Bonifacy IX – Pietro Tomacelli (ok. 1350–1404), papież od 1389, poparł Polskę, gdy walczyła z krzyżakami. [przypis edytorski]




349


gonitwy – tu: turniej rycerski. [przypis edytorski]




350


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




351


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




352


bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]




353


Władysław II Jagiełło – (ok. 1362–1434), syn wlk. księcia Olgierda, wielki książę litewski, król Polski od małżeństwa z Jadwigą (1386). Dwukrotnie ochrzczony (przez matkę Juliannę w obrządku wschodnim i przez biskupów polskich przed ślubem w obrządku łacińskim), osobiście dowodził w bitwie pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




354


Aral – Jezioro Aralskie, dawniej określane jako morze, leżące w dzisiejszym Kazachstanie i Uzbekistanie. [przypis edytorski]




355


wschody (daw.) – schody. [przypis edytorski]




356


wyprawa krzyżowa – tu: wyprawa wojenna przeciw poganom, mająca zmusić ich siłą do chrztu. Określenie to stosowano w szczególności wobec krucjat, mających na celu zdobycie na muzułmanach miejsca narodzin Chrystusa. W szerszym sensie odnosiło się także do innych walk z niechrześcijanami. [przypis edytorski]




357


Tochtamysz – (zm. 1406) chan tatarskiej Złotej Ordy w latach 1380–1395, pokonany przez Timura zbiegł na Litwę, skąd bezskutecznie starał się odzyskać władzę. [przypis edytorski]




358


tron kapczacki – władza nad Ordą Kipczacką, szerzej znaną jako Złota Orda. Było to dawne państwo mongolsko-tatarskie w okolicach gór Kaukazu i dorzecza Wołgi. Orda stanowiła coś pośredniego między zmilitaryzowanym państwem a formą organizacji wojskowej. [przypis edytorski]




359


Złota Orda – dawne państwo mongolsko–tatarskie w okolicach gór Kaukazu i dorzecza Wołgi. Orda była czymś pośrednim między zmilitaryzowanym państwem a formą organizacji wojskowej. [przypis edytorski]




360


Timur Chromy – znany też jako Tamerlan, (1336–1405), chan Złotej Ordy i twórca wielkiego mongolsko–tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]




361


władca Rusi Moskiewskiej – tereny dzisiejszej Rosji (Ruś Moskiewska) i Ukrainy (Ruś Kijowska) były w średniowieczu pod władzą Tatarów. [przypis edytorski]




362


Aleppo – miasto na skraju Pustyni Syryjskiej. [przypis edytorski]




363


Damaszek – stolica Syrii. [przypis edytorski]




364


synowie Beliala – przen. poganie; Belial a. Baal – bożek pogański wspominany w Starym Testamencie. [przypis edytorski]




365


Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]




366


odpust – w religii katolickiej darowanie bądź zmniejszenie kary za grzechy, które zostały już odpuszczone. [przypis edytorski]




367


kopijnicy – ciężka jazda uzbrojona w kopie i miecze. [przypis edytorski]




368


Chromy – przydomek Timura (Tamerlana) (1336-1405), chana Złotej Ordy i twórcy wielkiego mongolsko–tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]




369


wizerunek Chrystusów (daw.) – wizerunek Chrystusowy, wizerunek Chrystusa. [przypis edytorski]




370


jużem się obaczył – już sobie przypomniałem. [przypis edytorski]




371


ćma (daw.) – mrowie, tłum. [przypis edytorski]




372


prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]




373


dworscy – ludzie należący do dworu. [przypis edytorski]




374


dalibóg (daw.) – naprawdę, słowo daję. [przypis edytorski]




375


bawić (daw.) – przebywać. [przypis edytorski]




376


do dnia – rano. [przypis edytorski]




377


ozwać się (daw.) – odezwać się. [przypis edytorski]




378


więcej – bardziej. [przypis edytorski]




379


królową polską – mowa o królowej Jadwidze. [przypis edytorski]




380


Jaśko z Tęczyna – syn Jędrzeja z Tęczyna, wojewody krakowskiego i sandomierskiego, kasztelan krakowski. [przypis edytorski]




381


rajca (daw.) – radny. [przypis edytorski]




382


rakuski (daw.) – austriacki. [przypis edytorski]




383


kniaź – książę. [przypis edytorski]




384


bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic litewski, ruski lub wołoski. [przypis edytorski]




385


szuba (daw.) – szerokie okrycie wierzchnie. [przypis edytorski]




386


obrazy bizantyjskie – malarstwo religijne w prawosławnym Bizancjum cechowało się surowością i dostojeństwem. [przypis edytorski]




387


stalle – zdobione ławki w prezbiterium, blisko ołtarza, przeznaczone głównie dla duchownych. [przypis edytorski]




388


królestwo – tu: król i królowa. [przypis edytorski]




389


smagły – o ciemnej, oliwkowej cerze. [przypis edytorski]




390


ustawicznie (daw.) – ciągle. [przypis edytorski]




391


przygana (daw.) – krytyka, zarzut. [przypis edytorski]




392


Podniesienie – część mszy św., gdy kapłan ukazuje wiernym Ciało i Krew Chrystusa. [przypis edytorski]




393


Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]




394


Ludwik Węgierski – węg. Lajos I Nagy, Ludwik I Wielki (1326–1382), król Węgier w latach 1342–1382, król Polski w latach 1370–1382, ojciec Jadwigi. [przypis edytorski]




395


zrzekła się pierwszej dziewiczej miłości – mowa o Wilhelmie Habsburgu zwanym Uprzejmym (ok. 1370–1406). [przypis edytorski]




396


minstrel (daw.) – śpiewak, poeta. [przypis edytorski]




397


Te Deum – hymn znany od czasów wczesnochrześcijańskich, głoszący chwałę Boga (Ciebie, Boże, wysławiamy). [przypis edytorski]




398


kośba (daw.) – żniwa. [przypis edytorski]




399


Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]




400


połóg – około sześciotygodniowy okres po porodzie. [przypis edytorski]




401


lubo (daw.) – chociaż, mimo że. [przypis edytorski]




402


podana nieco naprzód – nieznacznie pochylona do przodu. [przypis edytorski]




403


manela (daw.) – złota bransoleta. [przypis edytorski]




404


światowy (daw.) – świecki. [przypis edytorski]




405


złotogłów – kosztowna tkanina ze złotą nicią. [przypis edytorski]




406


bisior – cienka i kosztowna tkanina, jedwab morski. [przypis edytorski]




407


złogi – tu: poród. [przypis edytorski]




408


Akademia Krakowska – założona w 1364 w Kazimierzu z fundacji Kazimierza III Wielkiego, odnowiona w 1400 w Krakowie przez Władysława II Jagiełłę z fundacji Jadwigi Andegaweńskiej, od 1817 funkcjonuje pod nazwą Uniwersytet Jagielloński. [przypis edytorski]




409


pozór (daw.) – wygląd zewnętrzny. [przypis edytorski]




410


liliowa – tu: biała jak lilia. [przypis edytorski]




411


popłatać – pociąć mieczem, posiekać. [przypis edytorski]




412


rohatyna (z ukr.) – włócznia z grotem zaopatrzonym w hak, aby po wbiciu trudniej ją było wyciągnąć. [przypis edytorski]




413


Pater noster, qui es in coelis, sanctificetur nomen Tuum (łac.) – Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje. [przypis edytorski]




414


suszyć (daw.) – pościć. [przypis edytorski]




415


trefniś (daw.) – błazen. [przypis edytorski]




416


krotochwilny (daw.) – śmieszny, dowcipny. [przypis edytorski]




417


tedy (daw.) – więc, zatem. [przypis edytorski]




418


nowotny (daw.) – nowy. [przypis edytorski]




419


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




420


warować się (daw.) – strzec się. [przypis edytorski]




421


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




422


wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]




423


chybaj sobie – idź sobie. [przypis edytorski]




424


doletni (daw.) – taki, który „doszedł do lat”, we właściwym wieku, dorosły. [przypis edytorski]




425


pierwej (daw.) – wcześniej. [przypis edytorski]




426


Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski (1412–1423) i poznański (1399–1412), kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




427


infułat – wyższy dostojnik kościelny, od infuły, czyli nakrycia głowy takich osób. [przypis edytorski]




428


Jan Kropidło – (ok. 1364–1421), syn księcia strzelnickiego Bolka III, sprawował kolejno urzędy biskupie w wielu diecezjach. [przypis edytorski]




429


paliusz – szata liturgiczna przysługująca biskupowi metropolicie (zwierzchnikowi kościelnej metropolii, czyli archidiecezji z zależnymi od niej diecezjami). [przypis edytorski]




430


płowy – (o włosach) jasny. [przypis edytorski]




431


wymiarkować (daw.) – zorientować się. [przypis edytorski]




432


Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




433


Sulimczyk – człowiek herbu Sulima, tu o Zawiszy Czarnym i jego bratu Farureju. [przypis edytorski]




434


gwoździki – popr.: goździki. [przypis edytorski]




435


trefniś (daw.) – błazen. [przypis edytorski]




436


zydel – mebel do siedzenia, podobny do taboretu. [przypis edytorski]




437


ronić (daw.) – strącać. [przypis edytorski]




438


kaleta – woreczek na pieniądze, zawieszany u pasa. [przypis edytorski]




439


skojec – średniowieczna moneta, 1/24 grzywny. [przypis edytorski]




440


ziemia dobrzyńska – obszar na wschód od Torunia, zagarnięty przez Krzyżaków wskutek bezprawnej umowy z księciem Władysławem Opolczykiem. [przypis redakcyjny]




441


naści (daw.) – masz. [przypis edytorski]




442


leziwo – przyrząd pomagający w chodzeniu po drzewach. [przypis edytorski]




443


Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]




444


Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




445


bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]




446


Pax vobiscum! (łac.) – pokój z wami. [przypis edytorski]




447


ops (daw.) – rozpusta. [przypis edytorski]




448


Zawisza z Kurozwęk – (zm. 1382), regent Królestwa Polskiego, biskup krakowski, kanclerz koronny, podkanclerzy koronny. Niechętny mu kronikarz Janko z Czarnkowa pisze, że po jego śmieci w Kościele Mariackim w Krakowie było słychać diabelskie krzyki „Pojedziemy na ops!”, tj. na rozpustę. [przypis edytorski]




449


zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]




450


Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]




451


Florian z Korytnicy – średniowieczny rycerz polski, kasztelan wiślicki, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




452


Domarat z Kobylan – (1380–1440), uczestnik bitwy pod Grunwaldem, od r. 1428 marszałek nadworny koronny. [przypis edytorski]




453


Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




454


Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]




455


gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]




456


Saraceni – Arabowie, muzułmanie, przen. poganie; w czasie opisywanym w powieści w Hiszpanii trwała rekonkwista, to jest odbijanie ziem zajętych przez Saracenów. [przypis edytorski]




457


gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]




458


wartko (daw.) – szybko. [przypis edytorski]




459


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]




460


łacnie (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]




461


abych (daw., reg.) – abym. [przypis edytorski]




462


wyrostek (daw.) – młody chłopak. [przypis edytorski]




463


źrzały (daw.) – dojrzały, dorosły. [przypis edytorski]




464


pacholę (daw.) – dziecko. [przypis edytorski]




465


korol (z ros.) – król. [przypis edytorski]




466


rozsierdzić się (daw.) – rozgniewać się. [przypis edytorski]




467


bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]




468


nie stanie (daw.) – nie starczy. [przypis edytorski]




469


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




470


Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]




471


Konrad von Jungingen – (1355–1407) wielki mistrz zakonu krzyżackiego w latach 1393-1407, zręczny polityk, umiejętnie rozgrywający konflikty między książętami litewskimi. [przypis edytorski]




472


turbacja (daw.) – trudna sytuacja bądź zmartwienie nią. [przypis edytorski]




473


niemoc (daw.) – choroba. [przypis edytorski]




474


turbować (daw.) – martwić. [przypis edytorski]




475


zapędliwość – popędliwość. [przypis edytorski]




476


zaciąć się (daw.) – uprzeć się, zawziąć się. [przypis edytorski]




477


w szranki powołan być nie może – nie można go wyzwać na pojedynek. [przypis edytorski]




478


szczeznąć (daw.) – zginąć. [przypis edytorski]




479


dokazać (daw.) – dokonać. [przypis edytorski]




480


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




481


stryk (daw.) – stryj. [przypis edytorski]




482


ostać (się) (daw.) – zostać. [przypis edytorski]




483


ostawić (daw.) – zostawić. [przypis edytorski]




484


pomiarkować (daw.) – zastanowić się. [przypis edytorski]




485


przystać na coś (daw.) – zgodzić się na coś. [przypis edytorski]




486


zaprzeć się czegoś (daw.) – zaprzeczyć czemuś. [przypis edytorski]




487


niepodobna (daw.) – niemożliwa. [przypis edytorski]




488


kapituła – rada sprawująca władzę w zakonie. [przypis edytorski]




489


odkazać – (z ros.) odpowiedzieć. [przypis edytorski]




490


krucyfiks – krzyż z przybitą postacią Chrystusa, od łac. crucifixus: ukrzyżowany. [przypis edytorski]




491


rychło (daw.) – szybko. [przypis edytorski]




492


Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]




493


turbacja (daw.) – trudna sytuacja bądź zmartwienie nią. [przypis edytorski]




494


wolej (daw.) – lepiej. [przypis edytorski]




495


otrąbić (daw.) – ogłosić uroczyście. [przypis edytorski]




496


bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]




497


jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]




498


frasować się (daw.) – martwić się. [przypis edytorski]




499


ścierciałka – skartabella, szlachcic bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




500


mieszczanów – dziś popr.: mieszczan. [przypis edytorski]




501


aże (daw.) – aż. [przypis edytorski]




502


zabawiać się (daw.) – zajmować się. [przypis edytorski]




503


w dół Węgrów – na południe Węgier. [przypis edytorski]




504


Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]




505


Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]




506


polerowany – tu: obyczajny, wyrafinowany. [przypis edytorski]




507


szyi niepewny – niepewny, czy nie wykonają na nim wyroku śmierci. [przypis edytorski]




508


mdły (daw.) – słaby. [przypis edytorski]




509


kaganek – lampka oliwna. [przypis edytorski]




510


zapędliwy (daw.) – popędliwy, skłonny do szybkiego a nieprzemyślanego działania. [przypis edytorski]




511


Za Jasiem do Śląska – pieśń ludowa spotykana w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. [przypis edytorski]




512


rzęsów – dziś popr.: rzęs. [przypis edytorski]




513


Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]




514


Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]




515


deputacja (daw.) – delegacja. [przypis edytorski]




516


cech – samorządna organizacja rzemieślników, skupiająca przedstawicieli określonego zawodu. [przypis edytorski]




517


bractwo – organizacja religijna, zrzeszająca ludzi o podobnych formach pobożności (np. bractwo różańcowe). [przypis edytorski]




518


kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]




519


kanonik – w średniowieczu duchowny żyjący przy katedrze według reguł kanonicznych. [przypis edytorski]




520


rajcy – tu: doradcy. [przypis edytorski]




521


nie masz (daw.) – nie ma. [przypis edytorski]




522


widomy (daw.) – widoczny. [przypis edytorski]




523


Ludwik Węgierski – węg. Lajos I Nagy, Ludwik I Wielki (1326–1382), król Węgier w latach 1342–1382, król Polski w latach 1370–1382, ojciec Jadwigi. [przypis edytorski]




524


kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]




525


rajcować (daw.) – radzić. [przypis edytorski]




526


wnosić z czegoś – wnioskować z czegoś. [przypis edytorski]




527


leciech – dziś popr.: latach. [przypis edytorski]




528


wotum – symboliczny dar wieszany na ołtarzu, na świętym obrazie bądź na posągu religijnym jako prośba o wstawiennictwo lub podziękowanie za nie. [przypis edytorski]




529


krobia (daw.) – kosz. [przypis edytorski]




530


cech – samorządna organizacja rzemieślników, skupiająca przedstawicieli określonego zawodu. [przypis edytorski]




531


bractwo – organizacja religijna, zrzeszająca ludzi o podobnych formach pobożności (np. bractwo różańcowe). [przypis edytorski]




532


ustawiczny (daw.) – ciągły. [przypis edytorski]




533


Akademia Krakowska – założona w 1364 w Kazimierzu z fundacji Kazimierza III Wielkiego, odnowiona w 1400 w Krakowie przez Władysława II Jagiełłę z fundacji Jadwigi Andegaweńskiej, od 1817 funkcjonuje pod nazwą Uniwersytet Jagielloński. [przypis edytorski]




534


statysta (daw.) – mąż stanu, polityk, strateg. [przypis edytorski]




535


Stanisław ze Skarbimierza – (ok. 1365–1431), pierwszy rektor Akademii Krakowskiej, wybitny kaznodzieja. [przypis edytorski]




536


siedem nauk wyzwolonych – stanowiło program średniowiecznej edukacji uniwersyteckiej: gramatyka, dialektyka, retoryka, geometria, arytmetyka, astronomia, muzyka. [przypis edytorski]




537


krzepić się (daw.) – wzmacniać się. [przypis edytorski]




538


przecz (daw.) – dlaczego. [przypis edytorski]




539


kanonizacja – uznanie przez Kościół danej osoby za świętą. [przypis edytorski]




540


Awinion – w latach 1378–1417 na skutek tarć politycznych wśród kardynałów oraz działań królów Francji wielokrotnie wybierano dwóch, a nawet trzech papieży jednocześnie. Obóz związany z Francją stworzył drugą siedzibę papieską w mieście Avingon. Obecnie papieże awiniońscy uznawani są za antypapieży (osoby nieprawnie sprawujące ten urząd), a okres ten określany jest mianem ”wielkiej schizmy zachodniej”. [przypis edytorski]




541


wzmóc się (daw.) – wzmocnić się, urosnąć w siły. [przypis edytorski]




542


Burgundia – region w centralnej Francji. [przypis edytorski]




543


Jadwiga – (ok. 1374–1399), córka Ludwika Węgierskiego, w 1384 koronowana na króla Polski (prawo nie przewidywało wówczas koronacji królowej), w 1386 poślubiła Władysława Jagiełłę, co dało początek unii polsko-litewskiej. [przypis edytorski]




544


kapituła – rada sprawująca władzę w zakonie. [przypis edytorski]




545


rakuski (daw.) – austriacki. [przypis edytorski]




546


Władysław II Jagiełło – (ok. 1362–1434), syn wlk. księcia Olgierda, wielki książę litewski, król Polski od małżeństwa z Jadwigą (1386). Dwukrotnie ochrzczony (przez matkę Juliannę w obrządku wschodnim i przez biskupów polskich przed ślubem w obrządku łacińskim), osobiście dowodził w bitwie pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




547


Piotr Wysz Radoliński – (ok. 1354–1414), biskup krakowski od 1392, poznański od 1412, przeniesiony na to drugie stanowisko na skutek intryg dworskich, wykonawca testamentu królowej Jadwigi. [przypis edytorski]




548


przedkładać (daw.) – wyjaśniać, tłumaczyć. [przypis edytorski]




549


wedle (daw.) – według. [przypis edytorski]




550


kajać się (daw.) – przyznawać się do winy i jej żałować. [przypis edytorski]




551


pacholę (daw.) – dziecko. [przypis edytorski]




552


nie stało (daw.) – zabrakło. [przypis edytorski]




553


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




554


stróża (daw.) – straż. [przypis edytorski]




555


spyża (daw.) – pożywienie. [przypis edytorski]




556


tapczana – dziś popr.: tapczanu. [przypis edytorski]




557


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




558


do cna (daw.) – całkiem, zupełnie. [przypis edytorski]




559


zgonić (daw.) – dogonić. [przypis edytorski]




560


plwać – dziś: pluć. [przypis edytorski]




561


piędź – dawna miara długości, ok. 18-22 cm. [przypis edytorski]




562


ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]




563


pilno – tu: w pośpiechu. [przypis edytorski]




564


Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]




565


zdybać – spotkać. [przypis edytorski]




566


prawić (daw.) – mówić, opowiadać. [przypis edytorski]




567


kuszcze (daw.) – krzaki, chaszcze, zarośla. [przypis edytorski]




568


kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]




569


pofolgować (daw.) – potraktować łagodniej. [przypis edytorski]




570


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




571


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




572


urzec – tu: rzucić na kogoś zły urok. [przypis edytorski]




573


zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]




574


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




575


zara – dziś popr.: zaraz. [przypis edytorski]




576


przepomnieć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]




577


słowo zdzierży (daw.) – dotrzyma słowa. [przypis edytorski]




578


driakiew (daw.) – roślina lecznicza, lekarstwo. [przypis edytorski]




579


frasować się (daw.) – martwić się. [przypis edytorski]




580


pasowany – rycerz. [przypis edytorski]




581


samowtór (daw.) – we dwóch. [przypis edytorski]




582


Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




583


sierdzić się – złościć się, gniewać się. [przypis edytorski]




584


pan krakowski – zwyczajowe określenie kasztelana krakowskiego. [przypis edytorski]




585


statek (daw.) – majątek, zwł. ruchomy. [przypis edytorski]




586


folgować (daw.) – traktować łagodniej. [przypis edytorski]




587


zgoła (daw.) – nawet. [przypis edytorski]




588


zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]




589


cudny (daw.) – dziwny. [przypis edytorski]




590


Stanisław ze Skarbimierza – (ok. 1365–1431), pierwszy rektor Akademii Krakowskiej, wybitny kaznodzieja. [przypis edytorski]




591


doma (daw.) – w domu. [przypis edytorski]




592


do dnia – rano. [przypis edytorski]




593


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




594


drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]




595


Krewo – śrdw. miasto na Litwie, obecnie wieś w powiecie grodzieńskim na Białorusi. [przypis edytorski]




596


kniaź – książę. [przypis edytorski]




597


warować się od czegoś – powstrzymywać się od czegoś, strzec się czegoś. [przypis edytorski]




598


kować (daw.) – kuć. [przypis edytorski]




599


Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski 1412–1423 i poznański 1399–1412, kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




600


przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]




601


rajca (daw.) – radny. [przypis edytorski]




602


żak (daw.) – uczeń, student. [przypis edytorski]




603


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




604


pałączasty – (o nogach) wygięty w pałąk, krzywy (częsta przypadłość u osób dużo jeżdżących konno). [przypis edytorski]




605


Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]




606


Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




607


Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]




608


Mikołaj Powała z Taczewa – (ok. 1380 – ok. 1415), rycerz i dyplomata, powołany do rady wojennej przed bitwą pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




609


halebardnik – dziś popr.: halabardnik. [przypis edytorski]




610


halebarda – dziś popr.: halabarda. [przypis edytorski]




611


krucyfiks – krzyż z przybitą postacią Chrystusa, od łac. crucifixus: ukrzyżowany. [przypis edytorski]




612


jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]




613


krucyfiks – krzyż z przybitą postacią Chrystusa, od łac. crucifixus: ukrzyżowany. [przypis edytorski]




614


gwoli (daw.) – z powodu. [przypis edytorski]




615


wełny (daw.) – tu: fale. [przypis edytorski]




616


pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]




617


Wojciech Jastrzębiec – (1362–1436), biskup krakowski (1412–1423) i poznański (1399–1412), kanclerz koronny, przed osiągnięciem godności biskupiej czynny na dworze Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




618


pan krakowski – zwyczajowe określenie kasztelana krakowskiego. [przypis edytorski]




619


podhalski – dziś popr.: podhalański. [przypis edytorski]




620


zakon (daw.) – prawo. [przypis edytorski]




621


żywie (daw.) – żyje. [przypis edytorski]




622


zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]




623


pokładziny – położenie się małżonków w jednym łożu w obecności świadków. [przypis edytorski]




624


wedle – tu: obok. [przypis edytorski]




625


mienić się (daw.) – podawać się za. [przypis edytorski]




626


bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]




627


Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. [przypis edytorski]




628


gniazdo (przen.) – siedziba rodu. [przypis edytorski]




629


dojść do lat (daw.) – osiągnąć odpowiedni wiek. [przypis edytorski]




630


wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]




631


kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]




632


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




633


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




634


fryzyjski – pochodzący z Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




635


Flandria – region rozciągający się wzdłuż wybrzeży Morza Północnego na terenie Belgii, Francji i Holandii. [przypis edytorski]




636


płatnerz – rzemieślnik wytwarzający zbroje płytowe, później także broń białą. [przypis edytorski]




637


Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]




638


żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]




639


szczebrzuch – słowniki podają znaczenie: wiano panny młodej. Sienkiewicz prawdop. skontaminował to ze słowem „brzeszczot”. [przypis edytorski]




640


barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]




641


Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




642


zaprzeć się (daw.) – zaprzeczyć czemuś. [przypis edytorski]




643


wymiarkować (daw.) – zastanowić się. [przypis edytorski]




644


na porządek (daw.) – porządnie. [przypis edytorski]




645


wprzód, wprzódy (daw.) – najpierw. [przypis edytorski]




646


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




647


glejt (daw.) – „list żelazny”, wystawiona przez władze przepustka, pozwalająca podróżować przez dane terytorium. [przypis edytorski]




648


pacholę (daw.) – dziecko. [przypis edytorski]




649


zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]




650


krymka – mała, okrągła czapka tatarska, podobna do mycki. [przypis edytorski]




651


hajdawery – szerokie, bufiaste spodnie. [przypis edytorski]




652


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




653


Zygmunt Luksemburski – (1368–1437) król węgierski od 1387, niemiecki od 1411, książę Luksemburga od 1419, król włoski od 1431, cesarz rzymski od 1433. Sienkiewicz tytułuje go cesarzem o 30 lat za wcześnie. [przypis edytorski]




654


Brussa – dziś: Bursa, miasto w północno-zachodniej Turcji. [przypis edytorski]




655


Paszko (Paweł) z Biskupic, zwany Złodziej – rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem. [przypis edytorski]




656


kropierz – długa kapa osłaniająca konia. [przypis edytorski]




657


grzywna – śrdw. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]




658


Jan Farurej z Garbowa – rycerz, brat Zawiszy Czarnego. [przypis edytorski]




659


Marcin (Marcisz) z Wrocimowic – (zm. 1442), polski rycerz niemieckiego pochodzenia, starosta łowicki. [przypis edytorski]




660


Zyndram z Maszkowic – (zm. ok. 1414) polski rycerz niemieckiego pochodzenia. [przypis edytorski]




661


driakiew (daw.) – roślina lecznicza, lekarstwo. [przypis edytorski]




662


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




663


piędź – dawna miara długości, ok. 18-22 cm. [przypis edytorski]




664


puszczanie krwi – dawniej bezpodstawnie uważane za zabieg medyczny. [przypis edytorski]




665


zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]




666


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




667


pojedyncza walka – pojedynek. [przypis edytorski]




668


Timur Chromy – znany też jako Tamerlan, (1336–1405), chan Złotej Ordy i twórca wielkiego mongolsko–tatarskiego imperium, które rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]




669


Edygej – (1352–1419) dowódca tatarski, podwładny Timura, potem chan Złotej Ordy. [przypis edytorski]




670


siła (daw.) – wielu. [przypis edytorski]




671


bitwa nad Worsklą – stoczona w połowie sierpnia 1399 między wojskami rusko–litewskimi dowodzonymi przez wlk. księcia Witolda, wspierającymi starającego się odzyskać władzę Tochtamysza a Tatarami pod wodzą Edygeja. Litwini ponieśli klęskę. [przypis edytorski]




672


bojar a. bojarzyn – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]




673


Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]




674


kołpak – czapka tatarska obrzeżona futrem. [przypis edytorski]




675


wódz tatarski Edyga tyle ludzi w bitwie utracił – właśc. Edygej; straty tatarskie szacuje się na 3.500–6.000 ludzi. [przypis edytorski]




676


opatrzyć (daw.) – zaopatrzyć, zabezpieczyć. [przypis edytorski]




677


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




678


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




679


Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




680


miecznik – dostojnik, pierwotnie urzędnik dworski zarządzający zbrojownią. [przypis edytorski]




681


przestawał – poprzestawał. [przypis edytorski]




682


lenno – posiadłość nadawana wasalowi przez suzerena w zamian za służbę. [przypis edytorski]




683


niezbrojny – nieopancerzony. [przypis edytorski]




684


w niebiesiech – dziś popr.: w niebie a. w niebiosach. [przypis edytorski]




685


częstokół – palisada. [przypis edytorski]




686


zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]




687


podjąć pod nogi – dawny sposób wyrażania szacunku. [przypis edytorski]




688


nieskładnie (daw.) – niezręcznie. [przypis edytorski]




689


mać (daw.) – matka. [przypis edytorski]




690


być o coś krzywym (daw.) – mieć o coś żal. [przypis edytorski]




691


nałęczka (daw.) – chusta służąca jako przepaska na głowę. [przypis edytorski]




692


młaka – bagno. [przypis edytorski]




693


klękajęcy – dziś popr.: klękając. [przypis edytorski]




694


piekielny starosta – Lucyfer, przywódca wszystkich diabłów. [przypis edytorski]




695


udać się (daw.) – (o osobie) spodobać się. [przypis edytorski]




696


źrzały (daw.) – dojrzały. [przypis edytorski]




697


zrękowiny (daw.) – zaręczyny. [przypis edytorski]




698


będem – dziś popr.: będę. [przypis edytorski]




699


nie lza (daw.) – nie można. [przypis edytorski]




700


włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




701


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




702


pewnikiem (daw.) – zapewne. [przypis edytorski]




703


niedźwiedziowi w dole – istniała metoda polowania na niedźwiedzie przez zastawianie na nie pułapek w postaci dołów. [przypis edytorski]




704


Tawań – wyspa na Dniestrze. [przypis edytorski]




705


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




706


dzierżyć – trzymać. [przypis edytorski]




707


dać dęba – uciec. [przypis edytorski]




708


ostrogi dostaniesz – sens: zostaniesz pasowany na rycerza. [przypis edytorski]




709


wola Boża (daw.) – pożądanie. [przypis edytorski]




710


przyzostać (daw.) – zostać przy nim. [przypis edytorski]




711


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




712


Ostatnie Sakramenta – spowiedź, komunia święta (wiatyk) oraz namaszczenie chorych, przyjmowane łącznie w przypadku zagrożenia życia. [przypis edytorski]




713


kwarta – dawna miara objętości, ok. 1 litra. [przypis edytorski]




714


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




715


olbor (daw.) – opłata za prawo eksploatacji kopalni kruszcu, wnoszona do skarbca królewskiego. [przypis edytorski]




716


fara, kościół farny – miejski kościół parafialny. [przypis edytorski]




717


skórznie – skórzane buty z wysokimi cholewami. [przypis edytorski]




718


szwargotać – mówić w niezrozumiałym i/lub nielubianym języku, zwł. po niemiecku. [przypis edytorski]




719


pażerny – dziś popr.: pazerny. [przypis edytorski]




720


bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]




721


żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]




722


drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]




723


gwarek (daw.) – górnik. [przypis edytorski]




724


Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. [przypis edytorski]




725


fara, kościół farny – miejski kościół parafialny. [przypis edytorski]




726


tur – wymarły dziki ssak z rzędu parzystokopytnych. [przypis edytorski]




727


Władysław II Opolczyk (Ruski, Naderspan) – (ok. 1330-1401) książę opolski, znakomity administrator, prowadzący politykę prowęgierską. W roku 1391 skonfliktowany z Władysławem Jagiełłą, który pozbawił go lenn na terytorium Polski, [przypis edytorski]




728


synowiec – syn brata. [przypis edytorski]




729


odkazywać (z ros.) – odpowiadać. [przypis edytorski]




730


somsiad – dziś popr.: sąsiad. [przypis edytorski]




731


żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]




732


raić (daw.) – zalecać. [przypis edytorski]




733


barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]




734


na księżej grudzi – nie żyje (dosł.: leży w ziemi koło kościoła). [przypis edytorski]




735


zadzierzysty – charakterny. [przypis edytorski]




736


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




737


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




738


ułomić (gw.) – złamać. [przypis edytorski]




739


frasunek (daw.) – smutek. [przypis edytorski]




740


toporzysko – drewniany uchwyt siekiery bądź topora. [przypis edytorski]




741


Witold Kiejstutowicz, zwany Wielkim – (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




742


bitwa nad Worsklą – stoczona w połowie sierpnia 1399 między wojskami rusko–litewskimi dowodzonymi przez wlk. księcia Witolda, wspierającymi starającego się odzyskać władzę Tochtamysza a Tatarami pod wodzą Edygeja. Litwini ponieśli klęskę. [przypis edytorski]




743


Edygej – (1352–1419) dowódca tatarski, podwładny Timura, potem chan Złotej Ordy. [przypis edytorski]




744


obces – tu: dążąc do bezpośredniego starcia. [przypis edytorski]




745


bojarzyn a. bojar – rycerz, szlachcic ruski, wołoski lub litewski. [przypis edytorski]




746


otrok (daw.) – chłopak. [przypis edytorski]




747


siła (daw.) – wielu. [przypis edytorski]




748


Spytko z Melsztyna – (1364–1399), wojewoda krakowski, poległ w bitwie z Tatarami nad Worsklą. [przypis edytorski]




749


cześnik (daw.) – dostojnik dworski, pierwotnie urzędnik dbający o zapas wina na dworze. [przypis edytorski]




750


wielki kniaź – Witold Kiejstutowicz, zwany wielkim (ok. 1350–1430), wielki książę litewski, brat stryjeczny Władysława Jagiełły. W latach 1382–1385 oraz 1390 przejściowo sprzymierzony z Krzyżakami przeciw Jagielle. [przypis edytorski]




751


kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]




752


ćma (daw.) – mrowie, tłum. [przypis edytorski]




753


Tawań – wyspa na Dniestrze. [przypis edytorski]




754


łęg – podmokła łąka. [przypis edytorski]




755


jucha – krew; tu: określenie osoby krewkiej, tj. energicznej i skłonnej do gniewu. [przypis edytorski]




756


niewód – sieć rybacka złożona ze stożkowatego worka i dwóch skrzydeł służących do zagarniania ryb. [przypis edytorski]




757


osęka (daw.) – bosak. [przypis edytorski]




758


rybitwa (daw.) – rybak. [przypis edytorski]




759


strona (daw.) – okolica. [przypis edytorski]




760


krzcił – dziś popr.: chrzcił. [przypis edytorski]




761


nawidzieć (daw.) – lubić, kochać. [przypis edytorski]




762


szczebrzuch – słowniki podają znaczenie: wiano panny młodej. Sienkiewicz prawdop. skontaminował to ze słowem „brzeszczot”. [przypis edytorski]




763


paniątko – tu: dziecko. [przypis edytorski]




764


Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




765


wielgi – dziś popr.: wielki. [przypis edytorski]




766


grochowiny (daw.) – słoma z wymłóconego grochu. [przypis edytorski]




767


to mi będzie po sercu – sens.: to będzie zgodne z tym, co czuję. [przypis edytorski]




768


starunek (daw.) – staranie, opieka. [przypis edytorski]




769


ładzić (daw.) – porządkować. [przypis edytorski]




770


cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]




771


ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]




772


przesadzić (daw.) – przeskoczyć. [przypis edytorski]




773


zadni – tylny. [przypis edytorski]




774


brzechwa – tylna część strzały. [przypis edytorski]




775


wrony – (o koniu) kary, czarny. [przypis edytorski]




776


dyć (gw.) – przecież. [przypis edytorski]




777


podjezdek – koń mniejszej wartości, słaby a. młody. [przypis edytorski]




778


srokacz – srokaty koń, koń o umaszczeniu w cętki bądź w łaty. [przypis edytorski]




779


pozwoleństwo (daw.) – pozwolenie. [przypis edytorski]




780


czeladź (daw.) – służba. [przypis edytorski]




781


lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]




782


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




783


prawować się (daw.) – spierać się o coś. [przypis edytorski]




784


zgrzebny – prosty, nieozdobny bądź utkany z grubego płótna. [przypis edytorski]




785


łan – obszar ziemi przeznaczonej do uprawy, wydzierżawiony osadnikowi. [przypis edytorski]




786


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




787


bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]




788


do szczętu – dziś: doszczętnie, całkiem. [przypis edytorski]




789


wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]




790


niwy (daw.) – pola. [przypis edytorski]




791


kmieć – bogaty chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]




792


odsep – opłata w formie odsypanej mąki. [przypis edytorski]




793


lech (daw.) – obszar ziemi uprawnej. [przypis edytorski]




794


skwapliwie (daw.) – chętnie i szybko. [przypis edytorski]




795


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




796


częstokół (daw.) – palisada. [przypis edytorski]




797


węgieł – styk pionowych ścian budynku. [przypis edytorski]




798


komora (daw.) – pomieszczenie magazynowe. [przypis edytorski]




799


wędlarnia – dziś: wędzarnia. [przypis edytorski]




800


comber – mięso z kością z grzbietu zwierzęcia. [przypis edytorski]




801


kropierz – długa kapa osłaniająca konia. [przypis edytorski]




802


czerw – pasożyt (larwa) żerujący na drewnie. [przypis edytorski]




803


toporzysko – drewniany uchwyt siekiery bądź topora. [przypis edytorski]




804


czeladź (daw.) – służba. [przypis edytorski]




805


statki – majątek, zwł. ruchomy, w znaczeniu węższym: naczynia. [przypis edytorski]




806


wrony – (o koniu) czarny, kary. [przypis edytorski]




807


starunek (daw.) – staranie, opieka. [przypis edytorski]




808


kazalim – dziś popr.: kazaliśmy. [przypis edytorski]




809


statki (daw.) – majątek, zwł. ruchomy, węziej: naczynia. [przypis edytorski]




810


wyładzić (daw.) – przygotować. [przypis edytorski]




811


spyża (daw.) – jedzenie, pokarm, prowiant. [przypis edytorski]




812


rad (daw.) – zadowolony. [przypis edytorski]




813


bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]




814


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




815


udać się komuś – spodobać się. [przypis edytorski]




816


łosi kubrak – kubrak ze skóry łosia. [przypis edytorski]




817


pilśniowy – wykonany z gęstego, zbitego materiału produkowanego z włókien wełny. [przypis edytorski]




818


mycka – mała, okrągła czapka. [przypis edytorski]




819


pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]




820


hoży – tryskający zdrowiem, urodziwy. [przypis edytorski]




821


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




822


Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




823


jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]




824


Burgund – mieszkaniec Burgundii, regionu w centralnej Francji. [przypis edytorski]




825


grodziec (daw.) – gród. [przypis edytorski]




826


bogdaj (daw.) – oby (od: daj Boże, aby). [przypis edytorski]




827


kraśny (daw.) – piękny. [przypis edytorski]




828


kalina – roślina o czerwonych owocach; w poezji ludowej porównanie do niej dziewczyny uchodziło za komplement. [przypis edytorski]




829


kraśny – tu: czerwony. [przypis edytorski]




830


samodział – tkanina wełniana lub lniana, wyprodukowana na ręcznym warsztacie. [przypis edytorski]




831


kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]




832


somsiedzki – dziś popr.: sąsiedzki. [przypis edytorski]




833


kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]




834


przyszczypny (daw. a. gw.) – zadziorny, ale na sposób humorystyczny. [przypis edytorski]




835


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




836


łęg – podmokła łąka. [przypis edytorski]




837


świerzopa – kobyła, klacz. [przypis edytorski]




838


żeremie – konstrukcja z gałęzi, mchu i szlamu, budowana przez bobry, w której rodzą one młode. [przypis edytorski]




839


zapamiętać się – zamyślić się a. zająć się czymś, zapominając o wszystkim innym. [przypis edytorski]




840


jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]




841


atłas – tkanina z jednej strony gładka, z drugiej szorstka. [przypis edytorski]




842


łagiewka a. łagiew – naczynie podróżne. [przypis edytorski]




843


łyżnik – drewniana półeczka z otworami na łyżki. [przypis edytorski]




844


płowy (o włosach a. futrze) – jasny. [przypis edytorski]




845


tur – wymarły dziki ssak z rzędu parzystokopytnych. [przypis edytorski]




846


alkierz – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]




847


sernik – pomieszczenie do przechowywania serów. [przypis edytorski]




848


bez mała (daw.) – prawie. [przypis edytorski]




849


drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]




850


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




851


sperka (gw.) – słonina. [przypis edytorski]




852


pewnikiem (daw.) – na pewno. [przypis edytorski]




853


włodyczka a. włodycza – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




854


grzywna – śrdw. jednostka monetarna, wartość określonej wagi kruszcu. [przypis edytorski]




855


bojać się – dziś popr.: bać się. [przypis edytorski]




856


bożnica – tu: świątynia. [przypis edytorski]




857


prawić (daw.) – mówić. [przypis edytorski]




858


klusków – dziś popr.: klusek. [przypis edytorski]




859


zydel – mebel do siedzenia, podobny do taboretu. [przypis edytorski]




860


Za Jasiem do Śląska – pieśń ludowa spotykana w Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i na Śląsku. [przypis edytorski]




861


siła (daw.) – wiele. [przypis edytorski]




862


poćciwa – dziś popr.: poczciwa. [przypis edytorski]




863


ongi (daw.) – kiedyś, dawniej. [przypis edytorski]




864


ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]




865


kamionka – naczynie ceramiczne. [przypis edytorski]




866


gomółka – okrągła bryła sera. [przypis edytorski]




867


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




868


uwidzieć (daw.) – zobaczyć. [przypis edytorski]




869


Cztan – skrócona forma imienia Przecław. [przypis edytorski]




870


sierdzisty (daw.) – śmiały, czupurny. [przypis edytorski]




871


barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]




872


narocznik – słowo wieloznaczne: chłop płacący roczną daninę bądź przedstawiciel ludności niewolnej zobowiązany do bliżej niesprecyzowanych świadczeń wojskowych. [przypis edytorski]




873


miesiąc (daw.) – księżyc. [przypis edytorski]




874


łońskiego roku (gw.) – zeszłego roku. [przypis edytorski]




875


nieprzezpieczny – dziś popr.: niebezpieczny. [przypis edytorski]




876


zadni – tylny. [przypis edytorski]




877


socha – prymitywny, drewniany pług. [przypis edytorski]




878


kopce – kopcami często oznaczano granicę posiadłości. [przypis edytorski]




879


ozwać się (daw.) – odezwać się. [przypis edytorski]




880


barć – wydrążony w drzewie ul dla leśnych pszczół. [przypis edytorski]




881


podhalski – dziś popr.: podhalański. [przypis edytorski]




882


łosi – tu: ze skóry łosia. [przypis edytorski]




883


wdziać, nawdziać – ubrać. [przypis edytorski]




884


toporzysko – drewniany uchwyt siekiery bądź topora. [przypis edytorski]




885


zażywać – tu: używać. [przypis edytorski]




886


udój – dojenie krów. [przypis edytorski]




887


chojar (daw.) – wysokie drzewo iglaste. [przypis edytorski]




888


jagodzisko – miejsce, gdzie rosną jagody. [przypis edytorski]




889


chybki (daw.) – szybki i zwinny. [przypis edytorski]




890


atoli (daw.) – jednak. [przypis edytorski]




891


jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]




892


wedle (daw.) – obok. [przypis edytorski]




893


dżdże (daw.) – deszcze. [przypis edytorski]




894


używać (daw.) – mieć coś, dysponować czymś, cieszyć się czymś. [przypis edytorski]




895


przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]




896


k’tobie (daw.) – do ciebie. [przypis edytorski]




897


skapieć (daw.) – zmarnować się. [przypis edytorski]




898


bywaj (daw.) – przybywaj. [przypis edytorski]




899


zjawienie (daw.) – widzenie. [przypis edytorski]




900


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




901


obzierać się (daw.) – oglądać się za siebie. [przypis edytorski]




902


w skok (daw.) – szybko, galopem. [przypis edytorski]




903


stary – niedźwiedź; istniał przesąd, że wymawianie nazwy tego zwierzęcia jest niebezpieczne, zwłaszcza po zmroku, toteż często zastępowano ją synonimami. [przypis edytorski]




904


lubo (daw.) – chociaż. [przypis edytorski]




905


zwietrzyć – wyczuć, wywąchać. [przypis edytorski]




906


jąć, imać (daw.) – chwycić. [przypis edytorski]




907


osada – tu: drzewce, na którym osadzone są widły. [przypis edytorski]




908


wytężyć (daw.) – wysilić. [przypis edytorski]




909


konwulsje – drgawki. [przypis edytorski]




910


zatlony (daw.) – podpalony, tlący się. [przypis edytorski]




911


hubka – materiał łatwopalny wytwarzany z huby (odmiany grzyba rosnącej na pniach drzew). [przypis edytorski]




912


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]




913


bojać się – dziś popr.: bać się. [przypis edytorski]




914


ozdarł (daw.) – rozdarł. [przypis edytorski]




915


obezwać się – dziś popr.: odezwać się. [przypis edytorski]




916


paździerze – suche odpady po pozyskiwaniu włókien z lnu bądź konopii. [przypis edytorski]




917


szczypka – szczapka, kawałek drewna. [przypis edytorski]




918


wartko (daw.) – szybko. [przypis edytorski]




919


sucharze – suche badyle. [przypis edytorski]




920


powiadać (daw.) – mówić. [przypis edytorski]




921


kwarta – dawna miara objętości, zwykle ok. 1 litra. [przypis edytorski]




922


w miarę (daw.) – według miary, tyle ile potrzeba. [przypis edytorski]




923


godnie (daw.) – porządnie, solidnie. [przypis edytorski]




924


wypsnąć się – tu: wyślizgnąć się. [przypis edytorski]




925


kwarta – dawna miara objętości, zwykle ok. 1 litra. [przypis edytorski]




926


przez rozum – z rozsądku. [przypis edytorski]




927


kolczuga – zbroja z niewielkich, metalowych kółeczek. [przypis edytorski]




928


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




929


skrom – tłuszcz zwierzęcy. [przypis edytorski]




930


żeremie – konstrukcja z gałęzi, mchu i szlamu, budowana przez bobry, w której rodzą one młode. [przypis edytorski]




931


wadzić (daw.) – przeszkadzać. [przypis edytorski]




932


św. Jerzy – męczennik z III-IV w., patron rycerzy. [przypis edytorski]




933


wojennik (daw.) – wojownik, zwł. doświadczony. [przypis edytorski]




934


wżdy (daw.) – zawsze, przecież. [przypis edytorski]




935


przydawać (daw.) – dodawać. [przypis edytorski]




936


rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]




937


św. Kosma i Damian – lekarze, męczennicy rzymscy z przełomu III-IV w. [przypis edytorski]




938


św. Apolonia – męczennica, zm. 249 w Aleksandrii, wg legendy przed spaleniem na stosie wybito jej zęby. [przypis edytorski]




939


św. Liboriusz – zm. w IV w., biskup Le Mans. [przypis edytorski]




940


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




941


głowa wygolona – tonsura, znak przynależności do stanu duchownego. [przypis edytorski]




942


kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]




943


pośrzednik – dziś popr.: pośrednik. [przypis edytorski]




944


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się. [przypis edytorski]




945


nawojka – tu: dziewczyna. [przypis edytorski]




946


w ostatku (daw.) – w końcu. [przypis edytorski]




947


żywot (daw.) – brzuch. [przypis edytorski]




948


wedle (daw.) – obok. [przypis edytorski]




949


wartko (daw.) – szybko. [przypis edytorski]




950


szczypka – szczapka, kawałek drewna. [przypis edytorski]




951


pazdury – dziś popr.: pazury. [przypis edytorski]




952


zbyrczeć (gw.) – brzęczeć (z gwary góralskiej, za pomocą której Sienkiewicz naśladował staropolszczyznę). [przypis edytorski]




953


chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]




954


tkać (daw.) – wpychać. [przypis edytorski]




955


może – tu: możliwe. [przypis edytorski]




956


chorość (daw.) – choroba. [przypis edytorski]




957


jąć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]




958


przywieść (daw.) – przyprowadzić. [przypis edytorski]




959


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




960


wartki (daw.) – szybki. [przypis edytorski]




961


kasztelan – średniowieczny urzędnik, odpowiedzialny za ściąganie podatków, obronę i sądownictwo na terenie kasztelanii, to jest jednostki administracyjnej średniego szczebla. [przypis edytorski]




962


pokrętka – tu: korba. [przypis edytorski]




963


wszelako (daw.) – jednak. [przypis edytorski]




964


radzi (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]




965


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




966


ochwiarować – dziś popr.: ofiarować. [przypis edytorski]




967


po kądzieli – w linii żeńskiej; kądziel – pęk włókien przygotowanych do przędzenia. [przypis edytorski]




968


Zbyszków (daw.) – Zbyszkowy, należący do Zbyszka. [przypis edytorski]




969


odmówić – tu: przekonać do odejścia. [przypis edytorski]




970


źreb – dawna miara powierzchni ziemi. [przypis edytorski]




971


Wilkowi – poddani Wilka. [przypis edytorski]




972


na Boże Narodzenie – Boże Narodzenie stanowiło zwyczajowy termin, do którego obowiązywały umowy. [przypis edytorski]




973


ninie (daw.) – teraz. [przypis edytorski]




974


polowiczko – polowanie. [przypis edytorski]




975


wezwyczaić się – przyzwyczaić się. [przypis edytorski]




976


uradzić (daw.) – ustalić. [przypis edytorski]




977


ciągoty – pożądanie. [przypis edytorski]




978


zmiarkować (daw.) – zauważyć, zorientować się. [przypis edytorski]




979


radzi (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]




980


przestawać (daw.) – przebywać. [przypis edytorski]




981


gonitwy – turnieje rycerskie. [przypis edytorski]




982


czerstwy (daw.) – zdrowy. [przypis edytorski]




983


wykrzesać – wykuć z kamienia. [przypis edytorski]




984


ciągoty – pożądanie. [przypis edytorski]




985


wdzięczen – dziś popr.: wdzięczny. [przypis edytorski]




986


przestawać (daw.) – przebywać. [przypis edytorski]




987


szczebrzuch – słowniki podają znaczenie: wiano panny młodej. Sienkiewicz prawdop. skontaminował to ze słowem ”brzeszczot”. [przypis edytorski]




988


skrom – tłuszcz zwierzęcy. [przypis edytorski]




989


wiano – posag. [przypis edytorski]




990


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




991


łacnie a. łacno (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]




992


chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]




993


przezpiecznie (daw.) – bezpiecznie. [przypis edytorski]




994


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




995


św. Jerzy – męczennik z III-IV w., patron rycerzy. [przypis edytorski]




996


osacznik – człowiek idący w obławie podczas polowania. [przypis edytorski]




997


zali (daw.) – czy. [przypis edytorski]




998


kierz (daw.) – krzak. [przypis edytorski]




999


skórznie – skórzane buty z wysokimi cholewami. [przypis edytorski]




1000


pójdem – dziś popr.: pójdę. [przypis edytorski]




1001


szczerk – ilasta gleba. [przypis edytorski]




1002


łozina (daw.) – zarośla wierzbowe. [przypis edytorski]




1003


oparzelisko – niezamarzające zimą torfowisko, nad którym unoszą się opary (stąd nazwa). [przypis edytorski]




1004


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1005


mierzyć – tu: celować. [przypis edytorski]




1006


żeremie – konstrukcja z gałęzi, mchu i szlamu, budowana przez bobry, w której rodzą one młode. [przypis edytorski]




1007


zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]




1008


rozdziewać (daw.) – rozbierać. [przypis edytorski]




1009


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




1010


nałęczka (daw.) – chusta służąca jako przepaska na głowę. Przypomnienie momentu uratowania Zbyszka od egzekucji przez Danuśkę. [przypis edytorski]




1011


paniej – dziś popr.: pani. [przypis edytorski]




1012


żeniaty – dziś popr.: żonaty. [przypis edytorski]




1013


statek – dostatek. [przypis edytorski]




1014


na zamry (daw.) – ryzykując zamęczenie konia. [przypis edytorski]




1015


atoli (daw.) – jednak. [przypis edytorski]




1016


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




1017


źreb – dawna miara powierzchni ziemi. [przypis edytorski]




1018


wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]




1019


rybałt – wędrowny muzyk lub śpiewak. [przypis edytorski]




1020


przeprawy – tu: przygody. [przypis edytorski]




1021


przebredzać – tu: wybrzydzać. [przypis edytorski]




1022


zabawiać się kośćmi – grać w kości. [przypis edytorski]




1023


drzewiej (daw.) – dawniej. [przypis edytorski]




1024


gniewliwy (daw.) – skłonny do gniewu. [przypis edytorski]




1025


do pola – na zewnątrz (por. dzisiejsze małopolskie ”na pole”). [przypis edytorski]




1026


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1027


alkierz – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]




1028


jaka (daw.) – rodzaj okrycia wierzchniego. [przypis edytorski]




1029


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




1030


żeleźce (daw.) – grot. [przypis edytorski]




1031


przyłap a. przyłapa – płytka podcień ze słupów drewnianych ustawionych bezpośrednio przy ścianie domu. [przypis edytorski]




1032


pocztowy – tu: osoba należąca do pocztu. [przypis edytorski]




1033


pątnik (daw.) – pielgrzym. [przypis edytorski]




1034


obońka – płaska beczułka do przewożenia płynów. [przypis edytorski]




1035


kord – krótki miecz. [przypis edytorski]




1036


żywo (daw.) – szybko. [przypis edytorski]




1037


przyłap a. przyłapa – płytka podcień ze słupów drewnianych ustawionych bezpośrednio przy ścianie domu. [przypis edytorski]




1038


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1039


wykopyrtnąć się – przewrócić się. [przypis edytorski]




1040


pokrętka – tu: korba. [przypis edytorski]




1041


trzy kwartały – dziewięć miesięcy. [przypis edytorski]




1042


wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]




1043


stropić się (daw.) – zakłopotać się, stracić pewność siebie. [przypis edytorski]




1044


jagody – tu: policzki. [przypis edytorski]




1045


krotochwila (daw.) – żart. [przypis edytorski]




1046


sromota (daw.) – wstyd. [przypis edytorski]




1047


Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




1048


baczyć (daw.) – uważać. [przypis edytorski]




1049


szpylman a. szpilman (z niem.) – grajek. [przypis edytorski]




1050


goliard (śrdw.) – wędrowny bard. [przypis edytorski]




1051


konew (daw.) – duże naczynie. [przypis edytorski]




1052


słód – skiełkowane i wysuszone ziarna zbóż, jeden z surowców do produkcji piwa. [przypis edytorski]




1053


clerici scholares (łac. forma M. lm.) – klerycy-studenci. [przypis edytorski]




1054


chycić – dziś popr.: chwycić. [przypis edytorski]




1055


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




1056


sierdzity a. sierdzisty – groźny. [przypis edytorski]




1057


frybra (daw.) – febra, gorączka. [przypis edytorski]




1058


kord – krótki miecz. [przypis edytorski]




1059


zaperzyć się – unieść się gniewem. [przypis edytorski]




1060


Omnes leges, omniaque iura vim vi repellere cunctisque sese defensare permittunt! (łac.) – Wszystkie prawa i zwyczaje pozwalają siłę odpierać siłą, oraz się bronić. [przypis edytorski]




1061


cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]




1062


uznać – tu: poznać. [przypis edytorski]




1063


precz – tu chyba: dalej. [przypis edytorski]




1064


garbować skórę – preparować skórę zwierzęcą tak, by była odporniejsza na warunki pogodowe. Tu przen. pobić. [przypis edytorski]




1065


bojać się – dziś popr.: bać się. [przypis edytorski]




1066


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




1067


gronostaj – mały ssak z rodziny łasicowatych a. cenne futro z niego. [przypis edytorski]




1068


jałowica – jałówka, młoda krowa. [przypis edytorski]




1069


włodyczka a. włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw rycerskich. [przypis edytorski]




1070


ścierciałka – skartabella (od łac.) ex carta belli, prawem wojny, szlachcic bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




1071


wyrostek (daw.) – chłopak. [przypis edytorski]




1072


buchasty (daw.) – szeroki, worowaty. [przypis edytorski]




1073


kord – krótki miecz. [przypis edytorski]




1074


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




1075


szpylman a. szpilman (z niem.) – muzyk, grajek. [przypis edytorski]




1076


atoli (daw.) – jednak. [przypis edytorski]




1077


synod – zebranie duchowieństwa i świeckich, podejmujące decyzje w sprawach kościelnych. [przypis edytorski]




1078


balista – rodzaj broni miotającej. [przypis edytorski]




1079


szranki – ogrodzenie placu, na którym odbywał się turniej, przenośnie: sam turniej. [przypis edytorski]




1080


fornicaria (łac.) – kobieta lekkich obyczajów; tu B lp. fornicariam: kobietę lekkich obyczajów. [przypis edytorski]




1081


bibula (łac.) – pijaczka; tu B. lp. bibulam: pijaczkę. [przypis edytorski]




1082


mulier (łac.) – kobieta; tu B. lp mulierem: kobietę. [przypis edytorski]




1083


Bacchus – rzymski bóg wina; tu B. lp. Bacchum: Bachusa. [przypis edytorski]




1084


adoro, adorare (łac.) – czcić, szanować; tu 3.os. lp cz.przesz. adorabat: czciła. [przypis edytorski]




1085


adultera (łac.) – cudzołożnica. [przypis edytorski]




1086


uxor (łac.) – żona; tu B.lp. uxorem: żonę. [przypis edytorski]




1087


ochędożny (daw.) – porządny, umiejący utrzymać porządek. [przypis edytorski]




1088


Seneka – Lucjusz Anneusz Seneka Młodszy (ok. 4 p.n.e.–65 n.e.), rzym. filozof stoicki, autor wielu tekstów moralistycznych. [przypis edytorski]




1089


Pomus non cadit absque arbore (łac.) – niedaleko pada jabłko od jabłoni. [przypis edytorski]




1090


fryjowny – chętny do zalotów. [przypis edytorski]




1091


aquam sordidam (łac.) – brudną wodę. [przypis edytorski]




1092


In saecula saeculorum, amen (łac.) – na wieki wieków, amen. [przypis edytorski]




1093


nastąpić na kogoś (daw.) – zaatakować kogoś. [przypis edytorski]




1094


kropielnica – zbiornik na wodę święconą, umieszczany w przedsionku kościoła. [przypis edytorski]




1095


miałki – tu: pozbawiony większej wartości. [przypis edytorski]




1096


pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]




1097


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1098


wyżenąć (daw.) – wygnać. [przypis edytorski]




1099


połomił – dziś popr.: połamał. [przypis edytorski]




1100


zapowiedź – tu: wyzwanie na pojedynek. [przypis edytorski]




1101


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




1102


gorze (ze starop. gorzeć: palić się) – biada, nieszczęście, niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]




1103


staje, stajanie – dawna miara odległości, etymologicznie: dystans, po przebiegnięciu którego koń musi się zatrzymać i odpocząć. [przypis edytorski]




1104


zabaczyć (daw.) – zapomnieć. [przypis edytorski]




1105


frasobliwy (daw.) – smutny. [przypis edytorski]




1106


przygodzić się (daw.) – przydarzyć się, przytrafić. [przypis edytorski]




1107


skartabella – szlachcic ex carta belli (łac.: prawem wojny), bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




1108


sowizdrzał – tu: wędrowny błazen. [przypis edytorski]




1109


szczypka – szczapka, drewienko. [przypis edytorski]




1110


pakliby (daw.) – jeśliby. [przypis edytorski]




1111


alibo – dziś popr.: albo. [przypis edytorski]




1112


skojec – średniowieczna moneta, 1/24 grzywny. [przypis edytorski]




1113


opat – przełożony w męskim zakonie kontemplacyjnym. [przypis edytorski]




1114


wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]




1115


kmieć – zamożny chłop, posiadający własne gospodarstwo. [przypis edytorski]




1116


laga – kij, laska. [przypis edytorski]




1117


łagiew (daw.) – naczynie podróżne. [przypis edytorski]




1118


Fryz a. Fryzyjczyk – mieszkaniec Fryzji, krainy nad Morzem Północnym, obecnie stanowiącej pogranicze Niemiec, Danii i Holandii. [przypis edytorski]




1119


alkierz (daw.) – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]




1120


z nawrotem – z powrotem. [przypis edytorski]




1121


grzywna – śrdw. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]




1122


list – tu: kwit potwierdzający zastaw. [przypis edytorski]




1123


jakom znakiem krzyża świętego sam poświadczył – znak krzyża stawiały na dokumentach osoby nieumiejące pisać. [przypis edytorski]




1124


rad (daw.) – zadowolony. [przypis edytorski]




1125


prawić (daw.) – mówić. [przypis edytorski]




1126


chcem – dziś popr.: chcę. [przypis edytorski]




1127


zaperzyć się – zdenerwować się. [przypis edytorski]




1128


chleb ludzi bodzie – zwrot przysłowiowy mówiący o zuchwałości ludzi sytych. [przypis edytorski]




1129


piechtą (daw.) – na piechotę. [przypis edytorski]




1130


gładki (daw.) – urodziwy. [przypis edytorski]




1131


nałęczka (daw.) – chusta służąca jako przepaska na głowę. Przypomnienie sceny, w której Danusia uratowała Zbyszka przed egzekucją. [przypis edytorski]




1132


pątlik – siatka do podtrzymywania włosów. [przypis edytorski]




1133


stróża (daw.) – straż. [przypis edytorski]




1134


począć (daw.) – zacząć. [przypis edytorski]




1135


poczkaj – dziś popr.: poczekaj. [przypis edytorski]




1136


skomorocha (daw.) – wędrowny śpiewak a. aktor, zwłaszcza słowiański. [przypis edytorski]




1137


wagant – śrdw. kleryk lub żak, żyjący w sposób prowokacyjnie swobodny, często zajmujący się twórczością poetycką bądź aktorstwem. [przypis edytorski]




1138


kulbaczyć – siodłać. [przypis edytorski]




1139


bożyć się (daw.) – zarzekać się, przysięgając na Boga. [przypis edytorski]




1140


tera – dziś popr.: teraz. [przypis edytorski]




1141


kord – krótki miecz. [przypis edytorski]




1142


poswarki a. swary (daw.) – kłótnie. [przypis edytorski]




1143


doma (daw.) – w domu. [przypis edytorski]




1144


cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]




1145


hartowny – zahartowany, twardy. [przypis edytorski]




1146


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1147


barziej – dziś popr.: bardziej. [przypis edytorski]




1148


sczeznąć (daw.) – zginąć, umrzeć. [przypis edytorski]




1149


ile że (daw.) – ponieważ. [przypis edytorski]




1150


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




1151


bez (daw.) – przez. [przypis edytorski]




1152


jej powinien (daw.) – ma wobec niej powinności, jest wobec niej zobowiązany. [przypis edytorski]




1153


krzyw (daw.) – niechętny. [przypis edytorski]




1154


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1155


godnie – tu: mocno, solidnie. [przypis edytorski]




1156


rad (daw.) – chętnie. [przypis edytorski]




1157


wola Boża (daw.) – pożądanie. [przypis edytorski]




1158


Bogać tam (daw.) – gdzie tam. [przypis edytorski]




1159


w prędkości – w zdenerwowaniu. [przypis edytorski]




1160


ostrogi – tu przen. znak przynależności do stanu rycerskiego. [przypis edytorski]




1161


zyszcze – dziś popr.: zyska. [przypis edytorski]




1162


folgować (daw.) – traktować łagodniej. [przypis edytorski]




1163


frasobliwy (daw.) – smutny. [przypis edytorski]




1164


nieprzezpiecznie (daw.) – niebezpiecznie. [przypis edytorski]




1165


włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny względnie bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




1166


przygoda – tu: niebezpieczeństwo. [przypis edytorski]




1167


skomorocha (daw.) – wędrowny śpiewak a. aktor, zwłaszcza słowiański. [przypis edytorski]




1168


przyłap a. przyłapa – płytka podcień ze słupów drewnianych ustawionych bezpośrednio przy ścianie domu. [przypis edytorski]




1169


uwidzieć – zobaczyć. [przypis edytorski]




1170


dowodnie (daw.) – wyraźnie. [przypis edytorski]




1171


zdybać się (daw.) – spotkać się. [przypis edytorski]




1172


odbieżać (daw.) – uciec. [przypis edytorski]




1173


po wtóre (daw.) – po drugie. [przypis edytorski]




1174


cnić się (daw.) – tęsknić za czymś, martwić się, nudzić. [przypis edytorski]




1175


kulbaka – wysokie siodło, przeważnie wojskowe. [przypis edytorski]




1176


borykać się – walczyć. [przypis edytorski]




1177


ciągoty (daw.) – pożądanie. [przypis edytorski]




1178


paniątko – dziecko, zwłaszcza z rodziny magnackiej. [przypis edytorski]




1179


bałamutny (daw.) – wprowadzający w błąd a. zalotny, uwodzicielski. [przypis edytorski]




1180


opończa – płaszcz z kapturem, ubranie podróżne. [przypis edytorski]




1181


burzyć się (daw.) – złościć się. [przypis edytorski]




1182


slowutny (czes.) – sławetny. [przypis edytorski]




1183


Zawisza Czarny z Garbowa – (ok. 1370–1428) polski rycerz, przez pewien czas na służbie króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego. [przypis edytorski]




1184


mierzyn, mierzynek – koń niewielkiego wzrostu. [przypis edytorski]




1185


włodyczka a. włodyka – rycerz, zwłaszcza niemajętny lub bez pełni praw stanowych. [przypis edytorski]




1186


odtroczyć (daw.) – odwiązać. [przypis edytorski]




1187


połomić – dziś popr.: połamać. [przypis edytorski]




1188


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




1189


ratyszcze – drzewce od broni kłującej, takiej jak spisa. [przypis edytorski]




1190


staje, stajanie – dawna miara odległości, etymologicznie: dystans, po przebiegnięciu którego koń musi się zatrzymać i odpocząć. [przypis edytorski]




1191


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1192


tołub (daw.) – rodzaj futra. [przypis edytorski]




1193


poczciwa z kościami – zwrot przysłowiowy. [przypis edytorski]




1194


przyczyny – tu: powody postępowania. [przypis edytorski]




1195


pomiarkować – tu: zrozumieć. [przypis edytorski]




1196


pozbaść (daw.) – uczynić kogoś uległym. [przypis edytorski]




1197


frasować się (daw.) – smucić się, martwić się. [przypis edytorski]




1198


wilczura – opończa podbita wilczym futrem. [przypis edytorski]




1199


przygodzić się – przytrafić się, przydarzyć się. [przypis edytorski]




1200


luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]




1201


powsinoga – włóczęga. [przypis edytorski]




1202


jeno (daw.) – tylko. [przypis edytorski]




1203


łubowy (daw.) – wykonany z kory. [przypis edytorski]




1204


powodować (daw.) – kierować, prowadzić. [przypis edytorski]




1205


gąsiorek – pękate naczynie z wąską szyjką. [przypis edytorski]




1206


głowę mam ogoloną – – mowa o tzw. tonsurze; tonsura, stosowana od roku 633 do 1972, była kręgiem wygolonym na głowie zakonnika, oznaczającym jego przynależność do stanu duchownego. [przypis edytorski]




1207


łuby – kosze; tu: bagaż podróżny. [przypis edytorski]




1208


Aleksandra Olgierdówna – (ok. 1370–1434), córka wielkiego księcia Litwy Olgierda, siostra Władysława II Jagiełły, żona księcia mazowieckiego Ziemowita IV. [przypis edytorski]




1209


Anna Danuta – (1358–1448), córka księcia trockiego Kiejstuta i Biruty, żona księcia mazowieckiego Janusza (było to najdłużej trwające małżeństwo w dziejach dynastii). [przypis edytorski]




1210


odpust – w religii katolickiej darowanie bądź zmniejszenie kary za grzechy, które zostały już sakramentalnie odpuszczone. [przypis edytorski]




1211


wyprawa krzyżowa a. krucjata – wyprawa zbrojna przeciw poganom; w średniowieczu przeprowadzono kilka takich wypraw do Palestyny, doprowadzając nawet do założenia Królestwa Jerozolimskiego. [przypis edytorski]




1212


przeor – przełożony domu zakonnego lub wyższy duchowny, niebędący biskupem. [przypis edytorski]




1213


Wiklef – John Wycliffe (ok. 1329–1384), angielski teolog, profesor teologii w Oksfordzie, głoszący poglądy, jakie później przejęła reformacja. [przypis edytorski]




1214


tedy (daw.) – więc, zatem. [przypis edytorski]




1215


rzezimieszek – złoczyńca, pierwotnie złodziej przecinający ”mieszki” (trzosy) w celu kradzieży pieniędzy. [przypis edytorski]




1216


Aragonia – region w Hiszpanii ze stolicą w Saragossie, w czasach przedstawionych w powieści stanowił samodzielne królestwo (unia personalna z królestwem Kastylii nastąpiła w 1469 r.). [przypis edytorski]




1217


Maria Egipcjanka – święta pustelnica, żyjąca między IV a VI w. [przypis edytorski]




1218


niedziela (daw.) – tydzień. [przypis edytorski]




1219


odwodzić (daw.) – zniechęcać do określonego działania. [przypis edytorski]




1220


zydel – mebel do siedzenia, podobny do taboretu. [przypis edytorski]




1221


Wincenty z Szamotuł – (zm. 1332), wojewoda poznański, brał udział w bitwie pod Płowcami. [przypis edytorski]




1222


roków (gw.) – lat. [przypis edytorski]




1223


komtur – zwierzchnik domu zakonnego bądź okręgu w zakonach rycerskich, do których zaliczali się krzyżacy. [przypis edytorski]




1224


luty (daw.) – groźny, srogi. [przypis edytorski]




1225


któren – dziś popr.: który. [przypis edytorski]




1226


koniowi do ogona przywiązali – włóczenie końmi, śrdw. forma egzekucji. [przypis edytorski]




1227


bitwa pod Płowcami – rozegrana 27 września 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami krzyżackimi, przerwała krzyżacką kampanię przeciw Polsce. [przypis edytorski]




1228


Władysław I Łokietek – (ok. 1260–1333), król Polski od 1320, przedtem długo walczył o zjednoczenie kraju po okresie rozbicia dzielnicowego. [przypis edytorski]




1229


zdybać (daw.) – spotkać. [przypis edytorski]




1230


durzyć (daw.) – zwodzić, oszukiwać. [przypis edytorski]




1231


jurysdykcja – prawo sądzenia spraw określonego typu bądź zdarzających się na określonym terytorium. [przypis edytorski]




1232


mitręga – męczący wysiłek, strata czasu. [przypis edytorski]




1233


prawy (daw.) – prawdziwy. [przypis edytorski]




1234


pątnik (daw.) – pielgrzym. [przypis edytorski]




1235


św. Jerzy – męczennik z III-IV w., patron rycerzy. [przypis edytorski]




1236


relikwiów – dziś popr.: relikwii. [przypis edytorski]




1237


niewiasta służebna – służąca. [przypis edytorski]




1238


nieopatrzny – nieostrożny. [przypis edytorski]




1239


pomnieć (daw.) – pamiętać. [przypis edytorski]




1240


młódka (daw.) – młoda dziewczyna. [przypis edytorski]




1241


lutnia (muz.) – dawny instrument strunowy szarpany. [przypis edytorski]




1242


jagody (daw.) – policzki. [przypis edytorski]




1243


płowy (daw.) – (o włosach) jasny. [przypis edytorski]




1244


agat – kamień półszlachetny, przyjmujący różne barwy. [przypis edytorski]




1245


snadnie (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]




1246


wartki (daw.) – prędki, szybki. [przypis edytorski]




1247


Kazimierzowe – aluzja do Kazimierza Wielkiego i poprawy standardów cywilizacyjnych w Polsce za jego czasów. [przypis edytorski]




1248


wojna Grzymalitów z Nałęczami – wojna domowa w Wielkopolsce, toczona w latach 1382–1385 między przedstawicielami dwóch rodów możnowładców. Konflikt wynikał z różnych koncepcji obsadzenia tronu polskiego po wygaśnięciu linii Piastów. [przypis edytorski]




1249


zabiegły – od „zabiegać”, czynić starania. [przypis edytorski]




1250


młaka – bagno. [przypis edytorski]




1251


wstręt czynić (daw.) – przeszkadzać. [przypis edytorski]




1252


dziewczyna – tu: panna, osoba niezamężna. [przypis edytorski]




1253


przetowłosy (daw.) – jasnowłosy. [przypis edytorski]




1254


opona (daw.) – zasłona, tu zapewne: opończa. [przypis edytorski]




1255


frasunek (daw.) – smutek. [przypis edytorski]




1256


ziemia dobrzyńska – obszar na wschód od Torunia, zagarnięty przez Krzyżaków wskutek bezprawnej umowy z księciem Władysławem Opolczykiem. [przypis edytorski]




1257


w tym razie (daw.) – w tej sytuacji, w tym momencie. [przypis edytorski]




1258


rohatyna (z ukr.) – włócznia z grotem zaopatrzonym w hak, aby po wbiciu trudniej ją było wyciągnąć. [przypis edytorski]




1259


napierstnik a. napierśnik – część zbroi osłaniająca pierś. [przypis edytorski]




1260


kropierz – długa kapa osłaniająca konia. [przypis edytorski]




1261


alkierz (daw.) – izba narożna, często reprezentacyjna. [przypis edytorski]




1262


grzywna – śred. jednostka płatnicza, o wartości pół funta złota lub srebra. [przypis edytorski]




1263


Janusz I Starszy (Warszawski) – (ok. 1346–1429), książę mazowiecki, lennik Władysława Jagiełły. [przypis edytorski]




1264


bitwa nad Worsklą – stoczona w połowie sierpnia 1399 między wojskami rusko–litewskimi dowodzonymi przez wlk. księcia Witolda, wspierającymi starającego się odzyskać władzę Tochtamysza a Tatarami pod wodzą Edygeja. Litwini ponieśli klęskę. [przypis edytorski]




1265


komtur – zwierzchnik domu zakonnego bądź okręgu w zakonach rycerskich, do których zaliczali się krzyżacy. [przypis edytorski]




1266


wikt – wyżywienie. [przypis edytorski]




1267


łacno (daw.) – łatwo. [przypis edytorski]


